Wywiady

Dzieci same przed telewizorem nie siadają. Sadzają je wygodni dorośli

Nazwisko trenera Marcina Dorny od lat kojarzy się reprezentacjami młodzieżowymi. Trener prowadził praktycznie wszystkie kadry na szczeblu juniorskim, a jego największym sukcesem był półfinał Mistrzostw Europy U-17 w 2012 roku.  Od lat działa przy piłce młodzieżowej, więc rozmowa z nim na Weszło Junior była konieczna. Próbowaliśmy poszukać odpowiedzi, dlaczego w Polsce nie ma lewych obrońców i czy istnieje konflikt między pierwszą reprezentacją i młodzieżówką. Porozmawialiśmy także o młodych polskich zawodnikach, programach szkoleniowych PZPN-u, Centralnej Lidze Juniorów, wyciąganiu dzieci na boiska i Pucharze Tymbarku, który trener obserwuje od lat.

Ostatnie zgrupowanie kadry U-16 odbyło się w Pana rodzinnym mieście. Miło było przyjechać z kadrą do Poznania?

Na co dzień oczywiście tutaj mieszkam i funkcjonuję. Częściowo w Wielkopolsce i częściowo w Warszawie. Najczęściej jestem w innych rejonach Polski, obserwuje mecze, jestem na turniejach, na konferencjach czy zgrupowaniach. Faktycznie był to taki wyjątkowy dwumecz dla mnie, ponieważ pierwszy mecz międzypaństwowy, który odbył się na terenie województwa wielkopolskiego. Organizacja zgrupowania była kapitalna. Chylę czoła przed WZPN, bo pomimo mroźnej pogody, graliśmy na bardzo dobrych płytach i byliśmy zakwaterowani w bardzo dobrym ośrodku. Również Irlandczycy, jak i my sami byliśmy pod wrażeniem tego, że można w takich warunkach zagrać dobre mecze z solidnym przeciwnikiem.

Oba spotkania zostały świetnie zorganizowane. Mimo panującego mrozu, na każdy mecz przyszło około 700 kibiców. Czy to oznacza, że piłka juniorska staje się coraz popularniejsza?

Na pewno tak. Na tym dwumeczu byli ludzie, którzy realnie interesują się piłką juniorską. Fajne było to, że można było spotkać, ludzi związanych z piłką od WZPN i PZPN, poprzez trenerów klubowych, dzieci uprawiających sport, trenerów poznańskiej 13, bo wypatrzyłem ich kątem oka i była okazja przywitać się, porozmawiać. Podobnie w Swarzędzu, gdzie byli trenerzy z ekstraklasy i z okolicznych klubów oraz szkółek ze Swarzędza. Przyjemne momenty, których ciężko doświadczyć w innym miejscu. Oczywiście każdy mecz międzypaństwowy traktujemy jako wyjątkowe wydarzenie, ale ten 119 mecz, w którym prowadziłem reprezentacje, był wyjątkowy.

Jakby pan podsumował pod kątem sportowym ostanie zgrupowanie i dwie gry kontrolne z nie tak słabą przecież Irlandią Północną?

Irlandia Północna wygrała turniej Wspólnoty Brytyjskiej. Ich seria dobrych wyników nie może być efektem przypadku, tylko efektem dobrej gry. Byli tutaj ich trenerzy U-16 i U-17, ponieważ część zawodników zagrała w eliminacjach do mistrzostw Europy U-17 starszego rocznika, a teraz wróciła na ten sparing do kadry U-16. To wszystko, co mówimy o przeciwniku ma być dla nas obszarem na tle, którego my chcemy się zmierzyć. Trzeba też pamiętać, że mieliśmy bardzo dobrą okazję do weryfikacji kolejnych zawodników, ponieważ część z nich trafiła do kadry U-17, ku naszej wielkiej uciesze i satysfakcji. Stanowią tam o sile drużyny trenera Małeckiego. Nie było  także zawodników z RB Lipsk. Ta trójka – Krasucki, Kostka, Smorgol – stanowi o sile reprezentacji i kilku zawodnikom świadomie daliśmy szansę, by ich zweryfikować i sprawdzić szerszą grupę. Jesteśmy po losowaniu eliminacji ME U17 i przed nami ostatnia prosta przygotowań do eliminacji mistrzostw Europy. Chcemy oczywiście promować zawodników i indywidualnie ich rozwijać.

Czy na zgrupowaniu kadry widać, że tacy zawodnicy jak Olek Buksa czy Daniel Hoyo-Kowalski trenują już regularnie z pierwszym zespołem? Widać u nich więcej doświadczenia i ogarnia?

Oboje zrobili spory postęp w ostatnim czasie. To są zawodnicy, którzy w tej reprezentacji grają regularnie i np. Olek na początku nie był tak bramkostrzelny. Na pewno jest to związane z tym, że doświadcza w treningu bodźców w postaci rywalizacji na poziomie ekstraklasy. Jestem w stałym kontakcie z trenerem Maciejem Stolarczykiem, z którym miałem okazję współpracować w projektach reprezentacyjnych U-20 i U-21. Oni są bardzo zadowoleni z ich postępów, że na co dzień funkcjonując w piłce seniorskiej ci zawodnicy są coraz lepsi. Warto wspomnieć o tym, że w tym roczniku jest kolejny zawodnik, który na poziomie piłki seniorskiej gra regularnie. Nie są to mecze od pierwszej do ostatniej minuty, ale w Rozwoju Katowice jest Bartek Baranowicz, który również mógłby się znaleźć na tym zgrupowaniu. Wcześniej był regularnie powoływany, a tutaj ze względu na to, że druga liga jeszcze grała, został w klubie, by mógł tam budować swoją pozycję. Są to pewne założenia, jeśli chodzi o współpracę z klubem, ale też pojawia się szansa dla kolejnych zawodników.

Oni inspirują w pewien sposób chłopaków?  Olek Buksa brał na siebie grę w pierwszym spotkaniu i był najbardziej aktywny.

Rzadko udzielam takich opinii na forum, ale Olek zrobił bardzo duży postęp w ostatnim czasie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, jak się rozwija. Zimą być może zaliczy kolejne bodźce w piłce seniorskiej, może kolejne minuty na poziomie drużyny ekstraklasy. To będą kolejne kroki. Jestem przekonany, że jest to zawodnik o ogromnym potencjale.

Większym niż brat?

Miałem okazję współpracować także z Adamem i obaj mają spory kapitał w postaci predyspozycji do tego, by grać w piłkę. To nie są tylko predyspozycje somatyczne, motoryczne, ale też predyspozycje mentalne. Na przykład bardzo profesjonalne podejście do swoich obowiązków, a to jest warunek postępu w przyszłości. Trzymam za nich kciuki. Natomiast jeśli chodzi o inspiracje tych zawodników, którzy są na poziomie piłki seniorskiej w relacji do tych, którzy grają na poziomie CLJ U-17, to tych dróg dojścia do sukcesu, jest wiele. Jestem przekonany, że pośród tych, którzy grają w reprezentacji, a są na poziomie U-17, również znajdziemy zawodników, o których w przyszłości, będzie się sporo mówiło.

Dominik Wasilewski – grał w kadrze Niemiec U-15 i zadebiutował w ostatnim tygodniu w naszych barwach. Czy ten zawodnik ma szansę na stałe zagościć w naszej reprezentacji?

Ma jeden mecz rozegrany w kadrze U-15 Niemiec przeciwko Holandii. Dominik jest w obszarze naszego monitoringu od dawna, a że sam wyraził chęć na to, żeby tutaj grać i zadeklarowali to jego rodzice, to pojawił się na zgrupowaniu. To była inicjatywa, która wyszła od Dominika. Jesteśmy otwarci na takie sytuacje. Wiemy, że świat nie jest dzisiaj taki jednorodny i takie przypadki w życiu się zdarzają. Dominik mówi bardzo dobrze po polsku. Szybko i znakomicie zintegrował się z ekipą, która tutaj była, myślę więc, że dla niego to też był bardzo fajny czas i nowe doświadczenie.

Czy widzi trener u zawodników grających bądź wychowanych za granicą lepsze wyszkolenie techniczne, motoryczne od naszych piłkarzy? Są kawałek dalej niż nasi zawodnicy?

Ja bym tego tak nie porównywał. Mamy w Polsce naprawdę dobre akademie, które szkolą zawodników na bardzo dobrym poziomie. Mógłbym odwrócić pytanie: czy oglądając mecz Polska – Irlandia Północna, były jakieś radykalne różnice między zawodnikami, którzy przyjechali do nas z Niemiec, czy innych krajów? To są zawodnicy bardzo dobrze wyszkoleni, pozytywni, jeśli chodzi o chęć podejmowania ryzyka i to jest atut, ale mamy też takich zawodników w Polsce. Rywalizacja jest niezależna od miejsca urodzenia, zamieszkania i szkolenia. Kolejny fakt: zawodnicy z Lipska pochodzą z innych ośrodków w Niemczech. To nie jest tak, że oni od początku tam byli. Świadczy to o tym, że zostali wyselekcjonowani, w związku z tym mają ogromny potencjał.

Jak to się dzieje, że większość powołanych zawodników do kadr młodzieżowych urodzona jest najczęściej w pierwszym kwartale? Są oni lepsi o te kilka miesięcy od swoich rówieśników? Zakładam, że trener nie patrzy w kalendarz podczas powołań.

To jest bardzo ciekawa kwestia i nie dotyczy to tylko naszej federacji, ale całej Europy. Mieliśmy okazję grać w 2012 roku na mistrzostwach Europy w Słowenii i już wtedy to prześledziliśmy. Patrząc na wszystkie osiem ekip, które tam były, a warto wspomnieć, że byli tam zawodnicy, których oglądamy teraz w reprezentacji Niemiec, Francji, czy Holandii. Tam na 144 zawodników, 32% było urodzonych w pierwszym kwartale, a tylko ośmiu na 144 w listopadzie albo grudniu. Julian Brandt jako rocznik 1996 był jednym z bodaj dwóch młodszych rocznikowo zawodników. Często pada takie stwierdzenie, że bierzemy zawodników, którzy są biologicznie o rok starsi. Jeśli ktoś urodził się w styczniu albo w grudniu, to można powiedzieć, że przeżył rok więcej. To nie jest tak, że „robimy to tylko my”. Generalnie tak się dzieje wszędzie. Na taki turniej jak mistrzostwa Europy wybieramy zawodników, którzy gwarantują pewien określony poziom sportowy. Natomiast my zawsze znajdziemy miejsce dla zawodników zdolnych i tych dojrzewających standardowo lub późno. Niech takim przykładem będzie od zawsze Piotrek Zieliński, który nigdy nie był zawodnikiem rosłym w najmłodszych kategoriach wiekowych, a rozegrał niemal komplet spotkań, wchodząc czy grając od pierwszej minuty. Miałem przyjemność zajmować się tym zawodnikiem od U-15. My także prowadzimy ranking zawodników późno dojrzewających.

Jak Pan ocenia losowanie grup mistrzostw Europy U-21. Trudne czy arcytrudne?

Na pewno jest to bardzo wymagające losowanie, ale chyba jesteśmy świadomi tego, że skoro na mistrzostwa Europy awansuje jedenaście ekip, to grają tam najlepsi z najlepszych. Bardzo dużym sukcesem ekipy Michniewicza jest to, że na tym turnieju zagrają. Sam turniej będzie natomiast sporym wyzwaniem, ale znając trenera, będziemy do niego optymalnie przygotowani.

Mistrzostwa są dopiero w czerwcu, ale już teraz mówi się na temat powołań zawodników, którym blisko do pierwszej reprezentacji. Pan był chyba pierwszym trenerem, który na poważnie musiał się zderzyć z tą sytuacją. Karol Linetty sam do pana zadzwonił i zadeklarował, że zagra, ale Arek Milik i Piotr Zieliński, którzy mieli być, pojechali na wakacje. Czy Czesław Michniewicz już teraz musi odbyć męską rozmowę z Jerzym Brzęczkiem?

Myślę, że to jest pytanie do trenera Michniewicza. My z tym tematem się spotkaliśmy, natomiast wtedy temat Arka i Piotra dotyczył również veta klubowego, różnych informacji i decyzji. Cieszymy się, że wtedy zagrali Bartek Kapustka i Karol Linetty. W trakcie przygotowań do mistrzostw Europy warto wspomnieć o tym, że wielu zawodników dostawało szansę w pierwszej reprezentacji, a my ten czas przygotowań do turnieju, w którym graliśmy gry kontrolne, graliśmy często bez nich. To też jest cel naszej pracy: indywidualny rozwój. Kiedy zerkniemy na pierwszą reprezentacje jest tam teraz naprawdę sporo zawodników, z tych dwóch ostatnich cykli eliminacyjnych i finałowych, którzy grali w reprezentacji U-21 bardzo regularnie. Uważam to też za coś pozytywnego. Natomiast tutaj będzie bardzo dobra komunikacja w obrębie federacji, nie zapominając jeszcze o turnieju U-20 i te decyzje na pewno będą optymalne dla wszystkich zawodników i zespołów.

Pytałem w kontekście tych dwóch zawodników, bo młodzieżowa reprezentacja Włoch przyjechała wtedy praktycznie w komplecie.

Kwestia do rozwiązania w przyszłości. Analizę tamtych mistrzostw już zrobiliśmy. Dzisiaj znowu stoimy przed wielkim wyzwaniem meczów eliminacyjnych pierwszej reprezentacji i mistrzostw U-21 i U-20. Jestem przekonany, że cała ekipa sobie z tym poradzi.

Trochę czasu już minęło, więc zapytam, czy uważa pan, że zabrakło panu doświadczenia w pracy w piłce seniorskiej podczas ostatnich mistrzostw Europy U-21? Pewien znany ekspert ostatnio to panu zarzucał.

Oczywiście, że jest to cenny bagaż. Natomiast mam doświadczenie w pracy w dłuższym wymiarze czasu z kadrą U-21. Przystępując do tych mistrzostw mieliśmy za sobą sporo gier eliminacyjnych i gier towarzyskich. Do tego naprawdę bardzo dobrze przygotowany merytorycznie i doświadczony piłkarsko i trenersko sztab szkoleniowy. Cieszę się, bo miałem okazję doświadczyć tych mistrzostw, bo jeśli chodzi o same finały, to był to drugi taki turniej. Pierwszy rozegraliśmy w U-17, ale też wiemy, jakie to było wyzwanie i z jaką jakością po drugiej stronie się mierzyliśmy. Dla mnie to było bardzo cenne doświadczenie. Mam nadzieję, że będę je w stanie optymalnie wykorzystać w pracy z drużyną kolejnych roczników, tych na poziomie U-17.

Na konferencji PZPN Łączy Nas Szkolenie, przedstawiał pan informatyczny system obserwacji zawodników, który ma pomóc wyszukać potencjalnych kandydatów do gry w reprezentacji Polski. Mógłby Pan przybliżyć, na czym będzie się to opierać?

O tym systemie moglibyśmy mówić wiele, ponieważ jest to narzędzie, wielka platforma, która optymalizuje nam zbieranie informacji na temat najzdolniejszych zawodników. Mamy tam pięć obszarów od najmłodszej kategorii wiekowej. Zbieranie informacji zaczynamy już w projekcie Mobilnej AMO. To tam pojawiają się pierwsze nazwiska, które w tych grach selekcyjnych w poszczególnych powiatach się wyróżniają. Mamy system obserwacji, gdzie zbieramy wszystkie informacje dotyczące potencjalnych reprezentantów Polski dokumentowane przez sztaby szkoleniowe. Również w tej bazie zbieramy dane na temat tego, jak zawodnik prezentuje się w danym meczu w czterech obszarach – przygotowania technicznego, taktycznego, motorycznego i mentalnego. Oceniamy to w 10-stopniowej skali. Daje nam to pewien obraz zawodnika plus opis tego, jak prezentuje się w danych meczach. Daje nam to ranking zawodników na pozycjach w poszczególnych kategoriach wiekowych. Do tego mamy system skautingu krajowego. Od roku w PZPN pracuje na etacie ekipa skautów makroregionalnych i współpracujemy ze skautami wojewódzkimi. Oni również dołączają do systemu swoje informacje i obserwacje, przez to robi się tego więcej, dzięki czemu ocena jest obiektywna i pochodzi z różnych źródeł. Mamy także system skautingu zagranicznego, gdzie monitorujemy na co dzień kilkuset zawodników w Niemczech, Belgii czy Holandii.

Czyli właśnie dzięki temu pojawił się Dominik Wasilewski?

Oczywiście, że tak. To nie jest też tak, że taki zawodnik przyjeżdża do nas, a my nie mamy o nim żadnej informacji. Jesteśmy po bieżącej obserwacji. Mamy w tym systemie dane, które zsyłają nam skauci, którzy pracują w wymienionych wcześniej krajach. Działamy też mocno w Anglii, bo wiemy, że tam jest spora grupa Polaków trenująca w zespołach klubowych w tym kraju. Wszystko to wielka informatyczna platforma, do której dostęp na różnym poziomie mają w zależności od pełnionej funkcji skauci i trenerzy. To jest narzędzie, które od strony IT bardzo ułatwia nam pracę. Samodzielnie generuje PDF-y do trenerów. Warto wspomnieć o tym, że w ciągu istnienia tego programu stworzono już ponad 3000 obserwacji. Niech to podziała na wyobraźnię, ilu ludzi w każdy weekend wyjeżdża w Polskę, żeby oglądać zawodników. Do tego, żeby te obserwacje się nie powielały, mamy system planowania wyjazdów. Do pewnego dnia trzeba potwierdzić miejsce, do którego się jedzie. Jeśli to miejsce będzie się pokrywało z obserwacją trenerską, to rozdzielamy tak, żeby zobaczyć maksymalną liczbę piłkarzy. Mamy tam ponad 1100 zawodników. Dzisiaj w projekcie Talent Pro, ta platforma będzie nam służyła do komunikacji z zawodnikami, przesyłania indywidualnych analiz i archiwizacji indywidualnych treningów, które będą odbywały się w klubach. Ten system żyje i co jakiś czas spotykamy się i wyciągamy wnioski, co można jeszcze poprawić. Spotykamy się też z człowiekiem, który od strony technicznej jest to w stanie modyfikować i ma pulę godzin, którą musi wypracować w ciągu miesiąca na wdrażanie naszych pomysłów. Jeśli zerkniemy na ten system sprzed roku i teraz, to było w nim sporo zmian optymalizujących jego funkcjonowanie. Wprowadziliśmy rozróżnienie noty obserwacji klubowej i reprezentacyjnej. Wprowadziliśmy jako daną, liczbę obserwacji, w której zawodnik brał udział. Aktualizujemy liczbę minut, jaką zawodnicy spędzają na poszczególnych pozycjach, by ich dobrze profilować. Jest to mnóstwo narzędzi, które umiejętnie interpretowane dadzą nam pełen obraz zawodnika i jego historii. Myślę, że przyjdzie taki moment za kilka lat, kiedy zawodnicy, którzy są objęci pełnym monitoringiem trafią do pierwszej reprezentacji. Będzie wtedy łatwo tę historię prześledzić i znaleźć tam określone tendencje.

Oprócz informatycznego systemu skautingu wprowadziliście także program Talent Pro. Pokazuje on, że nadal nie mamy zawodników na lewą obronę. Skąd bierze się ten problem? Mamy za mało zawodników lewonożnych?

W populacji statystycznie jest mniej ludzi lewonożnych i leworęcznych. To też jest określone danymi. Do tego tych, którzy zaczynają trenować piłkę nożną jest niewielu. Patrzymy na wszystkie pozycje, ale tu chcemy inwestować w zawodników, którzy są w stanie nam uzupełnić nasze deficytowe pozycje. Jest tak, że na pewnych pozycjach mamy wielu zawodników. Widzimy charakterystyczne elementy tego, że w każdym roczniku pojawia się zawodnik na pozycji 9, który prezentuje się bardzo dobrze. Tych zawodników jest sporo. Deficytowe pozycje będziemy baczniej obserwować w klubie i inwestować nieco bardziej w zawodników, którzy profilowani na konkretne pozycje, są w stanie rozwinąć się do konkretnego poziomu, by mogli później grać w pierwszej reprezentacji.

Czyli nastawiacie się teraz na zawodników na lewą obronę?

Jasne. Głównie na zawodników lewonożnych i na lewych środkowych obrońców. Mamy też mapę pozycji w poszczególnych klubach, kto na tej pozycji gra w danych rocznikach i jak Ci zawodnicy się rozwijają.

Czy Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” jest jednym z miejsc do obserwacji takich zawodników? 

Puchar Tymbarku jest dla nas bardzo ważnym obszarem obserwacji. Mamy okazję oglądać najlepszych przeciwko najlepszym. Wcześniej też oglądamy turnieje wojewódzkie i finałowe. Pracujący dla na skauci, mają obowiązek być na finałach wojewódzkich, bo to też jest wstępna selekcja, pod projekty poniżej reprezentacji U-15, czyli pod Akademię Młodych Orłów. Te projekty są preselekcją pod najmłodsze reprezentacje Polski. Monitoring najzdolniejszych jest bardzo precyzyjny. Oczywiście wiemy, że musimy to robić jeszcze lepiej. Pewnie jeszcze więcej par oczu musi być skierowane na mecz tych najmłodszych, ale dzięki m.in. Mobilnej Akademii Młodych Orłów tak dokładnie się dzieje. To cały czas się rozwija. Turniej Tymbarku jest dla nas bardzo, bardzo ważny w sensie obserwacji. Nie przypadkowo na finale w Warszawie są absolutnie wszyscy i nieprzypadkowo na finałach wojewódzkich znajdziecie człowieka ubranego w strój PZPN-u.

Jak wytłumaczyć fakt, że wielu zawodników ginie po wieku U-17,18? Co się dzieje z podejściem chłopaków, treningiem, intensywnością, że przez te dwa- trzy lata tracimy kontakt z Europą?

Trudno taką tendencję traktować jako generalną. Jeżeli wynik jest efektem gry, to jesteśmy zadowoleni z tego, co się dzieje. Myślę, że ryzykiem jest, kiedy wygrywanie staje się celem samym w sobie. Przecież trenerzy znają narzędzia „z piłki seniorskiej”, by w wieku 13-14 lat wygrywać. Jeśli był Pan na meczu z Irlandią Północną, to na pewno na stadionie Warty rzuciło się w oczy, że Irlandczycy mieli przygotowanych dziesięć opcji rozegrania rzutu rożnego. Każdy stały fragment gry był narzędziem, by zdobyć bramkę. To ich charakteryzuje i to jest ich styl gry. Wyniki reprezentacji rocznika 2003 były efektem dobrej postawy zawodników, organizacji gry, indywidualnego rozwoju każdego z nich, choć nie wykorzystaliśmy wszystkich narzędzi, które teoretycznie zwyciężaniu mogłyby służyć. Na pewno będziemy przygotowywać taki element na moment, kiedy będzie to potrzebne, np. na eliminacje mistrzostw Europy. Tutaj w takich prostych elementach chcemy funkcjonować wedle wytyczonych standardów. Bardziej koncentrujemy się samej grze, jej fazach, których powtarzalność była zauważalna. Koncentrujemy się na budowie gry w strefie niskiej i na tym, żeby piłka przechodziła przez wszystkie formacje, żeby wymieniać jak najwięcej podań. Czasami można się narazić na stratę, czasami można się narazić na stały fragment gry i być może stracimy w takim meczu bramkę. Tym bardziej, że przeciwnik sporo kombinował przy stałych fragmentach gry.

Czyli to nie wynika z naszych braków, tylko po prostu przyjdzie na to czas?

Dla nas absolutnie będzie na to czas. Nie chciałbym, żeby stałe fragmenty były cechą dominującą naszych zespołów. Chciałbym, żebyśmy grali w piłkę. Dobra organizacja przy stałych fragmentach gry w defensywie jest dla nas bardzo ważna i cieszę się, że taki dwumecz nastąpił, bo była to znowu możliwość kontaktu z innym stylem gry po drugiej stronie. Inaczej grali nasi poprzedni przeciwnicy, a inaczej grała Irlandia Północna. My musieliśmy umieć się dostosować w defensywie do tego, co robił przeciwnik. Natomiast w ofensywie wybieramy proste rozwiązania. Dostarczenie piłki w pole karne, dobre wbiegnięcie i zadania zespołowe, ale przede wszystkim koncentrujemy się na innych aspektach. Biorąc pod uwagę deficyt czasu pracy w reprezentacji, to wydaje nam się to dużo ważniejsze. Czyli indywidualny rozwój i sama gra.

Wyniki w młodzieżowych reprezentacjach mamy dobre, ale gdy kadra trenera Małeckiego zetknęła się w meczu o punkty z Francją, to widać było jednak sporą przewagę Francuzów. Czym to jest spowodowane?

U-17 rozegrało trójmecz eliminacyjny: dwa zwycięstwa z Finlandią i Luksemburgiem i porażka z Francją. Oczywiście, Francuzi mają piłkarzy, którzy są indywidualnie świetnie rozwinięci. Wspomniał pan o zawodnikach wcześnie dojrzewających. Cała reprezentacja Francji była rozwojowo nieco starsza od naszej. Musimy być też cierpliwi, patrząc na rozwój naszego zespołu. Jestem przekonany, że wiele elementów, które funkcjonowały w trakcie turnieju, mogą być fajnym atutem na przyszłość.

Czyli w kontekście kadr młodzieżowych mamy patrzeć w przyszłość?

Cieszymy się awansem poszczególnych zawodników do starszych reprezentacji. Zawodnicy, którzy mogli potencjalnie grać w reprezentacji U-20, grają w U-21. To jest tak naprawdę progres na podstawie oceny indywidualnych umiejętności zawodników. Również w zespole U16 mamy piłkarzy, którzy mogliby grać w dwumeczu z Irlandią Północną, moglibyśmy powołać wszystkich zawodników, również tych, którzy rozegrali już mecze w starszych kategoriach. Chcemy poszukać kolejnych zawodników, a Ci, których rozwój pozwala, by grać kategorię wyżej i są w stanie realizować stawiane przed nimi zadania i cele, czynią kolejne kroki w rozwoju piłkarskim w starszych zespołach.

Ostatnio mówiło się o tym, że między innymi Kacper Kozłowski i inni młodzi zawodnicy grają zdecydowanie za dużo. To jest problem?

My robimy wszystko, żeby tak nie było. Na pewno, jeśli ktoś jest bardzo dobrym zawodnikiem, decyduje o meczu, to każdy chce go mieć w swoich szeregach. Warto wspomnieć o tym, że pewne narzędzia jako federacja już zorganizowaliśmy. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze kiedyś w wieku U-15 i U-16 funkcjonowały reprezentacje województwa i dochodziło kolejnych sześć spotkań kadr wojewódzkich i finały, których obecnie na tym poziomie już nie ma. Dzisiaj jest to idealna chronologiczna droga dla tych zawodników. Nie muszą oni jednocześnie grać w CLJ, w kadrze województwa niemal przeciw tym samym zespołom. W reprezentacji Polski, kiedy robiliśmy takie statystyki i rejestrowaliśmy obciążenia meczowe, to było to absurdalnie dużo. Dzisiaj jest już tego sporo mniej, ale nadal trzeba to kontrolować. Robimy to w informatycznym systemie Talent Pro i wnioski na pewno się pojawią, żeby wszystko było jeszcze bardziej racjonalne. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o ten konkretny przypadek, czyli współpraca reprezentacja – Pogoń Szczecin, to jest ona wzorowa i wiem, że nigdy zawodnika nie dopuszczano do gry, bez jakiś dokładnych badań lub weryfikacji tego, czy faktycznie może grać.

Podoba się panu obecny kształt rozgrywek Centralnej Ligi Juniorów U-18?

Jako forma współzawodnictwa CLJ U-18 bardzo mi się podoba, bo jest to fantastyczny poligon obserwacji najlepszych z najlepszymi. Obserwując nawet wyniki wiodących akademii, to nie byłoby tak wyrównanej rywalizacji, jak jest teraz, gdyby nie to, że z dwóch CLJ zrobiła się jedna. Ostatnio o tym rozmawialiśmy: wiodące zespoły przegrywają pięć-sześć spotkań w rundzie, gdy do tej pory w całej lidze przegrywały dwa. Dzieje się tak, bo rywalizacja jest na wyższym poziomie. Drużyny muszą przestawić się na jeszcze większe wyzwania. Dobrze powiedział kiedyś jeden z doświadczonych trenerów, że postęp to jest trenowanie pośród najlepszych i rywalizacja przeciwko najlepszym. Jeśli jesteś w dobrej akademii i grasz przeciwko dobrym, to tak się dzieje.

Starsza gwardia trenerska i piłkarska na czele z Józefem Gładyszem i Zbigniewem Bońkiem uważa, że najlepszą kuźnią piłkarskich talentów są podwórka i osiedlowe boiska. Podziela pan ten pogląd?

Brakuje tego. Znajdziemy jeszcze w Polsce miejsca, gdzie chłopak bierze piłkę pod pachę, wychodzi, zbiera się z kolegami i gra. Nie mówię, że jest to normalna sytuacja, ale proszę mi wierzyć, że jeżdżąc po Polsce na obserwacje, spotkania, konferencje i zgrupowania, to nie mierzmy wszystkiego miarą większego miasta. Istnieje jeszcze grupa chłopców, która zbierze się po południu i gra w piłkę. I brawo. Natomiast nie zatrzymamy też tego, że dzisiaj my jako dorośli musimy być pomocną dłonią i wspomóc ten proces organizacji współzawodnictwa i szkolenia. Dorośli potrafią ze sobą bardzo długo dyskutować, a dzieci obok mają swoje telefony i rozmawiają mniej. Dorośli potrafią się zebrać w lidze biznesu i zagrać pięciu na pięciu, a dzieciakom trzeba to dzisiaj zorganizować. Trzeba ich namawiać, żeby robili to samodzielnie i jako trenerzy wiemy, że w akademiach są takie narzędzia. Potrzebne są rozgrywki albo dni treningowe, w których zawodnicy sami się organizują i sami mają wybrać skład. Trzeba dać im przysłowiową wędkę: sami są za siebie odpowiedzialni, a nie tylko i wyłącznie klosz i opieka od A do Z przez dorosłych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy powiedzieć, że nie wróci już czas, kiedy wszyscy będą na zewnątrz o każdej porze dnia i nocy. Musimy temu zaradzić i dać systemowe rozwiązania, żeby wspomagać dzieciaki w aktywności, bo jest to jednak coś naturalnego. Gdy ktoś mówi, że dziecko siedzi przed telewizorem, to ja odpowiadam, że dzieci same przed telewizorem nie siadają. Sadzają je tam wygodni dorośli. Naturalną chęcią dziecka jest aktywność. Jeśli od samego początku dziecko będzie miało opcję, że idzie na łyżwy albo siedzi przed telewizorem, to na pewno pójdzie na łyżwy. Ale jeśli dziecko będzie siedziało dwa lata przed telewizorem, a później będzie opcja, by iść na łyżwy, to nie pójdzie. Bądźmy wzorem dla tych dzieci. Bardzo doświadczony trener powiedział: „twarz trenera jest lustrem zespołu”. Twarz rodzica ma swoje odzwierciedlenie w postawie dziecka. Siedzący przed telewizorem rodzic powoduje, że dziecko przejmuje te nawyki.

Dzieci teraz trenują praktycznie tylko na treningach. Kiedyś trening był najczęściej dodatkiem, a teraz dla dzieci jest najczęściej jedyną aktywnością.

Dzisiaj trzeba je wyposażyć w narzędzia, żeby same były w stanie się zorganizować, bo jeśli nie, to będziemy musieli jakoś kompensować fakt, że są one mniej aktywne. Podobnie dzieje się na lekcjach wychowania fizycznego, które tak naprawdę są pierwszym ogniwem, w edukacji fizycznej, poza wzorcami z domu. Trzeba robić coś, co kiedyś było naturalnym ruchem.

Puchar Tymbarku jest tu kapitalnym narzędziem. Oczywiście trochę pod nadzorem trenera i nauczyciela wychowania fizycznego, być może rodzica, ale dzieci ze sobą rywalizują, spotykają się i grają. Jestem przekonany, że w puli zespołów, które grają w Turnieju o Puchar Tymbarku są takie, które powstały z inicjatywy uczniów. Jestem przekonany, że są takie aktywne dzieci, które powiedzą „pojedźmy na ten turniej”, bo on był w zeszłym roku fajny. To jest możliwość gry. Dziecko ma naturalny pęd do tego, by być aktywne. I co teraz, gdyby spotkał się z dwoma różnymi odbiorami, to znaczy, „nie wiem”, „nieważne”, albo „przy okazji”. A po drugiej stronie będzie pasjonat, który sprawdzi termin i powie: „Gramy. Spotkamy się, żeby potrenować, a jak wy byście się spotkali sami po południu w szkole, to byłoby kapitalnie”. Można to zainicjować. Trzeba być w tym obszarze aktywnym.

A czy widzi pan dodatkową motywację u dzieci, jak na Turnieju widzą ludzi w dresach z logo PZPN-u?

Myślę, że największy udział ma w tym poziom motywacji wewnętrznej, która w przypadku dziecka jest naturalna. Czy one będą grały na Stadionie Narodowym, czy grają w turnieju powiatowym w mniejszej miejscowości, to są po prostu chętne, żeby rywalizować, a jeśli nasza obecność podnosi rangę, albo bardziej obiektywizuje ocenę zawodnika, to jest to dla nas bardzo ważne. Jestem święcie przekonany, że dzieci kochają grać w piłkę. W tym turnieju, w trakcie gry, nawet nie myślą, czy ktoś je obserwuje. Myślą tylko o tym, by odebrać piłkę albo zdobyć bramkę, dzieląc to na dwie fazy gry. Jeśli w trakcie turnieju spotkają się z największymi ludźmi piłki, z selekcjonerem, z panem prezesem Bońkiem, to jest to idealny materiał na dalszą motywację.

Czy Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” pozwala wam realnie ocenić poziom danego zawodnika?

Górny rocznik Tymbarku to jest pierwszy rocznik Letniej Akademii Młodych Orłów, ale monitorujemy już tych młodszych zawodników i oglądamy ich w związku z programem Mobilnej Akademii Młodych Orłów i sprawdzamy, co się z nimi dzieje. Faktycznie ci najlepsi trafiają potem na Turniej. Jesteśmy ciągle świadomi tego, że gdzieś po drodze są zawodnicy, którzy grają tylko na finałach wojewódzkich i w samej Warszawie na turnieju finałowym ich nie widzimy. To nie znaczy, że nie będą się rozwijać. Obserwujemy ich także na tym etapie. To jest początek drogi. Wiemy, że tych zmiennych zakłócających rozwój jest mnóstwo i drogi na szczyt są wyboiste, ale możemy to statystycznie potwierdzić, że wielu zawodników grających w Pucharze Tymbarku, gra później w pierwszej reprezentacji. To przypadek?

Na pewno nie. Czyli idealna droga wygląda tak: „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” -> LAMO i ZAMO -> powołanie do kadry U-14?

Jeszcze po drodze rozwinęliśmy projekt o Jesienną i Wiosenną Akademię Młodych Orłów, na której będziemy patrzeć na zawodników pod kątem ich profilowania na pozycje. Mamy mapę pozycji zbliżonych do siebie i nie zamykamy się w wąskiej specjalizacji, ale chcemy, żeby już mieli pewne narzędzia do gry w piłce 11-osobowej. Droga, o której pan wspomniał, jest jedną z dróg. Jeśli tak się układa i jest wzorcowa, to wszyscy są zadowoleni. Dziecko przeżywa przygodę życia wraz z rodzicami, a my mamy pełen monitoring zawodnika. Trzeba jednak pamiętać, że żadne drzwi się nie zamykają, kiedy kogoś tam nie będzie. Nawet w obrębie poszczególnych projektów jest rotacja zawodników. 80-osobowa grupa na Letniej AMO, 40 na Jesiennej AMO i 40 na Zimowej AMO. Są rotacje i sprawdzamy kolejnych zawodników. Chcemy, by ta selekcja była ciągła. Chcemy by powołania na zgrupowania miały też wymiar motywacyjny. Dlatego w młodszych rocznikach kierujemy się również parytetem województw. Kierujemy się postawą zawodników, ale też chcemy docenić każde województwo i klub. To ma być informacja, że z każdego miejsca w Polsce można dostać się do elitarnej grupy. Ten zawodnik wróciwszy do klubu w efekcie domina sprawi, że następni znajdują motywację, żeby ciężej pracować.

Widzi pan u nich taką świadomość, co się dzieje wokół nich? Widzą, że to nie jest już osiedlowe granie na Orliku?

Zdecydowanie tak. Jestem fanem tych projektów. Czas spędzony na każdym zgrupowaniu Zimowej, Jesiennej, czy szczególnie Letniej AMO jest szczególny. Ta grupa zawodników oddaje radość spędzonego wspólnie czasu i są bardzo zaangażowani i profesjonalni. Czego chcieć więcej niż spotkać się w wakacje i grać w piłkę? A jeszcze w procesie bardzo profesjonalnym i zorganizowanym, w którym my sporo diagnozujemy i pomagamy poprawiać im swoje umiejętności. Nie nakładamy nigdy żadnej negatywnej presji. Chcemy, aby dzieci były swobodne, dobrze się czuły, a jednocześnie lubiły to, co robią, czyli grę w piłkę.

Obserwuje pan Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” już od kilku lat. Czy poziom rozgrywek z roku na rok jest wyższy?

Zdecydowanie wzrasta. Moim zdaniem mamy od dołu ogólną taką tendencję, że każde następne roczniki mają wyższą pulę indywidualnych umiejętności. Myślę, że dzisiaj sposób gry poszczególnych zespołów jest bardzo świadomy. Chcą budować grę, a mniej już jest, ale ciągle się niestety zdarza, uciekanie się do najprostszych rozwiązań. My jako trenerzy, też to oglądamy. Poza selekcją zawodników obserwujemy też trenerów. Wybieramy najlepszego trenera Turnieju. I to nie musi być trener zwycięskiego zespołu, tylko tego, gdzie widać jego rękę. Jest to zespół, który buduje grę, a trener chcę edukować swoich zawodników, a nie nastawia się tylko na zwycięstwo. Co roku zapraszamy ich na Letnią AMO. Co roku przyjeżdża ktoś z zewnątrz i doświadcza pracy na zgrupowaniu w Gniewinie.

Jesteście aktywni podczas ogólnopolskich finałów Pucharu Tymbarku i rozmawiacie z trenerami. Co trenerom i nauczycielom może przynieść Turniej „Z Podwórka na Stadion”?

Jest to przedsionek kapitalnej rywalizacji. Kilkaset tysięcy zawodników i zawodniczek ma okazję rywalizować w dobrze zorganizowanym turnieju przeciwko innym najlepszym. Cieszymy się na sam udział takiej liczby zawodników. Chodzi o to, by tę dyscyplinę sportu popularyzować. Zależy nam na tym, by procent zawodników, albo ludzi uprawiających piłkę nożną, był jak największy. Ten projekt spełnia ten warunek.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. Newspix.pl