Weszło Junior

Reforma ekwiwalentów za wyszkolenie krokiem wstecz?

Ładnych parę lat czekaliśmy na zmianę obowiązujących przepisów w sprawie zasad płacenia ekwiwalentów za wyszkolenie. I wreszcie – nowe zostały uchwalone, wejdą w życie już od stycznia. Tylko czy aby nie są krokiem wstecz? I czy przypadkiem nie pozostawiają największego problemu nierozwiązanym?

Do 31 grudnia 2018 roku obowiązują jeszcze stare zasady płatności ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika. Dotychczas obowiązywały kwoty ryczałtowe, które liczono za każdy sezon wyszkolenia zawodnika z podziałem na lata szkoleniowe od 9 do 23 roku życia. Do końca roku wygląda to następująco:

Kategorie o których mowa wyżej to:

Przykład? Mamy zawodnika, który ma 15 lat i grał/trenował dwa lata w swoim macierzystym klubie na poziomie III ligi. Piłkarz występował w klubie przez dwa lata, więc za każdy rok treningu gry, jego przyszły pracodawca musiał zapłacić 600 zł. Jeśli trzeci rok jego treningów w klubie rozpoczął się, gdy miał już 15 lat, to liczone było to wtedy jako trzeci rok treningu zawodnika, ale już w wyższej kategorii wiekowej. Wtedy łączna wysokość ekwiwalentu wynosiłaby 2400 złotych – 600 zł za pierwszy rok, 600 zł za drugi rok i 1200 zł za trzeci rok. W przypadku profesjonalistów te kwoty są odpowiednio wyższe.

Tu pojawiały się problemy z interpretacją przepisów, bo niektóre kluby życzyły sobie kwot wyższych. W analizowanym przypadku często było tak, że zawodnik skończył 15 lat i klub oddający liczył poprzednie sezony gry zawodnika jako wyższą kategorię wiekową. W takiej sytuacji klub oddający zawodnika liczył sobie 3600 zł, co było błędną interpretacją przepisów.

Obliczając ekwiwalent według starych zasad, należało również mieć na uwadze sytuację, w której zawodnik kończy dany wiek powodujący zmianę kategorii wiekowej w czasie trwania sezonu. To również mogło mieć wpływ na wysokość ekwiwalentu.

W przepisach uchwalonych w 2011 roku był także zapis o tym, że jeśli większy klub ściąga zawodnika do swojego klubu partnerskiego bądź współpracującej akademii, to musi zapłacić większy ekwiwalent. Ten przepis był regularnie obchodzony, bo kluby ściągały tych zawodników do mniejszych klubów bądź akademii, nie mając żadnej oficjalnej umowy o współpracy. Najczęściej było tak, że słabszy klub ściągał do siebie zawodnika, a po paru latach ten mocniejszy brał go za grosze. Pierwszy klub danego zawodnika nie otrzymywał już wtedy nic, bo otrzymał ekwiwalent od przejścia zawodnika do klubu ze słabszej kategorii. O tym, że w tej kwestii nic się nie zmieniło i jak to konkretnie wygląda, będzie w dalszej części. 

Tak było. Jak w takim razie będzie teraz i co się zmienia?

Kluczową zmianą, z którą nie zgadzają się Roman Kosecki i Marcin Mięciel jest zmiana wiekowa. Dotychczas ekwiwalent przysługiwał za szkolenie między 9. a 23. rokiem życia. Po zmianach wiek został zmieniony na: między 12. a 21. rokiem życia. I to trzeba napisać wprost: jest to zmiana idiotyczna. Sprawdźcie w naszej bazie szkółek losową szkółkę bądź akademię z czterema gwiazdkami (lub ocenioną wyżej) i spójrzcie w rubrykę: szkolone roczniki. Co tam znajdziecie? Zapis, że większość solidnych akademii zaczyna szkolić już w przedszkolu. Zmiana w ekwiwalencie oznacza, że teraz topowe kluby i akademie, będą mogły wyciągnąć zawodnika dzień przed jego dwunastymi urodzinami za darmo. Czyli przypuśćmy, że akademia szkoli zawodnika od 5. roku życia przez 6 długich lat. Przychodzi mocniejszy klub z miasta czy gminy i zabiera go za darmo. Podwyższenie granicy wieku jest tutaj totalnym nieporozumieniem.

– Do 12-roku życia dzieciaki przechodzą za darmo. Kluby, nawet w ekstraklasie, często nie szkolą poniżej 12 roku życia. Zaczynają prowadzić szkolenie od momentu, kiedy gra się na boisku po jedenastu. Wtedy zaczynają ściągać najlepszych chłopców z całego kraju. To się wiąże z tym, że chłopiec mający 11 lat i 11 miesięcy będzie przechodził za darmo i mocniejsze kluby będą sobie ściągać najlepszych chłopców – mówi Roman Kosecki.

– Moje zdanie przedstawiałem na zarządzie. Ekwiwalent dotąd był liczony od 9. roku życia. Mówiłem: zaraz, zaraz. Od którego roku dzieci wchodzą w rozgrywki? Od 7. roku życia zaczynają grać po pięciu i tak dalej. Dlaczego nie obniżymy progu wiekowego by od 7. roku życia była do zapłacenia choćby kwota 100 zł za rok szkolenia takiego zawodnika. Jeśli chłopak jest w rozgrywkach od 7. roku życia i w wieku 12 lat odchodzi z klubu, no to jest chociaż te 500 zł dla trenera za to, że szkolił go przez pięć lat. Teraz niektóre kluby są niestety uprzywilejowane i będą sobie zabierały zawodników. Zaraz się zacznie namawianie, dzwonienie po rodzicach: przyjdźcie, tu do nas. Z klubem nie będzie nikt rozmawiał, bo dzieciak będzie mógł przejść za darmo. Mamy w nosie akademie, kluby, które wychowują młodzież. Radźcie sobie sami.

Były wiceprezes PZPN-u zna nawet sposób, jak kluby i akademie będą się zabezpieczać na taką ewentualność.

– Różne są wyjścia, bo jak wiadomo – Polak potrafi. Można np. podpisać z opiekunami dziecka umowę cywilną, że za rok szkolenia należy się 1000 zł w akademii. Wy jesteście zwolnieni z opłat i obozów, ze wszystkiego, ale jeśli dziecko odejdzie z klubu, to naliczamy kwotę za okres w klubie. Niestety te koszty poniesie rodzic, a nie klub pozyskujący. Nie podoba mi się to i żałuję, że wprowadzono przepisy w takim kształcie – kończy Roman Kosecki.

Zmiana dotyczy też górnej granicy wieku. Ekwiwalent będzie trzeba płacić do 21. roku życia, ale tak naprawdę będzie on obowiązywał jeszcze przed ukończeniem 24. roku życia. Zmiana przynależności klubowej np. w wieku 22 lat sprawi, że ekwiwalent będzie amortyzowany. Dla przykładu, jeśli zawodnik zmienia klub przed 22. rokiem życia, to klubowi sprzedającemu przysługuje pełny ekwiwalent. Jeśli nastąpi to po 22. roku życia, to klubowi przysługuje 75% całości ekwiwalentu. Jak ukończył 23. rok życia, to klub kupujący ponosi tylko 50% kwoty całości ekwiwalentu. To akurat jest dość logiczne i tutaj nie powinno być nieporozumień.

Zostajemy w temacie kategorii, bo one zmieniły się wraz z wiekiem. Od nowego roku będzie to wyglądać następująco:

Tutaj Roman Kosecki podnosi kolejny problem. Od nowego roku wszystkie akademie i szkółki piłkarskie będą traktowane jak kluby z III ligi.

– Uważam, że pewnych zmian dokonano nie licząc się kompletnie z małymi akademiami, które nie prowadzą drużyn seniorskich. Pominięto to zupełnie. Żaden klub poniżej II ligi nie dostał możliwości wyrażenia swojej opinii. Najlepszych akademii, które nie prowadzą seniorów, nie zapytano nawet o zdanie. Pominięto zupełnie środowisko, które wychowuje piłkarzy, które zajmuje się szkoleniem dzieci od 4. roku życia. Nowe ekwiwalenty są zrobione konkretnie pod ekstraklasę, I i II ligę. 

– Niektóre kluby nie mają seniorskiej drużyny, a jest wiele takich akademii, które bardzo dobrze szkolą młodzież. Piłkarze z tych akademii grają potem w reprezentacjach albo idą do klubów ekstraklasy, I lub II ligi. Ci zawodnicy wywodzą się z małych klubików. I te kluby będą teraz najbardziej poszkodowane. Jak można takie kluby jak mój, Akademia Reissa, szkoła Marcina Mięciela i wiele innych wrzucić w tryby na równi z klubami III-ligowymi? Będziemy chcieli pozyskać zawodnika z jakiegoś klubu z I, II, IV ligi? To będziemy musieli zapłacić. A ode mnie wszyscy będą brali za darmo. To jest kompletne pomieszanie z poplątaniem. – dodaje były wiceprezes PZPN.

Pisaliśmy wcześniej także o rozróżnieniu amatora od profesjonalisty. Związek zabezpieczył się przed powstawaniem sporów z tego tytułu. Po zmianie przepisów nie ma już znaczenia, czy zawodnik występował w drużynie jako amator, czy piłkarz profesjonalny. Oznacza to, że różne klubowe spory będą teraz uproszczone w sprawach ustalenia wysokości ekwiwalentu. Po wprowadzeniu nowych zasad, wszystkie informacje będą dostępne na Extranecie (przede wszystkim kategoria młodego piłkarza i czas jego rejestracji w klubie).

W nowej uchwale jest także ważny zapis dla piłkarzy, którzy zrobią sobie przerwę od piłki na minimum rok. Po upływie tego czasu, czyli od momentu wygaśnięcia kontraktu, za danego zawodnika nie należy się żaden ekwiwalent. Czyli: jeśli złapiesz kontuzję, a klub się na Ciebie wypnie, to jeżeli po dwóch latach staniesz się drugim Lewandowskim, tenże klub może do ciebie co najwyżej zadzwonić po pamiątkową koszulkę. Nic więcej nie będzie mu się należało.

Jak obliczany będzie nowy ekwiwalent? Idziemy za związkową matematyką:

Mnożnik odpowiadający kategorii klasy rozgrywkowej klubu pozyskującego wygląda następująco:

Pokażemy to na przykładzie. Przypuśćmy, że analizujemy podobny przykład, co na początku. Zawodnik ma 15 lat i trenuje dwa lata i 100 dni w III-ligowym klubie. Pozyskać go chce II-ligowiec. Oznacza to, że musimy dokonać dwóch takich obliczeń.

E= 2 (lata gry) x 500 zł x 3 = 3000 zł

Do kwoty 3000 zł musimy dodać 100 dni (0,27 roku) gry w wieku 15 lat.

E= 0,27 (roku gry) x 2000 x 3 = 1620 zł

Oznacza to, że klub z II ligi musi w takiej sytuacji zapłacić 4620 zł ekwiwalentu.

Jedno możemy stwierdzić z całą pewnością. Nowa metoda będzie dokładniejsza, bo obliczenia będą dokonywane na podstawie informacji z Extranetu i będą uwzględniały konkretny okres. Wcześniej, w przypadku transferu takiego zawodnika, nie stosowało się iloczynu obejmującego aktualny wiek zawodnika i liczby sezonów w klubie. Należało uwzględnić kwoty bazowe wskazane w pierwszej tabeli. Teraz będzie to po prostu dokładniejsze.

Kilka rzeczy pozostanie niezmiennych. Wysokość kwoty ekwiwalentu nadal będzie odpowiadać wiekowi zawodnika, liczbie sezonów spędzonych w swoim macierzystym klubie oraz klasie zespołu, który pozyskuje takiego piłkarza. Pozostanie zapis, że jeśli w okresie 18 miesięcy od daty zmiany przynależności klubowej zawodnik zmieni klub na wyższą kategorię, to ten klub musi zapłacić ekwiwalent. Z tym, że ten przepis jest regularnie obchodzony. Duży klub lokuje takiego piłkarza w zespole z niskiej ligi, czeka dwa lata i nie jest w efekcie nic winien drużynie, w której ten zaczynał. To jest niestety jedna z największych patologii w naszej piłce – by mały dostał jak najbardziej po dupie. Czy nikt tego nie widzi?

Inne pytanie, jakie trzeba postawić, to: dlaczego tak późno? Reforma ekwiwalentów za wyszkolenie prosi się o zmiany od kilku lat. Prezes PZPN Zbigniew Boniek odpowiada trafnie, że były ważniejsze rzeczy do zrobienia wcześniej, jak zajęcie się piłką seniorską czy zreformowanie rozgrywek CLJ. I trzeba przyznać, że to się udało. Na piłkę juniorską przyszedł czas teraz, ale mamy wrażenie, że zmiany w kwestii ekwiwalentów zostały wprowadzone bez szczególnego pomyślunku.

– Ktoś powie „bierzesz składki od rodziców, jeździcie na obozy, rodzice płacą, macie profity”. W takim razie, ja się pytam. Akademia Legii Warszawa, czy innych klubów ekstraklasy. Czy tam płacą, czy nie płacą? Z tego co ja wiem rodzice płacą. Do 12-roku życia za przedszkola czy szkoły płacą wszyscy. Nie ma w tym świecie nic za darmo. Pomysł reformy ekwiwalentów pojawiał się, jak byłem wiceprezesem PZPN-u. Ciągle musiałem przekonywać zarząd, ale przynajmniej wtedy była w nim osoba, która znała się na szkoleniu dzieci i młodzieży. Teraz mam wrażenie, że tam zajmują się tylko piłką seniorską i niczym więcej. Martwi mnie to, bo były wiele lat wcześniej próby, by wprowadzić zapis o ekwiwalentach. Teraz zmiany zostały zatwierdzone, ale liczę, że nastąpią kolejne. Należy zaprosić kilka osób z różnego rodzaju akademii i z nimi podyskutować. To dotyczy ogromnej rzeszy klubów i klubików, które szkolą późniejszych reprezentantów Polski i zawodników dla ekstraklasy. Trzeba się liczyć ze wszystkimi, a nie tylko z tymi, którzy obracają milionami za prawa telewizyjne, transfery itp. Trzeba się liczyć z piłką amatorską, bo stamtąd wychodzą zawodnicy, na których się później zarabia. – mówi Kosecki.

Niektóre zmiany są dobre, ale zgadzamy się z byłym reprezentantem Polski, że do ideału nadal daleko. Do tego przez ostatnie lata w tym temacie się nic nie zmieniło, a teraz nagle od 1 stycznia startują dwa nowe programy, które tak naprawdę będą działały na żywym organizmie. Czy związek ma tyle czasu do stracenia, by uczyć się na błędach?

– Wprowadzono certyfikacje akademii, nad którą między innymi ja pracowałem. Dobrze, że jest wprowadzona, ale miała wyglądać inaczej. Najpierw trzeba było wprowadzić certyfikację, zobaczyć, a dopiero potem należało zmienić ekwiwalent na jej bazie. Zrobiono wszystko na odwrót. Na szybko, by jak najszybciej wprowadzić dużo zmian i pochwalić się, że coś zrobiliśmy. Uważam to niestety trochę za bufonadę. Jest to przykre, bo pominięto tysiące klubów w Polsce, zajmując się tylko 52 klubami, które grają w ekstraklasie, I i II lidze. To wszystko jest robione tak naprawdę pod nie – podsumowuje Roman Kosecki.

Dawid Dobrasz

fot. PZPN i newspix.pl