Wywiady

Interesuje nas walka o najwyższe cele

Lechia Gdańsk już na trzy kolejki przed końcem sezonu zapewniła sobie awans do Centralnej Ligi Juniorów U-18. Co było ich największą siłą? Czy poziom rozgrywek makroregionalnych był wysoki? Którzy piłkarze wyróżnili się najbardziej? Porozmawialiśmy o tym ze szkoleniowcem “Biało-Zielonych”, Dominikiem Czajką.

Powrót do CLJ U-18 był waszym głównym celem przed startem ligi?

– To był nasz najważniejszy cel. Gdy w zeszłym roku wiedzieliśmy już, że poprzednia drużyna nie zdoła się utrzymać, naszym celem był, jak najszybszy powrót. Przy takiej ilości młodzieży i ich jakości, Lechia musi grać w ligach centralnych. Mieliśmy bardzo zdolny rocznik 2001, więc pierwszym ruchem było przywrócenie rezerw, ponieważ w innym wypadku stracilibyśmy grono uzdolnionych zawodników.

Czyli najzdolniejsi młodzi gracze występowali w rezerwach?

– Tak, ale na wiosnę wrócili do drużyny U-19. Jesienią zdominowaliśmy rozgrywki wojewódzkie, mieliśmy komplet punktów i wygrywaliśmy po 15:0. Czekał nas awans do ligi makroregionalnej i po sprawdzeniu, z jakimi zespołami będziemy się mierzyć, zdecydowaliśmy, że najzdolniejsi piłkarze z roczników 2000 i 2001 zostaną w drużynie juniorów. Chcieliśmy zapewnić sobie jak najszybciej awans, bo wiedzieliśmy, że w maju kończą się rozgrywki Ekstraklasy i nie będzie kim uzupełniać czwartoligowej drużyny. Udało się i przed tygodniem zapewniliśmy sobie promocję do CLJ w meczu z Bałtykiem Koszalin.

Co było waszą największą siłą w tej rundzie?

– Przede wszystkim jakość piłkarska. Myślę, że patrząc na rocznik 2001 jako zespół, są w czwórce najmocniejszych drużyn w kraju.

A kim jest pozostała trójka?

– Zawsze był Lech Poznań, Zagłębie Lubin, teraz dobrą robotę robi Korona Kielce. Śląsk Wrocław także pozytywnie zaskoczył. Żukowski, Cegiełka, czy Woźniak są to piłkarze, którzy występują w pierwszej drużynie. Mieliśmy tę przewagę, że punktowaliśmy regularnie, a drużyny z miejsc 2-4 traciły “oczka” w spotkaniach między sobą.

Jaki był pana zdaniem najlepszy mecz tej rundy w waszym wykonaniu?

– Najlepsze spotkanie rozegraliśmy w Chojnicach, gdzie wygraliśmy 3:1.

A najsłabszy?

– Wymieniłbym dwa. Przegrana z Wartą Poznań i mecz w ostatniej kolejce z Bałtykiem Koszalin. Prowadziliśmy 3:0, straciliśmy dwie bramki i zrobiło się nerwowo.

Wiedzieliście, że awans macie zapewniony i za bardzo się rozluźniliście?

– Chyba tak. W przerwie zrobiliśmy sześć zmian, Koszalin też nie przyjechał najmocniejszym zespołem, bo walczą w Pro Junior System w III lidze, gdzie mają zapewnione utrzymanie. Nasza gra w tym meczu była katastrofalna pod każdym względem.

Pana zdaniem poziom makroregionalnej ligi był wysoki?

– Powiem szczerze, byłem zaskoczony tak wysokim poziomem rozgrywek. Cztery, czy pięć zespołów naprawdę grały ciekawą piłkę. Rywalizowaliśmy jak równy z równym. Proszę wziąć pod uwagę, że w lidze mogą grać piłkarze z rocznika 2000, a my korzystaliśmy tylko z dwóch takich zawodników. Większość była z rocznika 2001 i 2002. Mieliśmy największe doświadczenie, bo chłopcy są ograni w meczach o większą stawkę i w trudnych momentach, potrafiliśmy przerzucić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Naprawdę z każdym przeciwnikiem trzeba było się napocić, żeby wyrwać zwycięstwo.

Których zawodników wyróżniłby pan za dobre występy na wiosnę?

 – Na pewno Kuba Lizakowski i Karol Landowski. Ta dwójka ciągnęła naszą grę i dawała najwięcej w ofensywie. Dosyć dobrze wyglądali także Marcel Wszołek, Janek Kopania i Adrian Petk.

Dziewięć oczek przewagi nad drugą drużyną na dwie kolejki przed końcem jest dla pana zaskoczeniem, czy pracą zgodnie z planem?

– Tak planowaliśmy, żeby na trzy kolejki przed końcem zapewnić sobie awans.

Piotr Stokowiec, jak rozumiem, regularnie śledzi wasze poczynania?

– Tak, jest na każdym meczu rezerw, a na meczach juniorów pojawiają się głównie członkowie sztabu. Zawodnicy są monitorowani przez cały weekend, a zawsze pod koniec tygodnia spotykam się ze szkoleniowcem pierwszej drużyny, czy też rozmawiamy telefonicznie, żeby złożyć raport, kto ile minut zagrał, omawiamy, jak radzili sobie chłopcy. Trener Stokowiec praktycznie każdego zawodnika zna z nazwiska.

To się ceni, że szkoleniowiec pierwszego zespołu interesuje się także grą zespołów młodzieżowych.

– Odkąd przyszedł do klubu, wprowadził zupełnie nową jakość na linii pierwsza drużyna – akademia.

Wcześniej tak nie było?

– Nie mogę powiedzieć, że nie było, ale było to w troszkę mniejszym zakresie. Powiem, że teraz do pierwszej drużyny otwarta jest nie furtka, a brama. Zawodnicy zobaczyli, że można ciężką pracą dostać się do góry, więc na treningach aż się pali. Zresztą, najzdolniejsi chłopcy są regularnie zapraszani na treningi pierwszego zespołu. Mają pełną motywację, żeby tam się znaleźć. Pod tym względem sztab robi kawał dobrej roboty. Jesteśmy z nimi w ciągłym kontakcie, możemy być na treningach pierwszej drużyny, są do nas otwarci, gdy potrzebujemy pomocy, o każdej porze dnia możemy zadzwonić, więc współpraca wygląda bardzo dobrze.

Uważa pan, że w przyszłym sezonie jesteście w stanie spokojnie poradzić sobie na poziomie CLJ U-18?

– Myślę, że jeśli utrzyma się nasza kadra z rocznika 2002, która walczyła w Centralnej Lidze Juniorów do lat 17 o awans do półfinałów i dobrze przepracujemy okres letni, a nie ukrywam, że przyjdą jeszcze dodatkowe wzmocnienia, to będziemy walczyć o miejsca 1-4. Wiadomo, że jest to piłka młodzieżowa, więc wszystko może się różnie ułożyć. Chcemy zobaczyć, jak to będzie wyglądać, bo widziałem w tym sezonie, że w kategorii do lat 18, grali chłopcy nawet z rocznika 2003.

Gra w teoretycznie młodszej kategorii wiekowej będzie dla was problemem?

– Jesteśmy dobrze przygotowani, mamy rzeszę fajnych chłopaków. Ta jesień będzie o tyle mocniejsza w naszym wykonaniu, że zawodnicy z pierwszej drużyny będą schodzić do rezerw, z rezerw do U-18, także w każdym momencie będziemy mieć najmocniejszy skład. Do tego też dążyliśmy, żeby ci chłopcy co weekend rozgrywali mecze na najwyższym poziomie. Udało nam się to i jesteśmy z tego zadowoleni. Za niedługo będziemy jeszcze określać cele sportowe na przyszły sezon. Indywidualnie, wiadomo, chodzi o to, żeby, jak najwięcej zawodników trafiało do pierwszej drużyny, natomiast cele zespołowe zostaną dopiero określone. Mamy teraz drużyny na poziomie centralnym we wszystkich kategoriach. Na pewno nie wyobrażamy sobie, że będziemy się bronić przed utrzymaniem.

Jakie jest pana nastawienie przed dwoma ostatnimi spotkaniami tego sezonu?

– Tak, jak mówiłem, zrobimy przegląd chłopaków z roczników 2002 i 2003. Zobaczymy, jak będą wyglądać na tle starszych  zawodników.

Potencjał macie spory.

– Zdecydowanie. Mamy teraz mały kłopot bogactwa w prawie każdym roczniku. Jeśli utrzyma się ta tendencja, to finalnie do pierwszego zespołu możemy dostarczać co roku, po trzech zawodników. Taki jest nasz cel.

Rozwój nad wynik?

– Przede wszystkim. Mogliśmy wzmocnić nawet drużynę w roczniku 2002, która biła się o awans do półfinałów, ale ważniejsze było, żeby ci chłopcy mogli powalczyć w IV lidze, co pomoże ich rozwojowi. Medale są dla nas sprawą drugorzędną, jeśli przyjdą, to będziemy zadowoleni, ale dla nas najważniejsze jest, żeby, jak największa grupa młodych chłopaków, była gotowa do gry w pierwszej drużynie. To jest nasz priorytet.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ LODKO

Fot. Wojciech Figurski / 400mm.pl