Reportaże

Jaki poziom prezentuje tegoroczna Akademia Grassroots?

Piłkarska Akademia Grassroots to przednia inicjatywa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Każdego roku, w listopadzie i grudniu, w każdym województwie odbywają się darmowe konferencje dla trenerów. Poziom ich realizacji jest jednak zróżnicowany.

To, co irytuje, to fakt, że przy każdej możliwej okazji Związek mocno stawia na PR. O ile intencje są dobre, chodzi o zapoznanie największych ignorantów z nowościami, cierpią na tym ci aktywniejsi w szkoleniowym światku. Trudno uzasadnić bowiem poświęcenie przedstawieniu inicjatyw PZPN ponad jedną trzecią czasu całej konferencji.

Pamiętajmy, że spora rzesza trenerów przyjeżdża na popularne Grassrootsy po godziny. Potrzebne do przedłużenia licencji.

Wydaje się nam, że ważnym zadaniem AG jest więc przekonanie tych, którzy do czynienia ze szkoleniami mają tylko raz do roku, by skorzystali też z innych opcji. Może bardziej komercyjnych. By wzięli się ostro za własny rozwój.

Po prezentacjach na temat Letniej Akademii Młodych Orłów, Zimowej, MAMO oraz Certyfikacji Szkółek, a także tej dotyczącej AmpFutbolu czy nawet programie dla wolontariuszy, przyjezdni zniechęceni wracają z do domów z certyfikatami. I na kolejną okazję do rozwoju czekają… 365 dni.

Ok, może jesteśmy spaczeni, bo wszystkie inicjatywy PZPN śledzimy na bieżąco. Jesteśmy na konferencjach, zagłębiamy się w poszczególne tematy, śledzimy też kanał „Łączy nas piłka” czy fanpejdż „Łączy nas trening”. Ale czy nie lepiej Grassrootsy potraktować jako szansę? Na to, by ci, którzy nie jeżdżą na co dzień, złapali haczyk i zainteresowali się bardziej szkoleniowymi możliwościami? Żeby sami z siebie dotarli do dostępnych inicjatyw? Przecież każdy uczestnik otrzymał pendrive’a z wszystkimi informacjami. A kto będzie chciał zostać wolontariuszem PZPN-u, znajdzie odpowiedni filmik na Youtube’ie we własnym zakresie.

***

Tematyka głównego wykładu teoretycznego była dość ogólna. Wszystkiego po trochu. „Jak wychować dobrego piłkarza?”.

Generalnie trener Michał Libich zebrał więc do kupy kilkadziesiąt wskazówek, jak przeprowadzić jakościową jednostkę treningową. Było znów głównie o intensywności, odrobinę o indywidualizacji, a także nauczaniu poprzez grę, treningowych celach, powtarzalności zadań i kreatywności w ich tworzeniu.

Wykład nie był porywający, ale w porównaniu z wcześniejszym marketingowym wprowadzeniem w konferencję, zrobiło się znacznie ciekawiej.

Clue całego naszego wyjazdu do Wałbrzycha była jednak część praktyczna. Po kuluarowych dyskusjach i przerwie kawowej zobaczyliśmy w akcji Michała Libicha, Mateusza Oszusta i Jacka Opałkę. Szczególnie ten pierwszy przygotował kilka niezłych środków, które trenerzy będą mogli użyć już wkrótce na zielonej murawie. Oszust z kolei udowodnił, że motoryka da się lubić.

Zawodnik KTS-u Weszło zaprezentował coraz częściej propagowane w ostatnim czasie „animal moves”, które w przypadku najmłodszych całkiem dają radę.

Jest kreatywnie i bardzo pozytywnie. A wartość przemycanych wzorców dla najmłodszych – nieoceniona!

Do czego moglibyśmy się przyczepić, to gra 5×2, w której zadaniem posiadających piłkę było wykonanie zagrania do gracza z narzutką (jednego z piątki). Podanie musiało mieć miejsce pomiędzy dwójką rywali. I wszystko byłoby jak należy, gdyby trenerzy nie zapomnieli o zadaniu dla defensorów. Po przejęciu futbolówki nie mieli oni nic do roboty, co przecież sprzeczne jest zupełnie z tym, o czym naucza Narodowy Model Gry.

Takie pokazy, na skalę masową, muszą wyglądać idealnie. I-DE-AL.-NIE!

Trybuny irytowały się też, gdy prowadzący poprosił „jeszcze jednego” zawodnika z ławki. Szpileczki w jego kierunku są uzasadnione, bo przecież na Grassroots ma on pokazać innym, jak w realnych warunkach powinni prowadzić zajęcia.

13 graczy jest na treningu? Nie ma tak łatwo, żeby użyć tylko 12, bo tylu akurat potrzeba mi do ćwiczenia. Zmodyfikuj środek, zareaguj w “kryzysowej” sytuacji. W warunkach realnych, na poziomie Grassroots, liczba obecnych z dokładnością do jednego w tę czy w drugą stronę jest przecież niemożliwa do oszacowania.

W Wałbrzychu tego roku było znacznie mniej trenerów niż przed dwunastoma miesiącami. Czy słaby poziom poprzedniej konferencji i PR-owa papka odstraszyły uczestników? Nie wydaje nam się. W Płotach i Nowogrodzie Bobrzańskim, gdzie również odbyły się Akademie Grassroots (w poniedziałek i wtorek), było odwrotnie – trenerów pojawiło się więcej…

Reasumując: nieustannie chwalimy inicjatywę AG. Liczymy jednak na to, że włożone w te konferencje środki pieniężne okażą się dobrą inwestycją. A mamy przekonanie, że żeby tak się stało, należy każdym szczegółem i najwyższym poziomem prelekcji przyciągnąć tych, których na wykładowej sali spotkać niezwykle trudno.

Czy tegoroczna szansa została wykorzystana?

PRZEMYSŁAW MAMCZAK