Wywiady

Najmłodszy polski trener z UEFA PRO? Hiszpańska droga na szczyt Aleksandra Kowalczyka

W Hiszpanii prowadzi zespoły dla przeciętnego kibica anonimowe – FT Askartza U-18 oraz SD Deusto U-13. Niebawem może jednak być o nim głośno, bo choć wciąż ma 23 lata, właśnie zapisał się na kurs UEFA PRO! Elitarny poziom, w Polsce niedostępny dla większości szkoleniowców, na półwyspie Iberyjskim jest na wyciągnięcie ręki niemal każdego trenera. Jak wyglądają hiszpańskie realia i jakim sposobem Aleksander Kowalczyk „oszukał” nasz system licencyjny? Zapraszamy do rozmowy z byłym trenerem Varsovii.

***

Kilka dni temu opublikowaliśmy duży reportaż na temat kursów trenerskich: Dole i niedole polskiego trenera. Jak szkolimy szkoleniowców? >>

***

Po naszym niedzielnym reportażu stałeś się inspiracją dla wielu polskich trenerów. Odczułeś to?

Aleksander Kowalczyk: Nie za bardzo. Było kilka pozytywnych opinii, otrzymałem kilka wiadomości. Ale nie „jaram” się tym zbytnio.

Opowiedz na początek jak w ogóle znalazłeś się w Hiszpanii?

Hiszpania zawsze była moją inspiracją, jeżeli chodzi o trenowanie. Uważam, że 90% mojej wiedzy, zawdzięczam temu krajowi. Hiszpańskim trenerom, hiszpańskiemu futbolowi. Moja filozofia gry była zawsze zbieżna z hiszpańską. W przeszłości jeździłem na staże – byłem w Sevilli, w Osasunie Pampeluna. Zawsze chciałem zamieszkać tutaj na stałe i to się udało. Wcześniej w Kraju Basków mieszkałem dzięki studenckiemu programowi Erasmus, teraz przyjechałem na dłużej.

Czy jadąc na Erasmusa miałeś w planach pozostać w Bilbao?

Pierwotnie na Erasmusa miałem jechać do Madrytu lub Barcelony. Później była Pampeluna, ale stanęło na… Bilbao. Nie żałuję, bo wyszło bardzo dobrze. Wielu studentów wyjazdy erasmusowe spędza… melanżując. Mało z tego wynoszą. Ja ten czas postanowiłem wykorzystać inaczej. Oczywiście, zajęcia na uczelni trzeba było zaliczać, ale głównie poszerzałem swój trenerski warsztat. Oglądałem mecze, treningi, rozmawiałem z innymi trenerami, z Hiszpanii, pogłębiałem swoją wiedzę. Tak mi się spodobało, że musiałem tylko wrócić do Polski dokończyć studia i wróciłem do Bilbao. Na stałe.

Co studiowałeś w Polsce?

Ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie, kierunek wychowanie fizyczne oraz Szkołę Główną Handlową, kierunek zarządzanie. Oba kierunki ukończyłem dziennie, więc miałem sporo zajęć, zaliczeń. Sesje były dla mnie nie lada wyzwaniem. Ale udało mi się wszystko zakończyć pomyślnie.

Pracowałeś też jako trener?

Trenowałem w klubie, w którym byłem od dziecka. UKS Varsovia to jedyny klub, w którym grałem w piłkę. Kiedy tylko skończyłem grać, zacząłem trenować. Jak większość trenerów, na początku pomagałem przy najmłodszych rocznikach. Później byłem asystentem w U-19, aż dostałem swoją drużynę – U-17. Można powiedzieć, że to był mój pierwszy samodzielny projekt. Nikt nie wymagał ode mnie cudów, bo w kadrze miałem czternastu zawodników. Wyglądało to strasznie, ale udało nam się zżyć, stworzyliśmy fajną grupę i… awansowaliśmy.

Po awansie dołączyło kilku chłopaków, bardzo sumiennie podchodziliśmy do treningów. Starałem się pracować jak najbardziej profesjonalnie. Wyznaję taką zasadę, że nie ważne w jakiej kategorii i na jakim poziomie pracujesz, musisz dawać z siebie wszystko, robić wszystko najlepiej jak można. Nie można czekać na to, kiedy będzie się wyżej. I w kolejnym sezonie wygraliśmy ligę! O mały włos nie awansowaliśmy do ligi wojewódzkiej, bo odpadliśmy dopiero po barażu z Victorią Sulejówek. Po porażce 1:2, w rewanżu prowadziliśmy już 4:1. Zakończyło się jednak 4:3… Ten mecz bardzo mnie dotknął, aż się popłakałem. Nie wiedziałem co się stało. Po latach wiem, że w 70. minucie tamtego spotkania kilka rzeczy zrobiłbym inaczej… Niemniej usłyszałem wiele ciepłych słów: od zawodników, trenerów Varsovii, osób trzecich. Drużyna dokonała dużego progresu, zarówno pod kątem działań grupowych, jak i indywidualnej formy poszczególnych graczy. Mam z tego dużą satysfakcję. Wiedziałem, że mogę zostać w Varsovii, ale potrzebowałem nowych wyzwań. Wyszedłem więc ze strefy komfortu i wyjechałem do Kraju Basków.

Skąd pomysł, ze tam właśnie się tak rozwiniesz?

Kraj Basków to taki Oxford wśród uniwersytetów, jeżeli chodzi o piłkę nożną. Cztery drużyny w Primera Division, oprócz tego Athletic opiera się na swoich wychowankach. Podobna filozofia jest w Realu Sociedad, prężnie rozwija się akademia Deportivo Alaves, jest jeszcze SD Eibar. Oprócz tego jest dużo mniejszych klubów, które trzymają poziom. Dla każdego piłkarza i trenera to miejsce jest znakomitym do rozwoju. Ja uważam, że jednym z najlepszych na świecie.

Kiedy zrodził ci się w głowie pomysł na zrealizowanie kursu UEFA A w Hiszpanii?

Kiedy przyjechałem już do Hiszpanii i zacząłem trenować, poznałem kilku trenerów i poszedłem na kurs. Później sporo kontaktów zdobyłem podczas kursu. Zaczęło się w październiku, miałem trochę wolnego czasu. Spotykaliśmy się trzy razy w tygodniu, aż do maja.

Jak wyglądał kurs UEFA A w Hiszpanii?

Grupa około 20 osób, zajęcia trzy razy w tygodniu po trzy godziny. To wyglądało bardziej jak studia. Idzie się po kolei, przedmiotami, po każdym jest egzamin. Cały kurs trwał od września do maja. Na koniec trzeba zrealizować praktyki. Oprócz tego bardzo dużo jest pracy poza kursem. Musieliśmy przygotowywać analizy, nagrywaliśmy swoje treningi. Potem w domu musieliśmy wyciągać wnioski dotyczące przygotowywania treningów. Sporo było pracy poza kursem, ale mnie się to akurat bardzo podobało. Każda godzina z piłką wspomagała przecież mój warsztat.

Od razu po przyjeździe zacząłeś też trenować?

Tak, w klubie Tercera Division SD Deusto, jednym z głównych klubów filialnych Athletic Bilbao. Zacząłem pracę przy dwóch drużynach, U-10 oraz U-16. Przy tym starszym zespole poszło nam znakomicie, bo awansowaliśmy do najwyższej ligi. Z młodszymi z kolei dostawaliśmy lanie, bo umieścili nas w najwyższej lidze w regionie. Graliśmy ofensywnie, staraliśmy się uczyć gry w piłkę, ale wyniki były kiepskie. Niemniej rodzice i wszyscy w klubie byli zadowoleni, gdyż zawodnicy zrobili postęp. Teraz prowadzę zespoły U-13 i U-18.

Sporo pracy…

To nie tylko trening i mecze. To także przygotowanie do treningu. Staram się większość zajęć mieć nagranych, żeby analizować je później, tak samo robię z meczami. Oprócz tego analizy przeciwnika, rozmowy z zawodnikami. Ta praca zajmuje mi bardzo dużo czasu. Dwie drużyny to maksimum, więcej prowadzić byłoby już ciężko.

Czy znałeś wcześniej hiszpański? Czy nauczyłeś się go już na wyjeździe?

Znałem już wcześniej. Zacząłem się uczyć w liceum, aczkolwiek uważam się za samouka. Żeby było śmieszniej, w szkole średniej miałem z hiszpańskiego… zagrożenie. Jeżeli chodzi o Hiszpanię, dużo dała mi piłka. Czytałem książki, oglądałem filmy z wypowiedziami trenerów, bywałem na stażach, próbowałem rozmów. Krok po kroku i było coraz lepiej. Jako trener muszę jednak znać hiszpański, żeby moja komunikacja z zawodnikami była na odpowiednim poziomie.

Kurs UEFA B zrobiłeś w Polsce, byłeś pozytywnie zaskoczony poziomem UEFA A w Hiszpanii?

Była różnica. Przede wszystkim w Hiszpanii na kursie UEFA A dużo więcej rozmawialiśmy o grze w piłkę. O piłce nożnej, wszystkich zjawiskach zachodzących w grze. O tym jak nauczać, o koncepcjach taktycznych, o rozumieniu gry, o tym, czym rzeczywiście jest piłka. Mniej skupialiśmy się nad oddzielnym przygotowaniu motorycznym, psychologii. Zajęcia trwały krócej, ale dużo więcej było pracy poza kursem, o czym już wspomniałem. Oprócz tego zorganizowany mieliśmy wyjazd do akademii Deportivo Alaves. Tam spotkaliśmy się m.in. z osobą odpowiedzialną za całą metodologię ich pracy. To też był duży plus.

Który zjazd szczególnie zapadł ci w pamięci? I dlaczego?

Spodobały mi się zajęcia z byłym sędzią piłkarskim. Nie były to czyste przepisy piłki nożnej, a wyglądało to tak, że wykładowca starał się pokazać nam, jak trenerzy mogą wiedzę o przepisach wykorzystać podczas meczu! Mówił o takich rzeczach, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Dziś wiem, że przepisy sędziowskie można… wykorzystywać podczas meczu.

Poza tym najbardziej lubiłem przedmiot „analiza”. Każdy z nas musiał przygotować analizę zespołu Primera Division, jakbyśmy byli analitykami danej drużyny. Mieliśmy przygotować raport przeciwnika, ich mocne, słabe strony. Wszystko. Ja wylosowałem Real Betis i jego analizę przygotowałem.

Mieliśmy też takie zadanie, kiedy prowadzący wybrał trzy europejskie drużyny, które według niego miały najwięcej do zaoferowania pod kątem taktycznym: Liverpool, Atalantę i Hoffenheim. Otrzymaliśmy od niego na pendrivie nagrane określone mecze tych zespołów i każdy z nas miał przygotować analizy poszczególnych koncepcji taktycznych. W obserwowanych meczach. Musieliśmy wyciąć fragmenty, w których widzieliśmy jakieś ciekawe sytuacje.

Jaki jest największy plus hiszpańskich kursów trenerskich?

Największym plusem jest dla mnie to, że w Hiszpanii mówi się dużo o piłce, o jej esencji. Skupiają się na tym, co jest najważniejsze, nie tracąc czasu na tematy poboczne.

Jak wyglądał egzamin na licencję UEFA A?

Egzaminu końcowego nie było, bo zaliczyć trzeba każdy przedmiot. Po każdym przedmiocie zaliczenia były teoretyczne i praktyczne. Ciekawie było np. na angielskim. Hiszpanie mówią w tym języku dość śmiesznie, a na koniec w części praktycznej używając angielskiego trzeba było poprowadzić trening na innych kursantach.

O analizach już mówiłem, trzeba było też poprowadzić trening podzielony na trzy ćwiczenia: analitica, integrada i contextualizada. Pierwsze to ćwiczenie bardziej analityczne, drugie dotyczyło fragmentu gry, który nie do końca miał odzwierciedlać mecz, ale w jakiś sposób odwzorowywać meczową sytuację. Trzecie ćwiczenie musiało natomiast w realistyczny sposób odnosić się do sytuacji meczowej.

Poza tym na innych przedmiotach sporo było wypełniania tabelek, przygotowywania prezentacji.

Czy otrzymaliście na wstępie kursu jakiś program? Czy był on realizowany według na wstępie nakreślonego planu?

Tak, w Hiszpanii jest internetowa platforma, na której wszystko jest rozpisane. W październiku wiadomo gdzie i o której godzinie odbywać się będą zajęcia np. kwietniowe. I jaki będzie ich temat. Kiedy nie ma zajęć? Kiedy jest przerwa? Wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane.

Do czego licencja UEFA A uprawnia cię w Hiszpanii?

Z tego co wiem mogę trenować wszystkie kategorie młodzieżowe, poza juniorami w lidze centralnej. W piłce seniorskiej UEFA PRO potrzebne jest za to od poziomu Tercera Division (3. poziom).

Korzystając ze swoich doświadczeń stworzyłeś Futbol Espanol. Opowiedz o tym projekcie.

Z samego trenowania w Hiszpanii bym nie wyżył. Przygotowuję więc oprócz tego analizy dla Instatu, a że nie chciałem robić czegoś kompletnie niezwiązanego z piłką, to stało się tak, że stworzyłem Futbol Espanol. Chciałem robić to, co lubię, stawać się cały czas lepszym trenerem. Stworzyłem więc bloga, na którym piszę o hiszpańskiej piłce, dzielę się analizami, rozmawiam z ciekawymi osobistościami. Ponadto organizuję staże i konferencje dla trenerów. Na pierwszą konferencję ściągnąłem do Warszawy Mikela Etxarriego, którego książkę aktualnie tłumaczę. W minione wakacje do naszej stolicy przylecieli z kolei Gaizka Garitano i Kiko Ramirez.

Swoje kontakty wykorzystujesz do organizacji stażów dla polskich trenerów. Dlaczego warto przyjechać do Kraju Basków?

To jest kolebka, ewenement na skalę światową. Nie tylko pod względem czterech największych klubów, ale też wszystkich mniejszych, które pracują na Athletic. To, że Athletic może funkcjonować tak, jak funkcjonuje, to zasługa małych klubów partnerskich, których jest dwieście. Warto poznać tę specyfikę.

Poza tym spotykamy się podczas stażu z wartościowymi osobami. Wychodzę z założenia, że traktuję trenerów tak, jak sam chciałbym być traktowany na stażu. Chciałbym zobaczyć trening, mecz, ale też porozmawiać z miejscowymi. Wszyscy uczestnicy do tej pory byli zadowoleni z takiej formuły.

Jak wyglądają twoje plany związane z kursem UEFA PRO?

Zapisałem się na kurs, który rusza w styczniu. Aktualnie jestem na etapie oczekiwania na jego start.

Jak to wygląda ze strony przepisów – ile trzeba przepracować przed kursem UEFA PRO i ile po kursie?

Przez pół roku trzeba pracować w Hiszpanii z UEFA A, żeby zostać dopuszczonym do UEFA PRO. Po kursie, z tego co wiem, trzeba jeszcze zostać w kraju dwa lata. Bywały sytuacje, że Włosi czy Francuzi przyjeżdżali tylko na kursy, dlatego wprowadzono taki przepis. Kurs to jednak jedno, ale treningi, mecze, przede wszystkim praca z dnia na dzień… to jest najważniejsze. Na tym cały czas się skupiam.

Ile potrwa hiszpański UEFA PRO?

Zaczynamy w styczniu, planowo kończymy w czerwcu. Pół roku, cztery razy w tygodniu po trzy godziny.

W Hiszpanii kursy UEFA PRO organizowane są przez związki regionalne, coś w stylu naszych wojewódzkich ZPN-ów. Czy nie boisz się, że poziom tych kursów będzie dużo niższy niż w Szkole Trenerów PZPN?

Wydaje mi się, że nie. W Hiszpanii organizacja kursów w każdym związku wynika z logistyki. Po co jechać do innego miasta, przeprowadzać się na pół roku i tam być zakwaterowanym?

Ile kosztuje kurs UEFA PRO w Hiszpanii?

1200 EUR.

Przy naszych 17 500 zł?! To dla porównania poproszę cię jeszcze o ceny kursów UEFA A i UEFA B…

Kurs UEFA A kosztuje 1100 EUR (w Polsce około 4000 zł – red.), a kurs UEFA B – 1000 EUR (w Polsce 2000 zł – red.).

Jakie masz plany trenerskie – nie chcesz wrócić do Polski z licencją UEFA PRO? Jak widać po naszym tekście, zapotrzebowanie na nowe nazwiska w drugiej lidze jest spore, a za dwa i pół roku będziesz już w kręgu zainteresowań… Czy może jednak na tyle spodobało ci się w Hiszpanii, że chciałbyś tam pracować do końca kariery?

Nie mam planów związanych ani z Polską, ani z Hiszpanią. Zobaczymy co przyniesie mi piłka. Daję z siebie wszystko, ale jak dostanę propozycję z Japonii czy z USA – pojadę tam. Moim celem jest praca z jak najlepszymi zawodnikami, na jak najwyższym poziomie. Krok po kroku staram się do tego dążyć. Nie ograniczam się jednak do Polski i Hiszpanii, bo w piłkę nożną gra się na całym świecie.

Nie boisz się reakcji na twoje słowa i twój wywiad ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej?

Nie bardzo rozumiem. Czemu? Staram się mówić prawdę, mówię jak jest. PZPN kilka rzeczy może poprawić, dużo jednak robi dobrze. Najłatwiej jest kogoś krytykować, a nie zapominajmy o wielu fajnych inicjatywach, które PZPN podjął w ostatnim czasie. Są strony i dobre, i złe.

Ciekawostką jest, że gdybyś UEFA A zrobił w Polsce, nie mógłbyś UEFA PRO robić w Hiszpanii (potrzebna do tego byłaby zgoda Szefa Szkolenia, Dariusza Pasieki, której, jak wynika z naszych informacji, AK nie otrzymałby – red.). Wiedziałeś o tym?

Nie wiedziałem. Skupiam się na swojej pracy, na grze w piłkę, a sprawy licencji i przepisów w moim przypadku idą swoim tokiem.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK