Wywiady

Marcin Mięciel bez owijania w bawełnę mówi o certyfikacji szkółek i codziennym życiu własnej akademii

Gościem Wojciecha Hadaja w programie ,,Czarna eLka’’ był Marcin Mięciel, były piłkarz Legii Warszawa oraz właściciel Szkoły Techniki Futbolu Champion. Nie pisalibyśmy o tym, gdyby nie kilka ważnych spraw jakie obaj panowie poruszyli na początku czwartkowej audycji. Prowadzący, korzystając z okazji i obecnej profesji byłego reprezentanta Polski postanowił podpytać go o pracę jego akademii i nowy program PZPN-u, jakim jest certyfikacja szkółek piłkarskich. Jeśli oglądaliście najnowszy Stan Futbolu, to mieliście już okazję poznać zdanie byłego piłkarza w tej sprawie, ale w audycji Marcin Mięciel zdecydował się na więcej krytycznych słów o programie PZPN-u. Spisaliśmy dla was niezwykle ciekawą rozmowę dotykającą niuansów polskiego szkolenia i błędów w certyfikacji z perspektywy właściciela szkółki w Warszawie i byłego piłkarza. Jeśli wolicie posłuchać całej rozmowy obu panów to pod wywiadem zamieszczamy link do audycji.  

Twoja szkółka nazywa się Szkoła Techniki Futbolu Champion. Ilu chłopców trenuje?

Plus minus około 300. Są chłopcy, którzy wypisują się i przychodzą nowi, ale są też tacy, którzy są nakręceni na futbol i trenują u nas od 5 lat, tak jak zaczynaliśmy. Cały czas to się zmienia. (…)

Ty mieszkasz na obrzeżach Warszawy, na Zielonym Ursynowie. Czy robiąc nabory do swojej szkółki, koncertujesz się na chłopcach z dzielnicy? Czy również masz u siebie kogoś z Łomianek, Bemowa, Pragi Północ, czy raczej są to chłopcy z okolicy? Czy dużym wysiłkiem jest dla rodziców przywożenie dzieci na trening?

To jest ogromny wysiłek. Nie oszukujmy się, zajęcia muszą się odbywać jak najwcześniej. Najlepiej o godzinie 16-17. Wszyscy ludzie przeważnie pracują, a dzieci chodzą do szkoły. Właśnie powstaje w PZPN taki projekt, by certyfikować szkółki, by oznaczać szkółki gwiazdkami. Tylko szkoda, że Pan Sawicki i inni nie spotkali się z nami. Byśmy powiedzieli parę rzeczy.

Tak naprawdę certyfikacja ma za zadanie dać tę gwiazdkę złotą i ten rodzic z Łomianek jak zobaczy, że mamy złotą to do nas przyjedzie? Rodzice patrzą gdzie jest blisko. Oczywiście chcą też najlepszych szkółek, dobrego szkolenia, boisk i balonów. Ludzie są zapracowani i mają mało czasu. Nikt do mnie z Łomianek czy centrum nie przyjedzie. Skupiamy się na dzieciach z Ursynowa czy Piaseczna. Przejazd w tych godzinach (16-17) zajmuje około dwóch godzin z Bemowa czy Łomianek. My robiąc nabory bierzemy tak naprawdę wszystkich, którzy przyjadą, ale najlepiej jak ktoś przyjedzie z Konstancina, Mokotowa czy Piaseczna. Dojazd wynosi wtedy maksymalnie pół godziny. Najlepiej jakby to dziecko samo przyszło na trening. Rodzice pracują od 8 do 16, następnie może mama robi obiad, a tata może jeszcze dłużej pracuje. Nie ma na to czasu i to jest ogromny problem. Jeśli ja robię trening i mam 3 lokalizacje 2 kilometry dalej, to proszę sobie wyobrazić, że dzwonią rodzice i mówią, że 2 km to za dużo o te 10 minut i nie przyjeżdżają na trening.

Marcin, twoja szkółka wyróżnia się między innymi tym, że nie jesteś uzależniony od kaprysów władz dzielnicy i dyrektorów szkół, którzy chcą albo nie chcą wynajmować boisk. Ty masz swoje boisko, z tego, co mi mówiono, bo nie widziałem, bardzo dobrze przygotowane. Gdy czekaliśmy przed audycją, miałeś telefon od Pana, który dba o boisko. Pytał w jaki sposób ma kosić. To jest chyba ogromna zaleta, że pod tym względem jesteś niezależnym właścicielem szkółki piłkarskiej.

Można tak powiedzieć. Włożyliśmy z Maćkiem Bykowskim(…) nasze oszczędności. Wydzierżawiliśmy działkę na 20 lat. Boiska wyglądają rewelacyjnie. Można powiedzieć, że trawa jest taka jak w Ekstraklasie, ale musimy się też posiłkować boiskami sztucznymi, które są przy szkołach. Przykład. Koło Piaseczna wynajmujemy boisko od księdza. Z tym jest ogromny problem.

Ta Certyfikacja, o której mówiliśmy, to tak jakby PZPN mówił o tym, że wszyscy chcą pieniądze. Są szkółki takie jak moja, które mają swoje boiska, ale większość, to ma tak jak wspomniałeś, boiska wynajmowane ze szkoły. Nawet te dzieci, które trenują w gorszych warunkach, niech trenują. Naprawdę jak te 1000-1500 szkółek zburzymy, to te dzieci nie będą uprawiać sportu. Widzę orliki, które są puste, jeżeli ja nie mam treningów. Zdarzają się ojcowie, którzy się zbiorą i pograją w piłkę, ale dzieci w tych czasach się już nie zbiorą. Nie pójdą pokopać piłki. Same się nie skrzykną. Graja w gry wirtualne, a boisko stoi puste. Cieszmy się, że są gorsze szkółki, że te dzieci w ogóle grają i że te dzieci się ruszają. Ja wczoraj byłem w szkole i widziałem lekcje WF-u. Te niektóre dzieci nie potrafią biegać po prostej drodze. Niech uprawiają jak najwięcej tego sportu. Oczywiście, róbmy te profesjonalne akademie tak jak moja. Jak patrzyłem na te wytyczne, to moja akademia będzie miała złotą gwiazdkę. Tylko co dalej? Ja będę musiał zmieniać plany treningowe i będę miał jeszcze więcej roboty. Ja mam zrobić cztery turnieje rocznie, ale dla kogo? Tych turniejów jest mnóstwo. Drużyny jeżdżą na turnieje do Niemiec, na Ukrainę, po Polsce. Cała Akademia gra prawie 1000 spotkań w roku. Ja mam jeszcze organizować turniej? To jest bez sensu. (…)

(…) Trochę w żartach, trochę na serio. Czy Ty nie mógłbyś się spotkać z Maćkiem Sawickim? Przecież był w drużynie Legii, której Ty grałeś. Jesteście kolegami z boiska. Może lepiej byłoby się spotkać i pogadać?

Maciek mówił, że spotykali się ze szkółkami. Z tego co słyszę ze środowiska, to każdy ma dużo do powiedzenia takich rzeczy, które nie są ujęte w programie. Ta marchewka, która powinna być na końcu, powinna być sensowna, by opłacało się wkładać swoje pieniądze. Ta marchewka powinna być w formie sprzętu, kursów dla trenerów czy nagród. PZPN powiedział, że tą marchewką jest rodzic. Nie będzie tego rodzica. Mam balon, mam profesjonalne zajęcia, jeździmy za granicę, graliśmy z Manchesterem City, Borussią Dortmund, Espanyolem i to już mi wystarczy. Brzydko mówią są dwa rodzaje rodziców. Jest rodzic, który jest zaangażowany, przeważnie ojciec i jeśli jego syn gra w dobrej drużynie, to on wie, jakie szkółki są najlepsze w okolicy. Ja jeżdżę po meczach, rozmawiam z rodzicami i oni mówią ,,Jeśli moje dziecko odejdzie z Legii, to przyjdę do was albo do innych, bo mam dwie alternatywy”. Wierzcie mi, Ci rodzice wiedzą, która szkółka jest dobra dla ich synów, jeśli nie będą grali w lepszym klubie.

Rodzic numer dwa, przeważnie to są kobiety. 90 % zapisujących na zajęcia to są kobiety. Dzwoni pani i pyta gdzie są zajęcia? Usłyszała od znajomych, że super jest ta szkółka, super szkolą i dziecko się będzie dobrze bawiło. Najważniejszym jest, gdzie znajduje się najbliższa akademia. Ona nie będzie jechać 2-3 km dalej, bo to problem. Lepiej, żeby syn sam poszedł. Maksymalnie 5-7 minut drogi z domu do akademii. Wokół mnie są szkółki, które są mega amatorskie. Przychodzi nauczyciel, rzuca piłkę i grają. Dzieci i rodzice, wiedząc, że moja Szkoła jest profesjonalna i mogą się rozwinąć nie chcą tu zapisać swojego dziecka. Bo gdzie indziej mają bliżej i po szkole wychodzą i od razu są. Te gwiazdki nic mi absolutnie nie dadzą. Więcej dzieci do mnie nie przyjdzie. Nie będę więcej zarabiał i nie będę miał więcej pieniędzy, żeby w zmorzyć rozwój szkółki. Ta marchewka, o której mówiliśmy, na końcu musi być inna. Musi być dla szkółek, które mają mega problemy z pieniędzmi. Ja robiąc ligę płacę 30-40 tys. złotych na pół roku za samo to, że gram w lidze mazowieckiej. Opłacam sędziego, pielęgniarkę, wynajmuję boisko no i jeszcze przejazdy.

No ale masz swoje boiska.

Nie mam pełnowymiarowego i dla starszych muszę wynająć większe. Dla tych wszystkich 10 roczników mam, ale dla dwóch nie mam. Wynajem boiska jest to koszt od 300 do 600 zł za mecz plus sędzia i pielęgniarka, to wychodzi 750 zł. Jeśli masz więcej starszych roczników, to w weekend możesz wydać nawet 7000 tys. złotych, żeby pograć w piłkę dziecięcą. Do tego dochodzi to, co my robimy. Kosimy trawę, paliwo, trenerzy, wyjazdy, to są ogromne pieniądze. (…)

To takie przedsiębiorstwo taka szkółka.

(…) Takie małe przedsiębiorstwo, a pomocy nie ma. Ja mam swoje boisko, ale mam kolegę, który ma boisko na Bemowie i wynajmuje. Płaci 20 tys. złotych za wynajem boisk miesięcznie. A gdzie hala w zimę? To są naprawdę ogromne pieniądze, a pomocy z PZPN nie ma. Kto będzie sprawdzał tę certyfikację? 2000 szkółek? To będzie ogrom ludzi, którzy będą jeździć i sprawdzać.  Jednemu, drugiemu, piątemu damy i pójdzie na to pewnie dziesiątki tysięcy złotych dla ludzi, którzy tylko sprawdzają. Oni dostaną jakieś pieniądze, a my przy tej złotej gwiazdce, jestem przekonany, że nic z tego nie będziemy mieli. Gdzie 70-80-90 % rodziców nie będzie o tym wiedzieć, bo to są kobiety i ich naprawdę nie będzie interesować czy mam gwiazdę.

To może jednak warto umówić się z Maćkiem Sawickim na tą kawę… Czas na wprowadzanie zmian jest zawsze, upieranie się przy czymś złym jest głupotą a głupotę w wielu dziedzinach życia i przy dobrej woli przerwać szybko. Zachęcam Cie, żebyś z Maćkiem się spotkał.(…)

Masz 300 chłopców. Kiedy twoja szkółka pojawiła się na piłkarskiej mapie, przewinęło się przez nią pewnie kilka tysięcy chłopców. Marcin, czy polskie dzieci i młodzież mają talent do piłki? Czy te lata, kiedy Mięciele, Czereszewscy, Szamotulscy, Pisz uczyli się grac na podwórku, to te czasy minęły i nigdy nie powrócą? Nie chodzi mi o to, żeby uczyli się grać na podwórku, ale czy mają chęć? Jaka jest Twoja opinia, mają talent do gry na komputerze czy do grania w piłkę?

Mają talent, to nie ulega wątpliwości.

Jaka część?

Mniej niż połowa. Duża część dzieci, która przychodzi, ma problemy z bieganiem. Kiedyś tego nie było. Biegało się po budowach, po drzewach. Teraz jak piłka leci za płot, to dwóch stoi przed płotem i nie potrafi przez płot przejść. My musimy na zajęciach robić koordynacje. Zabierać ze stricte piłkarskiego treningu 15-20 minut. Druga rzecz. Dzieci mają ogromny problem, bo większą część dnia siedzą. Jedzie do szkoły samochodem, w szkole siedzi, po szkole wraca samochodem, odrabia lekcje, jedzie samochodem do nas na trening, trenuje z półtora – dwie godziny, wraca samochodem i siedzi w domu. Kiedyś się biegło albo jechało rowerem do szkoły. (…)Teraz same zakazy. Tu nie można grać w piłkę, tutaj się nie ruszaj i to jest ogromny problem. Dzieci trenujące u nas w szkółce albo dzieci trenujące inne sporty mają i tak mniej tego ruchu niż my mieliśmy.

Piłka cały czas ucieka. Wiemy, jak na świcie się gra w piłkę. Potrzeba jak najwięcej treningu i ruchu. Do tego dochodzi mentalność. My mieszkamy w Warszawie. Tutaj wiadomo, wszyscy wszystko mają. (…) Mają trawę, mają napompowane piłki i po kilka par butów. Później zaczyna się narzekanie. Tu za duża trawa, piłka za twarda, tu słońce. (…) Idzie tata i niesie torbę za synem. To nie jest dobre. Nie w tym kierunku to idzie. On jest 13, 14-letnim piłkarzem i on musi się sam spakować, musi sam trenować. (…) On musi chcieć więcej niż rodzice, a tak często nie jest.

Przed audycją rozmawialiśmy, że twoje grupy jeżdżą na turnieje międzynarodowe. Opowiadałeś mi o turnieju, gdzie grało 240 drużyn w Niemczech. Spotkaliście tam Manchester City, Borussie. Powiedziałeś, co bardzo dobrze świadczy o trenerach przynajmniej twojej szkółki, że z małej grupy wyłoniliście takich chłopców, którzy zrobili wrażenie na zagranicznych trenerach. Możesz opowiedzieć tę historię w skrócie?

To był rocznik 2009. Graliśmy z Manchesterem City i przegraliśmy 2:0. Oni wygrali cały turniej. Jako jedyny zespół próbowaliśmy grać w piłkę i rozgrywać od tyłu, tak jak się uczy na zachodzie. Próbowaliśmy budować akcje i nie wybijać piłki na oślep. Zrobiliśmy kilka akcji, aczkolwiek nie udało się strzelić gola. Po meczu podszedł do nas trener. Zresztą tych trenerów było pięciu na dziesięcioosobową grupę w drużynie City (!). Wiadomo wielki klub. I ten trener pytał naszego trenera, czy jesteśmy wielkim klubem z Polski, bo gramy rewelacyjnie. Po czym nasz trener odpowiedział, że jesteśmy małym klubem – szkółką, która wtedy działała od 4 lat. Pytanie trenera z City było z ilu dzieci wyłoniliśmy tę dziesiątkę. Powiedzieliśmy, że z 30, bo takie zazwyczaj mamy grupy i wybieramy z nich 10 chłopaków, którzy nas reprezentują. Trener City się zaśmiał, bo oni wyłonili tych 10 z 2000 dzieci…

To nas buduje, że idziemy w dobrym kierunku z innymi rocznikami. Te mecze z topowymi rywalami wyglądały naprawdę dobrze. Niektóre wygrywaliśmy, niektóre przegrywaliśmy, ale zawsze budując akcje od tylu. (…) Taki jest trend grania i taki on będzie w przyszłości. Jeśli nie będziemy tego robić, a będziemy grali na wynik, wybijając piłkę, utrzymując ją tam gdzieś z przodu nie tracąc bramek – to my wtedy oszukujemy te dzieci. Potem wyjdą na nasze polskie boiska, trener będzie chciał grać od tyłu, a ten piłkarz nie będzie umiał tego robić. Dzieci się czasem frustrują, bo przegrywamy. Rodzice się frustrują, ale przyjdzie czas, że będziemy jak równy z równym (…). Te dzieci, które nie będą tego robić do 11, 12 roku życia już później się tego nie nauczą.

Marcin z tego, co Ty widzisz, słyszysz i obserwujesz. Jaką masz opinię nna temat szkolenia polskich piłkarzy, zaczynając od dzieci. Przeszedłeś cały ten szlak. (…) Czy polski system szkolenia to nie jest największe zło i nie jest związany z tym, że nasze kluby właściwie co roku kompromitują się na arenie międzynarodowej? Czy to szkolenie, które trenerzy wprowadzają jest dobre w kontekście występu polskich drużyn w Europie?

Mam przegląd tak naprawdę całej Polski, bo jeździmy po turniejach. Zimą mamy 5 miesięcy przerwy i jeździmy wtedy po wielkich polskich klubach. Byliśmy w Zagłębiu Lubin, Śląsku Wrocław czy teraz Wisła Płock. Jedziemy w 10 roczników i gramy sparingi.

Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. Są kluby typu Zagłębie albo Śląsk, ale są też małe szkółki i niektórzy trenerzy, którzy uczą rzeczywiście grać w piłkę grając kosztem wyników. Jednak jest to bardzo mały procent akademii i klubów. Jest duża część, która jest pod presją klubu, bo sam trener znajduje się pod wpływem rodziców i nie może sobie poradzić. (…)

Chodzi głównie o granie na wynik. My gramy mecz od tyłu. Na początku przegrywaliśmy z jakimiś słabszymi akademiami po 4 albo 5 do zera, bo bramkarz robi błąd, obrońca zrobił błąd, a napastnik przejmuje i strzela. Rodzice też mieli do nas pretensje, podchodzili i mówili ,,Proszę Pana nie można tak. Trzeba wybić tę piłkę’’.

Rodzice? A co oni do tego mają?

No niestety tak jest. Ja sobie na to nie pozwolę z Maćkiem (Bykowskim) żeby tak było, bo mamy jakiś plan szkolenia. Teraz po paru latach przychodzą rodzice, przybijają piątki i przyznają nam rację, bo nie wiedzieli tego. Ale taki młody trener jak przyjdzie 5-6 rodziców i mu nagadają, to rzeczywiście gdzieś tam w głowie ma, że zaraz Ci rodzice go wyrzucą albo powiedzą prezesowi. Do tego dochodzą prezesi, którzy mimo wszystko chcą wygrywać. Gdzie nie powinno się patrzeć na wynik, chociaż wynik jest bardzo ważny, ale nie najważniejszy. To jest mylone przez trenerów, którzy pod pręgierzem prezesów próbują grać na wynik. Jest też dużo fajnych akademii, które szkoli, wyjeżdżają za granica. Można popatrzeć na taki np. Śląsk Wrocław. W każdym roczniku rywalizują jak równy z równym z każdym na świecie. (…)

Większość niestety idzie w złym kierunku grając na wynik, a nie szkoląc. Wracając do PZPN-u, gdzie mamy Narodowy Model Gry. Fajnie, że to wszystko zostało stworzone, ale nigdzie nie było sprawdzane. Te akademie grają jak chcą, trenują jak chcą i potem tak to wygląda. Żeby rzeczywiście wyszkolić tych najlepszych piłkarzy w przyszłości i żeby nie było wstydu, to trzeba szkolić zgodnie z piłkarskim trendem. Grając w piłkę, a nie wybijać piłkę. Musimy mieć dobrą technikę, koordynację, motorykę i przede wszystkim nie bać się grać. Widzimy, co się dzieje w europejskich pucharach. Wszystkie europejskie kluby nam uciekają. (…)

(…) Dobrze, że PZPN robi te certyfikaty, ale my musimy usiąść razem w kilkunastu ludzi albo zrobić jakieś spotkanie PZPN-u wraz z gronem ludzi z różnych szkółek, żeby każdy coś dopowiedział i to wszystko usprawnić. Myślę, że dużo szkółek się nie zgłosi. Analizując to wszystko, to dostałbym złotą gwiazdkę. Mam karty zdrowia, mam frekwencje, mam trawę, mam balon, mam po 12 dzieciaków w grupie na jednego trenera, mam trenerów z UEFA A i B, ale nie będę robił turniejów, bo to nic mi nie daje, a na turniejach gram z lepszymi. To jest jeszcze większy ogrom pracy, której mam po sufit.

Tam jest napisane ,,Każda szkółka ma szkolić dziewczynki’’. No tak, ale jedna, dwie dziewczynki dzwonią do mnie na pół roku, to jak mam zebrać zespół dziewczynek. Wystarczy, że koło mnie jest jedna szkółka i do niej odsyłam. Jak może każdy zebrać zespół dziewczynek? To jest nieosiągalne, nierealne. Nie ma tyle dziewczynek do gry, by dostać złotą gwiazdkę. Krok po kroku i to wszystko można usprawnić.

****

Cała audycja dostępna jest pod tym linkiem.