Wywiady

Jacek Magiera i Zbigniew Boniek o finale finałów

Emocje po Finale Ogólnopolskim XIX edycji Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” powoli opadają, ale my z wielką przyjemnością będziemy wracać do wydarzeń z ostatnich kilku dni. Jest bowiem do czego, bo impreza była zacna, co podkreśla Jacek Magiera oraz Zbigniew Boniek, z którymi rozmawiał redaktor Wojciech Piela. 

Panie trenerze jak wrażenia i atmosfera na finale finałów na Stadionie Narodowym?

Jacek Magiera: – Coś pięknego. Serce się raduje widząc tylu młodych sportowców, dziewczynki i chłopców, którzy rywalizują, grają w piłkę. Uczą się charakteru, mają zaszczepione wiele pasji i radości – oby zostało to na zawsze. Aby zawsze z takim entuzjazm na podchodzili do gry na boisku. Najważniejsze jest to, że chcą grać, ruszać się. Grać na Stadionie Narodowym w tak wielkim turnieju jak “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” to wielka sprawa dla nich i wspomnienia na całe życie.

Serce rośnie, jak się patrzy na tyle dzieciaków na Legii i Agrykoli biegając w kolorowych strojach za piłką. Zwłaszcza w dobie internetu, komputerów – to jest budujące. 

– Jest budujące. To pokazuje, że jeśli dzieciom od małego zaszczepimy radość i chęć uprawiania sportu, to zostawią ten komputer na te kilka godzin w domu i wyjdą na boisko. Od nas też zależy, jak będziemy spędzali ten czas jako dorośli ludzie, którzy mają na nich wpływ. Jeśli aktywnie spędzimy z dziećmi dzień czy pójdziemy na łatwiznę i damy dzieciom telefon do ręki. To jest to, co trzeba robić jako wychowawca, rodzic czy trener. Przekazywać pasję. Nie powiem, że zmuszać, ale zaszczepić radość do sportu.

Jak ogląda pan te dzieci tutaj, to wraca pan wspomnieniami do własnych lat dziecięcych, gdzie takich turniejów nie było, ale pasji wam zapewne nie brakowało do uprawiania sportu. 

– Pasji nie brakowało. Nie graliśmy na takich stadionach i murawie. Graliśmy na żwirze, na trocinach, nierównych boiskach. Często nie było nawet siatki na bramce. To nam nie przeszkadzało dążyć do swoich marzeń. Trzeba mieć marzenia, cele i pasję, bo bez tego nie osiągnie się nic wielkiego.

Zgodzi się pan z taką tezą, że piłka młodzieżowa może bardziej przyciągać i lepiej się patrzy na grających dzieciaków, niż na dorosłą piłkę? To są takie dziewicze emocje i trenerzy mogą odczuć swój wpływ na drużynę, bo nie ma brudnych gierek jak w dorosłej piłce, typu gra przeciwko trenerowi albo niepodawanie do konkretnego zawodnika. 

– Dzieci są szczere. Nie oszukują i nie potrafią robić czegoś, co nie jest naturalne. Dzieci się naturalnie cieszą i płaczą po zwycięstwach oraz porażkach. Nie unikają trudnych sytuacji i są sobą. To jest najważniejsze i najfajniejsze w tym wszystkim. Oglądając z trybun reakcje czy zdjęcia z tego typów turniejów, to serce się raduje. Człowiek czasem się nawet wzrusza patrząc na to, w jaki sposób dzieci czy dorośli rodzice reagują na poczynania swoich dzieci.

Można znaleźć tutaj talenty piłkarskie? Ktoś szczególnie wpadł panu w oko podczas Finałów na PGE Narodowym albo na Legii czy Agrykoli, bo też widziałem, że pan obserwował. 

– Można znaleźć, ale dzisiaj jest za wcześnie, żeby powiedzieć, że ten czy inny zawodnik albo zawodniczka zrobi wielką karierę. Aby dojść na szczyt, będzie potrzeba dużo wyrzeczeń, czasu, wielu odpowiednich inspirujących ludzi, którzy ich poprowadzą. Przed nimi całe życie i oby każdemu udało się wychować na dobrego człowieka, bo w tym wszystkim to jest najważniejsze. W piłkę będą grali wszyscy. Jeden będzie grał na poziomie reprezentacyjnym, drugi ligowym, a trzeci amatorsko. Tego co, zobaczyli tutaj się nie zapomina i będą to pamiętać do końca życia. Najważniejsze jest to, żebyśmy wychowywali tych ludzi na porządnych chłopców i kobiety, to jest najistotniejsze, a sport jest tylko dodatkiem.

Mało który piłkarz miał okazję wystąpić na PGE Narodowym, a co dopiero dziecko. To jest taka bardzo duża wiśnia na torcie Pucharu Tymbarku.

– Tak jest. Piękny stadion i można na nim zagrać jedynie zawodnik Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, finalista Pucharu Polski i reprezentant Polski. Nie ma wielu okazji. Mają cel, żeby kiedyś tutaj wrócić jako ten zawodnik, który wysłucha hymnu narodowego i zagra na tym stadionie reprezentując Polskę. To jest coś, do czego każdy z tych młodych ludzi powinien dążyć.

***

Dzisiaj finał finałów. To wielkie święto na tym stadionie i dla tych dzieciaków to przede wszystkim wielka frajda. Jak wrażenia?

Zbigniew Boniek: – Fantastyczna, piękna impreza. Finał – Stadion Narodowy. Wielkie mecze i zostanie to w ich pamięci na całe życie. Muszę powiedzieć, że jestem dumny i szczęśliwy, że jako Polski Związek Piłki Nożnej wespół z naszym sponsorem firmą Tymbark organizujemy ten Turniej, jako jeden z największych w Europie. Robimy to dla dzieci i popularyzacji piłki nożnej, a nie dla samych siebie. Robimy to dla innych, a po tych meczach mamy finał Pucharu Polski. Jesteśmy przygotowani i robimy wszystko, żeby dzieci i kibice mogły uczestniczyć w wielkich wydarzenia, a to od nich zależy, jak to będzie wyglądało. Jeśli chodzi o Puchar Tymbarku, to na koniec zawsze są łzy szczęścia i będzie płacz po przegranych meczach, ale to jest rzecz normalna. W sporcie, w rywalizacji gdzie gra się o to, żeby wygrać, to zawsze są po meczu przez minutę, dwie różne nastroje.

Jak wrażenia po tych dwóch dniach na Legii i Agrykoli, bo tam dopiero było barwnie kolorowo i też były łzy radości, ale też smutku. Poziom piłkarski chyba także stał na dobrym poziomie.

– Jeśli chodzi o poziom piłkarski, to trudno w takim wieku mówić o jakimś poziomie. Widać zawodników i zawodniczki, które potrafią grać lepiej. Bardzo fajną rzecz powiedział mi trener reprezentacji kobiet: “Prezesie, jeśli tutaj byśmy wygrali 20 dziewczynek i wzięli je do jednego internatu czy wspólnej szkoły, to za 8-10 lat będą grały w dobrych europejskich klubach, bo tu jest dużo talentów”. Natomiast trzeba potem zobaczyć, jak te marzenia i kariery będą dalej wyglądały, bo ci zawodnicy i zawodniczki funkcjonują w rzeczywistości krajowej. Robimy wszystko, żeby ta piłka na poziomie najniższym jak najbardziej się rozwijała, bo to jest codzienność życia tych, którzy chcą być piłkarkami czy piłkarzami.

Rozmawiałem z dzieciakami podczas Turnieju i jak one usłyszały, że zwycięzcy grają na Stadionie Narodowym, to nie mogły uwierzyć, bo mało który piłkarz ma okazję wystąpić tutaj, a co dopiero dziecko.

– Żeby wystąpić na Stadionie Narodowym trzeba coś sobą reprezentować. Albo trzeba być młodym i wejść do Finału Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” albo grać w Finale Pucharu Polski albo być reprezentantem Polski.

Zgodzi się pan z takim stwierdzeniem, że przyjemniej się nieraz patrzy na taką piłkę dziecięcą, bo jest w niej dużo prawdziwszych emocjami i pozbawiona jest ona różnych animozji, “brudnej”otoczki dorosłej piłki. 

– W piłce poważnej nie ma brudnej otoczki. My tworzymy brudną otoczkę, bo jak drużyna słabo gra, to mówi się, że grają na zwolnienie trenera i tak dalej. To jest wszystko pic i fotomontaż. Piłkarz jeśli wychodzi na boisko, to wychodzi po to, żeby wygrać. Czasami nie umie, nie potrafi, a my potem dorabiamy do tego teorię. W piłce poważnej jest inne zainteresowanie mediów, są dziennikarze, teorie, poszlaki. Natomiast, jak się wychodzi na boisko, to wychodzi się po to, żeby wygrać.

fot. Łukasz Grochala/Weronika Kuźma