Wywiady

Jaki to był sezon w wykonaniu Lecha, Zagłębia, Jagiellonii i Śląska?

Wspaniały to był sezon, nie zapomnę go nigdy. Z drobną zmianą cytujemy sylwestrowego klasyka. Kto może tak powiedzieć po tym weekendzie? Sezon 2018/19 dobiega końca i trwa już ostatnia kolejka Centralnej Ligi Juniorów U-18. Znamy już wszystkie najważniejsze odpowiedzi, co pozwala zabierać się za podsumowania. Przepytaliśmy Bartosza Bochińskiego (Lech Poznań), Marcina Cilińskiego (Zagłębie Lubin), Wojciecha Kobeszko (Jagiellonia Białystok) i Ryszarda Pietraszewskiego (Śląsk Wrocław), z którymi podsumowaliśmy sezon w wykonaniu ich zespołów. Zapytaliśmy o wyróżniających się zawodników i sprawdziliśmy nastroje przed ostatnimi meczami. 

***

Bartosz Bochiński – Lech Poznań

Ciężki sezon, w którym było chyba więcej złości niż radości?

– Ze sportowego punktu widzenia, na pewno tak. Sezon, z którego nie jesteśmy wynikowo zadowoleni. Kolokwialnie mówiąc będziemy wyciągać wnioski, ale potrafimy to robić. Nie przejdziemy obok tego obojętnie. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka i nasza w tym rola, by w akademii dojść do sedna, dlaczego tak się stało. To jest czynnik sportowy. Nie zasłaniam się absolutnie szkoleniem, co nie raz już powtarzałem, ale szkoleniowo wyglądało to dobrze. Na świeżo została podana informacja, że Filip Szymczak i Kuba Kamiński zostają włączeni do pierwszego zespołu. To są zawodnicy, którzy startowali jesienią w CLJ. To są kolejni, którzy dołączają, a nie wspominam o sporej grupie, która trafiła już wcześniej do pierwszego zespołu i grają tam z powodzeniem.

Praca nie poszła na marne. To nie jest tak, że szkoleniowo się położyliśmy, ale niestety zabrakło wyniku sportowego. Mamy jeszcze jeden mecz i chcielibyśmy go zagrać jak najlepiej, żeby skończyć sezon w jak najlepszych humorach. Zwłaszcza że przyjeżdża medalista mistrzostw Polski.

A my ostrzymy sobie zęby na starcie dwóch najlepszych akademii w naszym rankingu Ligi od Kuźni.

– Znam ten ranking i będzie to bardzo ciekawe spotkanie. Wnioski nieuchronnie nas czekają i będziemy dalej prowadzić odpowiednią selekcję. Nic się nie zatrzymuje. Nie jestem zadowolony z tego wyniku sportowego i jako szkoleniowiec nie zawsze nam się udawało przenieść się to, co robimy na treningu na warunki meczowe. Trzeba znaleźć przyczynę, czemu tak było i tych wniosków zapewne będzie kilka.

Chciałem zapytać o postęp zawodników w pana zespole, ale już pan wspomniał o awansie Szymczaka i Kamińskiego do pierwszego zespołu. 

– Niewątpliwie tak i bardzo się z tego cieszę. Przy czym akurat nie jest to przypadek. Zmartwienie byśmy mieli, gdyby żaden z chłopców nie dawał sobie rady wyżej – czy to w rezerwach, czy w pierwszym zespole. Nie jest tak i dają sobie radę. Są bardzo dobrym prognostykiem na przyszłość i jestem niewątpliwie zadowolony z rozwoju tych zawodników. Z drugiej strony nie jest tak, że tylko ci chłopcy się rozwinęli. Inni ten notują rozwój, tylko na innym poziomie potencjału sportowego. To też nie jest rzecz, którą ukrywamy i spadła na nas jak grom z jasnego nieba. To jest jasne. Jesteśmy zadowoleni z postępu zawodników, na których liczyliśmy.

Co najbardziej zaskoczyło w mijającym sezonie trenera Bochińskiego?

– Jako zespół Korona Kielce. Pewnie nie tylko mnie, ale dobrze, że taki powiew świeżości pojawił się w tej lidze. Z trenerem Kołodziejem pracowaliśmy już w zeszłym roku i nie zaskoczył nas wyższy poziom ligi. Być może spodziewałem się więcej indywidualności. Może przewrotnie, ale nie było w tej lidze tylu zawodników, którzy indywidualnie przeskakiwaliby tę ligę, ale znalazło się kilka perełek i to cieszy. Na koniec powiedziałbym, że zaskoczyła mnie dyspozycja mojego zespołu. Jestem rozczarowany wynikiem sportowym, ale cieszę się, w jakim miejscu są zawodnicy, z jakimi mieliśmy okazję pracować w tym i w ostatnich sezonach. Wygląda na to, że tu jest wszystko w porządku.

Jest pan dużo mądrzejszy po tym mijającym sezonie?

– Jesteśmy Lechem Poznań i Akademią Lecha Poznań. W rankingu waszym i naszym zdaniem tą najlepszą akademią i powiem szczerze, że rozczarowań było sporo. Gorzkich pigułek również. Zrozumienie faktu, że to porażki i mecze, które nie wychodzą, są siłą napędową dla trenera. Miałem okazję doświadczyć tego w tym sezonie przez wynik sportowy. Idąc tropem, że z każdego negatywnego wydarzenia staram się czerpać pozytywne rzeczy, to takich szukaliśmy. Takie próbowałem znaleźć i na nich budować wizję i obraz kolejnych mikrocykli oraz pracy z zawodnikami. Dlatego dla mnie jest to korzystny sezon w kontekście doświadczenia i zderzenia się z niektórymi sytuacjami. Cieszę się, że potrafiliśmy na każdy mecz maksymalnie się zmobilizować. My na każdy mecz przygotowaliśmy się najlepiej, jak się da i ten wynik w Krakowie trochę to pokazał.

Sam byłem trochę zaskoczony waszą wygraną nad Cracovią.

– Trudno się z tym pogodzić, że mówimy o Akademii Lecha na tym poziomie, że gdzieś nasze zwycięstwo jest zaskoczeniem. Faktycznie, obecnie można tak do tego podchodzić i nie dziwi mnie to wcale. Jest to bardzo dobre trenerskie doświadczenie w tym sezonie i chcę je przekuwać w przyszłości na jeszcze lepszą pracę w Akademii i tak do tego podchodzę. Ktoś powiedział takie słowa, że trenera poznaję się po porażce, a nie po zwycięstwie. Chcę się poznać z jak najlepszej strony po tym nieudanym, ale podkreślam nieudanym sportowo sezonie. Gdybyśmy teraz rozmawiali, że żaden zawodnik nie trafił w tym sezonie do pierwszej drużyny, to ta rozmowa byłaby dla mnie jeszcze trudniejsza. We wszystkim szukamy pozytywów. Sportowo na nie, szkoleniowo na tak.

***

Marcin Ciliński – Zagłębie Lubin

Ostatnio trzy zwycięstwa do zera i pewne trzecie miejsce na finiszu. Sezon zakończony z uśmiechem na twarzy?

– Pewnie, że tak. Cieszymy się z miejsca na podium, bo wiosna była mocno ograniczona. Wiadomo, że w tych grupach gramy na wynik, ale mówiłem już wcześniej, że większą radość sprawia nam awans poszczególnych zawodników do rezerw czy pierwszego zespołu. Na wiosnę duża grupa chłopaków grała już w III lidze. W ostatnim meczu zespołu rezerw na boisku pojawiło się ośmiu zawodników, którzy mogli grać w moim zespole. Trzecie miejsce na koniec sezonu jest bardzo ważne, bo to jest Centralna Liga i mistrzostwa Polski, ale postępy naszych zawodników radują mnie najbardziej.

Co najbardziej zaskoczyło w tym mijającym sezonie trenera Marcina Cilińskiego?

– Zaskoczyło mnie pozytywnie to, że nasi chłopcy na wiosnę zaczęli funkcjonować w starszej grupie. O kwestii wyniku i wygranej Korony nie chcę się wypowiadać. Każdy ma swoje plany na zespół.

Gdybyśmy postawili na pełen rocznik i do końca graliby Piątkowski, Poręba, Borkowski, Warpas, Kruk czy Grychtolik, to też mogłoby to wyglądać znacznie lepiej wynikowo. To są chłopcy, którzy mogli grać na co dzień w moim zespole i byśmy mieli zdecydowanie szerszą kadrę. Do tego dochodzi Daniel Dudziński z rocznika 2002, który przeskoczył i był na treningach w pierwszym zespole. . Mówię prawdopodobnie, bo można gdybać. Chłopcy funkcjonują tam raz lepiej i raz gorzej, ale nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Jest wielu chłopaków i jesteśmy dumni, że robią postępy. To mnie zaskoczyło pozytywnie. Jesteśmy zadowoleni z tego, że przy tym wszystkim fajnie wyszło i szarpnęliśmy trzecie miejsce. Dla nas i chłopaków jest to duża radość, bo jest to pierwsza edycja ligi w takim formacie.

Jak trener postrzega sezon, w którym nastąpiła zmiana rocznika oraz mieliście sporo roszad między drużynami?

– Jeśli chodzi o rozgrywki, to takie zostały podjęte decyzje i jest to w jakimś celu. Zaakceptowaliśmy to i przystosowaliśmy się do tego. Nie był to dla nas wielki dramat, ale potraktowaliśmy to jako możliwość szybszego wprowadzania wyróżniających się zawodników do piłki seniorskiej. Taki chyba był cel i to nie było złe.

Jeśli chodzi o zmiany, które mieliśmy w zimie, to była to naturalna kolej rzeczy. Jest część zawodników, która była dłużej w klubie i poszła na wypożyczenia albo odeszli. Zespół juniorów starszych jest trzecim zespołem po seniorach i to jest oczywiste, że te roszady będą. Bardzo dobry jest wspomniany przykład Daniela Dudzińskiego. To nie jest tak, że my chcemy pokazać, że bierzemy do pierwszego zespołu chłopaka z rocznika 2002. Po prostu on na to zasługiwał grając we wszystkich jesiennych meczach CLJ.

Ostatnia kolejka to starcie dwóch najlepszych akademii w Polsce według naszego rankingu. Szykuje się chyba dobry mecz.

– Szkoda, że ten mecz już jest na koniec. Złożyło się nam kilka wyjazdów młodszych grup i zespół U-17 powoli szykuje się do meczu półfinałowego. Jest parę kontuzji i nie ukrywam, że jedziemy w bardzo okrojonej grupie do Poznania. Dla niektórych może być to nawet szok, ale takie są potrzeby i czasami trzeba tak zrobić. Zespół rezerw ma mecz ligowy w weekend i trzeba było zostawić kilku chłopaków, a tam także chcemy zająć miejsce na podium. Jest się z czego cieszyć.

***

Wojciech Kobeszko – Jagiellonia Białystok

Pięć zwycięstw z rzędu i w ostatniej kolejce walczycie o utrzymanie czwartej pozycji.

– Już przed tą serią graliśmy bardzo dobrze i mieliśmy mecze bez porażki. Cała wiosna jest w jakimś sensie nasza (śmiech).

W takim razie niezależnie od wyniku w Szczecinie sezon zakończycie z uśmiechem na twarzy.

– Na pewno tak. Cel minimum zostanie osiągnięty, bo przed sezonem chcieliśmy być w ścisłej czołówce tabeli. Można powiedzieć, że bez względu na ten ostatni mecz, tak to się skończy. Cel minimum został osiągnięty, ale apetyty na pewno były większe. Na przestrzeni całego sezonu jest odczucie niedosytu, ale trzeba oddać zespołowi, że na wiosnę wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Jesteśmy tu, gdzie spodziewaliśmy się być. Kosztowało nas to dużo pracy, ale warto było. Mam nadzieję, że te doświadczenia i nauczka z rundy jesiennej zaprocentują na przyszłość. Trzeba iść do przodu i nie spoczywać na laurach, bo zawsze jest coś do poprawienia. Wiosną pokazujemy, na co nas stać. Mimo że graliśmy w różnych ustawieniach personalnych, bo często brakowało nam kluczowych postaci zasilających szeregi pierwszego zespołu. Mieliśmy sporo urazów i mimo to, że wiosną nie mogliśmy zagrać praktycznie ani jednego meczu w wyjściowym zestawieniu, to zespół spisywał się bardzo dobrze.

Co najbardziej zaskoczyło w tym mijającym sezonie trenera Wojciecha Kobeszko?

– Wiosną pokazaliśmy przede wszystkim większą konsekwencję i dyscyplinę na boisku. Jesteśmy zespołem, który na wiosnę stracił najmniej bramek, co pokazuję, że defensywa uległa znacznej poprawie i stąd pojawiły się zwycięstwa. Do pewnego momentu w rundzie jesiennej mieliśmy dwie bramki stracone na mecz. Wiosną wychodzi jedna na mecz, a strzelamy zdecydowanie więcej. Ze statystycznego podsumowania wynika, że jesteśmy bardziej efektywni, jeśli chodzi o defensywę i bardziej mobilni, jeśli chodzi o ofensywę.

Gratuluję bezwzględnie Koronie Kielce mistrzostwa Polski, bo zrobili to w niesamowity sposób i chwała trenerowi oraz drużynie. My rok temu cieszyliśmy sięy w juniorach młodszych, oni teraz cieszą się w juniorach starszych i gratulacje. Oczywiście także dla Śląska Wrocław i Zagłębia Lubin za dobrą pracę. Po cichu liczyliśmy, że uda nam się zamieszać w końcówce sezonu, ale za późno odpaliliśmy (śmiech).

Odbiliście się mocno, bo w pierwszej rundzie kręciliście się nad dolną kreską.

– Tak, ale wszyscy oczekiwali od nas więcej i te oczekiwania wiosną zostały spełnione. Cieszymy się, bo każdy zespół, tak jak my, miał swoje problemy, ale nasza ostatnia seria zwycięstw jest imponująca i trzeba pogratulować zawodnikom ich postawy. Za jesień tłumaczyliśmy się już wiele razy i nie ma co do tego wracać, a przede wszystkim ważne jest, żebyśmy my i zawodnicy wyciągnęli wnioski na koniec sezonu.

Największy postęp w zespole juniorów starszych Jagiellonii zrobili?

– Na przestrzeni całego sezonu najrówniej grającym zawodnikiem był Karol Struski. To jest postać, która gwarantuje określoną jakość na boisku. Na wiosnę największy progres zrobili Maciej Bortniczuk i Mikołaj Wasilewski – kluczowe postacie wiosną w naszym zespole. Strzelają bramki i asystują, więc tej dwójce należą się słowa uznania. Pojawiła się u nich powtarzalność – coś, czego często nie ma u młodych zawodników albo jest bardzo rzadko. Na pewno trzeba także docenić całościowo zespół za rundę wiosenną, bo nie tylko ci wspomnieni zawodnicy decydowali o obliczu tego zespołu. Cały zespół prezentuje się dużo lepiej i nie mamy słabszych meczów oprócz spotkania ze Śląskiem Wrocław na samym początku, które ewidentnie nam nie wyszło. Zespół z meczu na mecz łapał coraz większą pewność siebie i pojawiła się powtarzalność, czyli to, o co w piłce chodzi i daje nam wysokie miejsce w tabeli.

Jest pan dużo mądrzejszy po tym sezonie?

– Zdecydowanie. Myślę, że przez perypetie, które przechodziliśmy i podejmowane decyzje to na pewno jesteśmy ze sztabem bardziej doświadczeni. Właśnie nawet dzięki temu, że nam nie szło. Wszystko jest fajnie, jak idzie i człowiek traci czujność. Dziękuje chłopakom za ich podejście, bo wiosną potrafiliśmy się zebrać i wyjść z dołka, pokazując prawdziwe oblicze zespołu. Olbrzymie doświadczenie nie tylko dla trenerów, ale także dla zawodników. Myślę, że realizacja założeń i dyscyplina pokazała, że jest to ważne i zabiorą ją do piłki seniorskiej.

Na koniec gratuluje objęcia zespołu rezerw w następnym sezonie. Rok temu sukces w juniorach młodszych, teraz dobry występ w CLJ U-18 i awans na stanowisko trenera drugiego zespołu. Następnym krokiem stanowisko pierwszego trenera?

– Zobaczymy, czas pokaże. Na razie będę pracował w rezerwach i zobaczymy, jak to będzie. Na pewno trzon zespołu będzie stanowiła grupa zawodników wchodzących w wiek seniora. Aż tak daleko w przyszłość nie wybiegam, a Jagiellonia ma na stanowisku dobrego trenera i może kiedyś przyjdzie czas, aczkolwiek pozostaje zrobienie licencji UEFA Pro. Marzenia ma każdy i skupiam się na pracy codziennej. Cieszy mnie to, co robię i liczę, że będę robił to dobrze.

***

Ryszard Pietraszewski – Śląsk Wrocław

Cztery ostatnie mecze i tylko porażka w Kielcach z Koroną. Świetna końcówka, jak i cały sezon. Ma prawo być pan zadowolony po tym sezonie.

– Jeśli spojrzymy całościowo na sezon i tabelę, to oczywiście tak. Natomiast przydarzyło nam się kilka wpadek na jesieni i słabszej postawy szczególnie w defensywie. Wpłynęło to na wynik całego sezonu, bo mogliśmy walczyć trochę dłużej o mistrzostwo z Koroną. Korona dzięki swojej stabilizacji formy na to nie pozwoliła. Końcówkę graliśmy walcząc o drugie miejsce i dzięki temu mogliśmy też wprowadzać młodszych chłopaków do zespołu i popracować z nimi.

Przed ostatnią kolejką macie bramkę przewagi nad Koroną, jeśli chodzi o najskuteczniejszy zespół w lidze. Jest szansa wygrać w tej klasyfikacji, a gracie u siebie z Arką.

– Chcielibyśmy, natomiast to nie jest cel nadrzędny. Już od kilku spotkań wprowadzamy do grania młodszych chłopaków i dalej będziemy to robić. Chcemy zakończyć sezon zwycięstwem i dobrą grą, a wtedy zobaczymy na koniec, jak to będzie wyglądać w kontekście zdobyczy bramkowych. Na pewno będziemy chcieli zagrać dobry mecz i potwierdzić, że zdobycie drugiego miejsca nie było przypadkowe.

Największe postępy w drużynie Śląska zrobili?

– Myślę, że wszyscy zawodnicy, którzy regularnie grali i mają najwięcej minut na boisku, robili postępy. Są to zawodnicy, którzy trenują w pierwszym zespole, jak Piotrek Samiec-Talar, Bartek Boruń. Należy pamiętać o tych, którzy bardzo mocno przyczynili się do naszej pozycji w lidze i byli w każdym meczu ważnymi postaciami, jak Marcin Szpakowski, Kuba Jarzębowski, Tomasz Mamis. Bardzo dobrą formę w drugiej rundzie osiągnął Karol Chmulak i Aleksander Paluszek, który przejawiał bardzo dobre moment w grze. Na pewno to jest trzon zespołu, natomiast wszyscy inni mieli słabsze i lepsze momenty, ale wszyscy rozgrywający minuty na boisku zrobili postęp i mam nadzieję, że dostaną szansę pokazania się w dorosłej piłce w pierwszym zespole.

Z czego trener jest najbardziej rozczarowany po tym sezonie?

– Najbardziej przykre były poważne kontuzje, które nas nie omijały. Najpierw Sebastian Jasiński, Michał Łokietek i na wiosnę Dawid Musiał. Dawid i Sebastian zerwali więzadła, ale ten drugi jest już w treningu. Dawid jest przed operacją i czeka go rehabilitacja.

Może trener wynieść jakieś doświadczenie z tego sezonu?

– Oczywiście, że tak. Zawsze powtarzam młodym chłopakom, że tutaj bardzo dużo zależy od nich samych. Nastawienia, profesjonalnego przygotowania do każdego treningu i spotkania. Wszystko jest możliwe tylko bardzo dużo zależy od nich samych i od tego, jak oni będą przyjmować wszystkie uwagi i polecenia. Przede wszystkim. żeby unikali tych tzw. „dobrych rad” i chłodno do tego podchodzili. By nie skakać od razu na głęboką wodę, bo to czasami przynosi odwrotny skutek. Robić krok po kroku postęp, to jest dobra stabilizacja i dobrze wpływa na młodych zawodników.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. Jagiellonia.pl/ Przemysław Szyszka/lechpoznan.pl / newspix.pl / 400mm.pl