Wywiady

Fotograf musi być cały czas czujny

Łukasz Grochala z agencji fotograficznej Cyfrasport od ponad czterech lat pracuje przy Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Jest to kolejna osoba związana z tymi rozgrywkami, dla której finały wojewódzkie i ogólnopolskie są drugim najważniejszym wydarzeniem w roku, zaraz po meczach i zgrupowaniach pierwszej reprezentacji Polski. Praca fotografa jest bardzo ciekawa, więc zapraszamy na rozmowę z człowiekiem, który swoimi zdjęciami pokazuje pasje i emocje uczestników Turnieju.

Jak zaczęła się pana przygoda z Turniejem „Z Podwórka Na Stadion o Puchar Tymbarku”? Przy ilu edycjach już pan pracował?  

To będzie moja piąta edycja. Prawie 14 lat temu, będąc na początku swojej drogi zawodowej, gdy pracowałem w Przeglądzie Sportowym fotografowałem podczas trzech edycji turnieju, który wówczas nosił imię Marka Wielgusa. Potem miałem przerwę, ale dzięki nawiązaniu nici porozumienia z panią Magdą Urbańską, szefową całego projektu, wróciłem do Turnieju i udało nam się wspólnie zrobić już cztery edycje.

Pracuje pan przy wielu wydarzeniach sportowych, czy Puchar Tymbarku jest dla pana wyjątkowym punktem pracy w ciągu roku?

Zdecydowanie i nie chodzi nawet o sam Finał Turnieju, który odbywa się na PGE Narodowy. Ważne są dla mnie finały wojewódzkie i od nich zaczyna się moje działanie przy Turnieju. Zazwyczaj są dwie trasy objazdowe po całej Polsce, ja  odpowiadam za część jednej trasy, moi fotografowie za drugą.

To właśnie podczas finałów wojewódzkich pojawiają się największe emocje, momenty nieprawdopodobnej dziecięcej radości i euforii, chwile smutku i zwątpienia. Staram się uchwycić jak najwięcej takich momentów.

Mieszają się tutaj dzieci z różnym potencjałem piłkarskim. Widać, że niektóre są lepiej przygotowane do gry, mają sportowe zaplecze, ale są także takie, które grają w piłkę same na przyszkolnych boiskach a zespół prowadzi na przykład wychowawca świetlicy szkolnej. Mają za to wielkie serce do piłki. To z resztą wspólny mianownik wszystkich uczestników turnieju.

Czy lubi pan swoją pracę przy Turnieju?

Bardzo lubię. Na pierwsze półrocze każdego roku, zaraz po meczach i zgrupowaniach Reprezentacji Polski, jest to bardzo ważna pozycja, którą mam wpisaną w swoim kalendarzu.

Pracuje pan przy Turnieju  podczas finałów wojewódzkich i ogólnopolskich oraz na PGE Narodowym. Oznacza to, że przy Pucharze Tymbarku pracuje pan dobre kilka dni.

Rocznie to jest od dwóch do trzech tygodni. Wtedy koncentruje się tylko na pracy przy Turnieju.

Jest pan z jakiegoś zdjęcia najbardziej dumny albo udało się panu uchwycić coś bardzo wyjątkowego?

Najlepsze i najbardziej wyjątkowe zdjęcia, to takie, na których pojawiają się prawdziwe emocje, gdy dzieci grają albo cieszą się ze zwycięstw. Silne emocje zawsze widać u drużyn, które przyjeżdżają z bardzo małych miast lub wsi i osiągają dobre wyniki czy awansują do finału w Warszawie. Dzieci, a szczególnie dziewczynki są bardzo spontaniczne, niczego nie udają, naprawdę cieszą się z gry. Fotograf musi być cały czas czujny. Czasami ciekawszym zdjęciem od celebrowania zwycięstwa, może być uchwycony w kadrze młody bramkarz, dla którego nieobroniony jeden karny, równa się koniec świata. Decyduje moment.

Ciekawie na zdjęciach wychodzą też wszelkie anomalie pogodowe, które wczesną wiosną zdarzają się od czasu do czasu, na przykład nagły opad śniegu w trakcie meczu finałowego.

A jakim dniem dla pana jest 2 maja każdego roku?

To jeden z najbardziej pracowitych dni w roku. Obciążenie i zaangażowanie podczas tego dnia jest porównywalne z dużą sesją komercyjną, którą zdarza nam się produkować. Rano Puchar Tymbarku, a później finał Pucharu Polski.  Zaangażowanie moje i mojego fotograficznego zespołu w oba projekty jest bardzo duże. Musimy być „pod prądem” 10-11 godzin. Po tym dniu regeneracja i dojście do równowagi to w moim przypadku minimum dwa dni.

Czuje pan atmosferę tego wydarzenia?

Oczywiście, bo ten wielki projekt tworzą świetni ludzie. Przez lata pracy wyklarowały się przyjaźnie i bliskie znajomości.  Lubimy ze sobą pracować. Spotykamy się również na innych projektach PZPN jak Letnia czy Zimowa Akademia Młodych Orłów. Nawiązałem fajne więzi z trenerami. Okres pracy przy Turnieju jest zawsze bardzo miły i to sama przyjemność pracować przy tych rozgrywkach.

Wspomina pan jakieś najciekawsze własne przygody podczas trwania Turnieju?

Tak jak wspomniałem, przez lata pracy przy Turnieju nawiązałem bardzo dużo kontaktów. Poznałem wielu trenerów, nauczycieli, ludzi związanych ze sportem, dla których trenowanie najmłodszych to prawdziwa pasja. Wiele zabawnych sytuacji jest związanych z tym, że nie udaję mi się zapamiętać wszystkich z imienia i nazwiska a ludzie chętnie do mnie wracają, witają się, wspominają nasze rozmowy.

Pamiętam też bardzo sympatyczną sytuację, gdy podczas finałów wojewódzkich w Łodzi, zaczepił mnie jeden z rodziców, pytał o pracę fotografa sportowego. W pewnym momencie zaczął opowiadać mi o albumie ze zdjęciami naszej kadry piłkarskiej, który dostał w prezencie od żony. Zachwycał się kadrami i doceniał pracę fotografa, po czym powiedział tytuł albumu – „Bój o Euro”. Szczerze się wówczas uśmiałem, ponieważ to ja okazałem się być tym „zdolnym” fotografem, autorem zdjęć. Pan pojechał do domu po album, przywiózł go i poprosił o autograf.

Czy fotografowanie Turnieju dla dzieci znacząco różni się od innych pana zadań?

Praca przy Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” to przyjemność. Nie ma tu rygoru czasowego i psychicznego obciążenia. Mogę sobie pozwolić na większą dowolność i luz. Nie ma wyznaczonych rzeczy, które muszą być na tu i teraz, nie muszę na przykład obrabiać i wysyłać zdjęć od razu po ich zrobieniu, tak jak to funkcjonuje na meczach seniorskich. Wystarczy, że zrobię to pod koniec dnia. Wszystko dzieje się troszkę wolniej, ale później efekt tej pracy jest zdecydowanie lepszy. Przyjemność z pracy przy Turnieju bierze się również stąd, że nie ma stresu.

Ludzie sami proszą o jakieś zdjęcia i pamiątki z Turnieju?

Zawsze odsyłam do ludzi z federacji, do departamentu Grassroots, którzy wszystko sprawnie ogarniają. Dwie edycje temu pojawiła się zielona kartka „fair play”, którą otrzymują zawodnicy, trenerzy lub rodzice za godne pochwały zachowanie podczas zawodów. Każdemu robimy zdjęcie i dzięki koordynatorom z Grassroots, te zdjęcia trafiają do dzieci. To fajna pamiątka.

Uważa pan, że takie inicjatywy jak Puchar Tymbarku są potrzebne?

Zdecydowanie. To szansa dla dzieci, żeby się pokazać, sprawdzić. Dzieci trenujące na co dzień piłkę, mogą spotkać się na boisku z tymi, które nie mają takiego sportowego zaplecza. Dzięki temu dzieci integrują się i wiele się od siebie uczą. Piłka łączy i pozwala na wspólną rywalizacje w jednym celu. Sama nazwa wskazuje Turniej „Z Podwórka na Stadion”, dla dzieci, które tymi „podwórkowymi” marzeniami żyją, wypełniają swój czas piłką. Nie każdy z nich będzie drugim Lewandowskim, ale każdy, jeśli rzeczywiście kocha ten sport, może znaleźć sobie miejsce przy nim i żyć blisko sportu. Ja też kiedyś chciałem zostać bramkarzem.

Dla mnie, osoby obserwującej na co dzień „poważną” piłkę, jest to również odskocznia, która daje szansę popatrzeć na ten sport w najczystszej możliwej postaci, trochę wrócić do korzeni, na nowo się nim cieszyć. Nie jest to dla mnie proza pracy, tylko ważny punkt roku. Gdy ruszam w trasę przez Polskę z finałami wojewódzkimi, zawsze jadę na zdjęcia z wielką ochotą, mobilizacją i przyjemnością. Po okresie świątecznym i lekkim wyluzowaniu w pracy są organizowane Akademie Młodych Orłów. To bardzo dobre wejście w fotograficzny sezon.

Czyli w Bydgoszczy na najbliższym zgrupowaniu Zimowej Akademii Młodych Orłów będzie pan obecny?

Tak, oczywiście. Będę po kilka dni na każdym turnusie.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. archiwum prywatne Łukasza Grochala