Wywiady

Najwięksi w Europie. Czy w Brommapojkarnie ilość przełoży się na jakość?

Brommapojkarna to największa europejska akademia piłkarska. W jednym mieście w ich barwach trenuje ponad 4 tysiące dzieci. Jak w kreatywny sposób Szwedzi poradzili sobie z problemem braku trenerów, którymi aż 260 sztokholmskich grup trzeba było stopniowo obsadzić? O unikalnej w skali kraju filozofii pracy, wsparciu rodziców szkolących młodzież, aplikacji Super Coach i tylko 16 procentach boiska dostępnego podczas treningów zimą porozmawialiśmy z Andersem Hermansonem i Andreasem Bergvalem!

Hermanson i Bergval z Brommapojkarną U12 do Polski przybyli na zaproszenie Piotra Turbańskiego z Pro-Turnieje. Po owocnym występie na krośnieńskim Profbud Cup Szwedzi, zbudowani poziomem piłkarskim i organizacyjnym turnieju, zamierzają jednak nad Wisłę niebawem powrócić.

Hermanson w Brommapojkarnie pracuje na pełen etat. Poza tym, że jest trenerem drużyny do lat 12, zajmuje się także edukacją i szkoleniami zrzeszonych w akademii rodziców. Organizuje również piłkarskie campy. Bergval z kolei to menedżer grupy, która przybyła do Krosna.

Anders, jaka jest twoja rola w Brommapojkarnie, bo nie tylko trenujesz zespół U12?

Anders Hermanson: – Dokładnie, nauczam też rodziców, jak poprowadzić trening. Nauczam metodyki treningu, tego, jak powinien on wyglądać. W Brommapojkarnie chcemy zwiększać poziom wiedzy tych, którzy zajmują się lub będą w przyszłości zajmować się prowadzeniem zajęć w naszej akademii.

Czyli w skrócie – jesteś trenerem rodziców, będących kandydatami na nowych trenerów?

AH: – Właściwie to takie szkolenia zaczęliśmy trzy lata temu. Nazwaliśmy je „coach to coach”. Przekazujemy najpierw teorię rodzicom, którzy chcą zostać trenerami, a następnie bierzemy ich na boisko i wdrażamy w praktykę.

Jak często organizujecie takie szkolenia?

AH: – Raz w roku. Trwają one od wiosny, gdy zaczynamy teorią i szkolimy do końca sezonu. W 2018 roku pozyskaliśmy w ten sposób nowych szkoleniowców do 30 grup. Na naszych lekcjach pojawiało się po 3-5 rodziców z każdej grupy.

Imponujące…

AH: – Nie oferujemy pracy na pełen etat w akademii, dlatego nasi trenerzy nie są profesjonalistami. Pozyskiwani w taki sposób nowi szkoleniowcy są dla nas na wagę złota. Oni zapewniają później odpowiednie środowisko naszym zawodnikom, którzy mogą się w nim rozwijać.

Rodzice idą za ciosem i wyrabiają później kolejne licencje trenerskie?

AH: – Jeśli chcą, mogą udać się na kursy trenerskie do Szwedzkiego Związku Piłki Nożnej. Wtedy rozpoczynają od kursu UEFA C. Spora ich część jednak zawodowo pracuje jednak w zupełnie innych branżach, zatem pracę w roli trenera traktuje jako jakiś dodatek, a nawet zabawę. Czas, który mogą spędzić też ze swoimi dziećmi, które często ćwiczą w ich grupach.

Opowiedz mi o życiu trenera w Szwecji. Jak wielu szwedzkich szkoleniowców może liczyć na pełne skupienie na swojej pracy?

AH: – Myślę, że to zależy od klubu, w którym jesteś. W Brommapojkarnie, największej akademii w Europie, bo mamy 4000 zawodników…

Tylko w Sztokholmie?

Andreas Bergval: – W różnych częściach Sztokholmu. Trenerzy młodzieży w Szwecji najczęściej pracują tylko dodatkowo. Czasem robią to nawet za darmo. W największych klubach jednak, wygląda to inaczej.

AH: – Jeśli pracujesz na pełen etat w akademii piłkarskiej, jak ja, i prowadzisz tylko jeden zespół, masz wiele dodatkowych obowiązków.

AB: – Organizacja obozów piłkarskich na przykład.

AH: – Dokładnie, ja się tym zajmuję, tak jak wspomnianymi szkoleniami dla rodziców. Rocznie organizujemy osiem obozów, w rym roku wzięło w nich udział ponad 600 dzieciaków.

W trakcie roku szkolnego?

AH: – Tak, ale w przerwach od szkoły.

AB: – W lutym mamy ferie, wtedy w przerwie organizujemy dwa obozy.

AH: – Kolejne pięć obozów odbywa się latem, w wakacje.

AB: – No i jeszcze jeden ma miejsce jesienią.

AH: – Uczestniczyć w naszych obozach z wykwalifikowanymi trenerami mogą wszyscy zainteresowani z 4000-osobowej grupy członków akademii. Obozy trwają po cztery dni.

Wszyscy w Krośnie mówili o tym, że jesteście akademią „szczególną”. Co takiego szczególnego jest w Brommapojkarnie?

AB: – Myślę, że możemy pochwalić się historią klubu. Jesteśmy dobrze znani w Szwecji. Trenujemy też według określonych zasad, mamy swoją drogę, inną niż pozostali. Posiadamy dobrych trenerów, zapewniamy im rozwój. Brommapojkarna to nie tylko dobre miejsce dla piłkarzy, ale i trenerów. Wymagamy też od rodziców. Nie mogą krzyczeć na dzieci, podpowiadać im. Zasady są proste. Zawodnicy z kolei mają dawać z siebie wszystko, być punktualni, uporządkowani, dobrze się uczyć. To unikalne. Nie wiem jak wygląda to w innych klubach, ale nie sądzę, by taką wagę jak my przykładano do wspomnianych aspektów.

Powiedziałeś, że trenujecie inaczej. Dlaczego?

AH: – Nie chcemy być zespołem grającym defensywnie. Chcemy atakować. Chcemy posiadać piłkę, cały czas. Podczas treningów zapewniamy naszym wychowankom odpowiednie ku temu środowisko. Trenujemy na boiskach obok innych grup akademii. Wszystkie boiska zajmujemy my, jedni ćwiczą obok drugich, w tych samych godzinach. Czas treningu jest święty, wtedy nie żartujemy tylko gramy w piłkę.

AB: – Myślę też, że zaczynamy dość wcześnie pracować nad techniką. Pierwsze dwa lata w akademii, kiedy dzieci mają 7 i 8 lat, ćwiczą tylko technikę. Zwroty, prowadzenie piłki, kontrola nad nią. Powtarzamy, powtarzamy, powtarzamy, całe dwa lata. Później dopiero zaczynamy realizować bardziej taktyczne zagadnienia. W porównaniu do innych zespołów, to coś, znowu, unikalnego.

Na pewno jest to nieco odmienne od skandynawskiego stylu, który znamy choćby z rosyjskiego mundialu. Tam zarówno „Trzy Korony”, jak i np. Islandia, bazowały raczej na kontratakach.

AB: – Kopnij i biegnij, tak (śmiech). To właśnie odróżnia Brommapojkarnę od innych w Szwecji. Tam więcej trenuje się w taki sposób, choć w ostatnich latach mam wrażenie trendy się zmieniają.

Dlaczego Szwecja nie ma klubów na najwyższym europejskim poziomie?

AB: – Bo większość naszych piłkarzy szybko wyjeżdża z kraju.

Wasz system szkolenia funkcjonuje odpowiednio?

AB: – Szkolimy naprawdę niezłych piłkarzy, klasy światowej.

AH: – Ale oni nie zostają w kraju, bo nikt nie może zaoferować im odpowiednich kontraktów.

AB: – Uciekają więc szybko do Niemiec, Holandii. W Brommapojkarnie wyszkoliliśmy 67 piłkarzy, którzy występują na profesjonalnym poziomie w Europie.

AH: – Mamy też czterech zawodników w reprezentacji Szwecji: John Guidetti, obecnie w Deportivo Alaves, Ludwig Augustinsson (Werder Brema), Albin Ekdal (Sampdoria Genua) oraz Kristoffer Nordfeldt (Swansea City).

Guidetti John, Ludvig Augustinson, Ervin Egdal Sampdoria, Krystoffer Lundfeld Swansea

Kto w Szwecji jest dla was największym rywalem w kontekście szkolenia?

AB: – W Sztokholmie są trzy duże kluby, na każdy co mecz przychodzi po 20-30 tys. kibiców. To duże, komercyjne projekty. Oni korzystają z naszego szkolenia. My robimy dobrą robotę wśród najmłodszych, a kiedy ci zawodnicy stają się starsi, czyli mają lat 15, przechodzą do największych tuzów – AIK, Djurgarden i Hammarby.

260 grup, 4000 zawodników. Ilu trenerów musi obsłużyć tak wielką akademię?

AB: – Każda grupa ma swojego trenera, ale zależni jesteśmy od rodziców. Kiedy mówimy o szkoleniu sześciolatków, w tych grupach mamy swoich ludzi, którzy wyłapują najzdolniejszych i przesuwają ich wyżej, by się rozwijali. W najlepszych zespołach pracują profesjonalni trenerzy, ale 90% naszych grup to oddziały, na których zajęcia prowadzą przeszkoleni przez nas wcześniej rodzice. Często tacy, którzy nie grali nigdy w piłkę, dlatego tak ważne są zajęcia z Andresem. W tych oddziałowych drużynach ilość trenerów zależy więc od chęci rodziców, bo jeśli chętnych do pracy jest więcej, mogą oni współpracować w grupie.

Jeśli jest dwóch czy trzech rodziców, kierują grupą. A jeśli wśród nich nie ma chętnych do pracy w roli trenera?

AB: – Nie mamy tego problemu.

AH: – W tym roku w roczniku 2010 utworzyliśmy 30 grup. Chętnych trenerów-rodziców mieliśmy około 70.

Czyli ktoś przyprowadza do was syna, chce, żeby stał się on zawodnikiem Brommapojkarny, a wy wciągacie go w swoje „sidła”?

AH: – (śmiech) No trochę tak to wygląda. Rodzice otrzymują jednak od nas dostęp do aplikacji „Super Coach” (aplikacja jest darmowa i można pobrać ją tutaj – przyp. red.).

AB: – To aplikacja, która jest spójna z metodyką naszej pracy. Stworzył ją były pracownik Brommy.

AH: – Rodzice w aplikacji widzą, czego od nich wymagamy. Co chcielibyśmy trenować – dla grup trenujących raz w tygodniu lub dwa razy w tygodniu. I oczywiście z podziałem na kategorie wiekowe. Korzystając z Super Coacha trenerzy poszczególnych grup wiedzą nad czym powinni pracować w danym tygodniu, jak zadbać o progresję kolejnych ćwiczeń itd. Mogą w ten sposób wygenerować sobie całe sesje treningowe, zobaczyć grafiki z ćwiczeniami, obejrzeć wideo przypisane do danego środka czy poczytać na temat jego progresji.

Jak wygląda struktura akademii? W każdym roczniku posiadacie jedną grupę „top”?

AH: – Dwie. W zależności od tego, jakimi zawodnikami dysponujemy w danym roczniku, różnią się one liczbą graczy. W młodszych drużynach zawodników jest oczywiście mniej, np. 12, ale kiedy zaczynamy grać po dziewięciu zwiększamy te liczby.

Pozostałe grupy to bardziej komercyjne projekty?

AH: – To drużyny klasowe. W zależności od tego, gdzie kto mieszka, w jakiej części Sztokholmu, jest przydzielony do określonej klasy i drużyny.

A jeśli ktoś przewyższa resztę, trafia do najlepszych? W jaki sposób wychwytujecie perełki?

AH: – Posiadamy menedżera, który dba o wyselekcjonowanie najlepszych. Co tydzień pojawia się w pierwszym roku na zajęciach innej grupy, a potem tworzymy spośród wyróżniających się zespoły topowe. Obserwujemy ich również podczas obozów, turniejów czy meczów towarzyskich, a obowiązek przekazania informacji o wybijających się talentach mają także trenerzy prowadzący oddziałowe grupy.

Jak często trenujecie?

AH: – Grupy prowadzone przez rodziców trenują raz lub dwa razy w tygodniu. W akademii ćwiczymy po trzy-cztery razy, a w weekend rozgrywamy mecze.

Dużym wyzwaniem jest dla was znalezienie boisk dla takiej liczby zawodników?

AB:  – To największy problem Sztokholmu. Mamy może z dziesięć boisk w mieście…

AH: – A tylko jedno jest dostępne zimą! To główna siedziba Brommapojkarny, obok stadionu. Nie ogrzewamy go, a postawiliśmy nad nim balon. W tym samym czasie, o tej samej porze, na boisku przebywa więc sześć grup… Trenują jednocześnie. Każdy ma więc około 16% pełnowymiarowego boiska do dyspozycji.

To bardzo mało.

AB: – Tak, ale w akademii mamy chociaż taką możliwość. Inne grupy są uzależnione od śniegu. Kiedy pogoda nie dopisze, nie mają gdzie ćwiczyć. Chyba że udadzą się do innej części Sztokholmu, wynajmą jakąś halę. Infrastruktura i miejsce do treningów to dla nas największe wyzwanie.

AH: – Część grup trenuje w szkołach, pod balonem ćwiczą ci najlepsi. Głównie, na ile możemy, trenujemy jednak na zewnątrz.

Ale Skandynawia nie rozpieszcza raczej w kwestii takich możliwości…

AH: – Jasne, dlatego pod balonem trenujemy od grudnia do marca.

Powiedzieliście o jednym dostępnym balonie, przy warunkach atmosferycznych w Szwecji – to zaskakujące. Czemu nie wybudujecie po prostu więcej pneumatycznych hal?

AB: – Potrzebujemy ludzi, którzy zainwestują w futbol, jak wszędzie. To zależy od prywatnych inwestorów. Piłka nożna to nasz sport narodowy, ale spora część ludzi uprawia też hokej na lodzie.

Jakie składki płacą zawodnicy Brommapojkarny?

AB: – Aby zostać członkiem akademii trzeba wpłacić opłatę członkowską w wysokości 190 euro. Zawodnicy akademii płacą do tego 100 euro rocznie oraz 200 euro za koszulki, buty i sprzęt sportowy, pełne wyposażenie. Poza tym nie ponoszą jednak żadnych dodatkowych kosztów, nie płacą za takie wyjazdy turniejowe jak ten do Krosna itd. A budżet, jaki na jeden zespół akademii mamy przygotowany pod takie inicjatywy, wynosi około 25-30 tys. euro.

Grupy szkolne, oddziałowe, płacą podobnie?

AB: – One nie mają takiego budżetu, nie jeżdżą na tak renomowane turnieje. Chyba że ktoś ma sponsora.

AH: – Każdy w klubie płaci 190 euro opłaty członkowskiej oraz 100 euro opłaty rocznej.

Na koniec pytanie na pograniczu piłki nożnej i szkolenia oraz wychowania: wiemy, że w Szwecji dzieci są traktowane dość specyficznie. Powiedzieć, że preferujecie wychowanie bezstresowe, to chyba mało. Czy jako trenerzy nie macie problemu np. z tym, że krzykniecie na zawodnika lub potraktujecie go zbyt „ostro”?

AB: – My oczekujemy czegoś od rodziców, ale i oni mają wymagania wobec nas. To naturalne. To samo jest z zawodnikami. Mamy swoje zasady, jeśli komuś one nie odpowiadają, nie musi być w naszym klubie. Nie jesteś w stanie zaakceptować naszych zasad? Będzie lepiej, jeśli odejdziesz, to proste.

Rozmawiał PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. Marcin Pirga / Profbud Cup