Reportaże

Podróż w nieznane z piłką przy nodze. Polski Sokół na angielskiej ziemi

Kilkupasmowa autostrada M4 z Londynu, z której w Bristol, by dotrzeć do Bridgwater, trzeba zjechać na drogę M5, to dla nich dziś już „motorway”. Czy piłka nożna to football i różni się od naszej rodzimej kopanej? Czy życie Polaków na emigracji może się kręcić wokół niego?

Nad szkolnym dachem unosi się sokół. – To nasza patronacka placówka, symbol naszego klubu widoczny jest z oddali – śmieje się Jarosław Kwella, założyciel Falcon Golden Goal Academy, angielskiej szkółki piłkarskiej stworzonej przez Polaków. Dla Polaków, ale nie tylko.

Sokół wykonany jest z lekkiego materiału, by pod wpływem wiatru szybować niczym prawdziwy ptak.

Faktycznie szkółka nie ma z nim nic wspólnego.

Zawodnicy FGGA w Bridgwater trenują przy szkole podstawowej. Korzystają z boiska do piłki 9-osobowej, ze sztuczną nawierzchnią. Godzina wynajęcia takiego placu kosztuje 30 funtów (około 140 złotych).

– Moglibyśmy trenować za darmo w parkach, ale tutaj mamy znakomite warunki – opowiada Kwella, który do Wielkiej Brytanii przybył prawie 9 lat temu.

W każdym angielskim mieście takich parków jest po kilka. Na Wyspach nie brak zieleni, a regularne deszcze pomagają trawie rosnąć jak na drożdżach.

Do publicznych parków miejscowi wyprowadzają psy. To nie przeszkadza jednak, by każde z takich miejsc skupiało obok siebie po 20 pełnowymiarowych boisk. Równo przystrzyżonych i zadbanych. Tylko te ślady, które zostawiają czasem po sobie czworonogi… Choć generalnie Anglicy nie zwykli pozostawiać odchodów swoich pupili innym użytkownikom publicznej przestrzeni, zabawnych historii nie brakuje.

Kwella: – Zdarzało nam się, że sędzia kazał usunąć zbędne nieczytsości. Arbiter zawsze przechodzi przed meczem całe boisko, sprawdza jego stan, a jak coś się na nim znajduje, trzeba to posprzątać.

Choć boisk i parków wszędzie jest pod dostatkiem, na ligę o rezerwację wcale nie jest tak prosto. Tu w piłkę gra każdy. Wszędzie. I z każdym.

Nie przypadkiem mówi się, że Anglia to kolebka futbolu.

Falcon poza Bridgwater funkcjonuje także w Exeter, Cambridge, a od niedawna również w Bristol.

W Exeter wynajmują na zimę halę, latem trenują właśnie w parku. To samo w Cambridge, tyle że w okresie zimowym wynajmowane jest boisko sztuczne.

***

Do Anglii przyjechał dorobić. Jak dziesiątki tysięcy innych Polaków. Zaczynał na farmie, zbierał truskawki i maliny. Jako supervisor kontrolował też innych krajan. Dziś może pochwalić się jedną z największych i najdłużej funkcjonujących na Wyspach szkółek piłkarskich.

– Jak tylko pojawiłam się w pracy, robił podchody – wspomina żona Jarka, Cecylia, która dla Kwelli jest oparciem.

– Cecylia zawsze zbierała więcej malin niż było trzeba, więc miałem pretekst, żeby wzywać ją „do kierownika” – śmieje się ten ostatni. – Zwracałem jej uwagę, że… zbiera za dużo, ponad normę.

Czasy malin minęły bezpowrotnie. Kwella zmienił pracę, otworzył szkółkę i kupił w Bridgwater dom. Postanowił realizować marzenia.

***

14 marca 2015 roku.

– To on, jest w tamtym aucie! – krzyknął Kwella na jednej z ulic nieopodal St Mary’s Stadium.

Artur Boruc, wówczas zawodnik Southamptonu, stał się małą obsesją „Sokołów”. Falcon zawitał na meczu „Świętych”, ale poza meczem z trybun Polacy wymarzyli sobie przybić reprezentacyjnemu golkiperowi piątkę.

Dzieciaki czekały więc w asyście trenerów pod stadionem, ale się nie udało.

Zniechęceni ruszyli w kierunku Bridgwater, aż tu nagle, w dużym korku, Kwella wypatrzył Boruca w prywatnym wozie. Wiele się nie zastanawiając pobiegł między samochody. Zapukał w przyciemnianą szybę i kilka sekund później ujrzał znajomą z telewizji twarz.

– Panie Arturze, te dzieci przyjechały tu dla pana! Chciały zobaczyć naszego reprezentanta chociaż przez chwilę z bliska. Teraz płaczą nam w autobusie… – rozpoczął błagalnie.

– Zjadę tutaj obok – rzucił w swoim stylu bramkarz z Siedlec, który rodakom poświęcił kolejne kilkanaście minut.

Był czas na zdjęcia, podpisy, nie obyło się bez żartów.

– Chodźcie, chodźcie, szybko, szybko – poganiał tylko przejęty sytuacją Kwella. Znów dopiął swego.

***

Trener Rafał na zajęcia przyjeżdża na rowerze. Pracuje w DHL-u, ale każdy wolny weekend spędza na szkoleniach. Co chwilę lata do Polski.

Wykupuje lot z Bristol na czwartek, a wraca w niedzielę czy poniedziałek. Poznaliśmy się z nim zresztą na Kongresie Psychologii Sportu.

Z Rafałem prowadzę zajęcia. – I am looking for three strikers. Fast strikers – rozpoczynam dla niepoznaki.

Trzech chłopaków podnosi pewnie ręce w górę. Marzą o piłkarskiej karierze, tak jak ich trenerzy o angażu w piłce profesjonalnej.

Grzesiek wymarzył sobie za to Forda Mondeo. Miał w Anglii żyć dwa miesiące. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. Minęło już osiem lat. Dziś stać go nie tylko na Mondeo, ale i żywo interesuje się tym, jak funkcjonują polskie akademie piłkarskie.

Nad wszystkim od początku czuwa za to manager oddziału – Daniel, kolejny człowiek o wielkim sercu i pasji oraz ogromnej miłości do Falconu.

Każdy szuka swej drogi. W Bridgwater po godzinach nikt nie zamierza zostać w miejscu.

***

„Szkółka piłkarska dla Polaków w UK” – czytamy na stronie internetowej Falcon Golden Goal Acaemy, którego pierwszy trening odbył się 9 maja 2013 roku. Ponad połowa z 15 chłopców, którzy wymieszani byli wtedy w kilku rocznikach, do dziś trenuje w Bridgwater!

Prezes wspomina tamte czasy, gdyż pracował jako… trener. – Nie mieliśmy nawet strojów. To była podróż w nieznane. Nie wiedzieliśmy z czym to się je, a na kolejnych błędach uczyliśmy się. Klimat był najlepszy.

– Niektórzy nie wiedzieli, że piłkę trzeba nawet kopać, to były malutkie dzieciaki – dodaje jego żona.

W FGGA aktualnie trenuje około 170 dzieciaków. Dodatkowy boom zrobił się w czerwcu, gdy otworzono oddział w Bristol, prawie półmilionowym mieście, oddalonym od Bridgwater o około 70 kilometrów.

– Akurat przyjechałeś do nas w momencie małego kryzysu, po tym jak odłączyło się od nas Taunton. Za chwilę jednak ruszymy z Bristol, to podniesiemy się – zapowiadał w marcu pomysłodawca całego ekosystemu.

Poza Bristol i Bridgwater, gdzie wszystko się zaczęło, Falcon ma również oddziały w Exeter i Cambridge.

Było też Taunton, ale menedżer oddziału postanowił pójść własną drogą. Niestety, zabrał ze sobą zawodników. I trenerów. Niektórzy na emigracji nie mają skrupułów.

Kwella: – Opracowaliśmy program współpracy z innymi oddziałami. Jeśli zgłosiłby się do mnie ktoś, kto chciałby zostać menedżerem takiego oddziału, na pewno się dogadamy. Po Bristol mam kilka kolejnych pomysłów, które pewnie w przyszłości będziemy aktywować.

Szkolą w rocznikach od 2006 do 2013. Na etapie dwunastolatków współpraca się urywa, ale tymczasowo. Dochodzi sezon, w którym etap 12-latków osiągają najstarsi adepci futbolu w Falconie. Trzeba będzie podjąć decyzję, co dalej.

Kwella: – Wchodzi w grę opcja partnerska, wtedy oddajemy zawodników do innego podmiotu, a my bylibyśmy jego partnerem, ścieżką dla tych, którzy mają trafić potem do JPL (Junior Premier League, czyli coś na kształt naszych lig wojewódzkich – przyp. red.). Tych, którzy przechodzą wyżej, trenowaliby później nasi trenerzy. Druga opcja to po prostu kontynuacja procesu szkolenia, ale tutaj problemem może być brak odpowiedniej liczby zawodników.

Mało liczebne grupy to zmora FGGA.

W Bridgwater spotykamy polskich rodziców, zawodników, oczywiście trenerów. Swojski klimat. Nie czujemy wręcz, że wyjechaliśmy z kraju. Wszędzie słyszymy nasz język, śmiechy i żarty w rodzimym dialekcie.

To jednak nieco odstrasza Anglików. Tych w Falconie chętnie przyjęliby więcej, bo trenerzy są gotowi,  by prowadzić zajęcia w ich języku. Niektóre grupy już są oparte na Brytyjczykach. Inne są jednak „bardzo polskie”, przez co trudno jednemu czy dwóm miejscowym dołączyć do grupy. Przychodzą i się zniechęcają. Czują się wyobcowani, stawiają na inne lokalne opcje.

– Kiedyś popełniliśmy błąd. W takich przypadkach jak wspomniany powyżej mówiliśmy najpierw po polsku, a później tłumaczyliśmy tej dwójce o co chodzi. A ona po chwili czuła, że nie rozumie tego co się dzieje, czuła, że jest traktowania „specjalnie”… To zniechęcało potencjalnych zainteresowanych.

Anglia i Polska? Nie tylko.

Albania, Gruzja, Armenia, Rumunia, Łotwa, Litwa, Brazylia, Portugalia, Włochy, Grecja, Słowacja, Czechy, a nawet Wenezuela i Pakistan. Tak, takie narodowości przewinęły się przez Falcon w ostatnich sześciu latach.

Poziom grup w FGGA to zwyczajny grassroots. W przełożeniu na naszą nomenklaturę, Żaki i Orliki grają na poziomie lig okręgowych. Choć niektóre drużyny do wspomnianej JPL mogłyby w sumie awansować.

Falcon dość często uczestniczy w turniejach wewnętrznych. Dużo jeździ też po… świecie. W grudniu zagrał w Krośnie na turnieju Profbud Cup (nasza relacja), w lipcu całe rodziny młodych piłkarzy z trenerami i ich otoczeniem wyruszają z kolei do Włoch. Wakacje udało się wspaniale połączyć z piłkarskim obozem.

System szkolenia w szkółce oparto na Narodowym Modelu Gry PZPN. Każdy trener od prezesa otrzymuje natomiast na wstępie również „klubową biblię”, jak nazywana jest przez niego książka Pawła Grycmanna i Władysława Szyngiery „Nowoczesne nauczanie i doskonalenie gry w piłkę nożną”. Prawdziwe kompendium wiedzy, którego wielkim fanem stał się Kwella. Książek zakupił na zapas i rozdaje niczym Jacek Magiera „Szczęście czy fart”.

Szkółka posiada fotokomórki i regularnie testuje swoich podopiecznych. Żonglerka, bieg zwinnościowy w dwóch odmianach czy sprinty na 5 i 20 metrów pozwalają monitorować rozwój zawodników FGGA.

Trenerzy w Falconie słuchają również regularnie naszych audycji o szkoleniu. W Akademii Weszło Junior wystąpił za to pomysłodawca całego zamieszania. Z Kwellą porozmawialiśmy nie tylko o Falconie oraz jego historii. Sporo miejsca poświęciliśmy również realiom angielskich rozgrywek młodzieżowych.

***

Kiedy do Bristol przyjechała młodzieżówka Czesława Michniewicza, znów zorganizowali się migiem. Pewnie na czerwcowym turnieju wszyscy trzymali mocno kciuki za sukces tej ekipy. Marcowe spotkanie obejrzeliśmy więc w miłym towarzystwie, a cały wypad relacjonowaliśmy już tutaj.

***

Gdy zaczniesz z nimi grać – wszystko się odmieni. Nabierzesz chęci do większej pracy… tak więc kopiemy piłkę rodacy!

Codzienność na obczyźnie bywa przytłaczająca? Wydaje się, że oni znaleźli na to sposób. Bez dodatkowej motywacji na pewno byłoby trudno – a czy z piłką przy nodze jest sens w ogóle czymkolwiek się martwić?

Z BRIDGWATER – PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. własne / Facebook Falcon Golden Goal Academy / Jarosław Kwella