Weszło Junior

Grzegorz Rasiak – szokujące warunki dla 17-latka i nielegalna prowizja (spisana rozmowa)

Początkowo wydawało nam się, że Korona Kielce działa nierozsądnie. Podpisała z 17-letnim Oskarem Sewerzyńskim nieprzepisowy kontrakt, Grzegorz Rasiak (menadżer piłkarza) mówił w mediach, że klub wywiera chory nacisk na piłkarza przymuszając go do podpisania nowej umowy tu i teraz, prezes Korony Krzysztof Zając dolał oliwy do ognia wypowiedzią o usadzeniu piłkarza w juniorach na 1,5 roku. 

Potem jednak na scenę wjechał Rasiak i okazało się, że drobne niedopatrzenia Korony to nic przy cyrku, jaki odwalił w tej sprawie on sam. Pensja na poziomie najlepszych zawodników Korony Kielce dla chłopaka, który nie ma za sobą jeszcze nawet debiutu w kadrze meczowej. Trzydzieści tysięcy prowizji menedżerskiej, której nie miał prawa pobrać. Grzegorz Rasiak negocjując kontrakt Oskara Sewerzyńskiego skompromitował się na każdej możliwej płaszczyźnie, wykładając się zarówno jako menedżer (bo najwyraźniej nie zna obowiązujących przepisów), jak i jako człowiek (dla Oskara fiasko negocjacji może się skończyć półtorarocznym Klubem Kokosa). Cokolwiek napiszemy o sprawie, cokolwiek powie w niej Korona – nic nie będzie tak mocno obciążało Rasiaka, jak jego własne słowa. 

Mieliście wcześniej okazję odsłuchać jak były reprezentant Polski pokracznie tłumaczy się w programie Weszłopolscy, tutaj znajdziecie skrypt całej rozmowy.

***

Co pozwoliło panu nabrać przekonania, że zaproponowanie dla 17-latka bez meczu w ekstraklasie, bez choćby obecności w kadrze meczowej, kontraktu, który po spełnieniu kilku warunków stanie się jednym z najwyższych w Koronie Kielce, to jest dobra oferta dla piłkarza i klubu? Młodzi nie powinni najpierw zasłużyć, a potem zarabiać?

Propozycja została wysłana, gdy zawodnik został w czwartek odesłany do zespołu juniorów. Rozmawiając z prezesem Zającem poprosiłem o spotkanie po 12 lutym. Jestem w La Mandze, gdzie Oskar miał grać dla Polski U-18, był w kadrze. Na obozie dowiedział się od prezesa Zająca, że klub chciałby z nim porozmawiać po zgrupowaniu kadry na temat nowego kontraktu. Jeśli chodzi o warunki, to propozycja była taka, że trzeba podpisać koniecznie trzyletni kontrakt, natychmiast, bo inaczej Oskar nie może zostać zgłoszony do rozgrywek ekstraklasy. To oczywiście nie było prawdą, bo zgłosić go można. Co prawda kontrakt, który ma obecnie jest nieprawny, dlatego tutaj był nacisk, żeby jak najszybciej podpisać kontrakt. My bardzo byśmy chcieli, żeby Oskar grał w Koronie, byliśmy na to przygotowani. Nie wiem, dlaczego była taka presja, żeby to robić jak najszybciej, bez szczegółów. Dlatego przedstawiliśmy taką kontrofertę.

Okej, załóżmy, że piłkarz znalazł się w trudnej sytuacji, ale pan tą ofertą zdecydowanie nie pomógł. Bo klub tylko się wystraszył – i słusznie – bo to są wielkie pieniądze, nierynkowe.

To jest kwota 4 000 netto, 5 000 brutto.

Ale po 5 meczach, czyli możliwe że po 20 minutach w ekstraklasie, może już mieć 7 500, po 10 meczach może mieć 10 000, więc tutaj już zarobki robią się całkiem spore.

To nie był draft kontraktu, tylko propozycja do negocjacji, żeby ruszyć cokolwiek do przodu. Tak naprawdę to była prośba prezesa, żeby przedstawić w czwartek coś więcej. To była reakcja na to, że chłopak nie został w pierwszym zespole, tylko poszedł do juniorów. Więc to nie było nic wiążącego, wstępna propozycja, odpowiedź na to, co Korona przedstawiła słownie. Mówimy o trzyletnim kontrakcie, a więc mając 21 lat zawodnik mając 3 000 brutto – bo taka była propozycja – to miałby 2 500 netto, 1 500 za mieszkanie i 1 000 na życie. Więc można było spokojnie rozmawiać – warunki nie były najważniejsze, najważniejsze było dobro zawodnika.

Korona Kielce w swoim oświadczeniu napisała, że już nie będzie prowadzić z panem rozmów, a to dlatego, że w ofercie znalazł się też zapis o prowizji dla pana, a wiadomo, że przepisy PZPN nie pozwalają na wzięcie prowizji za piłkarza niepełnoletniego. Pan stosuje takie praktyki, że zamieścił to w ofercie? Obawia się pan konsekwencji? Nawet Zbigniew Boniek zapowiadał na Twitterze, że przyjrzy się sprawie. 

Nigdy nie wziąłem prowizji za piłkarza, który nie ukończył 18 lat. Propozycja była odpowiedzią na to, że nie można stawiać pod ścianą młodego chłopaka, atakować go. Ja chciałem spotkać się, spokojnie porozmawiać z prezesem, ustalić warunki, podpisać kontrakt przez Oskara. Klub zareagował w ten sposób, że wymuszał na nim i na mnie, by ten kontrakt był podpisany natychmiast, pod pozorem zarejestrowania i zgłoszenia Oskara do rozgrywek ekstraklasy. Klub miał prawo obawiać się o przyszłość zawodnika, skoro jego kontrakt został wcześniej źle sformułowany. Wcześniej próbowali zaoszczędzić 200 zł, kontrakt był poniżej minimalnej kwoty, jaka jest w przepisach związkowych. To była odpowiedź, reakcja. Nie miałem absolutnie na celu otrzymania wynagrodzenia za podpisanie kontraktu.

To po co ten zapis się tam znalazł? Nie do końca rozumiemy, jak chłopakowi ma pomóc to, że umieszcza pan w ofercie zapis niezgodny z prawem.

To była propozycja, nie oferta.

Dobrze, propozycja. Zwał jak zwał. 

Tak naprawdę propozycja była bez konsekwencji, bo te warunki nie były zaakceptowane.

To po co pan zastosował ten zapis? Pan tłumaczy, że zrobił pan to dla dobra piłkarza. W jaki sposób to miało pomóc? W prostych słowach.

Przede wszystkim żeby zaczęły się negocjacje, żeby cokolwiek mogło ruszyć do przodu.

Ale zamiast tego skończyły się de facto. Klub uznał, że jest pan niewiarygodny i skończył te negocjacje.

Negocjacji nie było. Klub postawił zawodnika pod ścianą. W środę nie doszło do podpisania kontraktu, w czwartek zawodnik został przesunięty do drużyny juniorów. Na jakiej podstawie? Tego nie wiemy. Na pewno nie na sportowej, bo miałem sygnały, że dobrze się prezentował.

My też słyszeliśmy wiele pochlebnych opinii. 

Ja prosiłem o to, żeby spotkanie odbyło się po 12 lutym, była zgoda, a dzień później był kolejny nacisk na to, żeby sprawa skończyła się natychmiast, bo taki był niby wymóg, żeby zgłosić piłkarza. A tak nie było, bo rozmawiałem o tym w PZPN-ie, dowiedziałem się, że może być zgłoszony.

Ciekawi nas jedna rzecz. Umieścił pan te trzydzieści tysięcy w propozycji po to, by pchnąć negocjacje do przodu. Załóżmy, że Korona zgadza się na te trzydzieści tysięcy. Pan wtedy powiedziałby: „ha, mam was, wcale nie chciałem”?

Przede wszystkim tak czy tak przyjechałbym i rozpocząłbym rozmowy. Chodziło mi o to, żeby był jakiś oddźwięk. Warunki finansowe były sprawą drugorzędną, bo chłopaka odsunęli przed propozycją.

Ale jakiego oddźwięku pan się spodziewał po zapisaniu czegoś takiego? Chciał pan ich sprowokować? Oczekiwał pan, że Korona powie: „zobaczyliśmy tę ofertę, faktycznie, musimy usiąść do stołu, bo są tu niewłaściwe zapisy, ale wiemy, że są tu pro forma i tak naprawdę to pan zawiera to w propozycji, ale nie o to chodzi”. Wiadomo przecież, że klub się zrazi po zamieszczeniu czegoś takiego.

Ja uważam, że klub się zraził dlatego, że podpisał błędny kontrakt z zawodnikiem. I to dwukrotnie. Nawet aneks do tej umowy był nieprawny. Mi zależało na tym, żeby dojść do porozumienia i żeby zawodnik podpisał kontrakt pod koniec tego tygodnia. Ale nie mogłem tego zrobić, bo fizycznie jestem poza Polską, wracam jutro wieczorem i mogę to zrobić w środę.

Nie boi się pan konsekwencji ze strony PZPN-u? Na papierze sprawa wygląda ewidentnie.

Ewidentnie sprawa by wyglądała, gdybym te pieniądze wziął.

A tak pan tylko zaproponował, że weźmie.

Nie, absolutnie.

Żeby pan nas dobrze zrozumiał. My chcemy dociec jednej rzeczy. Chcemy się dowiedzieć, po co był ten zapis i czy gdyby Korona się na niego zgodziła, to czy pan by wziął te pieniądze. Z jednej strony mówi pan, że ten zapis był po to, by pchnąć negocjacje do przodu, ale nie chciał tych pieniędzy. Nie ma w tym logiki.

Jeśli chodzi o propozycję, którą przedstawiliśmy, chodziło przede wszystkim o to, by kontrakt był progresywny. Czyli zawodnik, który zagra ileś spotkań ma mieć warunki wyższe. Żeby nie było sytuacji, że piłkarz, który zagra 40 spotkań w zespole jest na kontrakcie 3 000 zł miesięcznie, a obcokrajowiec, który przyjeżdża i jeszcze nie zagrał ani jednego meczu jest na kontrakcie 40 000. Tutaj, jeśli chodzi o liczbę minut, występów, w pełni uzasadnione jest to, że kontrakt mógł rosnąć. Zważywszy na to, ilu zawodników Korony z grup młodzieżowych grało w ekstraklasie, ten kontrakt mógłby w ogóle nie wzrosnąć, bo tak naprawdę te wartości były niskie. Wiadomo, że każdy piłkarz jest inny, Oskar sam sobie wywalczył to, by grać na najwyższym poziomie. Pokazał w okresie przygotowawczym, że walczył jak równy z równym z kolegami z zespołu. Więc wartości kontraktu nie były z kosmosu, to na pewno. Zawodnik jest prawie pełnoletni, w tym roku kończy 18 lat. Wcześniej inwestował sam w siebie, dużo poświęcił, żeby występować w reprezentacji. Bardzo zależało mu, żeby być w kadrze, pierwszy raz był powołany na oficjalne spotkania w La Mandze, nie mógł tam pojechać, bo miał być w składzie z Arką Gdynia. Nie był tylko dlatego, że nie podpisał kontraktu, a nie dlatego, że na to nie zasłużył.

Nam nie chodzi o wysokość kontraktu, bo to sprawa względna, ile on powinien zarabiać. Nam chodzi o to, że złożył pan propozycję niezgodną z przepisami PZPN-u. 

Propozycja, która była przedstawiona może była błędna, ale byli poinformowani też, że w razie czego miało to wejść w życie, jak zawodnik skończy 18 lat.

Ale tego też nie można robić. Nie można umówić się z 16-latkiem, że jak zdmuchnie osiemnaście świeczek, to wtedy pan dostanie trzydzieści tysięcy. To by było za łatwe.

Ale na pewno nie było z mojej strony intencji, żeby te pieniądze dostać.

To po co pan ten zapis zamieszczał? My już się pogubiliśmy. Proszę nam to wytłumaczyć.

Logika jest prosta. Dla mnie dobro zawodnika było najważniejsze i chciałem, by kontrakt się zwiększał, gdy on będzie odnosił sukces w postaci gry. A wiadomo, że…

Ale niech się zwiększa! Tylko po co te trzydzieści tysięcy w tym kontrakcie? To jest jedyne pytanie.

Dlatego, że klub na wszystkie zapisy się nie zgadza i na ten by się nie zgodzili i oczywiście bym na to przystał. Bo tak czy tak tego zapisu nie musiał klub respektować i ja też bym jego nie respektował.

Czy pan uważa, że to jest poważne, że umieszcza pan w umowie zapis, który z góry pan wie, że nie zostanie zaakceptowany? Równie dobrze można umieścić zapis, że piłkarz będzie mieszkał w balonie i latał nad Kielcami albo że za trzy kopnięcia piłki dostanie premię meczową w wysokości trzydziestu tysięcy. Wiadomo, że odrzucą, ale można dla dobra piłkarza zamieścić.

To jest kwestia przedstawienia pewnej wizji. Wizja była taka, żeby skoncentrować się na tym, żeby piłkarz przyszedł podpisać kontrakt po zaakceptowaniu przez prezesa, a warunki były sprawą drugorzędną, bo nie o to chodzi w tym momencie. Jeśli chodzi o warunki dla piłkarza w wysokości 4 000 brutto, to ja wchodząc do ekstraklasy, nie mając 20 lat w 1999 roku dostałem 4 500. A minęło dwadzieścia lat. Zawodnik miał być w osiemnastce, więc dobrze by było, żeby zarabiał przynajmniej 1/10 zarobków piłkarzy, którzy są najlepiej opłacani.

Co z wymiarem etycznym tej prowizji? Za co tak właściwie panu, jako menedżerowi, który niedawno związał się z piłkarzem, należy się ta prowizja. No bo Korona cały czas wychowywała chłopaka, szkoliła go, inwestowała siły, pieniądze, szkoliła trenerów, by chłopak miał dobre warunki. Pan oczekuje trzydziestu, a może i czterdziestu tysięcy złotych, zależy ile występów w ekstraklasie zaliczyłby ten chłopak. Za to, że… No właśnie, za co? Dlaczego uważa pan, że te pieniądze się panu należą? Prowizja menedżerska to norma w sporcie, ale tutaj mówimy chyba jednak o nadużyciu. A nawet na pewno.

Przede wszystkim tych pieniędzy tak czy tak bym nie otrzymał, bo bym ich nie wziął. To jest jasne i klarowne.

To dlaczego pan uznał, że pan je chce?

To była wstępna propozycja, chodziło o warunki dla piłkarza. Wiadomo było, że pewnych rzeczy nie ma i nie może być. Tak jak gdy przedstawiamy jakąś opcję. Dla mnie sprawa jasna, ja tak czy tak nie miałbym możliwości, żeby kontrakt był tak podpisany, to było niemożliwe. Chodziło mi tylko, by prezes mógł odpowiedzieć na propozycję, którą wysłałem. Wysłałem też maila w poniedziałek po tym, jak dostaliśmy wiadomość, że musi mieć podpisany kontrakt, bo inaczej nie będzie zarejestrowany. Dałem propozycję taką, że zawodnik może podpisać kontrakt na minimalną stawkę, 500 zł, do końca tego sezonu, żeby można go było zarejestrować. Na tego maila nie dostałem żadnej odpowiedzi. Więc wysłałem taki, żeby jakaś odpowiedź była. No i jest.

Mamy taką myśl: gdyby pan nam dzisiaj powiedział, że chciał pan dostać te 30 000 i popełnił pewien błąd, w mniejszym bądź większym stopniu byśmy rozumieli. To jest ludzkie, że każdy chce zarabiać. Ale pan nam teraz tłumaczy, że zaproponował ofertę, której nie chciał przyjąć, ale to miało popchnąć negocjacje do przodu. Gdyby pan powiedział – zgodnie z prawdą, tak myślę – że chciał pan te pieniądze, byłoby lepiej.

Nie mógłbym dostać pieniędzy za piłkarza niepełnoletniego w związku z czym propozycja, którą dałem miała spotkać się z oddźwiękiem prezesa, żeby można było dalej rozmawiać. Tak naprawdę na poprzedniego maila nie dostałem żadnej odpowiedzi, na wcześniejszy telefon też, więc przynajmniej teraz mam odpowiedź.

No dobrze, ale to mógł pan w tej ofercie zażądać 700 000 zł miesięcznie dla swojego piłkarza, a nie 30 000 dla siebie. I to byłoby zgodne z przepisami

Dla mojego piłkarza chciałem przede wszystkim sumy odstępnego, by mieć możliwość, by jego kariera posuwała się do przodu. Sam wiem, jak to wygląda, sam miałem sytuację taką, że w pewnym momencie nie odszedłem za granicę dlatego, że nie miałem dobrze skonstruowanego kontraktu. Więc dla mnie cel był taki, że piłkarz ma mieć kontrakt progresywny, żeby swoją dobrą grą mógł podwyższyć swoje wynagrodzenie.

Powiemy panu, jak to wygląda: nie dostał pan odpowiedzi na maila, więc wysłał pan kolejnego z propozycją pieniędzy dla siebie. Bardziej wygląda to, jakby upominał się pan o swoje pieniądze, a nie o pieniądze dla zawodnika. 

No to mamy zupełnie inną perspektywę. Nigdy nie było takiej myśli, nie było takiego zamiaru. Dla mnie najważniejsze było to, żeby dojść do porozumienia, podpisać kontrakt z Koroną, żeby Oskar mógł grać.

Jaką przyszłość widzi pan teraz przed chłopakiem? Korona wydała oświadczenie, w którym jest jasno napisane, że może z chłopakiem rozmawiać, z jego prawnymi opiekunami, ale z panem – jako menedżerem – klub nie chce rozmawiać. Z drugiej strony, póki co Oskar zachowuje lojalność względem pana. Jaką więc widzi pan przyszłość dla chłopaka, bo jest możliwa wizja półtora roku w juniorach. Wyobrażam sobie wojnę ego, dla Korony to żaden koszt. Niska pensja już teraz, klub nie przedłuży kontraktu i nie straci na tym zbyt wiele. Ze szkodą dla chłopaka.

A na jakiej podstawie pan prezes powiedział, że będzie półtora roku w juniorach?

Powiedział to po przeczytaniu tej oferty.

Na jakiej podstawie pan prezes stwierdził, że zawodnik będzie 1,5 roku w juniorach?

Nie wiemy – taką miał ochotę i tak stwierdził. Ale mamy pomysł – może chciał popchnąć negocjacje do przodu?

Plan, generalnie… Kontrakt Oskara tak naprawdę jest do końca tego sezonu.

Jest w nim opcja przedłużenia.

A jaka jest opcja?

To pana już musielibyśmy zapytać. No dobra, to powiedzmy, że pół roku spędzi w juniorach, co też nie jest najlepszą perspektywą, zważywszy na to, że już mógł mieć debiut w Ekstraklasie.

Ale nikt z naszej strony nie chce wykorzystać tej możliwości, że Oskara kontrakt jest nieprawny. Więc generalnie nikt nie chce korzystać z tego. Każdy z nas… Obie strony powinny dążyć do tego, żeby kontrakt został przedłużony.

On jest nieprawny, gdyby Oskar miał wystąpić w meczu Ekstraklasy, czyli w dorosłej drużynie. Wtedy może wystąpić w takim meczu, ale może też w łatwy sposób rozwiązać kontrakt albo on, jako zawodnik, albo klub. Nieprawność wynika z tego, że nieletni piłkarz na poziomie Ekstraklasy musi zarabiać co najmniej 500 złotych przez całą długość trwania kontraktu. A jak płyną informacje z pańskich ust – on zarabiał trochę mniej. A więc jest łatwa podstawa do rozwiązania kontraktu, a co za tym idzie – dla walkowerów dla Korony. Stąd wynika ta nieprawność. Jeśli będzie w juniorach, ma prawny kontrakt. Jeżeli gra w pierwszym zespole – nieprawny.

Nam zależało na tym, by Oskar mógł grać i chcieliśmy dojść do porozumienia łatwo, szybko i przyjemnie. Była prośba, żeby się spotkać pod koniec tego tygodnia. Nacisk był taki, żeby to zrobić natychmiast. Nam zależało na tym, żeby spokojnie podpisać, uśmiechnąć się, dać chłopakowi szansę debiutu, a nie odsuwać go do juniorów z takiego względu. On nic złego nie zrobił tak naprawdę.

Tak zwyczajnie, po ludzku – nie ma pan poczucia, że ta oferta Korony była adekwatna? Pieniądze do podniesienia z boiska byłyby naprawdę dobre. Jeśli chłopak wystąpiłby w pierwszym składzie w meczu z Arką, to dodatkowe 3 tysiące złotych. Jak za 17-latka nieutrzymującego się samodzielnie – to jak najbardziej adekwatna propozycja.

Ja nie uważam, że zawodnik, który miał wystąpić w pierwszym składzie, powinien zostać odsunięty do juniorów.

Nie do końca rozumiemy. Mówimy o propozycji finansowej, chcielibyśmy, by pan się odniósł do konkretnych sum.

Znaczy no… Ja wiem, jakie są sumy, jeśli chodzi o premie meczowe w piłce nożnej, bo grałem w piłkę. Pan patrzy pod pryzmat, że to duże pieniądze. To taki zawód taki jak każdy inny, tylko że niektórzy mają możliwość go uprawiać, inni nie. Jeśli chodzi o możliwości premii…

Czyli mówi pan, że piłka nożna jest oderwana od rzeczywistości i mamy to zaakceptować, tak?

Piłka nie jest oderwana od rzeczywistości. Piłka nożna daje dużo radości każdemu. Przyjemnie być piłkarzem, żeby robić to, co się kocha i jeszcze dostawać za to pieniądze. Ja szanuję ten zawód. A ile jest wyrzeczeń – ci, którzy to robią, najwięcej o tym wiedzą.

A czy to pana zdaniem to dla piłkarza wychowawcze, żeby po pięciu meczach – niekoniecznie pełnych, bo może wchodzić na minutę – piłkarz otrzymywał podwyżkę o 50% względem pierwotnego kontraktu, a po dziesięciu meczach o 100%, a po kolejnych piętnastu kolejne? Bo to nie musi być 900 minut po 10 meczach, może być 10 minut.

Ale od początku mówię państwu, że to była wstępna propozycja, odpowiedź na to, co dostaliśmy od klubu. A przede wszystkim odpowiedź na to, że zawodnik został odsunięty do juniorów. Jeśli chodzi o to, że ktoś zagra pięć spotkań… A dlaczego inni piłkarze, którzy grają w pierwszym składzie mają zarabiać pięć razy więcej niż wychowanek, bo on jest wychowankiem? Tylko i wyłącznie. Jeśli zagrałby te pięć spotkań, to znaczy, że jest częścią zespołu. Jeśli zagrałby piętnaście spotkań – to jest ważną częścią zespołu. I w dalszym ciągu to są kwoty, które byłby adekwatnie niższe, wielokrotnie, niż gdy przychodzą do Polski obcokrajowcy. Ja nie uważam, że kwoty, jeśli chodzi kontakt progresywny, nie były adekwatne do tego, ile się wkłada później do zespołu.

Tak naprawdę takim kontraktem szkodzi pan piłkarzowi, bo trener biednego klubu było nie było – Korona nie należy do krezusów tej ligi – myśli teraz w taki sposób: aha, czyli on zagra w pięciu meczach i ma wyższy kontrakt, po dziesięciu wyższy… Myślę o tym, by go wprowadzić na pięć minut, ale dobra, na pięć minut nie wprowadzam, jak już wprowadzę to raz na jakiś czas na 45, bo to mniejszy koszt dla Korony. De facto dostałby mniej szans, rzadziej by grał, Korona wolałaby stawiać na innych piłkarzy, gdyby oczywiście zgodziła się na ten kontrakt, który pan zaproponował.

No myślę, że jak gra się w piłkę i piłkarz robi wszystko najlepiej jak potrafi o gra dobrze, nikt nie patrzy czy zagra dwie minuty czy cztery. No nie oszukujmy się. Jakby przez ten pryzmat się patrzyło, ja bym nie podpisywał wysokich kontraktów z zawodnikami, tylko robił progresywny. Jak mają wpływ na to, by być częścią zespołu i są…

Ale wyróżniamy kilka rodzajów progresji. Bardzo popularną progresją w polskiej lidze jest taka, że po sezonie kontrakt się zwiększa, nawet o sto procent, jeśli to kontrakt młodego zawodnika. Jeśli piłkarz wypełni określoną liczbę, co ważne, minut, a nie występów, bo można zagrać w 30 meczach i mieć 30 minut, wtedy po sezonie ma nagrodę. Jest jakiś cel, piłkarz walczy o coś, a nie za darmo… Może nie za darmo, ale po pięciu meczach dostaje podwyżkę… Może się zawrócić w głowie młodego chłopaka.

Myślę, że zawrócić się może każdemu, kto tak naprawdę zostanie powołany do kadry Polski, Wielkopolski, Małopolski, kto trafi do kadry pierwszego zespołu… Ktoś jak jest częścią zespołu, to kontrakt wzrasta. Nie rozumiem, dlaczego ten temat jest wciąż przez pana wałkowany, bo prawda jest taka, żeby zagrać pięć meczów w Ekstraklasie w tym wieku… To proszę mi wymienić w roczniku 2000 i młodszym pięciu piłkarzy, ilu takich piłkarzy zagrało. Może pan wymienić na poziomie Ekstraklasy piłkarzy z rocznika 2000 i młodszych, którzy zagrali pięć spotkań?

Mateusz Młyński zagrał siedem, rocznik 2001.

Kto, kto?

Wiadomo, że teraz będą dostawać więcej szans po wprowadzeniu przepisu o młodzieżowcu, który pan chciał wykorzystać, wiedząc, że Korona jest pod ścianą.

Kto, kto? Przepraszam, kto?

Mateusz Młyński.

No to jednego pan wymienił.

Sebastian Walukiewicz to kolejny. Tomasz Makowski.

1999 rocznik Tomasz Makowski.

Polska piłka nie stawia teraz na młodzieżowców, ale zaraz będzie musiała. A czy jak jest rocznik 1999, to już jest jakimś starym dziadem?

A czy wszyscy wiedzą o tym, że jest przepis o młodzieżowcu w Polsce?

A kto nie wie? No wiemy.

Już jest od dawna. Dlatego pod tym względem kluby powinny się przygotowywać na to, żeby młodych wprowadzać.

A to nie było tak, że taka wysoka oferta wynikała właśnie z tego przepisu?

Nie, myślę, że nie. Różnica między ofertą nie była nie wiadomo jak znacząca. Ja dbam o to, żeby piłkarz miał szansę grać w piłkę na wysokim poziomie, iść progresywnie. To jest mój cel. Miałem tę przyjemność, że grałem na poziomie wyższym niż Ekstraklasa. Dla mnie oferta przedstawiona nie była absolutnie wiążąca z Koroną Kielce. W żadnym wypadku. Ja chcę się dogadać z Koroną Kielce, by Oskar mógł tam grać. Bo to jest utalentowany zawodnik. I dobrze by było, jakby klub stawiał na Polaków, a wiadomo, że z tym jest problem. Jeśli chodzi o młodzieżowca – nie był zarys taki, że oferta jest taka, bo jest młodzieżowcem. Umiejętności decydują, jakie warunki się później otrzymuje.

Czy pan wie generalnie, jakie zarobki mają piłkarze Korony? To, co pan proponuje, jest naprawdę na poziomie liderów tej drużyny. A tu jest młody chłopak, który dopiero by wchodził.

Z zawodników będących w pierwszym zespole na pewno Oskar miałby najmniejsze warunki finansowe.

Chcieliśmy zapytać jeszcze o jedną rzecz – pan prowadzi interesy wielu młodych chłopaków. Skąd ten wybór ścieżki kariery? Mógłby być pan też menedżerem starszych zawodników.

Reprezentuję kilku starszych zawodników również.

Ale w dużej mierze są to młodzi chłopcy.

W dużej mierze to są piłkarze, którzy mają potencjał, żeby grać w piłkę. Staramy się dosyć wnikliwie obserwować piłkarzy i bardzo dużo jeździmy. Często jestem na meczach na różnych szczeblach, widzę, jak piłkarze grają w Anglii, Włoszech i w Polsce, bo to miejsca, gdzie najczęściej jestem. Mamy bardzo wielu młodych, utalentowanych chłopaków. Jeśli chodzi o ścieżkę rozwoju, nie ma nic przyjemniejszego jak trafić do Ekstraklasy, a przez Ekstraklasę trafić do lig, o których się marzy. Jeśli chodzi o moją osobę, dbam o to, żeby piłkarze często byli obserwowani, żeby długoterminowo patrzeć na przyszłość piłkarza, wiem dlaczego ważny jest sen i odżywianie, staram się przekazywać swoje doświadczenia, które miałem na boisku na swoim przykładzie, ale też wielu moich kolegów, którzy zagrali bardzo wysoko w piłkę. Zarys jest taki, żeby dać szansę, pokazać pewne zasady, na co zwrócić uwagę, żeby to wszystko osiągnąć. Wiadomo, że charakter jest ważny i bardzo mi przykro, że Oskar musi w tym uczestniczyć, bo to bardzo inteligentny i bardzo dobrze wychowany chłopak, który pochodzi z dobrej rodziny. Ma dużą przyszłość przed sobą. Służę pomocą i dbam o interesy piłkarzy, by mogli ze spokojem przyjść, podpisać, wyjść. Mnie prowadziły dwie osoby przez całą moją przygodę z piłką i też do tego dążę, by piłka nożna była procesem długoterminowym. Niestety często patrzymy krótkoterminowo tu i teraz i przez to jest wiele trudności, by budować osobowość i karierę piłkarza. Na tym musimy się skoncentrować i to ważne, by trochę inteligencji w futbolu było.

No to budowania karier piłkarzy życzymy i popychania negocjacji do przodu. Życzymy też wytrwałości, bo zapewne zainteresuje się sprawą PZPN i będziemy śledzić, jak to wszystko będzie wyglądać.

(rzucona słuchawka)

Rozmawiali WESZŁOPOLSCY