Weszło Junior

Znak jakości od PZPN. „Stan Futbolu” o certyfikacji szkółek piłkarskich

Przez ostatnie lata kwestia szkolenia młodzieży urosła do jednego z najbardziej palących problemów polskiej piłki. Nic więc dziwnego, że PZPN wreszcie postanowił coś tym zrobić i poprzez Program Certyfikacji Szkółek Piłkarskich chce wskazać, kto szkoli najlepiej w kraju i gdzie warto posłać swoje dziecko. W teorii założenia projektu prezentują się okazale, ale w zderzeniu z praktyką nie wszystko wygląda tak różowo, jak na papierze. I właśnie o tym w ostatnim odcinku „Stanu Futbolu” rozmawiali Maciej Sawicki, sekretarz generalny PZPN, Magdalena Urbańska, dyrektor departamentu ds. piłki amatorskiej, właściciel szkółki piłkarskiej „Champion”, Marcin Mięciel oraz trener piłkarski i zawodnik KTS-u Weszło, Mateusz Oszust. Dyskusja była żywa i konkretna, a przede wszystkim pozwoliła odpowiedzieć na wiele pytań związanych z projektem i bez wątpienia rozwiać przynajmniej niektóre wątpliwości. 

Wprowadzenie Programu Certyfikacji Szkółek Piłkarskich przez Zbigniewa Bońka zostało określone jako moment przełomowy, który podniesie nie tylko poziom szkolenia, ale wręcz całej polskiej piłki. W „Stanie Futbolu” tego stanowiska twardo bronili Sawicki i Urbańska, przedstawiając szereg argumentów przemawiających za racjonalnością związkowego pomysłu. – To, co na ten moment jest definiowane, to około 3,5 tysiąca szkółek piłkarskich, które szkolą dzieci w wieku od 6 do 12 lat. Chcielibyśmy się skupić na tym, czy te szkółki rzeczywiście szkolą dobrze, czy mają odpowiednią infrastrukturę, czy trenerzy posiadają wymagane licencje i czy jako PZPN, poprzez tę certyfikację, możemy im pomóc – w ten sposób zarys programu nakreślił Maciej Sawicki.

PZPN nad programem pracował ponad rok, odbywając w tym czasie szereg rozmów z właścicielami szkółek i akademii oraz członkami Wydziału Szkolenia. Efekt końcowy, w którym sprecyzowano kryteria oceny jest wypadkową właśnie tych konsultacji. – Musimy pamiętać, że nasza certyfikacja ma trafić przede wszystkim do dzieci i rodziców. Po Euro 2012 nastąpił wielki boom na szkółki, które otwierały się jako działalność pozaszkolna. Co ciekawe, wcale nie było nam łatwo zdiagnozować, ile tych podmiotów tak naprawdę jest na rynku. Spectrum podmiotów, które mogą prowadzić szkolenie, jest więc bardzo szerokie. W zeszłym roku udało się przeprowadzić badania dotyczące tego, kto gra w piłkę i dlaczego. Wynikało z nich, że ponad 600 tysięcy dzieci do 14 roku życia chce zostać piłkarzem. Doszliśmy do wniosku, że trzeba zrobić coś, aby pomóc rodzicom podejmować odpowiednie decyzje. Zależało nam na tym, żeby wskazać rodzicom właściwą drogą i pokazać im, że szkolenie istotne jest od samych podstaw. Kryteria, które wypracowaliśmy nie są aż tak wymagające, by jak najwięcej podmiotów nie mogło ich spełnić, dając jednocześnie jakość i pewność – tłumaczyła z kolei Magdalena Urbańska.

Realia, które stworzył PZPN nie są jednak do końca akceptowalne przez właścicieli szkółek i akademii. Prowadzący szkołę techniki futbolu „Champion” Marcin Mięciel, który ze szkoleniem dzieci ma kontakt praktyczny, jest zdania, że same certyfikacje i przyznawanie gwiazdek nie będzie miało aż tak dużego przełożenia na rodziców, jak przedstawia to piłkarska centrala. – Rywalizuję o dzieci, bo wiadomo, że gdy do mnie przyjdą, to dysponuję większymi funduszami i mogę się rozwijać, ale nawet taki profesjonalizm, jaki jest u nas nie spowodował, że wszyscy do mnie przyszli. Kluczem często jest lokalizacja. Ostatnio przeniosłem zajęcia do hali oddalonej od poprzedniej o trzy i pół kilometra i trójka dzieci nie przyszła. W ogóle, brzydko mówiąc, są dwa rodzaje rodzica. Rodzice świadomi, z którymi spotykam się na co dzień, lepiej niż ja i ludzie w PZPN-ie orientują się, gdzie jest dobra akademia i gdzie się dobrze szkoli – przekonywał były piłkarz warszawskiej Legii.

Sawicki ripostował, że program certyfikacji jest kompletnie dobrowolny, więc będą w nim uczestniczyć tylko chętne szkółki. Jednocześnie zaznaczył, iż PZPN liczy, że związkowy certyfikat ułatwi właścicielom szkółek i akademii pozyskiwanie sponsorów czy współpracę z władzami lokalnymi. – Gorąco wierzymy, że jeżeli szkółka dostanie nasz certyfikat, to razem z wójtem, prezydentem czy burmistrzem będzie mogła spróbować podnieść infrastrukturę.

Związek na razie nie ma jednak w planach dotowania szkółek z własnych funduszy. Pierwszy etap programu zakłada bowiem wyłącznie certyfikację ośrodków. Niemniej cały czas prowadzone są rozmowy z władzami lokalnymi, a przede wszystkim państwowymi, które być może doprowadzą do tego, że – jak określił to sekretarz generalny PZPN – w drugim etapie pojawi się też marchewka.

Jakie zatem profity z otrzymania złotej gwiazdki będą czerpać ci, którzy już teraz szkolą na wysokim poziomie i nawet bez najwyższej oceny wystawionej przez ludzi ze związku mają pod swoimi skrzydłami bardzo dużo dzieci? W pierwszej fazie programu będzie to wyłącznie potwierdzenie wysokiej jakości wykonywanej tam pracy i ewentualny znak dla sponsorów sygnowany logo PZPN, że faktycznie warto wejść do niej ze swoim kapitałem.

Takie korzyści, jak zresztą zauważył Sawicki, mają jednak tylko doraźny charakter i w gruncie rzeczy nie są pewne, a jak wiadomo – bez pieniędzy nie ma rewolucji. Marcin Mięciel zasugerował, że w związku z tym cały proces powinien być poprzedzony znalezieniem sponsorów i zorganizowaniem środków, które potem mogłyby zostać rozdysponowane między szkółkami. – Jako PZPN macie olbrzymie możliwości i znacie ludzi na najwyższym poziomie. Powinniście znaleźć sponsorów i może nawet nie dawać pieniądze, ale kupować sprzęt czy dotować budowę boisk – przekonywał „Miętowy”.

Na inne problemy uwagę zwrócił Mateusz Oszust mówiąc, że z kwestiami finansowymi związane są także obawy trenerów. – Rozmawiałem ze znajomymi trenerami o tym, jak widzą cały projekt. Przede wszystkim boją się, że będzie się od nich wymagało czegoś więcej, za co właściciele szkółek nie będą w stanie im zapłacić. Obawy dotyczą też sposobu egzekwowania programu. Mówiąc wprost, chodzi o to, czy to nie będzie kolesiostwa. Z tego, co czytałem wczoraj, to różnice między srebrną a złota gwiazdką są bardzo niewielkie. Na dobrą sprawę mógłbym więc napisać sobie program na kolanie i dostać złotą gwiazdkę.

Tego typu zastrzeżenia Sawicki i Urbańska zbijali jednak argumentem o doświadczeniu PZPN-u, pod którego egidą w całym kraju działa 29 akademii również podlegających pod certyfikację. – Prowadzimy szczegółowy monitoring wszystkich naszych inicjatyw. Mamy grupę trenerów-monitorów, którzy posiadają kwalifikację UEFA A i wyżej oraz minimum dwuletnie doświadczenie w pracy z młodzieżą. Żaden monitor nie sprawdza swojego województwa, co wyklucza kolesiostwo. Co pół roku zmieniają się też osoby, które monitorują dane województwo. Dialog i komunikacja działają jednak w dwie strony. Raz w roku przeprowadzamy ankietę wśród trenerów i wyrywkowo rozmawiamy z rodzicami – tłumaczyła Urbańska.

Szczegółowa weryfikacja to oczywiście bardzo pozytywny aspekt całego projektu, ale nawet w ten sposób nie da uciec się od innych wątpliwości dotyczących kryteriów przyznawania gwiazdek. Mięciel zwracał uwagę chociażby na fakt, iż najwyższe wyróżnienie mogą otrzymać tylko te szkółki, które prowadzą zajęcia dla dzieci obu płci z przedziału wiekowego 6-12. – Rocznie mam w sprawie dziewczynek dwa-trzy telefony. Nie ma takiej możliwości, bym zebrał całą drużynę, więc odsyłam je do akademii w Piasecznie, która jest obok mnie.

Maciej Sawicki przekonywał jednak, ten punkt wymaga jeszcze przedyskutowania, bo choć liczba dziewczynek chcących grać w piłkę stale rośnie, to jednak w niektórych lokalizacjach rzeczywiście może być ciężko o złożenie całej drużyny. Równocześnie zwracał uwagę, że rolą PZPN-u jest wyciągnięcie ręki do szkółek i pomoc w zorganizowaniu grup treningowych dla dziewczynek. – Jeżeli byłoby wystarczająco dużo chętnych i byłby też kolejny trener, który mógłby się tym zająć, to być może szkółka utworzyłaby taką grupę. To pewnie wiązałoby się z kosztami i tutaj widzę rolę Polskiego Związku Piłki Nożnej. A jeśli nie, to powinniśmy się zastanowić, czy to kryterium faktycznie powinno być zaimplementowane.

Spornym punktem dyskusji była też kwestia liczebności grup zajęciowych i tego, ilu trenerów powinno przypadać na jedno dziecko. Zgodnie ze związkowymi, aby otrzymać złotą gwiazdkę, na dwanaścioro dzieci powinien przypadać jeden trener, co jest dość rygorystycznym kryterium, które generuje dodatkowe koszta. – Utrzymanie trenerów prawdopodobnie będzie przerzucane na rodziców. A zwyczajnie nierealne jest, by rodzice z własnej kieszeni opłacali kolejnego trenera – argumentował Mateusz Oszust.

Druga strona dyskusji obstawała przy tym, że złota gwiazdka, choć bez wątpienia świadczy o wyjątkowości szkółki, wcale nie oznacza, że tylko tam szkoli się w idealny sposób. Ośrodki nagrodzone gwiazdką srebrną lub brązową w ocenie Macieja Sawickiego również są godne uwagi, choć szkolą na mniejsza skalę i w nieco gorszych – według programu certyfikacji – warunkach. Zresztą wśród ponad 250 dotychczas ocenionych szkółek zdecydowaną większość stanowią właśnie te, którym przyznano gwiazdkę brązową. Obecnie jest ich 182 przy 66 srebrnych i 17 złotych.

W pierwszym roku funkcjonowania Program Certyfikacji Szkółek Piłkarskich ma kosztować około trzy miliony złotych. Na tę kwotę składa się działalność pracowników terenowych oraz kwestie administracyjno-informatyczne. Wiele wskazuje również na to, że mimo różnych wątpliwości, projekt przyjmie się bezinwazyjnie, a PZPN liczy nawet, że w dłuższej perspektywie jego beneficjentami będą kluby ekstraklasy. Ale dla szkółek piłkarskich, zwłaszcza tych, które nie mają się czego bać, program też wygląda na korzystną opcję. Choć Marcin Mięciel jest przekonany, że akurat im najbardziej potrzebna jest marchewka.