Weszło Junior

Ubiegły rok należał do nich. Czy w tym będzie podobnie?

Oby, bo podopieczni Czesława Michniewicza mają dużą szans przejść do historii. Właściwie już to zrobili, awansując na turniej finałowy, gdzie w decydującym barażu praktycznie nikt na nich nie stawiał. Jaki był ten ubiegły rok dla kadry U-21 i co czeka ich w 2019? Od remisu z Wyspami Owczymi do awansu przeciwko topowej drużynie w Europie. Zapraszamy na podsumowanie 2018 roku w wykonaniu reprezentacji Polski U-21. 

Kadrowicze w 2018 roku rozkręcali się powoli. W pamięci mieliśmy jeszcze fantastyczną wygraną na koniec 2017 roku z Danią, która była podwalinami pod budowę drużyny. Granie rozpoczęliśmy w marcu od wymęczonego zwycięstwa z Litwą. Bramkę na wagę trzech punktów zapewnił dołączony z pierwszej reprezentacji kapitan Dawid Kownacki, który wykorzystał świetne zagranie Kamila Jóźwiaka. Po tym spotkaniu wydawało się, że jesteśmy na bardzo dobrej drodze do wywalczenia bezpośredniego awansu. Dodatkowo Dania potknęła się na Gruzji, co dało nam pierwszą pozycję w grupie, a w perspektywie mieliśmy we wrześniu mecz u siebie z Wyspami Owczymi. Czego chcieć więcej?

– Chłopaki takiego meczu się spodziewaliśmy. Było dużo nerwowości, było dużo niedokładności, ale ja was doskonale rozumiem. Wiem, że takie mecze są bardzo trudne, dlatego bardzo się tego meczu obawialiśmy wspólnie, bo strata punktów w takim meczu u siebie, biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w Gruzji, ale gdybyśmy dzisiaj nie wygrali, to nasz awans na mistrzostwa Europy byłby bardzo skomplikowany – mówił w szatni na gorąco po meczu Czesław Michniewicz. – Zostały cztery mecze – cztery kroki. Jeśli wygramy te mecze, to nikt nam niczego nie zabierze. Pojedziemy na Euro i przeżyjemy fantastyczną przygodę – motywował trener.

 

Następne spotkanie eliminacyjne zaplanowane mieliśmy dopiero na wrzesień, ale selekcjoner zaordynował w maju zgrupowanie konsultacyjne w Bydgoszczy, którego celem był przegląd ligowców. W perspektywie zbliżały się także mistrzostwa Świata w Rosji, więc trener Michniewicz nie miał zbyt dużego pola manewru.

Mistrzostwa minęły i okazały się klęską. Cała nadzieja piłkarskiej polski skupiła się na młodzieżówce. Po dobrych poprzednich meczach nikt nie dopuszczał myśli, że z Wyspami Owczymi coś może pójść nie tak. Niemożliwe, a jednak… Goście prowadzili od 16. minuty po bramce Jakupa Thomsena i dopiero na niespełna 20 minut przed końcem wyrównał niezawodny Kownacki. Blamaż w Rosji, teraz remis u siebie z Wyspami Owczymi… Ilu z was sobie wtedy zadało pytanie, w jak głębokiej dupie jesteśmy (nie wspominając o wynikach naszych klubów w europejskich pucharach)? Selekcjoner po meczu był konkretny. – Taki mecz można podsumować jednym słowem: kompromitacja.

Remis, a właściwie porażka z Wyspami Owczymi spowodowała utratę pierwszego miejsca w tabeli, które dawało bezpośredni awans na turniej finałowy we Włoszech i San Marino.

Następnie spotkanie graliśmy w Helsinkach z Finlandią. Zapowiadał się kolejny trudny mecz, tym bardziej że w pierwszym meczu zremisowaliśmy 3:3, mimo że był już moment, w którym prowadziliśmy 3:1. Marzenia o pierwszym miejscu dalej były realne tylko w wypadku zwycięstwa. Biało-czerwoni nie zawiedli i wygrali 3:1 po dwóch bramkach Mateusza Wieteski i niezawodnego Kownackiego. Wygrana pozwalała dalej myśleć o awansie z pierwszej pozycji. Do prowadzącej Danii traciliśmy tylko (i aż) jeden punkt, z którą czekał nas bezpośredni mecz.

 

Mimo wielu dogodnych sytuacji do strzelenia bramki w Danii zremisowaliśmy 1:1. Gola dla Polaków strzelił Dawid Kownacki, a brak zwycięstwa oznaczał baraże. Po spotkaniu nikogo to nie satysfakcjonowało. – Czuję po tym meczu rozczarowanie. Nie udało nam się osiągnąć tego, co chcieliśmy. Chcieliśmy bardzo wygrać to spotkanie, które znacznie przybliżyłoby nas do awansu na mistrzostwa Europy – mówił po meczu kapitan drużyny.

Ostatnie spotkanie w grupie przyszło nam grać z Gruzją. W tym meczu pewnie wygraliśmy 3:0 i przypieczętowaliśmy awans do baraży. W nich mogliśmy trafić na Austrię, Grecję i Portugalię. Niestety (albo stety) los skojarzył nam rodaków Cristiano Ronaldo. Jak spadać to z wysokiego konia. Wątpliwe było, że utrzemy nosa faworytowi. Chyba tylko kadrowicze byli nastawieni bojowo. – Portugalczycy to nie roboty. Oczywiście, wielu zawodników jest bardzo dobrze wyszkolonych technicznie, kilku występuje za granicą. Generalnie w Portugalii potrafią grać w piłkę, ale my się ich nie boimy. Stracili punkty w eliminacjach, nie zajęli pierwszego miejsca w grupie, więc są do ogrania. Zrobimy wszystko, by swoje zadanie wykonać i pojechać na mistrzostwa Europy – deklarował Paweł Bochniewicz.

Po pierwszym meczu w Zabrzu nadzieje opadły już niemal do zera. Biało-czerwoni przegrali 0:1 i do Chaves wybieraliśmy się jak na ścięcie. Cały nasz obóz powtarzał, że ten mecz trwa 180 minut, ale nie oszukujmy się. Dalecy byliśmy od wróżenia sukcesu. A tu co? Nasi wychodzą w Portugalii kompletnie bez kompleksów. Wielu z was pewnie jak się dowiedziało, że po 10 minutach jest 2:0 dla nas, nerwowo szukała kanału z meczem albo odpalała radio WeszłoFM. Nie minął kwadrans i 3:0. Portugalczycy stali jak wryci. Po przerwie bramkę strzelił Jota i zaczęło się nerwowo, ale kadrowicze zachowali ogromną dojrzałość i nie dali sobie wydrzeć tego historycznego zwycięstwa. Awansowaliśmy pierwszy raz od 1994 na mistrzostwa Europy.

Polacy wrócili do kraju, a Czesław Michniewicz był dalej w drodze, tym razem do Włoch. Los ponownie nie był dla nas łaskawy i biało-czerwoni zmierzą się z gospodarzem, Hiszpanią oraz Belgią. UEFA EURO U-21 jest najtrudniejszym młodzieżowym turniejem, jaki istnieje. Dorosłe mistrzostwa Europy urosły do 24 zespołów, a na turniej finałowy do lat 21 awansowali zwycięzcy dziewięciu grup eliminacyjnych i dwie drużyny, które awansowały z baraży.

– Włosi, gospodarze imprezy, rozegrali 15 meczów towarzyskich. Hiszpanie przez kwalifikacje przebrnęli suchą stopą, świetnie się w nich prezentując. Belgowie natomiast w decydującym meczu odprawili z kwitkiem silną Szwecję. Wszystkich czeka więc bardzo ciężka praca. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że sam awans do turnieju finałowego jest ogromnym sukcesem. Aby dodatkowo wyjść z grupy, trzeba być doskonale przygotowanym, a także mieć nieco szczęścia. Jeśli wszystkie te czynniki będą ze sobą współgrać, można myśleć realnie o zdobyczach punktowych i marzyć o awansie do dalszej fazy rywalizacji – przyznał trener naszej młodzieżówki.

Drużyna roku i trener roku według tygodnika Piłka Nożna. Mimo ich absurdalnych wyborów tutaj nie mogło być wątpliwości. Zadecydował o tym głównie dwumecz, ale to on był esencją budowy zespołu przez całe eliminacje.  Kadrę trenera Michniewicza charakteryzuje to, że potrafi się podnieść w momentach, kiedy już nikt na nich nie stawia. Przed trenerem i jego zawodnikami wyzwanie życia – turniej finałowy, który będziemy oglądać z wypiekami na twarzy. Pierwszy mecz na mistrzostwach Europy zagramy 16 czerwca przeciwko Belgii.

Reprezentacja Polski do lat 21 zakończyła rok z bilansem czterech zwycięstw, dwóch remisów i jednej porażki. Kluczowy dla tej drużyny był Dawid Kownacki. Sześć goli, bez których awans byłyby niemożliwy. Kapitan odszedł z Sampdorii do Fortuny w poszukiwaniu minut i wierzymy, że załapie właściwy rytm grania i strzelania.

Reprezentacja Polski U-21 w 2018 roku:

27.03, Lublin, kw. ME, Polska – Litwa 1:0 (Dawid Kownacki 78)

07.09, Lubin, kw. ME, Polska – Wyspy Owcze 1:1 (Dawid Kownacki 72 – Jakup Thomsen 16)

11.09, Helsinki, kw. ME, Finlandia – Polska 1:3 (Lassi Lappalainen 68 – Mateusz Wieteska 66, 74, Dawid Kownacki 89)

12.10, Aalborg, kw. ME, Dania – Polska 1:1 (Philip Billing 40 – Dawid Kownacki 43)

16.10, Gdynia, kw. ME, Polska – Gruzja 3:0 (Filip Jagiełło 52, Konrad Michalak 74, Dawid Kownacki 90)

16.11, Zabrze, kw. ME, Polska – Portugalia 0:1 (Diogo Jota 30)

20.11, Chaves, kw. ME, Portugalia – Polska 1:3 (Diogo Jota 52 – Krystian Bielik 5, Dawid Kownacki 8, Sebastian Szymański 24)

Łącznie: 7 spotkań, 4 zwycięstwa, 2 remisy, 1 porażka, bramki: 12-5.

Zdobywcy bramek: 6 – Dawid Kownacki, 2 – Mateusz Wieteska, 1 – Krystian Bielik, Filip Jagiełło, Konrad Michalak, Sebastian Szymański.

fot. Twitter Dawida Kownackiego