Reportaże

Z wizytą na Mobilnym AMO. Czy objazdowe szkolenia PZPN mają sens?

Mobilna Akademia Młodych Orłów „krąży” po Polsce. Po kilku miesiącach jej pracy postanowiliśmy zweryfikować ją od środka. Pojawiliśmy się więc w Kiełczowie koło Wrocławia, zrobiliśmy kilka zdjęć i pogadaliśmy z trenerami zaangażowanymi w projekt.

Choć w ostatnim numerze czasopisma „Trener” Polski Związek Piłki Nożnej zwrócił uwagę na częsty problem z frekwencją podczas szkoleniowych wizyt specjalnie przeszkolonych trenerów, w Kiełczowie pojawiło się ich całkiem sporo. Względnie sporo.

Około 20-osobowa grupa złożona była z najmłodszych, którzy później brali udział w zajęciach pokazowych, a także nieco starszych i wręcz weteranów, trenerów z bardzo dużym doświadczeniem.

– Miejsca, o których warto wspomnieć, ze względu zaangażowania i zainteresowania projektem Mobilnej Akademii Młodych Orłów, to powiaty,  w których nie występują duże ośrodki piłkarskie, np. Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław czy Miedź Legnica – mówi w rozmowie z Weszło Junior Maciej Szeliga, Trener Mobilnego AMO w województwie dolnośląskim.

W dużych miastach jest więc mniej chętnych? Może nie pozwala im na to błędnie postrzegana… „duma”?

***

Ludzie są różni. Niektórzy myśleli, że w poniedziałkowe popołudnie otrzymają „godziny” do przedłużenia licencji. Choć PZPN według naszych informacji mocno myśli nad tym rozwiązaniem, projekt Mobilnego AMO funkcjonuje obecnie niezależnie jest od systemu licencji trenerskich.

Już na wstępie wizyty w Kiełczowie z tłumu wyrwał się na oko 60-letni trener: – Mam takiego jednego chłopaka… Niesamowity jest…

I o to właśnie chodzi! Warto się zgłosić do sztabu Mobilnego AMO, którego jednym z celów jest poszukiwanie piłkarskich perełek. W mniej popularnych lokalizacjach o takie wcale nie jest trudno, choć nieuzasadnione obawy o ich przyszłość ze strony lokalnych trenerów zdarzają się nader często.

Trenerzy mają okazję do pokazania  swoich podopiecznych poprzez udział zawodników w pokazowym treningu i grze selekcyjnej. To też okazja do promocji swojego klubu, ale przede wszystkim wyników swojej pracy szkoleniowej. W tym miejscu warto zaznaczyć, że zdarzają się przypadki,  gdzie trenerzy nie polecają swoich zdolnych zawodników w obawie, że my ich gdzieś zabierzemy, do innego klubu. To wynika z tego, że wielu trenerów nie do końca wie na czym polega ten projekt. Podczas naszych spotkań dogłębnie tę ideę wyjaśniamy. Nie współpracujemy z żadnym klubem, jedyne co możemy zrobić, to polecać wyróżniających się zawodników z danych powiatów np. na konsultacje kadry wojewódzkiej – tłumaczy Szeliga.

***

Tematem przewodnim części teoretycznej były „Filary szkolenia dzieci i młodzieży”. Znów wałkowane były więc sprawy podstawowe, ale jednocześnie często kluczowe w szkoleniowej codzienności.

– SZCZEGÓŁOWOŚĆ i INDYWIDUALIZACJA

– KREATYWNOŚĆ, czyli “daj dzieciom grać”

– EDUKACJA – “kontroluj ich wyniki w szkole”

– INTENSYWNOŚĆ – “organizuj zajęcia unikając kolejek i stosując się zasady 3xP: przejścia, piłki, przerwy”

Tak w dużym skrócie.

***

Na sali od razu pojawił się feedback.

Znów do głosu doszedł wspomniany wyżej 60-latek: – Panowie, przy 24 dzieciakach na treningu nie ma szans zadbać o intensywność! – alarmował, odnosząc się do realiów wielu mniejszych szkółek. – W Skandynawii, bo byłem w Norwegii, na taką grupę jak moja przypadało czterech trenerów!

Sam jednak chwilę później odpowiedział sobie, jak temu zaradzić. – Można przecież zaangażować rodziców, by w niewymagającym dużej uwagi trenera ćwiczeniu podawali piłki, a część zespołu przechodziła ze stacji na stację… – dopowiedział zainspirowany historią opowiedzianą przez prowadzącego warsztaty.

Mateusz Kaluźniak, drugi szkoleniowiec Mobilnego AMO w województwie dolnośląskim: – Podam przykład Benfiki Lizbona – tam w treningi często angażowani są piłkarze w przeszłości występujący w zespole trampkarzy czy juniorów. Plusem tego rozwiązania jest fantastyczny pokaz z ich strony, co w przypadku najmłodszych ma duże znaczenie. Klub korzysta więc z tych, którzy zeszli z piłkarskiej ścieżki, a być może mogą realizować się na ścieżce trenerskiej.

***

Po pokazie przykładowych gier treningowych, ruszyliśmy na boisko.

Trening naszpikowany był szczegółami. Detale, do których uwagę przykładali trenerzy Mobilnego AMO, często są bagatelizowane. Niemniej dla najmłodszych bywają często kluczem do ich rozwoju. Pozycja otwarta, linia podania, reakcja po przejęciu i stracie piłki.

Jak powinna wyglądać więc gra w ataku bez piłki? Dzieciom wytłumaczono w praktyce, że czasem, gdy są daleko od futbolówki, mogą pomóc zespołowi bardziej, niż gdyby zbiegały do środka. Że zachowanie szerokości powoduje ściągnięcie w boczne sektory przeciwnika, a jednocześnie więcej miejsca dla kolegów w środku pola. Zalążki taktyki w najprostszym wydaniu!

Na koniec trener Szeliga zapytał dzieci, jaki był cel treningu. Zmobilizował je do myślenia, do tego, by same doszły do tego, nad czym pracowały.

Bo ich świadomość i rozumienie gry to w dzisiejszych czasach wartość bezcenna.

***

Szeliga: – Sama idea projektu jest bardzo dobra. Trenerzy lokalnych środowisk mają szansę na spotkanie się i wymianę doświadczeń, rozmowę. Nic nie rozwija tak, jak dyskusja. Mam jednak trochę wrażenie, że nasi trenerze mają obawy, że przyjedziemy ich sprawdzić. Zweryfikować, wystawić stopnie. Nie. My przyjeżdżamy podzielić się swoimi doświadczeniami, przedstawić sposób pracy szkoleniowej, który proponuje Polski Związek Piłki Nożnej.

Niektórzy z trenerów brali czynny udział w warsztatach, nie bali się dialogu.

To pokazuje, jaka jest chęć dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. My chcemy wysłuchać trenerów, chcemy, by podzielili się z nami swoim zdaniem. Może mają lepsze rozwiązania? My chętnie z nich skorzystamy! Nie jest tak, że jesteśmy najmądrzejsi i wszystkim narzucamy swoje metody . Niemniej jednak nie wszyscy są tak otwarci, niektórzy są wycofani, a niczego nie należy się bać!

W te trzy godziny nie nauczycie sztuki trenowania, ale skłonicie do przemyśleń. Taki jest wasz cel?

– Najbardziej cieszy nas, gdy właśnie zainspirujemy trenerów do przemyśleń. Czy mój  trening jest taki, jak bym tego chciał? Czy mogę zrobić coś lepiej? W  których ewentualnie kierunkach się rozwinąć? Jeżeli chęci będą z dwóch stron, ten projekt może pójść w naprawdę dobrym kierunku .

W Kiełczowie pojawiło się 20 trenerów, a w bazie z powiatu wrocławskiego, strzelam, jest ich pewnie z pięciuset. Nie załamujecie rąk ze względu na tak niską frekwencję?

– Każdy trener na poziomie amatorskim ma pracę zawodową i nie każdemu pasuje data wydarzenia. Są treningi, przełożone mecze, nie zawsze dopasujemy się do harmonogramu każdego. Dlatego zachęcamy do odwiedzania strony „Łączy Nas Piłka”, gdzie jest plan naszych wizyt i jeśli ktoś z trenerów nie może być w swoim powiecie, może sprawdzić kolejne miejsce warsztatów, które jest najbliżej jego miejsca zamieszkania i dopasować do swojego kalendarza. 

Mobilne AMO to także dobra możliwość, by na poziomie Grassroots wyszkolić… rodziców?

– Mieliśmy takiego rodzica, który stwierdził, że chciałby być na całej części teoretycznej. Kiedy pojawiały się jednak zagadnienia dla trenerów, rodzic ten odpowiadał jak szkoleniowiec. Być może w przeszłości pracował jako trener? Zdarzają się jednak przypadki, że po naszej wizycie rodzic zapisuje się na kurs trenerski, bo chce dowiedzieć się więcej.

 

***

Do Kiełczowa przyjechało Mobilne AMO i… no właśnie, i co? Ameryki nie odkryli. Ale w każdym powiecie meldują się regularnie co dwa i pół miesiąca. A to całkiem zadowalająca częstotliwość.

Wielu uznanych trenerów podkreśla często, że na szkoleniu czy konferencji warto pojawić się choćby dla jednego zdania z nich wyciągniętego. Jeżeli tak spojrzymy na Mobilne AMO, to zapomnimy o wspomnianej na wstępie dumie, a zaczniemy korzystać z darmowej wiedzy.

Bo nic nie rozwija tak dobrze jak dialog.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK