Reportaże

Liga od kuźni: Wisła Kraków

W ostatnim czasie o Wiśle Kraków mówi się wyłącznie w kontekście długów i niepewnej przyszłości całego klubu. Równocześnie dzień w dzień w ciężkie treningi przy Reymonta całe serca wkładają najmłodsi adepci wiślackiej akademii oraz ich trenerzy.

Akademia Piłkarska Wisły Kraków oficjalnie powstała w roku 2014. Przez kilka ostatnich lat wyszła z długów i zaczęła funkcjonować na stabilnym poziomie. Interesujące pomysły, kolejne projekty i programy spowodowały, że rozkręciła się na dobre.

Jak szkolenie Białej Gwiazdy funkcjonuje w praktyce? – Zainspirowałem się pobytem w Leverkusen. Tam bardzo dużo chłopaków zaczynających swoją przygodę w akademii dociera do poziomu U-17. Jest mało rozczarowań, bo ci, którzy zaczynają, są wyselekcjonowani z dużej grupy. Przechodzą więc przez kolejne szczeble kariery w Bayerze i dochodzą do poziomu juniorów, na którym detale decydują już o tym, czy ktoś wskoczy na poziom piłki zawodowej, czy nie – opowiada dyrektor zarządzający AP Wisła Kraków Rafał Wisłocki.

Wisła poszła więc tropem Bayeru, a grupę naborową tworzy w kategorii U-7. Ma przy tym duży komfort wyboru, bowiem decyzje podejmuje na bazie obserwacji mas.

Jakim sposobem? We wcześniejszym etapie szkolenia w Krakowie i okolicach funkcjonuje projekt Wiślackie Skrzaty. W stolicy Małopolski nietrudno też znaleźć „Przedszkole z Białą Gwiazdą”. Dzieci zrzeszone w kilkunastu miejscach są przez Wiślaków selekcjonowane, a te z wysokimi poziomami zdolności motorycznych czy uczenia się – trafiają do akademii. – Wybieramy tych, którzy mają największe predyspozycje – mówi dumnie Wisłocki.

Grupy w rocznikach od U-7 do U-10 są mało liczne, tam „Biała Gwiazda” stawia na wysoką jakość i intensywność zajęć. Zawodnicy spotykają się wszak raz w tygodniu, rozgrywając grę treningową w oparciu o Narodowy Model Gry PZPN.

Poza grupami wyselekcjonowanymi istnieje też kolejny fundament i podwaliny pod coś wielkiego. Szkółka Piłkarska Wisły Kraków, choć już w wydaniu komercyjnym, pozwala ćwiczyć najmłodszym aż do kategorii U-11. Ale jest jednocześnie pod stałą kontrolą trenerów z akademii, którzy w przypadku wyróżniających się graczy, nie boją się zapraszać ich na swoje zajęcia.

Od etapu U-12 w Wiśle funkcjonują już tylko grupy elitarne. Klarowny, uczciwy podział, bez mydlenia oczu rodzicom czy samym młodym zawodnikom.

4

Wisłocki: – Chcemy wychwycić największe talenty z Małopolski. Przede wszystkim tych, którzy są związani emocjonalnie z Wisłą, oni powinni trafić do Krakowa. Szukamy też w województwie podkarpackim, bo to zagłębie talentów, a nie ma tam klubów ekstraklasowych. Świętokrzyskim, gdzie mamy nasz klub partnerski, a nie każdy chce grać dla Korony, więc dajemy inną opcję. Oraz w śląskim, w którym żyje sporo wielkich talentów.

Poszukiwaniu talentów służy też kolejny projekt – Wiślacki Diament. Chętni spotykają się raz w miesiącu. Przyjeżdżają na Wisłę, trenują z jej trenerami. Na stadionie przy Reymonta. Są więc w bezpośredni sposób wiązani z Białą Gwiazdą, otrzymują zadania dodatkowe, a co jakiś czas uczestniczą w sparingach z grupami Wisły czy turniejach zewnętrznych. Jednocześnie sprawdzane są ich zdolności motoryczne. Aktualnie Wiślacki Diament dotyczy roczników od 2008 do 2012.

– Współpracę proponujemy też klubom partnerskim. Stawiamy na wymianę myśli szkoleniowej. Odbywają się zebrania, poruszamy na nich różne tematy, pokazujemy jaka jest nasza filozofia. Kolejną możliwością są staże w Wiśle dla trenerów z klubów partnerskich. Mogą z nami się spotkać, skontaktować, porozmawiać. Zawodnicy z kolei mają szansę potrenować w naszej akademii – mówi Adrian Filipek, trener koordynator U-14-U-17 w AP Wisła.

Każdy partnerski klub uczestniczy w organizowanych przez krakowian konferencjach oraz otrzymuje regularnie newsletter z pożytecznymi informacjami. 

***

– Myślę, że możemy pochwalić się czynnikiem ludzkim. Dla mnie to najważniejsze. Dysponujemy pewnymi określonymi dobrami i musimy skupić się na tym, co możemy zrobić najlepiej. A tym jest z mojej perspektywy zatrudnienie odpowiednich osób, które będą pracowały z zawodnikami mającymi jasne i sprecyzowane cele. To dla mnie najważniejsze, chcę zatrudniać wysokiej klasy fachowców i myślę, że to się udaje. Fajnym wyznacznikiem tego są ostatnie nasze przeliczenia – już pięć osób zaangażowanych w ostatnim czasie w pracę w Akademii Piłkarskiej Wisły trafiło do profesjonalnej piłki na poziomie bardzo wysokim. Mówię tutaj o Goncalo Feio, Tomku Tchórzu, Kubie Sage, Macieju Musiale oraz Wojtku Makowskim – chwali efekty swojej pracy Wisłocki.

Wisła podpatrzyła też w Benfice Lizbona rozwój w kierunku trenerskim… wśród wychowanków. Większość graczy po poważnych kontuzjach, którzy musieli przedwcześnie zawiesić buty na kołku, może przecież znakomicie sprawdzić się w nowej roli, a młody wiek, przy zarazem dużym doświadczeniu boiskowym, jest tylko ich przewagą.

Wisła nie może cieszyć się natomiast z nadmiaru boisk. Wykorzystuje każdą chwilę, bo musi. W dzień naszej wizyty treningi indywidualne zaczęły się o 8:00, a po 20:00 zawodnicy przebywali jeszcze na murawie.

– Ważne są dla nas klasy sportowe, bo możemy trenować rano i dysponujemy boiskami, do których mamy dostęp – ocenia Wisłocki i dodaje przytomnie: – Największą naszą bolączką jest baza treningowa, szczególnie zimą. Musimy przebijać się przez miasto i to najtrudniejszy dla nas okres. Warunki nie pozwalają trenować we własnym ośrodku, a dodatkowo dobijają nas koszty wynajmu obiektów. Mamy jednak dość zaawansowane plany, jeżeli chodzi o budowę boiska sztucznego, które później miałoby się znaleźć pod balonem. To jednak jeszcze chwilkę potrwa. Chcielibyśmy też rozbudowy bazy w Myślenicach.

A w Myślenicach obiekty są imponujące. Szkoda, że poza pierwszą drużyną, korzysta z nich tylko najstarszy rocznik akademii.

Najlepsi, jak 17-letni Maciej Śliwa, piłkarz U-18, włączony do kadry pierwszej drużyny i powoływany do młodzieżowych reprezentacji Polski, ćwiczą tam indywidualnie. 

2.png

– Mam treningi indywidualne raz w tygodniu. Na nich trenerzy skupiają się na tym, czego poszczególnym graczom brakuje. Gram w ofensywie, więc głównie chodzi o treningi strzeleckie. Bardzo dużo działo się przez ostatni rok. Przyszedłem do Wisły i od razu przeszedłem do juniora starszego. To był duży przeskok, a później nagle trafiłem do pierwszej drużyny. To duży krok – ocenia Śliwa.

 W poniedziałek odbywają się treningi pozycyjne. Dzielimy je na grupy: środkowych obrońców i szóstek, napastników z dziesiątkami, zawodników obwodowych oraz graczy w centrum. Każdy wykonuje zadania techniczne lub koncepty, gdzie dajemy im wybór, możliwość podjęcia decyzji. Zawodnik, spotykając się z daną sytuacją w meczu, ma mieć łatwość, by szybciej podjąć decyzję i by była ona dobra – mówi Filipek.

I dodaje: – Prowadzę też treningi indywidualne z zawodnikami wyróżniającymi się w akademii oraz tymi z pierwszego zespołu. Te treningi odbywają się w inne dni. Wierzymy, że liczba powtórzeń, przy dobrej jakości ich wykonania, przełoży się na jakość naszego nauczania.

Każdy zawodnik ma inne potrzeby. Rozwijane jest to, co jest najpilniejsze w jego przypadku.

Najlepszym dietę rozpisuje także dietetyk i na przykład Śliwa czuje różnicę, gdy dobrze się odżywia. Ale nie zawsze ma czas, by stosować się do zaleceń. Jak młodzian radzi sobie z codziennymi dojazdami po 35 kilometrów? – Jeżdżę z Dawidem Kortem. W aucie głównie rozmawiamy. Miałem raz z nim ciekawą rozmowę, na którą nakierował mnie trener. Dawid ma niezwykłą łatwość podania piłki. Stopa układa mu się tak, że jego zagrania są bardzo czyste. Podpytywałem więc, jak to robi, bo mało komu to tak wychodzi.

***

W Krakowie zaimponował nam poziom szczegółowości, z jakim rozpracowany został proces treningowy. Każdy tydzień to rozpisany, zgodnie z portugalskim wzorcem, morfocykl.

A w nim – każdy dzień ma określony motoryczny bodziec (np. w czwartki zwraca się uwagę na szybkość skurczu mięśnia, a w środy na czas jego trwania) oraz szczegółową strukturę treningu, dokładnie podzielonego na minuty pracy (rozgrzewka / technika / fragmenty gry / małe gry / duże / SFG). To wszystko, by wymóc na swoich podopiecznych określone wysiłki i sposoby pracy.

3

W klubie przy Reymonta wszystkie drużyny w tym samym tygodniu pracują też nad tą samą fazą gry (atak, przejście z ataku do obrony, obrona lub przejście z obrony do ataku) w określonych z góry strefach (niskiej, średniej bądź wysokiej). To również nie jest przypadkowe.

Między dyrektorem akademii i trenerem koordynatorem dochodzi nawet do zażyłych dyskusji – czy fazy przejścia powinny być trenowane częściej, czy rzadziej od pozostałych, w obliczu najnowszych statystyk i występowania ich w meczach? Każdy ma swoje zdanie, wspólnie poszukują złotego środka.

Jak jednak Wisła chce grać? Pojawia się określenie, jakie usłyszeliśmy przed tygodniem przy Wielickiej, w siedzibie Cracovii. Krakowska piłka.

– Chcemy odwołać się do naszej historii, naszej kultury, czyli krakowskiej piłki. Posiadania piłki, budowania gry krótkimi podaniami, z elementami pragmatyzmu, czyli wykorzystania tego, co mamy najlepsze. Chcemy, by nasi zawodnicy rozumieli grę i wykorzystywali swoje największe atuty oraz możliwości, które stwarza nam przeciwnik – tłumaczy Filipek.

– Chcemy, by nasi wychowankowie rozumieli grę. To znaczy, że zawodnicy od najmłodszych etapów muszą wiedzieć, że jeśli mają przestrzeń, to mają ją zdobywać. W ataku chcemy wykorzystywać szerokość boiska, bronić chcemy wąsko. Wzorujemy się na Portugalii.

Wiślackie pryncypia Filipek kształtował w licznych rozmowach z trenerami z Portugalii. Niedawno w klubie pracował przecież jeszcze Feio, a i Tchórz zamieszkiwał swego czasu Lizbonę. Zasady ewoluują, często podczas zebrań sztabów szkoleniowych Białej Gwiazdy.

Podobnie jak w Cracovii, w Wiśle profile zawodników są ściśle określone. Dla całej meczowej osiemnastki! Filipek: – Wyróżniamy np. dwa typy napastnika, jeden wysoki, grający bardziej tyłem do bramki. Drugi – lis pola karnego, szybki, mobilny.

Wisłocki widzi podobieństwa, ale i sporo różnic z Cracovią. Lokalny rywal jednak mu nie przeszkadza. – Rywalizacja napędza. Talenty rozdzielają się i rywalizujemy ze sobą, to jasne. Ale dla mnie najważniejszym jest, byśmy jako Wisła stworzyli najlepsze warunki, by każdy zawodnik chciał przyjść do nas. Jakością swojej pracy chcemy ich do tego przekonać.

***

Jako wartość dodaną w klubie z Reymonta wymienia się też projekt związany z psychologią sportu. – Program rozpoczął się od współpracy Akademii Piłkarskiej Wisły Kraków z AWF-em Kraków. Na początku miało się to opierać na warsztatach, ale rozwija się dość mocno. W klubie jest trzech psychologów. Rocznik najstarszy, grupa U-17, objęta jest kontrolą psychologa na trzech treningach w tygodniu. Zawodnicy indywidualnie współpracują z nami, ponadto pracujemy też warsztatowo z całym zespołem – przybliża Aleksandra Adamiec, koordynator programu psychologów w AP Wisła Kraków.

I dodaje: – W zespołach U-12 czy U-13 psycholog pojawia się raz w tygodniu oraz na meczach przynajmniej raz w miesiącu. Edukujemy najmłodszych jak nasza psychika wpływa na to, co dzieje się na boisku. Naszym nadrzędnym celem w ich przypadku jest rozwój samoświadomości zawodników.

***

Trzeba przyznać, że przez ostatnich kilka lat w Krakowie nie próżnowano. Osoby zarządzające akademią i jej pracą działają transparentnie, są otwarte na dyskusję, a przy tym ciężką pracą i nowymi pomysłami stale napędzają jej rozwój.

Co jednak z widmem upadku klubu, o którym czytamy praktycznie każdego dnia w prasie?

– Akademia jest bezpieczna, bo budżet jest mocno podzielony, jeśli chodzi o nasze środki. Współpracujemy ze szkołą, mamy swoich sponsorów, znaczną część budżetu stanowią też składki rodziców. Jeśli chodzi więc o nasze funkcjonowanie – jesteśmy bezpieczni – podsumowuje Wisłocki. I chyba nic, poza wiarą w jego słowa, nam i kibicom Białej Gwiazdy nie pozostało.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Wideo: KAROL STĘPNIEWSKI