Wywiady

Reiss: Gdy trafiłem do wojska, mało kto wierzył, że zostanę piłkarzem

Co miał wspólnego z Interem Mediolan? Na jakim turnieju młodzieżowym został zauważony? Dlaczego nie przyjęli go do akademii Lecha Poznań, gdy miał 9 lat? Jak ważne są lekcje WF-u? Na czym polega autorski program Akademii Piotra Reissa? Czy będąc w wojsku nadal marzył o tym, by zostać piłkarzem? Którzy trenerzy najbardziej w niego wierzyli? Skąd wziął się pomysł na Akademię Piotra Reissa? Czy marzył o tym, by jego syn został piłkarzem? Jak ocenia poziom sportowy rozgrywek “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”? Czy Bundesliga jest dobrą ligą dla Dawida Kownackiego? O tym wszystkim i nie tylko opowiada Piotr Reiss. 

Stefan Majewski powiedział mi niedawno, że w jego czasach z turniejów młodzieżowych były tylko „Biały Miś” zimą i latem „Turniej Dzikich Drużyn”. Sebastian Mila z kolei dobrze pamięta zagraniczne turnieje młodzieżowe. A jak było za pana czasów?

Szczerze mówiąc najbardziej w pamięć zapadły mi turnieje halowe. Szczególnie „Głos Wielkopolski”, na którym Inter Mediolan, czyli moja drużyna, pokazał się z dobrej strony. Następnie zapisałem się do Lecha Poznań i jakoś poszło z górki. Zresztą nie tylko ja zapisałem się do klubu, bo koledzy z tamtej drużyny również trafili do Kolejorza. Praktycznie do wieku juniora graliśmy w tych samych zespołach. Później nasze drogi się rozeszły, ale bardzo miło wspominam tamte lata.

Poza panem z dzikiego Interu Mediolan ktoś jeszcze zrobił karierę?

Krzysztof Piskuła rozegrał sporo spotkań w ekstraklasie. Na pewno można uznać, że udało mu się zaistnieć na naszym podwórku.

Pamięta pan młodzieżowe turnieje na murawie?

Letnich specjalnie nie pamiętam, więc pewnie nie było ich sporo. Jak cofam się wspomnieniami do tamtych czasów, mam w głowie obrazek, że zawsze czekałem od weekendu do weekendu, żeby zagrać w turnieju halowym.

Wyszkolenie techniczne zdobywaliście na hali czy podwórku?

Bez wątpienia technikę zdobywało się na podwórku. Później godziny spędzone na betonowych boiskach procentowały w turniejach halowych, na których przewyższaliśmy innych głównie dobrym wyszkoleniem technicznym. Oczywiście później szlifowało się technikę w klubach piłkarskich, ale pierwsze zetknięcie się z tym było w wewnętrznych gierkach z kumplami ze szkoły.

W moich czasach akademie nie były popularne tak jak dziś, ale w Lechu mieliśmy znakomitych fachowców, ponieważ uczył nas Edmund Białas, czy Henryk Wróbel.

Czasy się zmieniły.

Jasne, wówczas kluby przyjmowały piłkarzy od wieku trampkarza, a dziś szkolenie rozpoczyna się znacznie szybciej. Pamiętam, że ojciec zaprowadził mnie na pierwszy trening Lecha, gdy miałem 9 lat, ale nie przyjęto mnie, ponieważ byłem zbyt mały i wątły. Do klubu trafiłem dopiero rok później, jak urosłem i przybrałem trochę na wadze. Obecnie jest inaczej, gdyż szuka się właśnie jak najmłodszych zawodników, którzy mają duży potencjał. Przykładowo w naszej akademii na zajęcia uczęszczają 4-latkowie. Oczywiście nie można tutaj mówić o treningu, bo w tym wieku chodzi głównie o zabawę, ale ważnym jest, by zaszczepiać dzieciom miłość do piłki już od najmłodszych lat.

Wówczas nie było też zwolnień z WF-u, a dziś jest z tym problem.

Na pewno zwolnienia z zajęć Wychowania Fizycznego są problemem, dlatego uczestniczyłem w różnych akcjach, żeby temu zapobiec. Wydaje mi się, że trochę w tej kwestii już się zmieniło. I dobrze, ponieważ lekcje WF-u nie są po to, by produkować sportowców, a przede wszystkim zdrowe społeczeństwo.

W Akademii Reissa prowadzicie zajęcia ogólnorozwojowe?

Oczywiście. Prowadzimy zajęcia ogólnorozwojowe przede wszystkim w najmłodszych grupach, by dzieci potrafiły się poruszać. Złapanie koordynacji ruchowej w tym wieku jest kluczowe na kolejnych etapach szkolenia. Generalnie jestem bardzo zadowolony z pracy wykonywanej przez naszych trenerów, ponieważ chwalą nas nauczyciele Wychowania Fizycznego. Często z nimi rozmawiam i mówią mi, że nasi młodzi chłopcy na tle rówieśników wypadają dużo lepiej w ćwiczeniach związanych z koordynacją ruchową.

Macie swój autorski program szkoleniowy.

Właśnie ten program powstał po to, by w różnych gierkach i zabawach przemycać elementy koordynacji ruchowej i techniki piłkarskiej. Dzieci w najmłodszych latach nie mają ciężko trenować, a dobrze się bawić i uczyć przy tym techniki. Staramy się działać w ten sposób od wielu lat i myślę, że wychodzi nam to całkiem nieźle.

Skąd wziął się pomysł na Akademię Piłkarską Reissa?

Trochę z przypadku, ponieważ w pewnym momencie nie wiedziałem co ze sobą zrobić, dlatego zorganizowałem dla swoich znajomych i ich dzieci obóz sportowy. Okazało się, że chętnych było sporo, dlatego przerodziło się to w coś bardziej poważnego. Po ośmiu latach działalności mamy całkiem duże sukcesy, ponieważ jako klub sportowy posiadamy drużyny w CLJ. Nasi wychowankowie osiągają sukcesy. Oczywiście poza tym jest jeszcze wiele spełnionych marzeń dzieciaków, którzy niekoniecznie będą grać zawodowo w piłkę.

Przypuszczał pan, że projekt Akademii rozwinie się aż tak bardzo?

Nie przypuszczałem, że stworzymy coś tak dużego. Dziś nie zajmuję się już trenowaniem, a zarządzaniem Akademią.

Przeglądałem zdjęcia w waszych galeriach, na których rzadko pan widnieje. Celowo Piotr Reiss jest w cieniu?

Staramy się przede wszystkim, żeby sukcesy należały do dzieci i trenerów. Nie chodzi o to, żeby na zdjęciach był Piotr Reiss. Chcemy docenić tych, co włożyli ogromny wkład, by coś wygrać. Pracuje u nas 300 trenerów, których szanujemy. Frajdę mają mieć głównie dzieci, szkoleniowcy, a ja cieszę się, że osiągamy sukcesy.

Duży sukces osiągnęła ostatnio drużyna z rocznika 2008 z waszej Akademii, która zajęła drugie miejsce w rozgrywkach “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. 

Akurat nie mogłem być na turnieju finałowym, ale rzeczywiście chłopcy osiągnęli duży sukces. Mowa tutaj o bardzo zdolnym roczniku, który wcześniej wygrał turniej Deichmanna. Trochę szkoda, że na Pucharze Tymbarku nie wygrali finału, ale tak czasami bywa.

W tym roczniku wygraliśmy w rozgrywkach Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej w pięciu grupach. Zakazano nam wystawiać jednak wszystkie drużyny w turnieju finałowym. Poproszono nas o wystawienie jednej drużyny z czego oczywiście zrezygnowaliśmy. Nie wyobrażaliśmy sobie, że zagra przykładowo drużyna z Poznania, a nie wystąpi z Gniezna czy innej miejscowości, ponieważ ma taką samą nazwę. Uważam, że Związek powinien poruszyć się nad tą sprawą, żeby dzieci nie cierpiały na takich decyzjach.

Jak pan ocenia poziom sportowy na Pucharze Tymbarku?

Moim zdaniem jest bardzo wysoki. Wydaje mi się, że Akademie Młodych Orłów podniosły poziom szkolenia w Polsce. Nie mamy problemu, by oddawać tam naszych zawodników.

Finały na Narodowym, gwiazdy polskiego futbolu, ludzie z PZPN, znani komentatorzy… Czy dla tych dzieciaków, to jednak nie za duża presja?

Presji zawodnik powinien uczyć się od najmłodszych lat. Otoczka rzeczywiście jest fajna, ale nie powinniśmy się tym interesować. Przekazujemy naszym zawodnikom, by nie skupiali się na splendorze, a przede wszystkim na ciężkiej pracy, by kiedyś mogli zaistnieć w poważnej piłce.

Macie też swój turniej, „Reiss Cup”.

Chcemy, żeby każdy zawodnik bez względu na reprezentowany poziom mógł wystąpić w turnieju. Co prawda mecze są rozgrywane na hali, ale wszyscy mogą zagrać. Każdy powinien cieszyć się z tego, że gra w piłkę. Turniej „Reiss Cup” jest nagrodą dla tych chłopców.

Chciał pan, żeby syn Adrian grał w piłkę?

Jak każdy ojciec, ale wszystko w granicach rozsądku. Nie było żadnej presji z mojej strony, ale on sam cieszył się z każdego meczu. Do dziś zresztą gra w piłkę i sprawia mu to ogromną przyjemność.

Adrian angażuje się w pracę w Akademii?

Gra w naszej drużynie seniorskiej na poziomie ligi Okręgowej. Poza tym jest trenerem i pomaga w zarządzaniu. Bardzo chciałbym, żeby w Akademii Reissa pracowało jak najwięcej zaufanych osób.

Co dla pana było najtrudniejsze, gdy trenował pan futbol w młodzieńczych latach?

Bardzo szybko zrozumiałem, że muszę podchodzić do pewnych spraw inaczej niż rówieśnicy. Gdy moi koledzy szli na imprezy, nie mogłem bawić się z nimi. Niestety nie miałem też tyle czasu na naukę, co moi koledzy i koleżanki. Tak naprawdę edukację zacząłem po trzydziestce, gdy zdałem maturę i skończyłem studia.

Miał pan chwilę zwątpienia, że może lepiej byłoby zająć się czymś innym, a nie angażować się w piłkę?

W wieku 19 lat poszedłem do wojska i chyba już nikt mi nie wróżył, że będę piłkarzem. Spędziłem tam półtora roku i szczerze mówiąc, gdy pełniłem służbę, miałem momenty zwątpienia. Po wyjściu z wojska wierzyłem jednak, że mogę wrócić na boisko i coś osiągnąć. Oczywiście bez pomocy osób, które nadal we mnie wierzyły, nie osiągnąłbym sukcesu, ale moja wiara we własne możliwości również była ważna.

Na jakim poziomie grał pan przed pójściem w kamasze?

Na poziomie 3. Ligi, czyli teraz byłaby to 2. Liga. Po powrocie z wojska wróciłem na ten sam poziom. Rok później byłem już w Lechu i wykorzystałem daną mi szansę.

Żałuje pan, że nigdy nie dostał powołania do młodzieżowych reprezentacji Polski?

Na pewno tak, bo może ominęłaby mnie zasadnicza służba wojskowa. Być może, gdybym w tamtym czasie normalnie trenował w klubie, zagrałbym na jeszcze wyższym poziomie. Nie gdybam już jednak, bo cieszę się i tak, że udało mi się strzelić sto bramek w ekstraklasie.

Pojawił się na pana drodze jeden trener, który najbardziej uwierzył w to, że Piotr Reiss posiada duży talent?

Takich osób było kilka, bo choćby byli nimi wcześniej wspomniani trenerzy Białas i Wróbel. Podczas mojej służby wojskowej pomógł mi Włodzimierz Jakubowski, który umawiał się ze mną na indywidualne treningi, gdy wychodziłem na przepustkę.

Był pan zaskoczony, że kadra U-21 wygrała baraż z Portugalią?

Chyba każdy był zaskoczony, ponieważ Portugalia była zdecydowanym faworytem. Trzeba jednak pamiętać, że nie wygrała swojej grupy, dlatego aż tak silna nie była. Miałem więc nadzieje, ale po pierwszym meczu w Polsce straciłem optymizm. Tym bardziej więc gratuluję trenerowi Michniewiczowi, który stworzył świetną drużynę. Chłopacy pokazali, że są w stanie podnieść się w bardzo trudnym momencie. Myślę, że to doświadczenie zaprocentuje na głównym turnieju.

Obawia się pan o formę Dawida Kownackiego, który w ostatnich dniach okienka transferowego zmienił klub?

Cieszę się przede wszystkim że Dawid zmienił klub, ponieważ w Sampdorii grał bardzo mało w tym sezonie. Gdyby został we Włoszech na rundę wiosenną, miałby problem ze zbudowaniem formy na mistrzostwa Europy. Ostatecznie trafił do Bundesligi, w której moim zdaniem odnajdzie się znakomicie. Włoska liga ma inną specyfikę, bo jest w niej dużo taktyki, niemiecka ekstraklasa jest natomiast dobra dla chłopaków, którzy mają dobrą wydolność i szybkość. Dawida znam od ósmego roku życia i wiem jak potrafi ciężko trenować. Wierzę w to, że dostanie szansę gry i udowodni swój potencjał.

Mundial U-20 jest mniej ważny od EURO U-21?

Każdy młodzieżowy turniej na tym poziomie jest ważny w kontekście pierwszej reprezentacji. Pewnie za kilka lat kariery skończą filary reprezentacji, czyli Robert Lewandowski i Kamil Glik. Poza tym nadal mamy problemy w grze defensywnej. Potrzebujemy świeżej krwi w kadrze, a na tego typu turniejach mogą urodzić się nowe gwiazdy. W każdym razie mam nadzieję, że część chłopaków z drużyn Magiery i Michniewicza trafi do reprezentacji selekcjonera Brzęczka.

Rozmawiał: Bartosz Burzyński