Reportaże

Na urodzinach chłopaków z warszawskiej Ferajny

Wykorzystując sport jako bazę i narzędzie, starają się wychowywać młodych ludzi. W organizowanych przez nich turniejach nie tylko próżno szukać wyników, ale końcowe rezultaty zależne są od ocen… przeciwników. Poznajcie Ferajnę, do której wpadliśmy na urodzinową imprezę!

Pierwszy trening Ferajny miał miejsce 21 listopada 2015 roku. Trzecie urodziny odbyły się już z wielką pompą. Z tortem, turniejem i setkami dzieci na hali przy Kawęczyńskiej 36.

Atmosfera na urodzinowym spotkaniu Ferajny była bardzo rodzinna. Dzieci podzielone zostały na drużyny, wylosowały flagi poszczególnych klubów występujących w Lidze Mistrzów i… ruszyły do boju.

Każdy grał z każdym, a najlepsi na koniec otrzymali puchary. Wynikomania? A skądże! Bo zwycięstwo „jest ważne, ale nie najważniejsze”.

Zwycięzców ogłoszono w czterech kategoriach: gra zespołowa, radość z gry, walka do końca i fair play. Na jakiej podstawie wyłoniono „najlepszych”?

– Po meczach wszyscy gracze szli do trenera i wypełniali ankietę zawodniczą. W niej określali jak drużyna przeciwna pod czterema wymienionymi wyżej względami się spisywała – mówi Damian Białek, jeden z dwóch założycieli Ferajny. – Chcemy pokazać dzieciom, że najważniejsza jest praca. Ważniejszy od końcowego zwycięstwa jest rozwój, dlatego jesteśmy akademią rozwoju poprzez sport – dodaje.

Poza trenerami na urodzinach jest cała gromada psychologów, na stałe zatrudnionych w szkółce.

Dziecko się popłakało – po chwili stoi już przy nim psycholog. Na urodzinach są wszyscy, więc nad grupą 13-osobową czuwa aż czterech opiekunów. Warunki do pozazdroszczenia w klubach Ekstraklasy. Na urodzinach najstarsza grupa młodych adeptów futbolu uczy się też sędziowania – sędziując swoim najmłodszym kolegom.

***

Damian Białek i Bartłomiej Ostasz Akademię Rozwoju Poprzez Sport Ferajna założyli po tym, jak ukończyli studia podyplomowe z zakresu psychologii sportu na Uniwersytecie SWPS.

Zależało im na tym, by zbudować projekt dla wszystkich dzieciaków, które chcą się rozwijać i chcą mieć „coś ponad”. Oraz dla ich rodziców, dla tych, którzy chcą dać dzieciakom „więcej”.

– Jesteśmy pierwszą w Polsce akademią rozwoju poprzez sport, o nazwie Ferajna. Jedyni łączymy w takim wymiarze piłkę nożną (w planach są także inne sporty) i psychologię sportu.

Jest to twór od początku do końca wymyślony i stworzony przez wspomnianą dwójkę. Dwójkę trenerów, którzy pracują także jako sportowi psychologowie. Wydaje się, że projekt ten jest na tyle innowacyjny, że jest czymś nowym nawet w skali Europy.

Ferajna to wychowanie poprzez sport według założeń Double Goal Coaching. Trenerzy pracują nie tylko nad rozwojem sportowym, ale także udzielają młodzieży życiowych lekcji.

Białek: – W naszej akademii dzieci mają uczyć się przez zabawę, mają przede wszystkim chcieć się z piłką ruszać i rozwijać. Uczymy pracy w grupie, kontroli emocji, adekwatnej pewności siebie i wszystkich tzw. umiejętności miękkich. Nie ma u nas „ciśnienia na wynik”, nie ma wszechobecnej presji czy krzyków. Dyscyplinę można stworzyć w zupełnie inny sposób!

W Ferajnie pracuje 12 trenerów i 12 psychologów sportowych. W każdym treningu uczestniczy jeden trener i jeden psycholog. Zrzeszonych w akademii jest już natomiast ponad 300 dzieciaków. Które są zawsze na pierwszym miejscu.

Sami zawodnicy wymyślili, że Ferajna kojarzy się z Frajdą. Ci, którym gdzieś indziej się nie spodobało, ci, którzy mają jakieś problemy i trudności w grupach konkurencyjnych szkółek, a uwielbiają sport – są tutaj mile widziani. – Nie mamy w Ferajnie samych takich zawodników, ale z takimi sobie radzimy – podsumowuje Białek.

***

Z Damianem spotkaliśmy się na Kongresie Psychologii Sportu. Nasze spotkanie przedłużyliśmy o krótką rozmowę…

Jak zaczęła się twoja praca z młodymi piłkarzami, praca w szkole?

– Chciałem dorobić sobie do studiów i mieć pracę inną, niż bycie „kelnerem”. Pracę, która byłaby połączona z moimi zainteresowaniami, czyli z piłką nożną.

Rozumiem, że masz wykształcenie pedagogiczne?

– Nie, wtedy miałem tylko uprawnienia instruktora. Dyrektor, który pamięta mnie jeszcze z czasów podstawówki, zaproponował mi prowadzenie zajęć dodatkowych z piłki nożnej.

Czyli nie w ramach lekcji wychowania fizycznego.

– Nie, bo nie mam właśnie wykształcenia pedagogicznego.

Zrezygnowałeś i grupy się… rozpadły.

– Okazało się, że dzieci chcą do mnie bardzo przychodzić. Grupa rozpadła się, gdy musiałem zrezygnować. Pojawił się trener szorstki, z podejściem bardzo „trenerskim” i dopiero gdy wróciłem, na zajęciach zaczęło się pojawiać się więcej zawodników. Nawet po 35 na treningu.

Jak to ogarniasz?!

– Mam trenera do pomocy, ale też głównym celem tych zajęć jest to, by dzieci się ruszały. Nie ma stresu, każdy traktowany jest indywidualnie i wie, że krzywda mu się nie stanie.

W zajęciach Ferajny zawsze uczestniczy dwóch trenerów?

– W Ferajnie mamy dwóch trenerów – trenera i psychologa sportowego. Jeśli trener prowadzi zajęcia piłkarskie, to jest głównym, a psycholog jego asystentem. Kiedy jednak psycholog prowadzi swoją część, jest odwrotnie. Dzieci potrzebują jednego lidera.

Ferajna to treningi piłki nożnej?

– To treningi piłkarskie z elementami psychologii sportu. Trener prowadzi zajęcia i trening aspektów sportowych, a psycholog kwestii miękkich umiejętności. Psycholog w każdym tygodniu ma do przeprowadzenia ćwiczenia z Miesiąca Tematycznego (ustalanego odgórnie) i razem z trenerem dodaje aspekty psychologiczne do ćwiczeń piłkarskich, najbardziej pasujące do grupy. Miesiące Tematyczne ustalamy odgórnie, reszta zależy od trenerów danej grupy. Oczywiście pomagamy im przykładowymi ćwiczeniami. Są to zajęcia z motywacji, koncentracji czy komunikacji.

Ile takich ćwiczeń macie w swojej bazie?

– Dużo. Środków z zadaniami psychologicznymi mamy około 80. To nie jest tylko jednak piłka nożna. Jesteśmy akademią rozwoju poprzez sport i chcemy wprowadzać inne sporty. Szukamy dobrych trenerów-wychowawców, którzy będą chcieli pracować według naszych zasad.

Skąd taka strategia?

– Według badań tylko jeden promil dzieci trenujących w akademiach pozostaje w piłce nożnej. My zastanawialiśmy się, co z resztą. I postanowiliśmy, że chcemy, by te dzieci po latach chciały po pracy pójść z kolegami na piłkę. Żeby sport był rzeczą, którą uwielbiają robić dla własnej przyjemności. Nie muszą zostać piłkarzami, mogą realizować się w innych dziedzinach życia, ale to, czego nauczyli się w Ferajnie, da im dużą wiedzę i narzędzia, które wykorzystają.

Udaje się wam?

– Widzimy, że to działa. Nasi gracze lepiej radzą sobie w szkole, są bardziej skoncentrowani. Są spokojniejsi, lepiej radzą sobie z przeciwnościami. Chcemy wychować super ludzi, nie maszyny grające w piłkę. W Holandii od lat mówią, że wychowują przede wszystkim ludzi. U nas jest inaczej, trenerzy ciągle grają na wynik…

Co to znaczy twoim zdaniem „grać na wynik”?

– To jest temat, o którym kiedyś moglibyśmy pogadać dużo dłużej. To gra, by za wszelką cenę wygrać, gdy najbardziej liczy się wynik. Niestawianie na gorszych zawodników, którzy przykładowo dobrze się rozwijają. Mam chłopaka w zespole, który miał nadwagę i nigdy w innej akademii by nie grał. Ale u mnie zaczął, bo jest niesamowicie zaangażowany. Postępy, jakie zrobił w ostatnim czasie, napawają mnie dumą! Można powiedzieć, że takich chłopaków “ratujemy” dla piłki. On widzi, że może być lepszy, że jest coraz ważniejszą częścią drużyny. Nigdzie indziej nie miałby tych doświadczeń, które są przecież tak ważne w rozwoju młodego chłopaka.

Trudno wymiernie ocenić zaangażowanie, to jest kłopot trenerów…

– Trudno, ale nie znaczy, że ma być łatwo. Dzieci i tak rywalizują, dla nich wynik jest ważny. My musimy jednak wiedzieć, że nie jest najważniejszy. Jeden francuski menedżer powiedział mi kiedyś, że w Polsce trenerzy na każdej pozycji wstawiają piłkarza, który powinien grać tylko na środku obrony. On im daje przewagę fizyczną. Nie ma znaczenia, jak grasz, ale jak silny jesteś. A później? Później oglądamy festiwal samolotów, czyli piłek latających nad głowami zawodników. My chcemy nie stawiać na największych, którzy zapewnią nam zwycięstwo, a na tych, którzy są najbardziej zaangażowani, którzy są ambitni. Przekonują nas do tego jacy są dla kolegów, co robią, jak zachowują się w domu.

Rodzice przychodzą podobno do ciebie i uważają, że motywujesz ich dzieci jakoś tak „inaczej”.

– Nie steruję dziećmi jak na padzie. „Podaj, strzelaj!” Nie!  „Jedziemy dalej”, “zdarza się” – kiedy tracimy bramkę. Staram się ich skupienie przenieść na to co będzie, a nie co było. Przecież zaczynamy od środka, próbujemy! Nawet jak przegramy wysoko, to też się zdarza. Rozmawiamy, co można zrobić lepiej, analizujemy to wspólnie. Ale nie inaczej. Ośmioletni dzieciak później przychodzi do mnie i pyta – „trenerze, a czemu ten trener obok tak krzyczy i mówi im jak mają grać?”. Dzieciaki czują to wszystko. Są zestresowane już wchodząc na boisko, mają mnóstwo bodźców, po co dokładać im tego stresu?

Jako twórcy Ferajny macie sporo na głowie. Inicjatywa wydaje się być bardzo słuszna, ale nie możecie liczyć na wielu sponsorów?

– Zakładając Ferajnę uznaliśmy, że jak już coś robimy, to robimy to dobrze. Wszystko robimy własnym sumptem. Zainwestowaliśmy na starcie 1500 zł. Teraz mamy jednego sponsora, ale pomóc nam mógłby każdy. Wspomniany sponsor powoduje, że finansowane są dwa dzieciaki, które normalnie ze względów finansowych nie mogłyby uczęszczać do Ferajny. Nie chcemy podwyższać cen dla rodziców, każda dodatkowa pomoc to dla nas bardzo dużo. Jeśli jednak psycholog kończy szkołę, wykonuje super robotę, wynajęcie hal i sprzętu również w stolicy nie jest tanie… My nie potrzebujemy wiele.

***

Ferajna funkcjonuje w stolicy w pięciu lokalizacjach: Bemowo, Praga Północ, Wilanów, Ursynów i Mokotów. Wielokrotnie dzieci do grup przychodzą za trenerami, których znają ze szkół czy pracy w innych miejscach. Zdarzało się, że nowi mieli przyjść „na chwilę”, grać w barwach Ferajny tymczasowo. Ale w większości zostawali na dłużej.

W każdej dzielnicy utworzono roczniki, które ze względów logistycznych (dostępna hala i trener) miały rację bytu.

Wspomniane przez Damiana miesiące tematyczne to natomiast: integracja, koncentracja, komunikacja, współpraca, kontrola emocji i stresu, motywacja, dialog wewnętrzny i wsparcie grupowe, elementy kontrolowane i niekontrolowane, kreatywność oraz wyznaczanie celów.

Trzeba przyznać, że od strony mentalnej praca zaplanowana jest perfekcyjnie.

***

Dużą uwagę w Ferajnie poświęca się rodzicom. – Jeśli trener coś mówi, a rodzic to samo powtarza w domu, uwaga dziecka jest większa. To podwójny autorytet – uważa Białek, który wykłada na licznych zebraniach i szkoleniach.

„Jak wspierać dziecko w sporcie?” i inna tematyka, związana z psychologią, prezentowana jest trenerom, nauczycielom wuefów, ale i rodzicom.

Ci ostatni zrzeszeni w Ferajnie otrzymują też mailowo handouty – materiały pomocnicze o motywacji czy kontroli emocji: teoretyczny wstęp, przystępny język, żeby zbudować bazę i poszerzać świadomość o temacie miesiąca.

***

Trybuny hali przy ul. Kawęczyńskiej wypełniły się rodzicami tych, którzy tworzyli widowisko kilka metrów niżej, na parkiecie. Zagadujemy jednego z ojców…

Dlaczego Ferajna?

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego w jaki sposób realizowane są zajęcia w Ferajnie. Kluczowym czynnikiem jest jednak lokalizacja, tego, gdzie trenujemy na co dzień. Nie oszukujmy się, w takim mieście jak Warszawa, na końcu i tak o wyborze szkółki przez rodzica decydują względy logistyczne.

Turniej bez wyników to dla was zaskoczenie?

– W żadnym wypadku. Rozumiemy to. To nie jest nowość, w klasach 1-3 w szkole również nie mamy wyników.

Szkolenia dla rodziców w Ferajnie uświadomiły wam dlaczego w piłce dziecięco-młodzieżowej wynik nie powinien być najważniejszy?

– Rodzice są zdecydowanie bardziej świadomi niż w przeszłości. W Ferajnie było zebranie, przedstawiona nam została teoria. Cieszę się, że idzie to w tym kierunku.

Dzieci w Ferajnie są rzeczywiście szczęśliwsze w porównaniu z innymi szkółkami?

– Nie chciałbym oceniać, bo nie mam dużego porównania, ale ja wiem, że nie ćwiczę piłkarskiej gwiazdy. Dla mojego syna trening piłkarski to ma być zabawa. Gra w piłkę ma dawać mu szczęście. A w Ferajnie jest szczęśliwy

***

O ile mnóstwo pozytywnej energii organizatorów jest widoczne gołym okiem, nie brakuje również problemów. Te kluczowe dotyczą sponsorów i dotacji. A w zasadzie ich braku.

Białek: – Przyznam szczerze, że nie mamy na to czasu. Zajmujemy się rozwojem, dziećmi.

Idealistyczny obraz pracy pasjonatów nieco gryzie się z „miliardem druczków”, które trzeba wypełniać, a które wymagają nakładu sporej ilości czasu.

Innym zagadnieniem jest to, że do pozyskania niektórych dofinansowań trzeba być zrzeszonym w Mazowieckim Związku Piłki Nożnej. Ferajna nie chce dołączyć. – Nie pasuje to do naszej koncepcji – mówi jej współtwórca.

– W turniejach organizowanych przez MZPN widzimy presję, ciśnienie na wynik, a tego nie chcemy. Gramy w turniejach prywatnych, gramy mecze sparingowe, ustalamy własne zasady.

Składki w Ferajnie wynoszą od 150 do 190 złotych (w zależności od lokalizacji). Na zajęcia można też uczęszczać raz w tygodniu, wtedy jest taniej.

Jak można im pomóc? Białek: – Nawet 2000 zł miesięcznie pozwoliłoby nam funkcjonować normalnie. Aktualnie pracujemy po 15, a czasem nawet 18 godzin dziennie. Nie zarabiamy na Ferajnie praktycznie wcale. Cały czas robimy to z idei i pasji. Mamy jednak kilka pomysłów, fantastyczny marketingowo byłby partner techniczny. Mój pomysł na taką kooperację dałby obu stronom sporo korzyści.

***

Ferajnowi trenerzy nie muszą dobrze grać w piłkę. Mają być jednak autorytetem dla dziecka. Dobrym wychowawcą. Na zajęciach zawsze jest dwóch trenerów (trener + psycholog sportowy), a grupy liczą maksymalnie po 18 dzieci w grupach starszych i po 14 w tych przedszkolnych.

Nowych trenerów nie jest łatwo pozyskać. – U nas praca jest trudniejsza, ale bardziej satysfakcjonująca. Wielu jest kandydatów bardzo dobrze przygotowanych merytorycznie, ale nie mają odpowiedniego podejścia. Niektórzy przychodzą natomiast i ich priorytetem kasa. Dla nas najważniejsza jest idea. Chcemy, by dzieci miały w życiu lepiej.

***

Sporo teorii, a co z praktyką? Poprosiliśmy o uchylenie rąbka tajemnicy. Poniżej trzy przykłady tego, jak w formie ćwiczeń rozwijać koncentrację, motywację czy kontrolę emocji:

ĆWICZENIE 1: GÓRA, DÓŁ

Akcenty: szybkość reakcji, koncentracja

Opis: dzieci dobierają się w pary i ustawiają się przed trenerem. Pierwsza para startuje na znak trenera, który trzymam w ręku piłkę. Jeśli trener podrzuci futbolówkę, zawodnik ma podskoczyć i jak najszybciej dobiec do mety. Gdy upuści piłkę, gracz powinien dotknąć ziemi i ruszyć. Po kilku próbach warto zastosować inwersję (na odwrót).

ĆWICZENIE 2: GRA Z GWIAZDĄ

Akcenty: koncentracja, szybkość myślenia, pewność siebie, gra zespołowa

Opis: przez dwie minuty tylko jeden zawodnik w każdej drużynie (wyznaczony przez trenera) może strzelić gola. Co 2 minuty – zmiana zawodnika. To dobry czas dla niepewnych graczy, którzy ustawiają się zwykle w obronie. Przez dwie minuty są najważniejsi, mają zwiększone szanse na gola.

ĆWICZENIE 3: GRA ZE ZŁYM SĘDZIOWANIEM

Akcenty: motywacja, koncentracja, radzenie sobie z emocjami (przygotowanie do gry, gdy „sędzia jest przeciwko nam”)

Opis: podczas meczu trener celowo podejmuje złe decyzje sędziowskie. Obserwuje rekacje zawodników na nie, a po meczu omawia je z grupą. Co można zrobić, jak reagować? Należy podkreślić, ze najważniejsza jest dobra gra niezależnie sędziowania.

***

Trzy lata ciężkiej pracy za nimi, a co będzie dalej? Oddajmy głos Białkowi: – Chcemy rozszerzać ferajnowe bąbelki, by jak najwięcej dzieci i rodziców zobaczyło, że treningi można robić inaczej. Że można się na nich super bawić i wiele nauczyć. Chcemy budować świadomość trenerów, rodziców i zawodników. Wierzymy, że oddolnie wszystko da się zbudować, a nie narzucić z góry. Trzeba tylko uwierzyć, że ma to sens. Osobiście moim celem jest, by chociaż jeden dzieciak poprzez spotkanie ze mną miał lepiej. Głęboko wierzę, że będzie takich dzieci dużo, ale jak będzie chociaż jeden, to znaczy że było warto.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK