Reportaże

Liga od kuźni: Legia Warszawa

Legia to w polskiej ekstraklasie wielka marka. Choć nie słynęła z najwyższego poziomu szkolenia przez lata, na świat wydawała kolejnych wychowanków – do młodzieżowych reprezentacji Polski, drużyny seniorów oraz na najwyższy ligowy poziom w kraju. Lista jest imponująca. Teraz ma się jednak powiększać dzięki działaniom systemowym.

Nie sposób rozpocząć inaczej niż od Książenic. To tam, w gminie Grodzisk Mazowiecki, powstanie niebawem Ośrodek Treningowo-Szkolny z Kompleksem Badawczo-Rozwojowym. Nowa siedziba Akademii Piłkarskiej Legii Warszawa, jak również pierwszej drużyny stołecznego klubu.

Książenice położone są około 30 km od Warszawy. Cytując klasyk, na miejscu, które wymarzyli sobie przy Łazienkowskiej, na razie jest ściernisko. Kiedy będzie San Francisco?

– Jeśli w grudniu podpiszemy umowę z generalnym wykonawcą, budowę rozpoczniemy wiosną. Ta potrwa około 14 miesięcy, więc mówimy o czerwcu 2020 roku – odkrywa karty Tomasz Zahorski, pełnomocnik zarządu Legii Warszawa.

Docelowo w Książenicach powstać ma do ośmiu pełnowymiarowych boisk, w tym pięć z nawierzchnią naturalną i jedno sztuczne przykryte halą pneumatyczną. Na terenie Ośrodka Legii będzie też miejsce na budowę kolejnych dwóch boisk, które mogą powstać w zależności od potrzeb klubu. Już wiosną poprzedniego roku wyłoniony został inżynier kontraktu, ale z generalnym wykonawcą inwestycji jest kłopot.

Zahorski: – Projekt ośrodka Legii, który ma być naszym drugim domem, to projekt trudny. Średni czas realizacji inwestycji podobnej skali w Europie, od pozyskania terenu przez projektowanie, finansowanie, aż do wybudowania to około 5-6 lat. Często te fazy przygotowawcze są dużo dłuższe niż faza wykonawcza. Tak samo było ze stadionami, co dobrze pamiętamy z przygotowań do Euro 2012. Rozmawialiśmy z wieloma potencjalnymi partnerami w kwestii lokalizacji, ale finalnie trafiliśmy do gminy  Grodzisk Mazowiecki, z którą podpisaliśmy porozumienie. Krytyczną rzeczą jest dla nas teraz to, by na trudnym rynku budowlanym, wybrać generalnego wykonawcę, który zrealizuje wszystko w odpowiednim czasie i budżecie. Pierwotnie otrzymywaliśmy wyceny  wyższe, niż zakładaliśmy, co ma aktualnie miejsce praktycznie w każdym projekcie infrastrukturalnym,  ale wykonaliśmy dużo pracy i wierzymy, że  przetarg zmierza ku dobremu rozstrzygnięciu.

Na terenie ośrodka, w którym zaprojektowano też sale lekcyjne (by mogły tu odbywać się szkolne zajęcia), mieszkać i trenować będą zawodnicy drużyn od U14/U15 do U19.

Aż trudno porównać oczekiwane warunki do dzisiejszych realiów. Z tych naśmiewa się pół Polski, bo młodzi adepci futbolu w Legii mają do dyspozycji… jedno boisko. Pozostałe od marca do listopada wynajmowane są na Marymoncie (dwa boiska trawiaste dla grup U14 i U15 – OSiR Żoliborz, obok Szkoły Podstawowej, do której chodzą zawodnicy) oraz w Rembertowie (dwa boiska dla zespołów U18 i drużyny rezerw – Strefa Sportu Rembertów).

SCHEDA PO JOZAKU

„Najważniejszy w naszej akademii jest skauting. Ale nie zawodników, a trenerów”. Ten cytat namiętnie przypominany jest przy każdej okazji, gdy mowa o akademii Dinama Zagrzeb. Jego źródłem i jednym z głównych autorów jest doskonale znany przy Łazienkowskiej Romeo Jozak. Były szkoleniowiec Legii w przeszłości stworzył wylęgarnię talentów Dinama.

Choć Jozaka dziś nie ma już w Warszawie i jej najbliższej okolicy, w AP Legia znajdziemy sporo wspólnych punktów z filozofią szkolenia w Zagrzebiu.

– Pierwszym krokiem, gdy w akademii doszło do zmian, było nawiązanie współpracy pomiędzy trenerami, nawiązanie komunikacji. Szalenie istotnym było dla nas, by oni ze sobą rozmawiali, by pomagali sobie nawzajem. Program szkolenia to jedno, ale drugie, jeszcze bardziej istotne, jest to, kto ten program szkolenia realizuje. Jeżeli trenerzy będą ze sobą współpracować będą dbać o swój rozwój, to pierwszy krok, by odnosić sukcesy w szkoleniu. To nam się udało, pokoje trenerów są aktualnie otwarte, mamy co tydzień warsztaty, na których wszyscy się rozwijamy – mówi dyrektor AP Legia Jacek Zieliński.

Wtóruje mu Menadżer Akademii Radosław Mozyrko, który zaznacza, że sztab szkoleniowy jest jego oczkiem w głowie: – Stawiamy na rozwój trenerów, z których każdy ma swoją własną ścieżkę rozwoju. Ścieżkę stworzoną przez siebie, bo trener sam musi zarządzać swoim rozwojem. Jak wygląda to w praktyce? Każdy szkoleniowiec wybiera sobie trzy mocne strony i trzy elementy do poprawy. Tworzy plan, jak będzie je rozwijać i siada z koordynatorem, który daje mu dodatkowe zadania, by te umiejętności rozwijać. Cele rozbijamy na krótko-, średnio- i długoterminowe. Mam na przykład trenera, który chciał poradzić sobie ze stresem i presją, to były elementy, które miał zamiar poprawić. Dałem mu więc zadanie, by spotkał się z dwoma trenerami zawodowymi, dwoma trenerami innej dyscypliny i dwoma trenerami biznesowymi oraz przeprowadził z nimi wywiady. Jak oni radzą sobie ze stresem? Następnie ma zrobić prezentację dla wszystkich w akademii, w której pokaże z czego zamierza skorzystać i czego się nauczył.

Mozyrko odpowiada też za pozyskiwanie nowych pracowników. – Skauting trenerów jest na mojej głowie. Mam swoje sposoby. Jeżdżę na mecze i obserwuję trenerów. Jak reagują na błędy sędziów, na stresujące sytuacje. Jaką filozofię mają, kiedy przegrywają np. 0:1, a do końca meczu pozostaje dziesięć minut? Czy są konsekwentni? Jeżdżę też na różne konferencje. Tam powtarzają się te same twarze. Spotykam się też z edukatorami i oni polecają mi szkoleniowców.

Ważnym jest, że Legia ma co zaproponować tym, których chciałaby ściągnąć do stolicy. Praktycznie cała trenerska grupa pracuje w klubie na pełne etaty i może skupić się tylko na swojej pracy. W życie wdrożono też ciekawą filozofię, odmienną od większości europejskich akademii. W AP Legia nie płaci się trenerom w zależności od kategorii wiekowej, którą prowadzą. W U18 zarobki są największe, a w U10 najmniejsze? Nie przy Ł3. – Płacimy za doświadczenie i zaangażowanie. W praktyce więc trener U13 może zarabiać więcej niż U18, co jest ewenementem w skali europejskiej – podkreśla Mozyrko.

Co wtorek wszyscy trenerzy Legii spotykają się na dwugodzinnych warsztatach. Ich perspektywy się poszerzają, mają okazje do dyskusji i podzielenia się swoimi przemyśleniami.

Licząc Legię II, do dziesięciu zespołów jest aktualnie przypisanych pięciu trenerów indywidualnych, czterech trenerów przygotowania motorycznego, czterech trenerów bramkarzy. Pozostałych 15 z 16 szkoleniowców (pierwsi trenerzy i asystenci) pracuje na stałe tylko przy jednym zespole. Dodatkowo nad drużynami U10-U18 opiekę sprawuje dwóch koordynatorów sportowych.

REWOLUCJI NADSZEDŁ CZAS

Ostatnie dwa lata to w warszawskiej akademii niemalże rewolucja, choć tak mocnych słów unika dyrektor Zieliński: – Ja bym nie mówił o rewolucji, faktycznie jest dużo zmian, ale jeśli chodzi o szkolenie, to nie ma w tym wszystkim wielkiej filozofii. Jeśli spojrzymy w programy szkolenia czołowych akademii piłkarskich, kręgosłup jest podobny. W ostatnim czasie pojawiło się sporo pomysłów, a brylował w nich nasz szef szkolenia, Radek Mozyrko. Część już wdrażamy, część zostawiliśmy sobie na późniejsze etapy. Chcemy skupić się na tym, gdzie jesteśmy obecnie. Jak się z tym uporamy, spróbujemy dalej.

Spróbujmy więc opisać najciekawsze idee:

1. Więcej piłki w piłce.

W Legii postawiono na więcej piłki na treningach, na więcej gier. – Staramy się rozwijać wszystkie cechy jednocześnie (techniczne, motoryczne, taktyczne ind.), grając w piłkę. Do tego chcemy pracować intensywniej, aby nasi zawodnicy byli lepiej wytrenowani, jednocześnie będą zdolnym zrobić większą liczbę sprintów. Aby schodzili z treningów naprawdę zmęczeni – mówi Przemysław Zych, koordynator ds. Komunikacji i Rozwoju Akademii.

Zieliński: – Chcemy, by nasi piłkarze wszystko robili z pasją, zatem duża część naszych środków treningowych jest bardzo atrakcyjnych dla nich. Dużą część procesu szkoleniowego stanowią u nas zajęcia z piłką, a szczególnie gry. Gry w największym stopniu rozwijają piłkarzy, ale też dają im ogromną radość. Nie chcemy zabijać pasji wśród piłkarzy, a chcemy, by uczyli się gry w piłkę kompleksowo.

2. Odejście od sztywnych ram.

W Legii wdrażany jest model gry bazujący na dominacji. Jej wychowankowie w grze mają stosować wysoki pressing, atakować rywala natychmiast po stracie piłki oraz nie bać się pojedynków jeden na jednego. Odwaga to słowo klucz. „Góra” nie narzuca jednak poszczególnym szkoleniowcom w jakim ustawieniu mają rywalizować w meczach.

– Nasz model nie jest związany z konkretnym systemem. Są w nim zawarte rzeczy, które realizowane przez zawodnika pozwalają mu wkomponować się w różne systemy gry. Nie narzucamy trenerom systemów, wybierają oni takie, które wykorzystują w największym stopniu potencjał zawodników. W juniorach zależy nam na tym, by zawodnicy mogli pokazać swoją największą wartość, więc profilujemy ich. Bywały roczniki, że mieliśmy np. jednego napastnika, jak wtedy grać w ustawieniu 1-4-4-2? Albo odwrotnie, były w roczniku dwie świetne „dziewiątki”, a w ustawieniu 1-4-3-3 miejsce było tylko dla jednej – opowiada Zieliński.

Sprofilowanych graczy oceniają koordynatorzy, trenerzy i skauci. We wcześniejszych etapach szkolenia Legioniści zaczynają od poszukiwania pozycji dla każdego poprzez liczne rotacje w meczach, a następnie zawężają pole wyboru każdego do dwóch-trzech miejsc w składzie.

3. Nacisk na szkolenie indywidualne.

W klubie powstała specjalna komórka, za którą odpowiada Mateusz Kamuda. Pomaga mu czterech trenerów, w tym dwóch byłych zawodników – Norbert Misiak i Radosław Pruchnik.

Treningi indywidualne są organizowane w małych grupach, a na jednego szkoleniowca przypada maksymalnie pięciu graczy. W Legii postanowili nie wyróżniać najlepszych. Z dodatkowych zajęć, swoistych korepetycji, skorzystać mogą wszyscy.

W grupach juniorskich rozpoczyna się trening pozycyjny. Ten podzielono na podgrupki – „artystów”, „kilerów”, „żołnierzy” i „dryblerów”. Jak się domyślacie, ze względu na boiskowe charakterystyki poszczególnych zawodników. Treningi profilowe rozpoczynają się od U17.

Zawodnicy U10-U13 doszkalają się indywidualnie także na terenie szkoły, cztery razy w tygodniu, co Legia podejrzała w Anderlechcie Bruksela.

4. Organizacja jak w szwajcarskim zegarku.

Legia to duża korporacja. I to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Godnym odnotowania jest choćby specjalnie przygotowany podręcznik dla rodziców oraz zawodników, który w wersji PDF składa się aż z 76 stron. Stron pełnych zasad, zależności, organizacyjnych procedur naniesionych na papier.

Wszystko pięknie usystematyzowane i poukładane. Nie chodzi tylko o uświadamianie dotyczące podejścia do wyniku czy informacje o selekcji, szkole. Są tu też dane kontaktowe, zasady obowiązujące zawodników, rodziców, zarys programu szkolenia oraz modelu gry. Szczegółowo rozpisano również ścieżki komunikacji w przypadku powołań do reprezentacji Polski czy kadry Mazowsza, albo nieobecności w szkołach, przeziębienia i poważniejszych kontuzji.

Od spraw organizacyjnych trzeba było zacząć, bo w przeciwnym wypadku pierwszy lepszy bałagan przerodzić by się mógł w poważny kryzys.

Rodzina Legii jest bardzo duża. Około pięćdziesięciu podmiotów „Legia Soccer Schools” w szkołach piłkarskich i przedszkolach zrzesza ponad 3000 zawodników. Korzyści z LSS są niezaprzeczalne: w środowisku budowana jest legijna tożsamość, Akademia ma konkretny „przegląd wojsk” – zarówno wśród najmłodszych, jak i trenerów, a nade wszystko: comiesięczne składki w komercyjnej odnodze AP Legii pozwalają na jeszcze dodatkowy zarobek.

5. Treningi w odpowiednich kategoriach biologicznych.

Co jakiś czas młodzi piłkarze Legii trenują w swoich kategoriach biologicznych. Grają też w meczach sparingowych ze swoimi biologicznymi rocznikami.

Problem szybko tłumaczy Mozyrko: – W wieku 13-14 lat różnice między zawodnikami mogą sięgać nawet 40 centymetrów wzrostu i 40 kilogramów masy! Mamy zawodnika metr osiemdziesiąt, ważącego 75 kg i  drugiego – metr czterdzieści, 35 kg… Dla jednego jest za łatwo, dla drugiego wysiłek jest z kolei nieadekwatny do możliwości.

Legioniści próbują w tej kwestii nawet forsować zmiany przepisów… rozgrywek Polskiego Związku Piłki Nożnej. – Współpracujemy i chcemy wprowadzać kolejne zmiany – opowiada Mozyrko. – Na festiwalach „Big 6” na przykład chłopcy z ostatniego kwartału mogą grać z młodszymi, taką regułę już wprowadziliśmy – dodaje.

Że akcent na rozwój nie zawsze związany ściśle z kalendarzowym wiekiem to nie żadna PR-owa zagrywka, potwierdza magiczna tablica, która wisi pomiędzy gabinetami trenerskimi. To po niej przesuwane są z tygodnia na tydzień magnesy z twarzami wszystkich graczy Akademii Legii.

Na każdym z nich widać nie tylko nazwisko zawodnika, ale i jego rocznik oraz kwartał, w którym się urodził. Każda drużyna na tablicy ma swój „rewir”, a szkoleniowcy przed weekendami namiętnie i skrupulatnie ustalają kto będzie w następnych meczach występował w poszczególnych ekipach.

Wyróżniający się młodsi mogą liczyć na awans. W przypadku sparingów zaś starsi, ci przykładowo mniej dojrzali, mogą zejść pograć z kategorią młodszą.

6. Powrót do piłki ulicznej.

O takim rozwiązaniu pisaliśmy już przy okazji Zagłębia Lubin. W Legii również cyklicznie odtwarzają na treningach piłkę uliczną. Wychodzą poza stadion, na parking, do parku. Ma być piłka, mogą być nawet dwa plecaki. I z nich trzeba stworzyć bramki. Trenerzy nie są potrzebni, zawodnicy wybierają się sami, sami sobie sędziują.

Ich rodzice realia te znają z podwórek. Postęp cywilizacyjny spowodował jednak, że teraz realia te trzeba, czasem sztucznie, wykreować.

7. Większe obciążenia i intensywność pracy.

Już najmłodsi, czyli grupy od U10 do U13 trenują więcej. W ramach szkoły mają bowiem zajęcia ogólnorozwojowe.W treningach mierzony jest także efektywny czas zajęć. 

Znów oddajemy głos menadżerowi Akademii: – Intensywność w ostatnich miesiącach dość mocno się poprawiła. Jednym z naszych przykazań jest 70% efektywnego treningu. Znaczy to, że piłka ma się „toczyć” przez przynajmniej 70% czasu zajęć. Pozostały czas to przerwy na wodę, organizację treningu, tłumaczenia.

Efektywny czas treningu jest wyliczany dzięki analizom wideo. Od 14. roku życia z kolei Legioniści stosują GPS-y. 56 kamizelek rozdzielono głównie między U17, U18 i rezerwy, i tam zawodnicy liczyć mogą na pełną kontrolę obciążeń.

Wzmożonej pracy na boisku ma również służyć znaczne zawężenie kadr meczowych. Rezerwowych jest niewielu, by powołani grali dużo, a nie bezczynnie siedzieli na ławce.

LEGIALAB 

Choć zmian wyróżniliśmy całkiem sporo, największym przedsięwzięciem wydaje się być coś jeszcze innego. Centrum Badawczo-Rozwojowe LegiaLab. Warszawianie chcą być tu pionierami i już chwalą się pozytywnymi efektami swoich działań: w odpowiednim czasie, na bardzo wczesnym etapie, wykryto na przykład wadę serca Jarosława Niezgody.

– LegiaLab to Centrum Badawczo-Rozwojowe przy Legii Warszawa. To miejsce, które wyposażone jest w sprzęt, ale to też ludzie, którzy realizują badania. Badania mają charakter podstawowy, ale i aplikacyjny. Chcielibyśmy opracować nowe algorytmy i techniki opieki nad zawodnikiem w okresie kontuzji, ale przede wszystkim po to, by tych urazów nie było. Chcemy tworzyć programy, które w sposób zrównoważony maksymalizować będą zdolność wysiłkową zawodników, do tego, by sięgali po coraz lepsze rezultaty, a młodzi zawodnicy rozwijali się harmonijnie – mówi kierownik LegiaLab, dr Piotr Żmijewski, który objął funkcję 1 lipca tego roku. 

W listopadzie 2017 roku Legia uzyskała wsparcie inwestycji badawczo-rozwojowych w konkursie „Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw, Inteligentny Rozwój” prowadzonym przez Ministerstwo Rozwoju. Uzyskała w ten sposób pełną kwotę dofinansowania, o jaką się ubiegała, tj. ponad 1,2 miliona złotych.

– Wiedza w każdej dziedzinie życia jest kluczowa. Coraz więcej technicznych nowinek przenika do sportu i my kładziemy na to nacisk. Poczyniliśmy szereg inwestycji i tak będzie dalej. Docelowo LegiaLab i jego wyposażenie będzie mieściło się w Książenicach – dodaje Zahorski.

Wspominaliśmy o kamizelkach z GPS-ami, nagrywaniu treningów na wideo. Dane te i informacje trzeba jednak uporządkować. 

Żmijewski: – Nierzadko jest tak, że zmienia się zespół szkoleniowy i po każdej takiej zmianie potrzebna jest dawka rzetelnych informacji. Takie informacje dostarczamy. Prasa zastanawiała się, co trener Sa Pinto zrobił po przyjściu do drużyny… Zapoznał się z wynikami badań i zarządził kolejny obóz przygotowawczy! Widzimy w liczbach jak to wygląda, potrafimy wyciągnąć coraz bardziej precyzyjne wnioski i dane te przenieść np. na kolejny sezon.

W LegiaLab tworzone są także „Piłkarskie Paszporty”, czyli zbiór informacji o zawodnikach, które pozwalają scharakteryzować ich, pokazać dobre strony i miejsca, w których jest jeszcze przestrzeń do poprawy. To nowa funkcjonalność, która jest wkomponowana do SoccerLab.

SoccerLab to przy Łazienkowskiej też nowe narzędzie. Narzędzie do pracy trenerów i członków sztabów wszystkich drużyn, ale i do wglądu zarządzających klubem, w którym systematycznie gromadzone i analizowane są dane. – Naszą bazę nasycamy danymi takimi jak wysiłek, rezultaty poruszania się po boisku, parametrami zdrowia, informacjami o tym jak zawodnik zachował się technicznie i taktycznie na boisku – podsumowuje Żmijewski.

To jeszcze piłka nożna czy już bardziej automatyka i robotyka?

***

– W Polsce połowa klubów posiada już dobrze funkcjonujące akademie. Ale my się z tego cieszymy. Każdy chce wyróżniać się na tle innych akademii i wszyscy na tym skorzystamy!- ocenia optymistycznie Jacek Zieliński.

Co pozwoli jednak z tej rywalizacji zwycięsko wyjść właśnie Legii? Były reprezentant Polski nie zaskakuje: – Różnice wynikały będą z tego, jacy trenerzy realizować będą nasze programy szkoleniowe.

– Dużego kopa do rozwoju polskim klubom dały reformy rozgrywek U15 i U17. Teraz naszym priorytetem jest zapewnienie większej rywalizacji kategoriom od U10 do U13. Regularne turnieje w ramach „Big 6” to dobry krok, częściej wyjeżdżamy też za granicę ichcemy iść w tym kierunku – dodaje Radosław Mozyrko.

– Moim zdaniem, jeśli nie zainwestujemy dużych pieniędzy, to nie dogonimy Zachodu. W Legii jednak te pieniądze są. Nie trzeba mieć budżetów jak kluby Premier League, ale trzeba rozsądnie i inteligentnie wydawać pieniądze – twierdzi.

***

Czy z wizyty przy Łazienkowskiej wyszła nam laurka? Możliwe. Na Legię wpadliśmy w białych rękawiczkach, ale test ten stołeczni zaliczyli na piątkę z plusem. Choćbyśmy chcieli przyczepić się do czegoś, trudno, bo pachnie czymś naprawdę wielkim. Projekt ośrodka w Książenicach jest imponujący i gdy tylko warszawianie przeniosą się do nowej siedziby Akademii, szkoleniowy rynek nad Wisłą mogą dość prędko zrewolucjonizować.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Wideo: KAROL STĘPNIEWSKI