Weszło Junior

Pierwszy beneficjent reformy czy talenciak czystej wody – kogo bierze Legia?

Trwające właśnie okienko transferowe na razie nie rozpieszcza tych, którzy oczekiwali ciekawych ruchów na rynku wewnętrznym, co jest o tyle ciekawe, że wydawało się, iż PZPN takie emocje nam zagwarantował. Reforma, zgodnie z którą od przyszłego sezonu w każdym zespole obowiązkowo musi występować młodzieżowiec, miała podnieść temperatury w gabinetach klubów, w których szkolenie trochę kuleje i sprawić, że agenci młodych-zdolnych nie będą nadążać z odbieraniem telefonów. Tymczasem na razie jest w tym temacie dość spokojnie. Poza wyjątkiem w postaci Kacpra Kostorza, o którego walkę prawdopodobnie właśnie wygrała Legia Warszawa. 

No właśnie… Już sam zwrot „walka o Kacpra Kostorza” nieźle pokazuje, jakie zmiany może wprowadzić na rynku nowy przepis piłkarskiej centrali. Gdyby nie on, chłopak raczej nie zostałby przedmiotem licytacji poważnych graczy. A jeszcze mniejsze szanse dajemy na to, że ktoś wyłożyłby za niego milion złotych, a to właśnie taka suma pada w kontekście przenosin zawodnika do Legii (w lecie, bo wiosnę według Przeglądu Sportowego Kostorz ma spędzić na wypożyczeniu w Podbeskidziu, w którym do tej pory występował). Zainteresowana jego usługami  – według różnych doniesień – była ekipa Jagiellonii Białystok, chciał go Górnik Zabrze, sprawę uważnie monitorowała też Cracovia, ale najskuteczniejszy okazał się mistrz Polski, który chciał ubezpieczyć się na wypadek straty Majeckiego i (lub) Szymańskiego, rówieśników nowego gracza.

Jeśli mamy być szczerzy, to jesteśmy bardzo ciekawi, jak w przyszłości oceniać będziemy to przestawienie wajchy, które wydaje się nieuniknione.

Dziś sceptyk ma pełne prawo się oburzyć : „to psucie rynku, z którego ucieszą się tylko menedżerowie kasujący prowizje, bo młodzi będą kosztowali pieniądze, których nie są warci”. Z drugiej strony zwolennik zmian może odbić piłeczkę i powiedzieć o tym, że taki przepływ pieniędzy z większych klubów do mniejszych, nawet jeśli wywołany jest w sposób sztuczny, może być milowym krokiem w kierunku rozwoju całej polskiej piłki. Oczywiście pod warunkiem, że te pieniądze nie będą przejadane.

Może i tak zaczęliśmy, ale wbrew pozorom nie zamierzamy teraz rozstrzygać, kto w tym sporze będzie miał rację. Czas pokaże – to taka oczywistość, że może i nie wypada nawet o tym wspominać, ale taka prawda. Lepiej skupmy się na Kostorzu. Wyszliśmy z założenia, że Legia wykłada za niego pieniądze, których raczej nie wyciągnęłaby na stół, gdyby nie reforma. Ale czy tak naprawdę przepłaca? To już trochę inna kwestia.

Przed Kostorzem prawdopodobnie mundial U-20, bo dostał szansę od Jacka Magiery w listopadowym meczu z Ukrainą i wydaje się, że ją wykorzystał – zaliczył asystę przy zwycięskim golu Steczyka. Było to możliwe dzięki występom w klubie, bo w Podbeskidziu Bielsko-Biała ofensywny pomocnik gra w tym sezonie regularnie (21 meczów, 2 gole i 1 asysta). Jego doświadczenie sięga jednak dalej, gdyż w drużynie zadebiutował już w sezonie 2016/17 (gol już w drugim występie w I lidze), a w kolejnym roku chłopak zaliczył 20 ligowych gier (głównie z ławki).

A skoro pokazywał się na tym poziomie, to postanowiliśmy wykręcić numer do Andrzeja Iwana, który jest znany z tego, że kilka poważnych karier pierwszoligowców już przewidział. Oddajemy mu głos.

– Gdyby to ode mnie zależało, to też zapłacił za Kostorza milion złotych. A nawet więcej, gdyby była taka potrzeba. Nie przesadzajmy – to nie jest żadna fortuna, a mówimy o świetnie wyszkolonym chłopaku. Może grać zarówno jako dziesiątka, jak i z boku. Ma bardzo dobre warunki fizyczne, choć przydałoby mu się jeszcze trochę mięśni. Najważniejsze jednak, że potrafi szybko myśleć na boisku. Moim zdaniem jego potencjał czysto piłkarski może sięgać nawet pierwszej reprezentacji. Szkoda, że w pewnym momencie grał trochę mniej, ale wiadomo, jak to u nas bywa, gdy brakuje wyników.

No, złego słowa o nim powiedzieć nie można,  poza boiskiem też jest poukładany. Liczbami bym się absolutnie na tym etapie nie przejmował, one powinny przyjść. Potrzeba tylko trenera, który poświęci mu trochę czasu i obdarzy zaufaniem, a także kolegów, którzy mu pomogą. 

Cóż, mamy nadzieję, że chłopak po takich pochwałach nie odleci. No i że z czasem nie będziemy się w ogóle zastanawiać nad tym, czy milion za takiego piłkarza to sporo, czy może w sam raz.

Fot. newspix.pl