Wywiady

Moje marzenie? Prowadzenie treningów z orzełkiem na piersi

Sławomir Kłos jest obecnie trenerem FASE Szczecin, ale jego marzenia sięgają dużo wyżej. Dodatkowo trener jest osobą, która idealnie wpisuje się w profil naszego portalu. Prowadzi najlepszą drużynę jesieni w rozgrywkach grupy B CLJ U-15 i uwaga – wygrał dwa razy z rzędu rozgrywki „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Z trenerem porozmawialiśmy, czy zaskoczyło go zwycięstwo w bardzo mocnej grupie CLJ U-15, jak wygląda praca lidera grupy B i kto zaprosił ich w marcu na grę kontrolną. Zapytaliśmy także, jakie przygody przytrafiły mu się na Pucharze Tymbarku i gdzie widzi siebie za kilka lat.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda trenerska?

Piłką nożną i trenerką zaraził mnie dr Miłosz Stępiński, który aktualnie jest wyróżniającą się postacią w szkoleniu i edukacji. Pomagałem mu w kilku projektach podczas mojej nauki na Uniwersytecie Szczecińskim. Następnie przeszedłem do jednego z lokalnych klubów w Szczecinie, a w 2011 roku dostałem propozycje pomocy w otwarciu Football Academy Szczecin i tak z roku na rok szkółka się rozrastała aż powstało FASE. Jestem tutaj profesjonalnym trenerem, ponieważ zajmuję się tylko i wyłącznie pracą dla FASE. Przy okazji odbyłem wiele staży, również przy reprezentacji Polski u trenera Marcina Dorny i otrzymałem od niego propozycję asystentury podczas LAMO. Razem z reprezentacją ZZPN zdobyłem srebrny medal Mistrzostw Polski. To są dla mnie cenne doświadczenia.

58 goli strzelonych, 10 straconych i zwycięstwo w niezwykle trudnej grupie CLJ U-15. Jesteś zadowolony, czy bardzo zadowolony z tego rezultatu?

Przez ostatnie dwa lata rozegraliśmy wiele meczów towarzyskich z mocnymi akademiami i wiedzieliśmy, że mamy bardzo dobrą drużynę z zawodnikami, którzy wyróżniają się na tle rówieśników w Polsce. Tworząc tę grupę, która jest teraz pod moją opieką, rywalizowaliśmy z takimi klubami jak Lech Poznań, Zagłębie Lubin czy Legia Warszawa. Wiedzieliśmy, że mamy mocny zespół, ale nie sądziliśmy, że uda nam się wygrać ligę w grupie B. Nie jest to dla nas priorytet, bo tym priorytetem dla mnie jako trenera FASE, jest rozwój zawodników i wypromowanie ich. Ale dzięki temu, że mamy pierwsze miejsce, umożliwiło to nam pojechanie na sparing z RB Lipsk czy mecze z innymi drużynami o wysokiej randze. Ostatnio odezwał się do nas nawet Bayern Monachium z prośbą o mecz kontrolny i w marcu wybieramy się do klubu Roberta Lewandowskiego.

Reasumując jestem bardzo zadowolony z tego, jak to wyglądało, bo w każdym meczu graliśmy w piłkę, a mi jako trenerowi bardzo przyświeca ta filozofia pracy. Jest to ofensywny futbol, który wymaga od zawodników odważnej gry. Obserwując statystyki z InStata, w każdym meczu posiadanie piłki i ilość uderzeń na bramkę była imponująca z naszej strony.

Od ilu lat trenujesz tych chłopaków? Czułeś, że możecie być tak mocni w poprzedniej rundzie?

Trzy lata temu przejąłem u nas w Akademii drużynę rocznika 2004 i przez rok prowadziliśmy nabór do tego rocznika. Dzięki bardzo dobrze rozwiniętej siatce skautingowej obserwowaliśmy różnych chłopaków z całej Polski i w okresie do siódmej klasy musieliśmy wyselekcjonować odpowiednią grupę. Ciężką pracą, konsekwencją oraz odpowiednim podejściem do chłopaków udało się zdobyć ich zaufanie, co ma bezpośredni wpływ na rozwój indywidualny oraz drużynowy.

W pierwszych dwóch meczach bilans goli 21:0. Weszliście z buta do tej ligi.

Pierwsze mecze graliśmy z Wdą Świecie i Wartą Poznań. Jeśli chodzi o Wdę, to nie znałem tego zespołu, ale wiedziałem, że nie ma tam potentatów. Ten wynik był bardzo wysoki i odbił się to złym echem, że ta liga nie jest wyrównana. Aczkolwiek nikomu w rundzie jesiennej nie udało się przybliżyć do wyniku, który my osiągnęliśmy. Późniejsze mecze pokazały, że zespoły, które tu występują, mają dużo jakości. Cieszyły te wyniki, ale najważniejszy był aspekt szkoleniowy. Byliśmy zadowoleni pod kątem taktycznym z realizacji zadań zespołowych i indywidualnych.

Najlepszy mecz ligowy w poprzedniej rundzie?

Wygrana u siebie z Lechem Poznań 5:2. Po meczu byliśmy szczęśliwi ze względu na to, że dzięki temu zwycięstwu zapewniliśmy sobie mistrza jesieni CLJ, kolejkę przed końcem rozgrywek. Drugim powodem naszej radości był fakt, iż w drużynie z Poznania wystąpiło kilku zawodników świeżo powołanych do reprezentacji, a od nas nie było żadnego. Mnie jako trenera, taka sytuacja bardzo motywuje do jeszcze intensywniejszej pracy. Bardzo doceniam pracę trenera Bartłomieja Zalewskiego i rozumiem, jak ciężkim procesem jest selekcja. Wiem, że pierwsze dwa lata to ciągła rotacja. Trzeba być cierpliwym i tego też uczę moich piłkarzy.

Jak oceniasz poziom ligowy w grupie B rozgrywek CLJ U-15?

Uważam, że nasza grupa w makroregionie jest najsilniejsza. Jest tu najwięcej zespołów ze zorganizowaną akademią. Większość spotkań było na wysokim poziomie, a o wyniku końcowym często decydowały detale. To była przyjemność poznać tak dobrych, spokojnych i otwartych szkoleniowców. To jest dla mnie jako trenera dodatkowa wartość gry w centralnej lidze.

Czy po pierwszej rundzie w rozgrywkach na szczeblu centralnych widzisz postęp wśród swoich chłopaków?

Zdecydowanie tak z naciskiem na mentalność. Po rozegraniu tak dobrej rundy, z wieloma dobrymi zespołami, wychodząc na mecz z RB Lipsk, nikt nie odstawiał nogi i wszyscy byli tak samo zdeterminowani. Osiągnęliśmy dosyć wysoki poziom taktyczny drużyny. Chłopcy bardzo dobrze czują się w zespole i zauważalny jest rozwój we wszystkich aspektach. Przeskoczyli pewien poziom, ale cały czas rozwijają się i zdobywają umiejętności. Następny sprawdzian będzie w marcu z Bayernem Monachium. Ten mecz pokaże nam i polskiej piłce, gdzie jesteśmy z naszą myślą szkoleniową.

Stawiacie sobie za cel mistrzostwo Polski w CLJ U-15?

Nie jest to dla mnie najważniejszy cel. Przede wszystkim pracujemy z tygodnia na tydzień, by Ci chłopcy robili postępy. Chciałbym dać im szansę na profesjonalne uprawianie tej pięknej dyscypliny. Oczywiście chciałbym zdobyć mistrzostwo Polski w tym roczniku, ale wiem, że jest wiele dobrych zespołów i czasem detale mogą zadecydować, czy ktoś to mistrzostwo zdobędzie. Tym bardziej że ta liga jest bardzo wyrównana. Jestem człowiekiem, który bardzo dba o szczegóły i będę robił wszystko, żebyśmy my tych błędów popełnili wiosną jak najmniej i zdobyli mistrzostwo, co dla każdego chłopaka będzie nowym doświadczeniem. Nie jest to dla mnie najważniejsze, bo dla mnie jako trenera FASE liczy się, by chłopcy robili progres i zdobywali nowe umiejętności.

Korzystacie z InStata. Jak bardzo pomaga Ci to w pracy trenerskiej?

Po każdym meczu ligowym wysyłamy chłopakom ich statystyki indywidualne na naszą prywatną grupę, gdzie każdy może zaznajomić się ze statystykami spotkania. Mamy pewien schemat modelu naszej gry i na pewnych pozycjach chcemy osiągnąć minimum jakiejś wartości. Analizujemy sobie cały obraz danego chłopaka. Dostaje także dane drużynowe. Mieliśmy wiosną problemy z utrzymaniem się przy piłce i włożyliśmy w nasze zajęcia więcej gier na utrzymanie z zadaniami. Moim zdaniem, jak i również InStata (śmiech), to przyniosło skutek. Staram się w tym kierunku wdrożyć InStat w moją pracę.  Pomaga mi wyeliminować deficyty.

Jesteś jednym z nielicznych trenerów, którzy wygrali dwa razy z rzędu rozgrywki „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Trudniej było zwyciężyć za pierwszym, czy za drugim razem?

Obie wygrane były tak samo trudne. Wysoki poziom sportowy przeciwnika, Stadion Narodowy, 5 tysięcy ludzi na trybunach, gwiazdy piłki nożnej i rzuty karne. Czasem doświadczeni piłkarze nie dają sobie rady w takich warunkach. W pierwszym roku udało się wygrać w roczniku 2005, a w następnym roku z chłopcami rok młodszymi, więc niebyła to ta sama drużyna. Inna historia i inne problemy, które napotkałem, ale też zupełnie inna radość. Formuła Pucharu Tymbarku jest co roku bardzo podobna i jadąc na drugi rok po zwycięstwie, byłem już przygotowany i mogłem zawodników przygotować mentalnie na to, co ich czeka. Naszą siłą była bardzo dobra atmosfera, bo nie miałem w zespole indywidualności jak chociażby teraz mamy w swoich drużynach. Rodzice, z którymi bardzo dobrze mi się współpracowało i chłopcy, którzy grali bez presji. Ja jako trener nigdy jej nie wywieram, a wręcz ją ściągałem. Element rzutów karnych, które wygraliśmy rok po roku, nie był wytrenowany. Zdecydowała mentalność, bo zawodnicy bardzo chcieli wygrać i spotkać się z Robertem Lewandowskim i resztą kadry. Wiedzieli, że jeśli coś zepsują, to nie będą mieli we mnie wroga, a wręcz przeciwnie. I to zdecydowanie pomogło.

Czy to, że wygraliście dwukrotnie, spowodowało większe zainteresowanie waszym klubem i tobą samym? Pokonaliście po drodze wiele solidnych marek.

Jeśli chodzi o zainteresowanie szkółką, to myślę, że z roku na rok dzięki ciężkiej pracy, jest ono większe. Nie tylko dzięki Pucharowi Tymbarku uzyskaliśmy uznanie w kraju. Ja zostałem doceniony przez Polski Związek Piłki Nożnej, bo otrzymałem nagrodę za najlepszego trenera całego Turnieju i dostałem również angaż w PZPN. Byłem trenerem monitorującym ośrodki AMO w Polsce. To było dla mnie świetne doświadczenie przez rok. Później pojawiła się praca w FASE, więc niestety musiałem zrezygnować z PZPN, bo nie godziłem tego czasowo. Do tego mam kochającą rodzinę, więc ciężko było mi znaleźć czas na taką ilość wyjazdów w ciągu tygodnia.

Czy na początku drogi w swojej pierwszej edycji Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” wierzyłeś, że możecie odnieść taki sukces?

Jeśli nie chciałbym wygrywać i nie czułbym możliwości zwycięstwa, to nie byłbym trenerem. Każdy trener chce osiągać sukcesy swojej drużyny i chce, żeby jego zawodnicy grali w przyszłości w piłkę. Robiłem wszystko, by ten Turniej wygrać, ale to, co robiłem, było zgodne z etyką trenera. Nie skupialiśmy się na tym, czy możemy wygrać. Powiem szczerze, że biorąc udział w pierwszym Turnieju nawet nie wiedziałem, że główną nagrodą jest spotkanie z Kadrą Polski. Graliśmy z meczu na mecz i cieszyliśmy się tymi meczami. To była wielka radość wystąpić w takim Turnieju, a jeszcze większą było zagranie na PGE Narodowym i wygrana naszego zespołu.

Widziałeś potencjał w swoich zawodnikach na miarę zwycięstwa?

Moim zdaniem XVI edycja była zdecydowanie silniej obsadzona, niż ta wcześniejsza, w której wygraliśmy. Graliśmy z bardzo mocnymi klubami. Poziom był wysoki i niestety często było tak, że te mecze nie zawsze były przyjemne dla oka, bo trenerzy grali na wynik i było dużo krzyku oraz chaosu. Dzięki temu zyskała też moja osoba, bo zawsze byłem trenerem, który analizował sytuację z boku i pomagał zawodnikom. Po jednym ze spotkań podszedł do mnie pan Janusz Basałaj i pan Zbigniew Boniek. Pochwalili mnie za dobrą postawę i życzyli powodzenia. Pamiętam takie słowa: „Do zobaczenia na finale na Narodowym”. Wtedy już czułem się wygrany.

Kilka lat już minęło, ale możesz teraz spokojnie powiedzieć, co ci dał jako trenerowi sukces w rozgrywkach „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”?

Uważam, że rozgrywki o Puchar Tymbarku potwierdziły, że idę dobrą drogą. Ten obraz, który sobie wybrałem, czyli trenera wymagającego, ale też partnera, niewywierającego presji, jest dobrą drogą. Najważniejsze osoby w PZPN pochwaliły to i to dało mi taką pewność, że idę w dobrym kierunku. Cieszy ta praca, gdy człowiek widzi, że jest to dobrze postrzegane.

Jakie wydarzenie najbardziej zapadło ci w głowę z tamtych przygód?

Dwie rzeczy. Pierwsza to właśnie ta krótka rozmowa z panem Bońkiem, podczas eliminacji na stadionie Legii, gdzie pochwalił mnie za postawę. Drugą sytuacją był moment po zwycięstwie, gdzie zostałem poproszony przez trenera Dornę, którego bardzo sobie cenie, oraz pana Basałaja i zaproponowali mi współpracę, oraz spotkanie.

Gdzie się podziali twoi podopieczni z tamtych lat? 

Większość z nich dalej kontynuuje przygodę z piłką nożną, gra w naszej akademii a 3 z nich przeszło do Pogoni i zdobywają umiejętności pod okiem trenera Tomka Bieleckiego, który także wykonuje dobrą pracę w naszym województwie. Jest też grupa chłopaków, którzy ze względu na selekcje przeszli do innych lokalnych klubów.

Jak to jest przyjeżdżać na Turniej jako obrońca tytułu? Nie byłeś już wtedy anonimową postacią?

Przypominam sobie, jak podczas prezentacji zespołów podszedł do mnie właśnie pan Basałaj. Poklepał po plecach, bo pamiętał o mnie i zapytał: “Czy znowu przyjeżdżasz po złoto”? Muszę przyznać, że nawet nie przeszło mi to przez myśl, bo przyjechaliśmy się bawić i grać, a jak się uda, to wygrywać mecz po meczu, bo jest to bardzo istotne w takich turniejach.

Jeździcie z FASE po bardzo wielu turniejach. Czym według ciebie wyróżniają się rozgrywki „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”?

Moim zdaniem Puchar Tymbarku jest najlepiej rozreklamowanym Turniejem dla dzieci. Przede wszystkim wszystko jest bardzo ładnie opakowane. Chcę się to oglądać i chcę się tam być. Niestety nie prowadzę już młodszych grup i zazdroszczę niektórym trenerom, że mają okazję pojechać na Tymbark, zagrać, spotkać się z byłymi piłkarzami czy znanymi trenerami na tym Turnieju. Cała otoczka jest fantastyczna, a widowisko, które tworzy Tymbark jest świetne.

Prowadzisz na Facebooku stronę MTT – More Than Training, gdzie dzielisz się swoimi doświadczeniami z pracy trenera. Jaki jest cel prowadzenia tej strony? Frajda, czy chęć dzielenia się swoimi przemyśleniami?

Przez to, że prawie cała moja przygoda z trenerką jest związana z FASE powoduje, że jestem z nimi utożsamiany. Chciałem przez tę stronę pokazać, że nie jestem tylko człowiekiem związanym z FASE, ale też mam swoje spostrzeżenia. Chciałbym podzielić się z różnymi trenerami swoimi przemyśleniami i wpadłem na taki pomysł podczas ostatniego konwentu Football Academy. Miałem sporo bardzo miłych rozmów i mnóstwo pytań, jak pracuje i jakie mam spostrzeżenia na niektóre kwestie. Chciałem się wyrazić jako Sławomir Kłos, a nie jako trener FASE.

Czego według Ciebie najbardziej brakuje dzisiaj młodym zawodnikom?

Moim zdaniem młodym zawodnikom brakuje pracowitości i charakteru do ciężkiej pracy. Najlepsi bardzo często osiadają na laurach. Zadowalają się tym, co jest teraz i myślą, że to wystarczy. Z kolei osoby mniej utalentowane doceniają etos pracy. Moim zdaniem w Polsce nie osiągają sukcesu najlepsi zawodnicy, ale ci najbardziej pracowici i konsekwentni. Ale jeśli osoba ma talent plus jest pracowita, to osiągnie sukces.

Miałem okazję uczestniczyć ostatnio w zgrupowaniu Zimowej Akademii Młodych Orłów i tam praca głównie skupiała się na aspektach motorycznych i wzorcach ruchowy. Pojawiają się jednak głosy, że Portugalczycy czy Hiszpanie grają w piłkę, a my biegamy po lasach. Jak na to patrzysz?

Byłem na tygodniowym stażu w Sportingu CP i tam też są treningi motoryczne. Patrząc na najlepsze akademie, ten rozwój motoryki musi iść równo z rozwojem piłkarskim. Osobiście uważam, że projekt ZAMO w wersji zimowej, jest bardzo dobrym okresem dla powołanych zawodników, bo właśnie tam najlepsi specjaliści mogą pokazać chłopcom, jak rozwinąć się pod kątem szybkościowym i jak ważne jest rolowanie, rozciąganie czy ogólny rozwój. Na letniej wersji głównie są gry i ćwiczenia z piłkami. Zamysłem PZPN-u jest pokazanie drugiej strony piłki nożnej, gdzie jest ciężka praca, która ukierunkuje tych chłopaków do profesjonalnego uprawiania piłki nożnej.

W którym miejscu chciałbyś być za kilka lat?

Chciałbym być przede wszystkim szczęśliwym i dalej tak ambitnym Sławomirem Kłosem (śmiech). Robić swoje w taki sposób, w jaki robię to teraz. Zdobywać doświadczenie i nie ukrywam, że w przyszłości chciałbym pracować przy reprezentacji. Zawsze takimi moimi marzeniami były dwie rzeczy: bycie przy reprezentacji, bo prowadzenie treningu z orzełkiem na piersi jest wielką dumą, a druga, to nieustanna praca w profesjonalnym futbolu.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. PZPN/ŁNP i Sławomir Kłos