Wywiady

Nie chowamy się za fasadą szkolenia przy słabszym wyniku sportowym

Lech Poznań to drużyna zagadka w tym sezonie – zarówno w seniorach, jak i w Centralnej Lidze Juniorów. Mistrz Polski, który był głównym faworytem do ponownego triumfu, mocno zabuksował w środkowej części tabeli i o powtórzeniu wyniku sprzed roku nie ma już mowy. Dla poznaniaków to sezon pełen nauki i nowych sytuacji, bo była gra w młodzieżowej Lidze Mistrzów, a wielu zawodników trafiło do drużyny rezerw, czy nawet do pierwszego zespołu, jak Filip Marchwiński. Szkoleniowo idzie bardzo dobrze, a jak jest sportowo? O to zapytaliśmy trenera Lech Poznań – Bartosza Bochińskiego, z którym porozmawialiśmy o początku rundy, trudnych meczach z Legią i Pogonią, zależności od pierwszej drużyny i zespołu rezerw oraz o przedefiniowaniu celów na ten sezon. Zapraszamy na ciekawą rozmowę, w której trener zdradza wiele niuansów dotyczących obecnej sytuacji w drużynie. 

Wiosną wasz bilans to: zwycięstwo, remis i porażka. Po rundzie jesiennej mówił pan o niedosycie, a jak teraz ocenia pan te pierwsze trzy spotkania?

– Ten niedosyt pozostał. Nasze osiągnięcia jesienią nie zadowalają nas sportowo, ale dodam, że zadowalają nas szkoleniowo. Mam na myśli zawodników, którzy bezpośrednio z drużyny juniora starszego trafili na obóz do trenera Adama Nawałki, a potem finalnie siedmiu z nich trafiło do drużyny rezerw. Szkoleniowo wydaje się, że jest w porządku, niestety sportowo już tak dobrze nie było. Nie chowamy się za fasadą szkolenia przy słabszym wyniku sportowym. Musimy przełknąć tę gorzką pigułkę. Jeśli chodzi o wiosnę, to mamy wszystko, co można osiągnąć w sporcie zespołowym. Mamy zwycięstwo na bardzo trudnym terenie w Lublinie, o czym przekonał się teraz Śląsk. Mamy dotkliwą porażkę u siebie z Pogonią Szczecin oraz remis z Legią. Mecz w Warszawie był dla nas momentem trudnym kadrowo, ale poradziliśmy sobie nie najgorzej.

Plan sportowy się nie zmienia – walczymy o podium. Nie jest to łatwe zadanie do zrealizowania, więc wydaje się, że w kontekście szkoleniowym, trzeba będzie podjąć ten wysiłek. W pewien sposób nawet nam to odpowiada, że trzeba będzie się namęczyć, by osiągnąć zakładany cel sportowy. W przypadku szkolenia młodych zawodników, szczególnie na poziomie juniorów starszych, cel sportowy powinien występować i taki sobie stawiamy.

W takim razie jak ocenia pan mecz z Legią? W mojej opinii wyglądaliście bardzo pewnie w defensywie i zawodnicy wywiązali się ze swoich zadań, chociaż na koniec meczu gospodarze mieli świetną okazję, żeby wygrać.

– Zabrzmi to może banalnie, ale w każdym meczu chcemy grać o zwycięstwo i w ten sposób pracujemy z zawodnikami. Jeśli chodzi o spotkanie z Legią, to faktycznie zawodnicy wywiązali się z realizacji zadań w fazie bronienia. Jesteśmy z tego zadowoleni, bo jest to wypadkowa pracy, jaką ostatnio wykonaliśmy z zespołem. Niestety, nie jesteśmy zadowoleni z gry w fazie przejściowej po przejęciu piłki, bo mieliśmy sporo odbiorów w strefie średniej oraz w ataku i można było myśleć o czymś więcej w tym meczu, w kontekście tylu odbiorów piłki. Szczególnie jeśli chodzi o kontrataki. Paradoksalnie bramkę zdobyliśmy po bardzo ładnej akcji w ataku pozycyjnym. Obecnie naszą bolączką jest faza atakowania, szczególnie w kontekście skuteczności, bo zdobyliśmy tylko jedną bramkę. Dwie bramki w tej rundzie zdobył boczny obrońca i otwarcie rozmawiamy o tym z zawodnikami. Pracujemy nad ofensywą, a z defensywy na tę chwilę możemy być zadowoleni, aczkolwiek nadal jest wiele rzeczy do poprawienia.

Odczuwa pan brak Filipa Szymczaka, najlepszego strzelca drużyny? Filip się leczy i z tą skutecznością faktycznie nie jest kolorowo, skoro najlepszym strzelcem wiosną jest Kuba Niewiadomski.

– Z jednej strony Filipa przesunęliśmy już do zespołu rezerw i brał udział w obozie z pierwszym zespołem. Szkoleniowo jest w porządku, ale sportowo oczywiście odczuwamy jego brak. Z drugiej strony w kontekście rywalizacji z Kacprem Durdą, na którego się zdecydowaliśmy postawić przed sezonem, to możemy trochę żałować, bo obaj mogliby z powodzeniem rywalizować o miejsce w składzie. Tutaj nam brakuje tej rywalizacji na pozycji numer 9. Pracujemy z Kacprem i wierzę, że on się przełamie i zacznie zdobywać bramki, bo one są nam bardzo potrzebne konkretnie z tej pozycji.

Jeśli chodzi o Kubę, to cieszę się, że nie traci walorów ofensywnych, ale przede wszystkim rozliczany jest za defensywę. Chciałbym, żeby te elementy rzemiosła piłkarskiego szły w parze, ale nie narzekamy. Jeśli Kuba miał zdobyć ważną bramkę w Lublinie, to cieszę się, że zrobił to po bardzo ładnej akcji indywidualnej. Podczas pracy indywidualnej nad zawodnikiem w pierwszej kolejności zwracamy głównie uwagę na to, jak pracuje w defensywie. W ofensywie fajnie, że jest i się znajduje i liczę, że tego nie zatraci, bo we współczesnej piłce jest to bardzo ważna cecha, szczególnie u zawodników defensywnych.

Chciałbym wrócić także do waszego meczu z Pogonią Szczecin. Mówił pan w przedmeczowym wywiadzie przed Legią, że przeanalizowaliście spotkanie z Pogonią i główną przyczyną porażki był czynnik indywidualny. Mógłby to pan rozwinąć?

– Mam tu na myśli niewykorzystane sytuacje i błędy, po których traciliśmy bramki. Zwłaszcza w pierwszej fazie meczu, która uważam i to podtrzymuję, była bardzo dobra w naszym wykonaniu i wtedy trzeba było zdobywać gole. Wydawało się, że po pierwszej części spotkania, że mamy Pogoń pod kontrolą.

Głównie mam na myśli także indywidualne zachowania i wybory zawodników, zarówno w fazie bronienia i fazie przejściowej do obrony. W tym pojedynku brakowało konkretów i lepszego zachowania, szczególnie przy bardzo dobrze dysponowanym tego dnia Hubercie Turskim, który bezlitośnie wykorzystał swoje szanse. Odnoszę się do indywidualnych walorów, bo uważam, że taktycznie byliśmy dobrze przygotowani do meczu, o czym świadczy jego początek. Kontynuacja tej pracy była widoczna w meczu z Legią. Można powiedzieć, że zrobiliśmy jakiś krok do przodu w tym elemencie, ale patrzymy na zespół jako zbiór indywidualności i to one się liczą dla nas najbardziej, a w tamtym meczu Pogoń pod tym względem była od nas skuteczniejsza.

Odniosłem podobne wrażenie, szczególnie że Pogoń przywiozła do Poznania wszystko najlepsze, co miała do zaoferowania.

– Dokładnie tak, przy czym wygrał zespół, który stworzył sobie więcej sytuacji. Nie chcę zaklinać rzeczywistości, że Lech miał dziesięć okazji, a zdobył jedną bramkę. Gorzka porażka dla nas, ale taka jest piłka i z takimi problemami warto się mierzyć.

Woli pan przekładać mecze podczas przerwy na reprezentacje, czy grać mimo braków kadrowych?

– Kiedyś wolałem przełożyć spotkanie i sugerowaliśmy się mocno terminami reprezentacji, ale w Akademii wspólnie doszliśmy do bardzo ważnego wniosku. Jeśli zawodnik przyjeżdża na reprezentacje i ma tam określoną liczbę minut do rozegrania, a czasami w eliminacjach grają po trzy mecze! To mamy wtedy trzy razy po 90 minut i jeśli w kontekście powrotu z kadry, ten chłopak ma zagrać kolejne 90 minut w CLJ, to zaczynamy trochę go zarzynać. To jest główna przyczyna, że meczów nie przekładamy. Kadry są trochę liczniejsze niż w przeszłości, ale nie doprowadzę do sytuacji, że zawodnik będzie miał w sezonie rozegrane 4000 minut, bo to jest niezdrowe. Nie będzie widać złego efektu z poniedziałku na wtorek. Negatywne efekty będą widoczne pół roku później i są to najczęściej urazy więzadłowe, które wykluczają na dłuższy okres czasu. To są aspekty i doświadczenia, które wyciągamy na bazie pracy z naszymi najlepszymi zawodnikami i nie będziemy ryzykować ich urazów. Chcemy ich poprowadzić w najlepszy możliwy sposób, żeby nie tracili czasu spowodowanego kontuzją, tylko mogli w tym czasie przebywać na boisku i się rozwijać. Pewnie nie obronimy wszystkich, ale w moim odczuciu będzie zdecydowanie większa skuteczność przy takim planie, jaki mamy. A dodatkowo jest to także możliwość dla innych zawodników i oni też mają swoje role do odegrania, więc w przerwach reprezentacyjnych bardzo liczymy na tych chłopaków.

Jak pan ocenia obecną siłę swojej drużyny? Tabela odzwierciedla obecny stan mistrzów Polski?

– Odpowiem może trochę przewrotnie. Duża liczba zawodników, których mieliśmy wyjściowo do dyspozycji, jest przesunięta wyżej. Z drugiej strony, byli oni do naszej dyspozycji jesienią, więc na ten wynik mieli bezpośredni wpływ. Uważam, że to miejsce nie do końca odzwierciedla nasz potencjał. Myślę, że powinniśmy w tej tabeli znajdować się kilka oczek wyżej, przy czym uważam, że ta liga jest bardzo ciekawa i miejsca w tabeli odzwierciedlają siłę poszczególnych zespołów. Cieszę się, że mamy okazję brać udział w trudnych meczach. To jest droga do rozwoju zespołu, ale i każdego z chłopaków indywidualnie.

Warto też wspomnieć, że rocznikiem wiodącym w drużynie jest 2002.

– Tak było od zawsze i jako trenerzy trochę o tym zapominamy. To jest jeden z punktów naszej Akademii. Widzimy tutaj sposobność do szybszego rozwoju zawodników i dlatego wyjściowo gramy rocznikiem młodszym. Pojawią się także chłopcy z rocznika 2000, ale i także z rocznika 2003, jednak takie pojedyncze przykłady znajdziemy także w Pogoni czy w Legii. Nie jesteśmy tutaj odosobnieni. Nie chciałbym także dywagować, czy grając tym starszym rocznikiem i korzystając jeszcze dodatkowo z rocznika 2000, bylibyśmy wyżej w tabeli. Mamy swój plan na rozwój chłopców, ale nie ukrywamy się za fasadą szkolenia, jeśli chodzi o wynik sportowy. Mamy jeszcze 10. kolejek przed sobą, żeby ten wynik był jak najlepszy.

Ośmiu prowadzonych przez pana zawodników pojechało na obóz z pierwszym zespołem. Widzi pan u tych chłopaków większy progres?

– Niewątpliwie tak. Jest to coś naturalnego, gdy młody chłopak wchodzi do szatni pierwszego zespołu i wychodzi na jeden, drugi, trzeci trening z zawodnikami, których może oglądać z trybun albo w telewizji. To buduje tych chłopaków i widać to na jednostkach treningowych oraz w meczach mistrzowskich. Widać progres i są to zawodnicy bardziej dojrzali, ale jest to element całego procesu. Nie zapominamy o tym, że młody zawodnik może złapać dołek i my absolutnie się z tym liczymy. Z jednej strony ciągły progres, a z drugiej cecha juniora, czyli raz bardzo wysoka dyspozycja, a za chwilę zjazd, który najczęściej bardzo martwi też samego zawodnika, bo są to przeambitni chłopcy. My do tego podchodzimy dużo spokojniej i wiemy, że takie rzeczy mogą się dziać, zwłaszcza podczas tego trudnego przejścia z piłki juniorskiej do seniorskiej.

Jak duży wpływ na pana zespół ma to, co dzieje się wyżej – w pierwszej drużynie oraz w rezerwach?

– Ma wpływ, ale głównie personalny – kto ewentualnie może nas zasilić przed kolejnymi meczami ligowymi, ale z tym też się nauczyliśmy żyć i funkcjonować. Na co dzień siedzę pokój w pokój z Darkiem Żurawiem, więc ta komunikacja jest dobra i to nie przeszkadza w optymalnym przygotowaniu do poszczególnych meczów. Ale nie ukrywam, że ten przepływ zawodników jest i to nawet przez cztery zespoły, licząc drużynę U-17. Jeśli będzie dobra komunikacja, to nie dostrzegam tutaj negatywnego wpływu. Oczywiście funkcjonuje to także w drugą stronę, bo przesuwamy zawodników także treningowo pomiędzy zespołami, co nie jest żadną nowością. Jest to u nas stałym procesem, trwającym już od dłuższego czasu, dlatego chłopcy dostają taką możliwość na co dzień, żeby funkcjonować między zespołami. Myślę, że ma to cel i nie widzę negatywów w kontekście tego, jak przygotowujemy się do konkretnych meczów, bo są to dla nas tematy wiadome wcześniej, którymi nie jesteśmy zaskakiwani. Nie trzeba wywracać wszystkiego do góry nogami. Ważny jest spokój i dobra komunikacja.

Kto jest obecnie numerem jeden w bramce Lecha? Mam wrażenie, że największa rotacja jest właśnie na tej pozycji.

– To prawda, ale z drugiej strony trochę zabiegaliśmy o taką rywalizację. Jest Krzysiu Bąkowski trenujący z pierwszym zespołem i jest Karol Drażdzewski. To oni w tej rundzie są bezpośrednimi kandydatami do bramki. Jesienią był jeszcze Bartek Przybysz, który dzisiaj jest w Puszczy Niepołomice i to też było podyktowane faktem, że mieliśmy okazję grać w młodzieżowej Lidze Mistrzów. Bartek był wtedy numerem jeden na mecze z Herthą, stąd kilka razy pojawił się w CLJ. Teraz mamy dwóch innych i między nimi podejmujemy decyzje co do obsady bramki. Dzięki dobrej komunikacji z trenerem Tkoczem wiemy, jak wygląda Krzysiek na treningach w Poznaniu. Jesteśmy w kontakcie i wspólnie podejmujemy decyzje.

Patrząc na tę sytuację, to Karol nie jest wcale bez szans. Są momenty, że wygląda bardzo dobrze i wtedy broni. Karol występuje także w drużynie U-17, więc minut jednemu i drugiemu nie będzie brakowało.

W jednym z ostatnich meczów z Lechią Gdańsk Karol, delikatnie mówiąc, nie popisał się.

– Tak popełnił błąd. Tak to jest z bramkarzami. Pewnie przy korzystniejszym wyniku ten błąd byłby trochę inaczej postrzegany, niż w sytuacji, kiedy tego wyniku nie ma. Bramkarze popełniali błędy i będą je popełniać. Najważniejsze, żeby Karol wyciągnął wnioski z tego błędu. To jest newralgiczna pozycja na boisku, bo jeśli napastnik z 3-4 świetnych okazji strzeli jedną bramkę, to jest ok. Natomiast jeśli bramkarz niefortunnie przepuści jeden strzał w meczu, to idzie to w drugą stronę. Dlatego spokojnie. Popełniali błędy i będą je popełniać, a my głównie liczymy, że nie będą to błędy powtarzalne. Jeśli takich błędów będzie coraz mniej, to znaczy, że wyciągnął wnioski i wzniósł się na wyższy poziom koncentracji.

Jeden remis w całej rundzie na dwadzieścia spotkań i to w ostatniej kolejce. Czyli po meczu głównie jest radość albo smutek?

– Na Legii też graliśmy do końca, ale powtarzałem już w wywiadzie, że szanujemy ten punkt, w kontekście sytuacji, jakie w końcówce stworzyła Legia. Przyczyn tego szukamy u siebie, bo jesteśmy już po analizie tego meczu. Mieliśmy być bezkompromisowi, ale ten kompromis się zdarzył. Można było ten mecz w Warszawie wygrać i jest to nasza bolączka. Rozmawiamy o tym sporo z zawodnikami, bo i z Legią i z Pogonią traciliśmy bardzo szybko prowadzenie. Dlatego ten element mentalny jest do wyciągnięcia. Remis stał się faktem i w następnej kolejce jedziemy do Krakowa.

Jedziecie do Wisły, która będzie chciała podtrzymać passę czterech zwycięstw z rzędu.

– Tak jest. Zwłaszcza że jest to zespół groźny u siebie. A co do passy, to każda się kiedyś kończy. Mamy nadzieję, że skończy się teraz. Dużo będzie zależało od nas samych i naszej postawy, jak wejdziemy w ten mecz oraz jak będziemy realizować założenia przedmeczowe i jak będziemy wyglądali indywidualnie. Mogę zdradzić, że wrócili kadrowicze ze zgrupowań reprezentacji, więc ten skład będzie wyglądał trochę inaczej niż w meczu z Legią, ale dodam, że są wygrani tych braków kadrowych w mecz z Legią. Niektórzy zawodnicy pokazali, że można na nich liczyć, dlatego pewnie też na nich postawimy w Krakowie. Czeka nas interesujące spotkanie, a mecze z Wisłą przyciągają kibiców i liczymy na dobre widowisko, a podkreślę, że dużo zależy od nas samych.

Przypominał pan w wywiadzie dla mediów klubowych przed wiosennym graniem, że Dawid Kubacki z 27. miejsca wskoczył na pierwsze. Dalej po cichu wierzy pan w obronę tytułu?

– Jesteśmy realistami i może nawet jeszcze mamy matematyczne szanse na obronę tytułu. Nie chcę rozmawiać o innych zespołach, bo to nie jest nasz problem, ale nie sądzę, żeby Korona przestała seryjnie punktować. Oni wygrywają w trudnych momentach. Potrafią w końcówkach spotkań przechylać szalę na swoją korzyść, ale jeszcze my tam pojedziemy i liczę na mały rewanż, bo za łatwo oddaliśmy punkty we Wronkach.

Liczę, że będziemy walczyć o podium i to jest cel sportowy postawiony przed zawodnikami, a na końcu z tego celu będziemy się rozliczać i wyciągać wnioski. To nie jest tak, że jest to bardzo łatwe zadanie. Może nie tak trudne, jak Dawida Kubackiego, ale z drugiej strony piłka to wyzwania i w pewien sposób cieszę się, że zawodnicy mogą zmierzyć się z presją oczekiwań. Nie chciałbym, żeby ich ta presja przerastała na poziomie seniorskim i sprawiała, że zawodnicy, wchodząc na najwyższy poziom, zapominali jak się gra w piłkę, właśnie z powodu presji wyniku czy celów sportowych. Dla szkolenia dobrze, że jesteśmy w takiej sytuacji i będziemy walczyć. Nie mamy łatwego zadania, ale to dobrze, bo Lech nie składa broni.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

Fot. Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl