Wywiady

Jak się rozpędzimy, to tej maszyny już się nie da zatrzymać

Hubert Wędzonka prowadzi najlepszą drużynę jesieni w grupie B Centralnej Ligi Juniorów U-17. Przed startem sezonu trener Lecha Poznań stawia jasny cel – mistrzostw Polski do lat 17. Dodatkowo w końcówce poprzedniego roku trener został zaproszony przez Marcina Dornę do udziału w projekcie Talent Pro. Porozmawialiśmy z trenerem, co jemu i jego zawodnikom dało możliwość uczestnictwa w Talent Pro, dlaczego gra rzadko spotykanym ustawieniem 3-5-2 i podsumowaliśmy występy w poprzednim sezonie oraz zapytaliśmy o przygotowania do wiosennych zmagań w CLJ U-17. 

Został pan zaproszony do projektu Talent Pro. Jak pan ocenia ten projekt od środka ze strony szkoleniowej? Co takie zgrupowania dają trenerowi? 

– Byłem jednym z trenerów, których Marcin Dorna zaprosił na pierwsze zgrupowanie. Trener wtajemniczył mnie w cały proces i myślę, że ten program PZPN-u jest słuszny. Zarówno nam, jak i związkowi zależy na tym, żeby mieć coraz lepszych zawodników. Podnoszenie umiejętności chłopców poprzez treningi indywidualne na takim zgrupowaniu, na jakim byli w Hiszpanii, na pewno się przyda i spowoduje, że te umiejętności będą na wyższym poziomie. Uczestniczyłem tam jako trener klubowy i mogłem przyglądać się, jak pracuje reprezentacja i trenerzy przez siedem dni. Najważniejsze, co wyciągnę z tego, to poziom zaawansowania chłopców, którzy funkcjonują pod okiem Marcina Dorny i mogłem się przyjrzeć, na co zwraca uwagę trener i jakich chce mieć zawodników oraz co muszą pokazać na poszczególnych pozycjach. To są takie aspekty, które przysłużą się moim chłopcom i będą mieli łatwiej, żeby trafić potem do kadry. To było ukierunkowanie pracy pod kątem tego, jakich zawodników oczekuje kadra i czego jeszcze moim zawodnikom brakuje, żeby oni w tej kadrze w przyszłości mogli się znaleźć. Wszyscy najlepsi znajdują się w jednym miejscu i na pewno to napędza do rozwoju i to jest chyba największa wartość. Jeśli ja gram tymi zawodnikami w lidze, to mniejsze błędy uchodzą im na sucho. Na poziomie reprezentacyjnym taki błąd dużo kosztuje i od razu to widać.

Razem z panem na zgrupowaniu było trzech zawodników z pana drużyny klubowej. Co pan u nich zauważył na tle najlepszych zawodników z całego kraju?

– Tak, było trzech zawodników, w tym jeden na pozycji bramkarza, ale kwestie bramkarzy zostawiłem trenerom tej profesji. Był Filip Wilak i Jurek Tomal. Filip to skrzydłowy, który pokazał się z Irlandią Płn. i strzelił nawet bramkę, ale miewał gorsze momenty w fazie bronienia i fazie przejściowej. Wiem, że to jest jego mankament, ale u nas w klubie tak tego nie widać, jak na poziomie reprezentacyjnym. Raz w fazie przejściowej nie odbudował pozycji i zespół przeciwny mógł jego stroną szukać akcji. Z kolei Jurek u mnie występuje na pozycji pół środkowego obrońcy, a w reprezentacji gra na pozycji numer 2 i trochę mu jeszcze brakuje na tę pozycję. Nie jest to nominalny boczny obrońca, ale na poziomie reprezentacyjnym ma szansę zafunkcjonować na tej pozycji, bo są braki na pozycji prawego obrońcy. Czasami staramy się go tam ustawiać, żeby miał bliżej do tej kadry i robimy wszystko by mu pomóc. Miał także problemy z utrzymywaniem ustawienia w linii i utrzymywania odległości od drugiego środkowego obrońcy. Za szybko w ciemno wyskakiwał do zawodnika. Mógł tych rzeczy nie wiedzieć, bo nie występuje na co dzień na tej pozycji, ale takie zgrupowania reprezentacyjne mogą go w tym kierunku pokierować.

Kontrując. Czy w takim klubie jak Lech jest jeszcze potrzebna dodatkowa indywidualna opieka ze strony programu Talent Pro?

– Myślę, że tego nigdy mało. Zawodnik nawet na poziomie reprezentacyjnym potrzebuje dbania o indywidualne szczegóły. Zawodnicy mają etap nauczania za sobą, a teraz są na etapie doskonalenia swoich umiejętności. My możemy im zwrócić uwagę na zupełnie inne aspekty, niż te, których dotkną na poziomie reprezentacyjnym. Z trenerem Dorną często rozmawiam i wiem, czego on oczekuje od zawodników. Trener także towarzyszy nam często na naszych meczach i wie, w jaki sposób funkcjonujemy. Między nami cały czas jest wymienność myśli szkoleniowej i myślę, że wskazówki indywidualne od najlepszych trenerów kadry w kierunku moich zawodników są jak najbardziej wskazane. My oczywiście otaczamy tych chłopów indywidualną opieką i również udzielamy im wskazówek, ale tego nigdy mało. Myślę, że nie zamieszamy im w głowie częstym ich bodźcowaniem, jeśli będziemy to robić systematycznie i szli w jednym kierunku. Wszyscy dmuchamy w ten sam balonik i gramy do jednej bramki, żeby oni osiągnęli kiedyś poziom pierwszej drużyny Lecha, a trenerom kadry zależy, by ci zawodnicy w przyszłości mogli funkcjonować w reprezentacji A. Im bardziej będziemy się koncentrowali na ich umiejętnościach indywidualnych, tym większa będzie to dla nich korzyść w przyszłości.

Przejdźmy do Centralnej Ligi Juniorów. W poprzedniej rundzie stosował pan głównie ustawienie 3-5-2. Jest to dość rzadko spotykane, ale wyniki pokazały, że było to bardzo dobre posunięcie. Pomysł jest dopasowany do kadry czy to pana wiodąca koncepcja gry?

– Mówi się, że trener przychodzi do zespołu i dostosowuje ustawienie taktyczne do zawodników, których posiada. Tą drogą musiałem się kierować, bo jak zaczynaliśmy grę w tym ustawieniu, brakowało nam skrzydłowych, którzy wygrywaliby pojedynki w bocznych sektorach boiska i zdobywali bramki z tych pozycji. Pośredniczyli w akcjach, ale nie uczestniczyli w tej finalnej części tej akcji. Brakowało też nominalnej 9. Stąd też decyzja o grze na dwóch napastników. Jeden mobilny, a drugi umiejący utrzymać się przy piłce, ale nie tak klasycznie, jak typowa 9. Mieliśmy też wielu zawodników środka pola. Na początku na pozycji jednego z napastników grał środkowy pomocnik, a jeszcze za nim było ustawionych dwóch ofensywnych zawodników i defensywny pomocnik. Chciałem, żeby wszyscy ci utalentowani zawodnicy ze środka pola mogli grać i wypełniali swoje obciążenia minutowe na boisku. Chciałem ich mieć razem na boisku.

Podobnie jak seniorzy.

– Trochę tak. Jak wprowadza się coś nowego, to zawsze jest pewna niechęć, ale zobaczyli, że to przynosi korzyści i pojawiły się efekty w postaci wyników. Jest wiele rzeczy do poprawy w naszym działaniu, ale chłopcy dotknęli czegoś zupełnie nowego. Nie ma ich czterech z tyłu, są w trzech i muszą być bardziej uważni. Nie ma typowych pozycji bocznych obrońców i wahadła spełniają rolę zarówno zawodników mocno ofensywnych, ale jeśli trzeba popracować z tyłu, to muszą wrócić do linii obrony. Zadania są nowe, ale otworzyliśmy im spojrzenie na ich funkcjonowanie na boisku. Nie ograniczaliśmy ich do standardowych pozycji. Otworzyliśmy nowe ścieżki i nowe drogi koncepcji budowania gry. To wszystko idzie w tym kierunku, by ci chłopcy mieli szersze spectrum i byli bardziej elastyczni na sytuację boiskową. Nie uważam też, że cały czas będziemy grali tym ustawieniem, bo potrafimy płynnie przejść z 3-5-2 na 3-4-3. Szukamy różnych rozwiązań, ale na tym poziomie wymaga to sporo czasu, żeby przekazać im tę wiedzę.

Jak ocenia pan poziom waszej grupy CLJ U-17? To najmocniejszy makroregion pod względem liczby ekstraklasowych akademii.

– Faktycznie nasza liga jest bardzo silna. Jestem podwójnie uradowany z tego powodu, że my w tej lidze gramy nominalnie rocznikiem młodszym. Mamy tylko dwóch chłopców z rocznika 2002 w kadrze meczowej i jakby spojrzeć na średnią wieku pozostałych zespołów w naszej lidze, to wychodzą nominalnym rocznikiem 2002. Cieszy mnie to, że moi zawodnicy funkcjonują w tak mocnej lidze. Jadąc na mecz wiodącym rocznikiem do Gdyni czy Gdańska, byłoby na pewno łatwiej, a jak jedziemy młodszym, to toczymy równe pojedynki z korzyścią rozwojową dla moich zawodników.

Spodziewał się pan przed startem rundy, że zajmiecie pierwszą pozycję?

– Powiedziałem swoim zawodnikom przed startem rundy, że gramy o mistrzostwo Polski i cele się nie zmieniają. Jesteśmy Akademią Lecha Poznań i musimy stawiać sobie wysokie wymagania.

Kluczowym spotkaniem był mecz na wyjeździe z Lechią Gdańsk po porażce u siebie z Pogonią Szczecin?

– Porażka z Pogonią dużo nam dała pod takim względem, że każdy kolejny mecz był spotkaniem o wszystko i chłopcy fajnie się zmobilizowali. Po tym spotkaniu zanotowaliśmy serię meczów bez porażki. Przełom nie nastąpił od meczu z Lechią, ale porażka z Pogonią bardzo nas zmobilizowała. Pojechaliśmy na Lechię i wygraliśmy 2:1 po ciężkim meczu, w którym przegrywaliśmy. Fajnie się grało ten mecz, bo Lechia chciała grać w piłkę. Zwycięstwa przyszły, ale nie przychodził ot tak.

Jak wyglądają wasze przygotowania do nowego sezonu? Sporo sparingów gracie przed rozpoczęciem rundy.

– Mierzyliśmy się na początku z VfL Wolfsburg. Pojechaliśmy do Niemiec, ale dla nich to był ostatni sprawdzian przed startem ligi. Zmierzyliśmy się z ich rocznikiem 2002 i zderzyliśmy się z bardzo mocnym rywalem. Przegraliśmy 2:1, ale ten wynik był najmniejszym wymiarem kary. Wolfsburg pokazał nam, jak się gra na najwyższym poziomie. Podchodzili do nas bardzo wysokim pressingiem, ale taki mecz na początek przygotowań uważam za dobry. To spotkanie pozwoliło nam zwrócić uwagę na aspekty, które nie do końca dobrze funkcjonują. Mogliśmy od razu zmienić kierunek naszych przygotowań taktycznych i działania zespołowego. Ukierunkował naszą pracę na zupełnie inne tory, niż sobie planowałem. Potem zmierzyliśmy się z Ruchem Chorzów i tutaj było już zdecydowanie łatwiej. Ostatnio była Legia i przegraliśmy tam 1:3, a teraz graliśmy sparing wysoko wygrany z Talent Warszawa.

Czyli potwierdza pan, że wiosną cel się nie zmienia. Idziecie na mistrza Polski CLJ U-17?

– Taki mamy cel i chłopcy są świadomi. Oczywiście naszym nadrzędnym celem jest, aby za dwa lata trener Adam Nawałka lub każdy inny trener pierwszego zespołu mógł z nich skorzystać. Przed zawodnikami już teraz trzeba stawiać cele zespołowe i my taki sobie postawiliśmy. To jest najwyższy cel, ale my też patrzymy wysoko.

Dla pana spotkania derbowe są bardziej z Wartą Poznań czy Błękitnymi Wronki?

– Derby internatowe. Mieszkamy w jednym internacie i mecz z Błękitnymi Wronki ma swój smak. Powiem szczerze, że może nie boje się tych spotkań, ale tutaj bardziej chodzi o stronę mentalną moich zawodników. Zawsze wszyscy patrzą, że lechici mają lepsze pokoje w internacie, mają swoje boisko i lepsze piłki itd., ale proszę mi uwierzyć, że jak przegrywaliśmy z nimi 1:3 do przerwy w pierwszym meczu ligowym, to w szatni się dało. Dobrze, że chłopcy odwrócili losy spotkania i to im trzeba oddać, ale tutaj mobilizacja mentalna na ten mecz jest najważniejsza. O umiejętności sportowe się nie boje, ale ten mecz zawsze ma swój smak i swoją historię. Jeśli się nie przygotujemy i nie będziemy skoncentrowani pod względem mentalnym, to możemy przegrać te mecze w przyszłości.

– Meczów z Wartą nie traktuje jako derby. Oni mają również swoje ambicje i mobilizują się na nas, ale my podchodzimy do każdego rywala tak samo. Czy to będzie zespół Lechii, Arki czy Warty, to każdy mecz chcemy wygrać i gramy na 100%.

Liga startuje dopiero w marcu. Chłopaki już teraz palą się do gry?

– Mamy zaplanowany teraz mecz z Zagłębiem Lubin, a potem jedziemy na mecz z Bayernem Monachium i zaczniemy ligę meczem z Pogonią. Będą trzy mocne mecze i jak w meczu z Miedziowymi się rozpędzimy oraz będziemy grali dobrze, to mam nadzieję, że tej maszyny już się nie da zatrzymać.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. Lech Poznań