Reportaże

W pogoni za najlepszymi – ROW Rybnik

Na piłkarskiej mapie kraju Rybnik to nie jest wymarzone miejsce. Największą rywalizację dla ROW-u stanowią jednak nie inne śląskie kluby, a… żużel. Czy piłka w Rybniku to sportu numer jeden? Czy wyżej notowani przedstawiciele sportów motorowych po spadku futbolistów odciągną kolejnych fanów zielonych muraw? Pojechaliśmy przekonać się na własnej skórze!

ROW powstał w 1964 roku, ale przełom w szkoleniu młodzieży nastał w 2003 roku. Wtedy powstała Szkoła Mistrzostwa Sportowego, a do klubu przyszedł trener Piotr Piekarczyk (w przeszłości obrońca GKS-u Katowice, gdzie zagrał w ponad 200 spotkaniach – przyp. red.), który wprowadził system funkcjonujący do dziś. Wraz z prezesem klubu dostali polecenie, żeby zająć się piłką w Rybniku i to, jak dzisiaj działa klub, jest efektem ich ciężkiej pracy.

Struktura młodzieżowa klubu jest obecnie podzielona na dwa ściśle ze sobą współpracujące ośrodki. RKP, czyli Rybnicki Klub Piłkarski szkoli zawodników do wieku trampkarza, a później przechodzą oni do ROW-u. W akademii są szkolone dzieci od rocznika 2011, ale w kilku dzielnicach miasta są także piłkarskie przedszkola.

SMS jest niewątpliwą zaletą, ale ma też swoje wady. Wszystko przez to, że nie jest własnością klubu, tylko miasta. Przy szkole znajduje się sporej wielkości boisko sztuczne. W środku są dwie niewielkie hale sportowe z wymienionymi parkietami, na których dzieci uprawiają także inne dyscypliny sportowe, siłownia oraz hala do judo. Kiedyś była nawet sauna, ale dwukrotnie się spaliła. Przy szkole zaplanowana jest już budowa sztucznego boiska, które zimą byłoby przykrywane balonem.

Ta inwestycja byłaby dużym ułatwieniem dla szkółki, ponieważ szczególnie w okresie zimowym pojawia się problem, gdzie zmieścić wszystkie 24 grupy treningowe. Łącznie trenuje tam ok. 600 dzieciaków. Chociaż ich infrastruktura nie wygląda źle, to jednak kryte boisko byłoby sporym usprawnieniem działania akademii.

Dużym minusem jest brak internatu. Sprawia to, że tracą wiele zdolnych zawodników z okolicznych miejscowości, o których wiedzą, że potrafią dobrze grać w piłkę. W młodszych klasach muszą bazować praktycznie na dzieciakach z okolicy, ponieważ mało który rodzic zgodzi się, żeby jego 7, 8-letnie dziecko same jeździło do szkoły komunikacją miejską na drugi koniec Rybnika.

Główne obiekty treningowe mieszczą się przy stadionie miejskim. Do dyspozycji jest jedno pełnowymiarowe boisko trawiaste, jedno pełnowymiarowe boisko z nawierzchnią sztuczną, mniejsze boisko sztuczne oraz druga naturalna murawa, na której trenują grupy młodsze. Przy boiskach znajduje się niewielkie zaplecze, które również chcą wyremontować. Docelowo ma to być piętrowy budynek, który byłby częściowo oszklony z jednej strony, tak, żeby rodzice mogli w komfortowych warunkach oglądać poczynania swoich dzieci.

Celem jest złota gwiazdka w certyfikacji szkółek. Srebrna lub brązowa będzie uznawana za porażkę. Pieniądze uzyskane z tego tytułu mocno by pomogły w rozwoju klubu. Szczególnie jeżeli chodzi o infrastrukturę i trenerów.

A tych jest za mało. Łącznie w klubie zatrudnionych jest ok. 20 szkoleniowców, a dla żadnego z nich nie jest to jedyne miejsce pracy. Jeżeli chcą zrobić krok do przodu, muszą mieć co najmniej dwóch trenerów na jedną drużynę. Plusem jest to, że w większości pochodzą z okolic, często sami grali w przeszłości w klubie i dokładnie wiedzą, jak wszystko działa.

Dużą robotę w szkółce wykonuje Mateusz Kurc, który jest trenerem rocznika 2005, ale też jednocześnie koordynatorem ROW-u i RKP. Jako jedyna osoba w klubie posiada licencję UEFA Elite Youth. W przeszłości sam występował w młodzieżowych drużynach klubu i zna go od podszewki.

– Robiłem sobie statystyki i chłopcy z mojego rocznika zrobili ok. 160 jednostek treningowych w ciągu pół roku. Trenowaliśmy   w weekend majowy, Wielki Czwartek, Poniedziałek Wielkanocny. Jeśli chce się coś osiągnąć, nie można sobie odpuszczać – mówi trener Kurc.

ROW w pojedynczych rocznikach jest w stanie rywalizować z najlepszymi akademiami na Śląsku. Czasem najlepsi chłopcy uciekają do innych klubów. Od kilku lat są w pierwszej lidze juniora starszego, a ich drużyny walczą jak równy z równym z Górnikiem Zabrze, GKS-em Tychy czy Podbeskidziem Bielsko-Biała. Najwięcej radości przynosi rocznik 2008, ale i inne roczniki mogą pochwalić sukcesami. Chłopcy z rocznika 2009 zajęli drugie miejsce w województwie  na niedawnym Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Dopiero w finale lepsza okazała się od nich SP 7 z Częstochowy.

Mówi się, że to najzdolniejszy rocznik w klubie od chłopców urodzonych w 1999 roku. Jednym z nich był Bartosz Slisz, który jako mały chłopiec trafił do szkółki. Jego dwa lata starszy brat Kamil, również tutaj grał, był bramkarzem. Ważnym momentem w karierze Bartka było przeniesienie go do starszego rocznika, w którym miał większą rywalizację oraz szybko trafił do pierwszej drużyny. W pewnym momencie jego rocznik stał się dla niego za ciasny. Od początku był jednym z najlepszych chłopców, a do tego miał dobrze poukładane w głowie. To doprowadziło go do regularnej gry w barwach Zagłębia Lubin.

Co ich wyróżnia na tle innych szkółek? – Jeden trener z AMO zapytał mnie, czy wiem, czym ROW wyróżnia się na tle innych śląskich szkółek. Okazuje się, że wszyscy nasi chłopcy mają bardzo dobre przyjęcie kierunkowe. Myślę, że szkolimy też dobrych bramkarzy. 19-letni Olek Łubik regularnie grał w zeszłym sezonie w pierwszym zespole – wyjaśnia Kurc.

Z pewnością są jedynym klubem w województwie, który ma trzy drużyny w trzech najwyższych ligach w kategorii juniora młodszego. – Plusem jest to, że wszyscy grają, a minusem, to, że… wszyscy grają (śmiech). Czasem może ktoś się nie nadawać, sprawiać problemy wychowawcze, a czasem musi grać, bo trzeba wystawić drużynę. Na razie mamy z tego korzyści – tłumaczy koordynator.

Spadek pierwszej drużyny nie powinien odbić się na grupach młodzieżowych. Ta sytuacja może jednak w pewnym stopniu zahamować rozwój. Chcą jako ROW żyć ze sprzedaży najlepszych zawodników, a oczywiste jest, że można drożej sprzedać piłkarza II niż III-ligowego.

Bez pomocy miasta na ten moment ROW-u nie ma. Pomaga ile może, ale w klubie chcą wprowadzić model “wrocławski”. Śląsk Wrocław i inne wrocławskie kluby mają podpisaną umowę z miastem, że wszyscy zawodnicy do 16 roku życia, który grają w innych zespołach, a chce je mieć u siebie Śląsk, muszą zgodzić się oddać ich nieodpłatnie do klubu przy ul. Oporowskiej. W Rybniku chcą, żeby było podobnie. Niech przykładowo najlepsi zawodnicy z Rymeru trafią do ROW-u, a w zamian powędruje ktoś do okręgówki czy IV ligi. Chcą ze sobą ściśle współpracować, a korzyści z tego miałyby obie strony.

– Uważam, że dzieci nie mogą mieć wszystkiego podane pod nos, bo to nie uczy charakteru. O niektóre rzeczy trzeba powalczyć. Zawsze powtarzam chłopakom, że jeżeli chcą zagrać kiedyś na głównym stadionie, to muszą ciężko pracować. Trudne warunki czasem uczą charakteru i to się przydaje później na boisku, ale i w życiu – tłumaczy trener Kurc.

W przeszłości w klubie trenowały też dziewczynki, ale odkąd powstał w Rybniku osobny żeński zespół, przeniosły się tam. Od tego momentu do ROW-u dziewczynki już nie przychodzą. Jedna z podstawowych zawodniczek pierwszej drużyny w przeszłości trenowała z Zielono-Czarnymi, bo takie są barwy klubu.

Celem jest wychowanie zawodników na co najmniej poziom centralny, żeby mogli reprezentować pierwszą drużynę. Chcą również wprowadzić wychowanków do młodzieżowych reprezentacji Polski, a w przyszłości i seniorskich.

– Myślę, że na ten moment, jeżeli chodzi o RKP priorytetem jest przejść pomyślnie certyfikację i otrzymać złotą odznakę. To pozwoli nam podnieść jakość, zatrudnić nowych fachowców, a tych w regionie nie brakuje. Natomiast, jeśli chodzi o ROW, to polityka na następne pięć lata zakłada jak najszybszy powrót na poziom centralny. Gdyby się to nie udało w tym sezonie, to w przyszłym. Nie będziemy przesadnie walczyć o Centralną Ligę Juniorów, szczytem marzeń byłoby uzyskanie jej z rocznikiem 2008, ale do tego jeszcze kilka lat. Uważam, że lepiej byłoby wprowadzić rezerwy do IV ligi, żeby tam ci młodzi zawodnicy mogli się ogrywać. Na ten moment są w okręgówce. Przetarcie się tych młodych zawodników przez piłkę seniorską da nam i tym zawodnikom więcej niż granie w CLJ – kończy Mateusz Kurc.

ROW Rybnik ma obecnie swoje ograniczenia, które nie pozwalają im walczyć o miano najlepszej akademii na Śląsku. Do poprawienia jest kilka aspektów, które nie wymagają wielkich nakładów pieniężnych, ale zdecydowanie pomogłoby klubowi, jak ugoda z innymi zespołami z Rybnika. Na pewno plusem jest planowana budowa krytego boiska, które może być zbawienne w okresie zimowym. Gdy uda się im zdobyć wymarzoną złotą odznakę, mogą zrobić naprawdę duży krok w przód.

Z RYBNIKA – BARTOSZ LODKO

fot. Własne i ROW Rybnik