Weszło Junior

„Młodzi Polacy z I ligi” – czy faktycznie sprawdzają się w Ekstraklasie?

Juliusz Letniowski lada moment ma oficjalnie związać się z Lechem Poznań. W związku z tym transferem 20-latka z Bytovii do Ekstraklasy postanowiliśmy sprawdzić – jak w ostatnich latach wyglądały przejścia młodych piłkarzy z niższych lig do klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. Wnioski? Zaistnieć w lidze udaje się niewielu (średnio około dwóm na sezon), zdecydowana większość (około 70-80%) przepada.

Lech Poznań to jeden z tych klubów, który blisko dekadę temu chętnie sięgał po młodych piłkarzy z niższych lig. Nawet udało się wyciągnąć takiego jednego asa z I ligi, co to później do Bayernu trafił. W ostatnich latach Kolejorz zaniechał jednak intensywnego przeczesywania zaplecza Ekstraklasy i skupił się na rynkach zagranicznych. W Poznaniu uznali bowiem, że niszę „młodych Polaków” zagospodarują własną fabryką. I trudno im odmówić racji w tym, że młodzieżowcy z akademii prezentowali odpowiedni poziom – Kędziora, Linetty, Kamiński czy Kownacki grali przecież w sezonie 2014/15, gdy lechici sięgali po mistrzostwo Polski.

Natomiast wyciągnięcie ręki po Juliusza Letniowskiego, 20-latka z Bytovii, pokazuje, że Lech wraca do tego kierunku. Jarosław Araszkiewicz, skaut poznaniaków, jeździ po I lidze oglądać piłkarzy wypożyczonych ze stolicy Wielkopolski do klubów z tego poziomu. I tak też wpadł mu w oko Letniowski. Zresztą trudne to nie było – każdy, kto uważniej śledzi I ligę widział, że ten chłopak ma coś wyjątkowego.

Ale w ostatnich pięciu latach takich chłopaków w niższych ligach – wbrew powszechnemu sloganowi „weźmy młodzież z wioski, gorsi od zagranicznego szrotu nie będą” – wcale aż tak wielu nie było. Owszem, znalazłoby się kilku zawodników, którzy przyszli do Ekstraklasy z I ligi i rychło wyjechali za niezłe pieniądze w międzyczasie trafiając do reprezentacji Polski. Taki Jacek Góralski (Zawisza), taki Damian Kądzior (Wigry), wkrótce wyjazd czeka pewnie i Tarasa Romanczuka (Legionovia). Ale zawodników do lat 21, którzy po transferze z niżej ligi do Ekstraklasy zostali niezłymi ligowcami, to wielu się nie doliczyliśmy.

Tak wygląda zestawienie młodzieżowców, którzy w ostatnich pięciu sezonach trafiali do Ekstraklasy. Na zielono ci, którzy coś w tej lidze osiągnęli albo przynajmniej nieźle rokują. Nie braliśmy pod uwagę zawodników, którzy awansowali z danym klubem do Ekstraklasy lub piłkarzy wypożyczanych z ekstraklasowiczów do I ligi.

W kilku miejscach mieliśmy wątpliwości. No bo czy taki Smuga to piłkarz, który wniósł do Górnika nową jakość i co tydzień siadamy przez telewizorami, by podziwiać jego umiejętności? No nie. Tak samo z Rasakiem – gra chłopak w tej Wiśle, dostał kilka powołań do młodzieżówki. Generalnie – obaj nie są gwiazdami tej ligi, ale i obaj nie przepadli gdzieś w rezerwach. Na zielono mógłby też być np. Łabojko, ale wolimy wstrzymać się z oceną chociażby do końca tego sezonu. Początek ma nieco rozczarowujący wobec tego, czego o nim się nasłuchaliśmy.

Nawet przy optymistycznych szacunkach wychodzi na to, że w ostatnich pięciu sezonach sprawdziło się jedynie dziewięciu piłkarzy. Czyli z młodocianych zaciągów z I czy II ligi przebija się mniej więcej co czwarty piłkarz. Czy to dużo? Zależy jak na to spojrzeć. Wielu z tych chłopaków do Ekstraklasy trafiło za darmo albo za drobne. Niektórzy byli brani z braku laku i z góry skazywano ich na gnicie w CLJ albo rezerwach – na zasadzie „a nuż wypali”. Gdyby ściąć tę listę wyłącznie do zawodników, wobec których były duże oczekiwania i którzy już na zapleczu Ekstraklasy się wyróżniali, to skuteczność takich ruchów wzrosłaby zdecydowanie.

Ale tak skromna liczba młodzieżowców, którzy w jakiś sposób zaistnieli w Ekstraklasie po transferze z niższych lig pokazuje, że slogan „bierzmy młodych z wiosek i miasteczek” nie do końca ma szanse sprawdzić się w rzeczywistości. Tak naprawdę z tych blisko 40 nazwisk miejsce w składzie klubu TOP8 Ekstraklasy miałoby może z czterech zawodników – Niezgoda (zdrowy), Sanogo, Szymański i może Chrzanowski. Przypomnijmy – to czterech młodzieżowców, którzy na przestrzeni ostatnich pięciu sezonów coś znaczą w tej lidze.

Oczywiście powodów tego stanu rzeczy jest kilka. Przede wszystkim – niska podaż. Możemy zakłamywać rzeczywistość i mówić, że po pierwszoligowych boiskach biegają dziesiątki przyszłym reprezentantów, ale życie to weryfikuje. Druga strona medalu jest taka, że duże akademie zasysają zdolnych zawodników z mniejszych klubów już na wcześniejszych etapach. Wróćmy do przykładu Lecha – z tych najciekawszych wychowanków tylko Robert Gumny jest piłkarzem Kolejorza od dziecka. Poza tym – Kownacki pochodzi z Gorzowa, Kędziora spod Zielonej Góry, Kamiński z Konina, Linetty z Damasławka, Bednarek z Kleczewa. Oni mogliby trafić do Lecha jako 17-latkowie, ale ich rozwój nie byłby tak zaawansowany jak wtedy, gdy przyszli do Poznania z Sokoła Damasławek czy Górnika Konin. Zatem skauting niższych lig oczywiście się odbywa, ale na wcześniejszym etapie.

I być może takie przykłady jak Letniowski trzeba traktować jako wyrzuty sumienia dużych graczy polskiej piłki. Że albo ich nie znaleziono i musieli terminować w I lidze, albo – jak w przypadku potencjalnego przyszłego lechity – na pewnym etapie ich odpalono.

fot. FotoPyk