Wywiady

Marek Mierzwa: Każdy mecz w CLJ czegoś uczy

Rozgrywki Centralnej Ligi Juniorów U-18 wystartowały już w środę, ale na dobre ruszą już w najbliższy weekend. Liderem po jesiennych zmaganiach jest dość nieoczekiwanie Korona Kielce, która mając jeden mecz zaległy i przewagę sześciu punktów nad Zagłębiem Lubin i Legią Warszawa wyrasta na głównego faworyta do mistrzostwa Polski CLJ U-18. Porozmawialiśmy z trenerem zespołu z Kielc – Markiem Mierzwą, na temat tego, czy za 13 spotkań, to oni będą się cieszyć z możliwości reprezentowania Polski w rozgrywkach UEFA Youth League. Z trenerem podsumowaliśmy poprzednią rundę, zapytaliśmy o przygotowania oraz o nowe twarze, które zobaczymy wiosną w ekipie żółto-czerwonych.

W zeszłym sezonie drużyna Korony Kielce w rozgrywkach CLJ U-17 doszła aż do półfinałów. Czy spodziewał się Pan, że ci chłopcy pójdą za ciosem i będzie to wyglądało aż tak dobrze w CLJ U-18?

– Rocznik 2001 uzupełniliśmy zawodnikami z rocznika 2000, gdzie też mamy kilku fajnych zawodników i stworzyliśmy zespół o dużej jakości. Spodziewaliśmy się, że będziemy w czołówce, ale nie mogę powiedzieć, że widziałem nas na pozycji lidera. Jest wiele akademii, które mają dość dużą jakość w swoich szeregach i na pewno liderowanie ze sporą przewagą po pierwszej rundzie jest dla nas swego rodzaju niespodzianką.

Niespodzianką dla pana była zapewne strata pierwszych punktów dopiero w 7. kolejce i to jeszcze w spotkaniu u siebie z Elaną Toruń, która wtedy nie miała na swoim koncie żadnego punktu.

– Wtedy byłem zaskoczony, aczkolwiek straty punktów u siebie z Elaną czy z Wisłą nastąpiły po przerwach na reprezentacje. To były mikrocykle, kiedy nie mieliśmy zawodników u siebie, bo byli na zgrupowaniach reprezentacji, a także spora grupa piłkarzy trenowała z pierwszym zespołem. Wszystko było porozbijane. Doszło do tego, że graliśmy z ostatnim zespołem w tabeli i straciliśmy punkty, a uczulaliśmy zawodników, że trzeba być skoncentrowanym i nikt się przed nami nie położy. Różnie to bywa, szczególnie u młodych chłopców, gdzie koncentracja jest nie zawsze taka, jak być powinna. Na pewno było to zaskoczenie, ale też pewien kubeł zimnej wody na głowę chłopaków i pokazanie, że w każdym meczu trzeba dawać z siebie wszystko.

Po Elanie przyszedł pechowo zremisowany mecz z Motorem. Może pan powiedzieć, że chłopcy złapali wtedy pierwszą małą zadyszkę i nastąpiło rozluźnienie?

– W przekroju dłuższego czasu nasze mecze z Motorem Lublin są zawsze na styku i chyba to był czwarty mecz z rzędu z Motorem, gdzie straciliśmy bramkę w doliczonym czasie gry. Trochę pechowy, ale znowu był to mały kubełek zimnej wody. Było małe rozluźnienie i szczególnie bolał nas brak koncentracji przy sytuacjach bramkowych, bo z Motorem mieliśmy bodajże trzy albo cztery sytuacje, żeby zamknąć mecz i grać spokojnie do końca. Nie zrobiliśmy tego i przeciwnik to wykorzystał. Każdy mecz w CLJ czegoś uczy i to spotkanie z Elaną czy z drużyną z Lublina, gdzie nie zdobyliśmy kompletu punktów były tej drużynie potrzebne.

Lepszy bilans spotkań macie na wyjeździe niż u siebie, gdzie nie zanotowaliście żadnej porażki. Natomiast na własnym boisku przegraliście z Escolą i Wisła. Jak pan myśli, z czego to wynika?

– Jest wiele przyczyn. W meczach, które gramy u siebie, drużyny przyjezdne skupiają się bardziej na defensywie i przeszkadzaniu. Kilkakrotnie było tak, że mamy sytuacje na początku meczu, nie wykorzystujemy ich i potem jest trudno. Dochodzi też presja u tych chłopaków, bo są rodziny, dziewczyny na trybunach i zawodnicy chcą, ale to nie wychodzi. Ciężko jest złamać drużyny, jeśli nie wykorzystuje się 100% sytuacji. Jeśli nie napoczniemy przeciwnika, to jest naprawdę trudno, aczkolwiek były takie mecze, gdzie zdobyliśmy szybko bramkę, prowadziliśmy mecz i w samej końcówce mieliśmy sytuacje, żeby przeciwnika rozłożyć na łopatki i też się nam nie udawało. Z kolei w innym meczu z Escolą, gdzie po 15 minutach przegrywaliśmy 0:2, potrafiliśmy się szybko podnieść i wyrównać, a mając następne sytuacje, dostaliśmy bramkę po stałym fragmencie gry i przegraliśmy. Mecz z Pogonią jest dobrym przykładem, gdzie w pierwszej minucie mamy rzut karny i go nie wykorzystaliśmy, a na dodatek straciliśmy bramkę. Na szczęście wtedy pokazaliśmy swoje oblicze i z wielkim charakterem prowadziliśmy grę i wygraliśmy tamto spotkanie. To są młodzi jeszcze nie w pełni ukształtowani mentalnie zawodnicy i nie zawsze wychodzą na spotkania u siebie w pełni skoncentrowani. Czasami emocje biorą u nich górę

U siebie strzeliliście 13 bramek a na wyjeździe aż 22, rzadko się zdarza taka różnica, jeśli mówimy o liderze. 

– Dlatego w przerwie zimowej pracowaliśmy nad tym, aby jakość piłkarska i mentalna była dużo lepsza z naszej strony. Pracowaliśmy też nad atakiem pozycyjnym i różnymi rozwiązaniami, żeby chłopcy byli przede wszystkim cały czas skoncentrowani na tym, co robią w meczu. Jeśli nie robi się tego na treningu, to potem przekłada się to na mecz. Mam nadzieję, że w tej nadchodzącej rundzie bilans w meczach u siebie, szczególnie bramkowy, będzie dorównywał temu, który jest na wyjeździe.

Które spotkanie było dla was najtrudniejszym wyzwaniem?

– Uważam, że na pewno nie było meczu zdecydowanie łatwego. Natomiast takim spotkaniem pod względem energetycznym, był mecz z Pogonią Szczecin i na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. To są dwa spotkania, w które włożyliśmy zdecydowanie najwięcej wysiłku, żeby zdobyć punkty.

Na czym stanęła sprawa meczu z Górnikiem Zabrze? W pierwotnym terminie słusznie nie chcieliście grać. Drugi termin odwołany, a trzeci w Kielcach, gdzie Górnik miał być gospodarzem, też został odwołany. Na czym stanęło?

– Ogólnie jest to bardzo dziwna sytuacja. Nie będę wracał już do tego, jak to wyglądało w Zabrzu, ale stanęło na tym, że gramy mecz 10 kwietnia u siebie i Górnik jest gospodarzem.

Uważa pan, że to najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji?

– Sportowo tak, a do innych kwestii nie chcę się odnosić, bo to się działo niejako poza mną.

No ale na pewno pan się zdziwił, jak przyjechaliście do Zabrza.

– To, że komuś może umknąć, żeby wstawić informację o grze na sztucznym boisku, to się zdarza. My byliśmy gotowi, żeby gospodarze przygotowali płytę naturalną i żebyśmy zagrali. Natomiast zachowanie członków sztabu i kierownictwa drużyny z Zabrza pozostawiało wiele do życzenia i tutaj poczuliśmy się bardzo urażeni. Było nam przykro z tego powodu.

Sześć punktów przewagi nad Zagłębiem i Legią oraz jeden mecz więcej do rozegrania. Wyrośliście na głównego kandydata do mistrzostwa Polski CLJ U-18. Mówi pan jasno zawodnikom w szatni, jaki jest cel w tym sezonie?

– Cały czas powtarzam, że gramy w każdym meczu o zwycięstwo. Każdemu jest przyjemnie i miło, jeśli wygrane mecze dają tytuł. Nie będziemy zmieniać swojej filozofii i w każdym meczu gramy o to, żeby jak najlepiej się zaprezentować i iść do przodu – pod względem piłkarskim i mentalnym. Chcemy budować wartość zawodników i wartość zespołu, a co przyniesie to na koniec, to zobaczymy.

To może inaczej zapytam. W klubie nie ma presji na sukces?

– Myślę, że te sukcesy do tej pory i ta pozycja w tabeli, która jest, odbijaja się echem w całej Polsce. W klubie są zadowoleni z tego powodu, że jesteśmy liderem i gramy bardzo dobrze. Czy jest presja? Myślę, że to pozostawię dla siebie.

Jak pan ocenia ogólnie poziom CLJ U-18 z perspektywy lidera tabeli? Po tej reformie wygląda to lepiej, czy jest pan innego zdania?

– Uważam, że połączenie grup w jedną ligę wyszło na plus. Jest to na pewno silniejsza liga i nie ma już zespołów odstających od reszty. W każdym meczu trzeba dać naprawdę dużo z siebie, żeby wywalczyć punkty. Natomiast nie rozumiem sytuacji z ograniczeniem rocznika. Skoro cały świat gra U-19, to nie rozumiem, dlaczego mamy grać U-18? To w ogóle jest wyjęte z korelacji z oświatą i nauką zawodników. Uważam, że jest to zły ruch i myślę, że jestem głosem większości trenerów CLJ, że to nie był dobry pomysł.

Łukasz Bujak i Oskar Sewerzyński przeszli do pierwszego zespołu. Czy myśli Pan, że ci chłopcy mają jakieś szanse na grę w seniorach, biorąc pod uwagę, że Korona Kielce ma problemy z wprowadzeniem utalentowanej młodzieży do seniorów?

– Mam nadzieję, że będą mieli szansę na występy w Ekstraklasie. Zresztą Oskar zdążył już zadebiutować na najwyższym szczeblu. Uważam, że jeśli będą się dobrze rozwijać, nie ujdzie to uwadze trenera Lettieriego i w odpowiednim czasie mogą dostać okazje na zaprezentowanie swoich umiejętności na boiskach Ekstraklasy.

Jak pan patrzy na całą sytuację, jaka wynikła wokół Oskara z podpisaniem nowego kontraktu?  

– Sytuacja z Oskarem jest cenną nauką i dla niego samego, ale też dla pozostałych młodych zawodników. Wynieśli z tej lekcji bardzo dużo dla siebie. Myślę, że Oskar w ostateczności zachował się w pełni profesjonalnie.

Czyli ta sytuacja ma być nauczką dla innych zawodników, żeby uważali na swoje wybory?

– Lekcją dorosłości. Nie ukrywam, że nasi zawodnicy są coraz częściej obserwowani i jest spore zainteresowanie nimi również ze strony menadżerów. To jest właśnie lekcja, jak należy postępować i podchodzić do tego typu sytuacji na przyszłość, żeby to się nie odbiło źle na samych zawodnikach, a dwa na klubie. My pracujemy po to, aby zawodnicy w przyszłości mogli reprezentować barwy Korony Kielce i zwracamy na to uwagę, by być fair, w stosunku do siebie, sztabu szkoleniowego i do klubu.

Jak wyglądały wasze przygotowania do rundy wiosennej?  

– Zaczęliśmy przygotowania 8 stycznia na własnych obiektach, a następnie byliśmy na obozie w Miętnem. Tam graliśmy pierwszy mecz z drużyną SMS-u Łódź, natomiast nasz skład w tamtym meczu odbiegał mocno od tego, jakim będziemy grać w lidze. Sprawdzaliśmy tam młodszych zawodników i piłkarzy, którzy grali trochę mniej w lidze. Przegraliśmy 0:3, a następnie wróciliśmy na własne obiekty i rozgrywaliśmy sparingi z zespołami seniorskimi z IV ligi. Wygrywaliśmy je 6:0, 6:2 z ekipami ze świętokrzyskiego oraz 4:0 z drugą drużyną Rakowa Częstochowa. Wygraliśmy 7:1 z drużyną z klasy okręgowej i zakończyliśmy to wszystko w ostatni czwartek i sobotę dwumeczem z IV-ligowym Hetmanem Włoszczowa i z III-ligową Bronią Radom, gdzie zawodnicy grali w odpowiednich proporcjach. Pierwsza jedenastka, bliska optymalnej do wyjścia na ligę, grała w pierwszym meczu ostatnie 30 minut, a w drugim pierwsze 60. Jesteśmy zadowoleni z tego, co prezentowali zawodnicy. Szczególnie w ostatnich meczach kontrolnych jakość naszej gry była zadowalająca. To nad czym pracowaliśmy udało się zrealizować, a zawodnicy przekładają pracę z treningu na boisko.

Ostatnio trener Marek Gołębiowski mówił na naszych łamach, że porównuje Centralną Ligę Juniorów U-18 do dołu III ligi i góry IV ligi. Ma pan podobne zdanie na ten temat?

– Tak, ale trzeba jeszcze spojrzeć, która IV liga i III liga, bo poziom w tych ligach w każdym makroregionie jest inny. Powiedziałbym też, że czołówka CLJ, to jest średnia półka III ligi, ale ogólnie poziom CLJ porównałbym bardzo podobnie jak trener Gołębiowski.

Zaczynacie 10 marca od wyjazdowego meczu z Arką Gdynia i podobno w waszych szeregach ma pojawić się kilku nowych zawodników niewidzianych jesienią na boisku. 

– Nowym zawodnikiem w naszych szeregach jest Zvonimir Petrović. To jest piłkarz, który trenował z nami już rok temu zimą i rundę wiosenną spędził w pierwszej lidze bośniackiej. Teraz wrócił, skończył 18 lat, mógł podpisać kontrakt i może teraz grać u nas. To jest zawodnik, który może dać nam dużo jakości, ale pewne niespodzianki na pewno będą. Będą zawodnicy, którzy do tej pory mniej grali, a zrobili w tym momencie duży postęp i my to widzimy. Wywalczyli sobie miejsce w pierwszej jedenastce, ale nie chciałbym mówić o nazwiskach. Liga ich zweryfikuje. Pierwszy mecz gramy w niedzielę i baczni obserwatorzy będą widzieli, którzy zawodnicy wskoczyli do składu, a których nie ma w danym momencie na boisku.

W Pana opinii zawodnicy zrobili duży postęp w ostatnich tygodniach i przez całą rundę?

– To mnie najbardziej cieszy, że zawodnicy robią postępy i idą do przodu. Jest  to najważniejsze w pracy szkoleniowej i jestem bardzo zadowolony z tego powodu. Niektórzy zrobili mniejsze, a niektórzy bardzo duże postępy. Tak jak powiedziałem, liga będzie nas weryfikowała, czy ci zawodnicy na tle innych zespołów zrobili duże postępy, czy inni zrobili może takie same. Zobaczymy, czy to wszystko będzie na styku, czy to my zrobiliśmy większy progres. To wszystko okaże się już niedługo.

Czyli w takim razie życzymy mistrzostwa Polski.

– Pracuje się po to, żeby wychować zawodników, ale w tych najstarszych grupach gramy po to, by osiągnąć wynik. Wiadomo, że ten wynik nie może przesłaniać wszystkiego, ale jest też ważnym elementem.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. Newspix.pl