Weszło Junior

Mistrz przez duże “M”

Wszystko ma swój koniec. W ubiegłym tygodniu Korona swoim zwycięstwem nad Śląskiem Wrocław przypieczętowała triumf w CLJ U-18! Pewna przewaga w lidze, najlepszy zespół u siebie i na wyjazdach, najmniej straconych bramek – powspominajmy, co to był za sezon w wykonaniu Korony.

Kłamstwem byłoby powiedzenie, że przed sezonem byli faworytem do zwycięstwa. Owszem, mają dobry zespół, kilka ciekawych indywidualności, ale wydawało się, że to za mało na końcowy triumf.

Rzeczywistość była zgoła odmienna, a “Scyzory” już po kilku kolejkach wyrosły na czarnego konia. Bardzo słusznie, ponieważ w perspektywie całego sezonu okazali się zdecydowanie najlepsi.

Przez całe rozgrywki nie mieli ani jednego gorszego momentu. Zdarzały się im spotkania słabsze, ale nawet w nich potrafili triumfować. Korona na wyjazdach jest niepokonana i nie przegrała dotąd żadnego spotkania więcej niż jedną bramką. Tylko dwukrotnie doznali porażki, a punkty łącznie gubili zaledwie sześciokrotnie.

W Kielcach nie wszystko jest takie kolorowe. W ostatnim wywiadzie trener Marek Mierzwa zwracał uwagę, że ich głównym problemem w tym sezonie jest baza szkoleniowa, a właściwie jej brak. Przy ul. Szczepaniaka mogą trenować tylko raz w tygodniu, a tak muszą ciągle szukać nowych miejsc do treningów. Sukces zdobyty w trudach smakuje jeszcze lepiej.

https://youtu.be/eUcUHVBi7Oo

Korona na wiosnę stała się prawdziwym hegemonem. Nie brała jeńców i pokonywała wszystkich po kolei. Tylko dwukrotnie zremisowała, resztę spotkań wygrała. Szczególnie ostatnie mecze robią wrażenie. Zwycięstwo 3:2 z zeszłorocznym mistrzem Centralnej Ligi Juniorów Lechem Poznań, pokonanie 3:0 Wisły Kraków, ogranie na własnym boisku wicelidera z Wrocławia 3:0, a dzisiaj pewnie zwyciężyli nad Escolą 4:0.

Sewerzyński, Długosz, Szelągowski – te nazwiska powinniśmy za niedługo oglądać na znacznie wyższym poziomie. To oni w dużej mierze stoją za sukcesem ekipy z Kielc, ale ich największą siłą był zbilansowany zespół, który nie miał wielu słabych stron.

Przygoda rozpoczęła się od spotkania z Bełchatowem. Skromna wygrana rozpoczęła passę kolejnych pięciu zwycięstw. Już w tym momencie było widać, że będą walczyć o mistrzostwo. Byli niepokonani przez pierwsze dziesięć kolejek, a poskromić się ich udało dopiero Wiśle Kraków.

Punktowo żadna drużyna nie potrafiła się nawet zbliżyć do “Żółto-czerwonych”. Drugi Śląsk traci piętnaście “oczek”, trzecie Zagłębie aż dwadzieścia trzy. Mniejsza różnica punktowa jest między przedostatnim Motorem Lublin a drużyną z Lubina. Przepaść.

Grali najrówniej, co przełożyło się na efekty. Piętnaście punktów przewagi po dwudziestu ośmiu kolejkach, najlepszy zespół u siebie i na wyjazdach, najmniej straconych bramek. Po prostu – zasłużyli na wygraną.

Jak wyglądał ten sezon z perspektywy trenera Marka Mierzwy? Zobaczcie sami poniżej.

Ciśnienie po mistrzostwie już opadło?

Myślę, że już tak. Była radość, ale teraz dalej czaka na nas praca. Podchodzimy do tego spokojnie, każdy mecz jest dla nas ważny, w każdym chcemy grać o trzy punkty. Będziemy dalej kontynuować nasze założenia do końca sezonu.

Fakt, że jesteście mistrzami już do was dotarł?

Jeszcze tak nie do końca. W środę gramy mecz u siebie z Górnikiem i, jak wręczą nam medale i puchar, to wtedy już naprawdę będziemy się czuć mistrzami.

Jest rzecz, którą by pan poprawił w waszej grze w tym sezonie?

Nigdy nie jest tak, że nie ma nic do poprawy, ale ja jestem przede wszystkim zadowolony z tego, co pokazaliśmy. Mankamenty są jednak nadal. W niektórych sytuacjach brakuje nam skuteczności.

O Koronie mówiło się, że tworzy monolit. Uważa pan, że, gdyby kadra była znacznie szersza, jak choćby w Pogoni Szczecin, udałoby się osiągnąć sukces?

U nas też tak było. Artur Piróg trenował na początku z pierwszą drużyną, Kornel Kordas zagrał z nami na początku kilka spotkań, a potem przeszedł do drużyny rezerw, teraz Oskar Sewerzyński przeszedł do pierwszego zespołu. W dzisiejszym meczu z Escolą graliśmy bez dziewięciu zawodników z podstawowego składu ze Śląskiem. Dostali szansę ci, którzy wcześniej grali mniej lub byli kontuzjowani. Uważam, że przede wszystkim ważne jest to, żeby pracować z tymi chłopakami i ich szkolić. Jeżeli szkolenie jest odpowiednie, to później przekłada się to na boisku. Nie było tak kolorowo, że wszystkich mieliśmy do dyspozycji. Też przesuwaliśmy zawodników do pierwszego, czy drugiego zespołu, więc nie jest tak, że graliśmy tym samym składem.

Natomiast wiadomo, że jeśli chce się tworzyć tylko zespół, to warto pracować tylko w tym samym zestawieniu, bo wtedy jest łatwiej, ale naszym celem jest to, żeby przygotować tych chłopaków do gry na wyższym poziomie. Uważam, że w tym momencie są do tego przygotowani, czego potwierdzeniem są wyniki.

Czyli Wiktora Długosza, Oskara Sewerzyńskiego możemy w przyszłym sezonie oglądać na poziomie 1, 2 ligi?

Oni mają wszyscy potencjał na granie w Ekstraklasie.

Już od przyszłego sezonu?

Tak. Widzę, jacy zawodnicy grają w Ekstraklasie, dostają szansę, to ci chłopcy tym bardziej na nią zasługują. Są na to gotowi, żeby poradzić sobie na tym poziomie.

Pokonaliście dzisiaj pewnie Escolę Varsovię. Jak wyglądało to spotkanie z pana perspektywy?

Zdecydowanie dominowaliśmy. Zagraliśmy mądrze, szansę dostali młodzi zawodnicy i pokazali się z dobrej strony. Wiadomo, że mamy w zespole perełki, jak Mateusz Sowiński, którego trapiły różne kontuzje. Jest to zawodnik, który ma dużą jakość w ofensywie. Nasza siła rażenia jest wielka, bo mamy sporą grupę utalentowanych chłopaków. Widać, że zawodnicy robią postęp, a efektem jest wynik 4:0.

Warto podkreślić, że na jesień Escola was pokonała, a teraz różnica była bardzo duża. 

Myślę, że to też pokazuje, jakie ci chłopcy zrobili postępy. Zawodnicy, którzy do tej pory rzadko występowali, pokazali się z naprawdę dobrej strony. Nasz pierwszy mecz z Escolą też był dobry w naszym wykonaniu, mimo porażki.

Wróćmy jeszcze na chwilę do spotkania ze Śląskiem Wrocław sprzed tygodnia. Jak pan wspomina atmosferę z tego meczu?

Patrząc się na pojemność sektorów, to na trybunach było ok. 2,5-3 tysiące osób.

Na poziomie Centralnej Ligi Juniorów – marzenie.

Oczywiście, są to chwile, których się nie zapomina. Wszyscy, którzy w tym uczestniczyli, zapamiętają ten mecz do końca życia. Dla takich momentów warto pracować.

W zeszłotygodniowym wywiadzie powiedział pan, że pana kontrakt z Koroną obowiązuje tylko do końca czerwca. Przez siedem dni coś zmieniło w tej kwestii?

Nic się nie zmieniło. Sądzę, że w następnym tygodniu będę więcej wiedział na ten temat.

Rozumiem, że chce pan dalej współpracować z Koroną.

Jestem wychowankiem tego klubu, poświęcam się swoim obowiązkom, a swoją pracę wykonałem najlepiej, jak tylko mogłem. Oczywiście, że mam takie ambicje, żeby tu dalej pracować, ale na pewno nie jest tak, że jest to tylko jedyna opcja.

Jakie sobie pan stawia cele przed dwoma ostatnimi meczami tego sezonu?

Takie jak przed każdym innym meczem. Zagrać dobry mecz i zdobyć trzy punkty.

BARTOSZ LODKO

Fot. Korona Kielce, Pawel Janczyk / 400mm.pl