Reportaże

Ciemne chmury nad warszawską Agrykolą

W leśnym zaciszu, na warszawskim Ujazdowie mieści się klub, który z pewnością można przedstawiać jako kolebka sportu w stolicy. Mowa o  Agrykoli, która w swoim CV może zapisać sobie wychowanie takich zawodników jak: Tomasz Cebula czy Wojciech Szczęsny.

Historia Agrykoli zaczyna się na początku poprzedniego stulecia. Wtedy uprawiano tam głównie sporty hippiczne, tenis czy strzelanie do gołębi. Jednak dosyć szybko piłka nożna przejęła tam prym i sprowadzała na stadion największą rzeszę kibiców. Na jednym z meczów pojawił się nawet Józef Piłsudski.

Po wojnie tereny sportowe rozwijały się bardzo dynamicznie, lecz do czasu. Ciosem, który dosięgnął klub była budowa Trasy Łazienkowskiej. Inwestycja ta zabrała dużą część terenów Agrykoli, przez co ostatnimi sekcjami sportowymi, jakie się tam ostały, były piłka ręczna oraz piłka nożna.

Zacznijmy od problemów, z jakimi boryka się Agrykola.

Schodząc schodami za Zamkiem Ujazdowskim, widoczne są dwa boiska. Jedno pełnowymiarowe z naturalną nawierzchnią, drugie mniejsze typu orlik ze sztuczną murawą. Chciałoby się zobaczyć więcej. Niestety… to wszystko, co ma dzisiaj do zaoferowania klub.

Agrykolę oddziela od Legii tylko ulica Myśliwiecka. Poruszając się w jej stronę, zaraz za boiskami wielofunkcyjnymi można zobaczyć ogromny plac. Pusty, niezabudowany, który w przeszłości należał do Agrykoli…

Przechodząc tamtędy, każdy bez wątpienia pomyślałby, że teren ten należy do Agrykoli. Znajduje się to w bezpośrednim sąsiedztwie z boiskami wielofunkcyjnymi. Gdyby tylko wróciłby w ręce klubu, mógłby okazać się dla niego zbawienny.

Dzisiejsza Agrykola, to w szczególności klub piłkarski działający pod szyldem Międzyszkolnego Klubu Sportowego „Agrykola”. Ma on swoją specyfikę. Warto byłoby wytłumaczyć, na czym ona polega. Klub należy do Warszawskiego Centrum Sportu Młodzieżowego „Agrykola”, którego aktualnym dyrektorem jest Mirosław Robak. Międzyszkolny Klub Sportowy Agrykola jest w zasadzie podporządkowany pod WCSM, który z kolei podlega pod Warszawskie Kuratorium Oświaty i Biuro Edukacji. To właśnie dyrektor Mirosław Robak jest główną osobą zarządzającą i kreującą charakter całego ośrodka, w tym MKS-u Agrykola. Wszystko, co dzieje się w klubie poza kwestią szkolenia zależy od niego.

Cały zarząd klubu wraz z trenerami jest zatrudniany przez pana Robaka. Wymaga on od pracowników profesjonalizmu i rzetelności. Głównie interesuje go, aby trenerzy wykonywali zadania mające na celu poprawę sprawności fizycznej uczęszczających tam dzieci. Uczestnictwo we współzawodnictwie traktuje drugoplanowo pozostawiając je w kwestii zarządu MKS-u.

 – Agrykola spełnia bardzo ważne zadanie, a mianowicie jest miejscem, w którym uprawiać sport może każdy. Czy to rekreacyjnie, czy profesjonalnie. Celem Agrykoli jest przede wszystkim wychowanie świadomych ludzi i zarażenie ich miłością do sportu. Jest to ośrodek nie tylko szkoleniowy, ale również wychowawczy. Każdy pracujący tutaj trener ma nie tylko wykształcenie trenerskie, ale również pedagogiczne. Jest to dla nas niezwykle ważne – powiedział Andrzej Zieliński, który w Agrykoli pracuje ponad 20 lat, a aktualnie piastuje stanowisko wiceprezesa.

Wracając do problemu dużego boiska treningowego i jego ogromnego znaczenia dla rozwoju tego zasłużonego ośrodka warto przytoczyć kilka faktów. Kilkanaście lat temu Agrykola była klubem posiadającym dwa pełnowymiarowe boiska. Klub miał wtedy duże możliwości. Nie było problemów, jeśli chodzi o miejsce do treningów. Wszystko zmieniło się ponad 10 lat temu, kiedy ówczesny dyrektor Łazienek Królewskich prof. Marek Kwiatkowski wystosował pismo do ówczesnego nieżyjącego już i wielce zasłużonego dla klubu dyrektora Wiktora Stasiuka. Okazało się, że teren ten od lat dziewięćdziesiątych przynależy do Łazienek i klubowi kazano usunąć bramki i zaprzestać tam treningów.

 – Agrykola znalazła się wtedy w bardzo ciężkiej sytuacji. Nie mieliśmy wtedy jeszcze orlika. Skazani byliśmy na zmieszczenie się ze wszystkimi rocznikami treningowymi na jednym boisku. Graniczyło to z cudem. Wiadomo również, że jak jest tak ciasno, to cierpi na tym jakość szkolenia. Pomimo ogromnych chęci oraz zaangażowania ze strony klubu i zawodników, nie udało się prowadzić wszystkiego, jak należy – mówi Zieliński, który w tamtych czasach podjął aktywnie działania na rzecz odzyskania boiska.

Pomimo dużego zaangażowania środowiska rodziców, a nawet niektórych posłów polskiego parlamentu sprawa nie znalazła oczekiwanego finału. Nie udało się przywrócić tego terenu Agrykoli, a aktualnie poza pięknymi krzewami na jego skrajach nie dzieje się na nim nic. Narzuca się dręczące pytanie – czy w tej przestrzeni, nie naruszając niewątpliwego uroku tego miejsca, nie mogłaby ćwiczyć warszawska młodzież? Ta szukająca zwykłej rekreacyjnej aktywności i ta chcąca realizować swoje sportowe marzenia. Nasz rozmówca Andrzej Zieliński znajduje wiele racjonalnych argumentów za takim rozwiązaniem. Mały Orlik tylko w nieznacznym stopniu realizuje potrzeby stołecznej młodzieży.

–  W mojej ocenie ośrodek ten mógłby się rozwijać zdecydowanie lepiej, gdyby nie problem przestrzeni, jakiej tam zdecydowanie brakuje – zaznacza Zieliński.

Klub musiał dostosować się jakoś do takiej sytuacji. Z powodów praktycznych i ekonomicznych na dużym boisku o naturalnej nawierzchni mają zajęcia najmłodsze dzieci. Z racji tego, że szkolenie sportowe odbywa się w klubie od godziny 16.00 do godziny 21.00, na dużym placu trenuje kilka grup jednocześnie. Najwięcej tracą na tym niestety starsi uczestnicy zajęć na Agrykoli. Zmuszeni są do treningu na małym boisku, co bez wątpienia wpływa na ich dyspozycję sportową. Duże boisko jest im udostępniane tylko na spotkania ligowe.

– Agrykola działa zupełnie inaczej niż większość klubów. U nas najmłodsze dzieci realizują zadania na głównym, jakościowo bardzo dobrym boisku, co otwiera im szansę pełniejszego rozwoju. To wyróżnia Agrykolę od niemal wszystkich klubów Mazowsza. Szkoda, że tego przywileju nie mają starsi chłopcy, ponieważ nie ma fizycznych możliwości, aby trenowali tam gdzie powinni – z bólem serca opowiada Andrzej Zieliński będący opiekunem rocznika 2003.

Przez brak obycia z dużym boiskiem najstarsze roczniki Agrykoli z roku na rok osiągają coraz słabsze wyniki. Pomimo że dyrektor Mirosław Robak tych wyników nie wymaga, to nie znaczy, że ci młodzi chłopcy czy ich trenerzy nie chcieliby ich osiągać.

Wszystko jednak obraca się wokół tego samego tematu. Klub jest nastawiony głównie na rekreację i chęć zarażania sportem, a nie wyniki. Jest to przykre, patrząc na osiągnięcia, jakie osiągał ten klub w przeszłości. W zasadzie kiedyś myśląc o liczących się klubach w Warszawie, bez wątpienia Agrykolę można byłoby wystawić na równi z Legią czy Polonią. Jednym z największych sukcesów, jakie osiągnęła w niezbyt odległej przeszłości było zajęcie 4 miejsca na Mistrzostwach Polski juniorów młodszych z rocznikiem 1986.

Pomimo problemów z infrastrukturą treningi poszczególnych grup odbywają się 3 – 4 razy w tygodniu. Wyjątkiem są najmłodsze roczniki, które mają jeden trening w tygodniu mniej. W klubie nie ma żadnego określonego programu szkolenia. Wynika to głównie z wcześniej już wspomnianej sportowo-rekreacyjnej formuły ośrodka. Oczywiście są osoby, które mają niewątpliwe kompetencje, aby taki dokument opracować. Jednak obowiązujący status ośrodka i niesprzyjająca temu wieloletnia praktyka nie pomaga wspólnej, skoordynowanej współpracy szkoleniowej.

– Każdy z trenerów ma równie duży staż, jak ja. Trudno byłoby narzucić im swoją koncepcję na szkolenie. Dlatego zdecydowaliśmy, żeby trenerzy pracowali według swoich autorskich pomysłów – mówi wiceprezes.

Grupy treningowe są bardzo liczne. Liczą od 20 do 40 zawodników. A każda z nich opiekuje się jeden trener. W ośrodku nie prowadzi się również selekcji. Jedyne, co trzeba zrobić, będąc rodzicem dziecka, to wypełnić formularz i wysłać go do klubu. W klubie szkolenie prowadzi się od rocznika 2010 do 2001.

Ogromną wartością, jaką posiada w swoim arsenale Agrykola, są pracujący tam nauczyciele – trenerzy. Każdy z nich ukończył AWF i posiada kwalifikacje trenerskie. W klubie aktualnie pracuje 7 trenerów. Dwóch z nich posiada licencję trenerską UEFA A, kolejni dwaj UEFA B. Skupiają się oni na rozwoju swoich podopiecznym. Są świadomi, że wynik jest tylko wypadkową systematycznej pracy.

– Doświadczenie, jakie posiadam, jest dosyć duże. W przeszłości prowadziłem zajęcia praktyczne i teoretyczne w Szkole Trenerów PZPN, kiedy mieściła się jeszcze w Warszawie. Jestem również wykładowcą bielańskiej AWF. Coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy warunki Agrykoli pozwalają mi wykorzystać posiadana wiedzę i doświadczenie ? – pyta retorycznie Zieliński.

Agrykola w aspekcie kwalifikacji trenerów z pewnością spełnia warunki certyfikacji szkółek PZPN. Niestety w innych aspektach ciężko będzie jej osiągnąć wymagania tego programu. Ze spokojem na ten temat wypowiadał się Andrzej Zieliński.

 – Bardzo bym chciał, żeby to nastąpiło, ale jednocześnie uważam, że nie jest to dobry czas dla nas, abyśmy aktualnie się tym zajmowali. Dlaczego? Certyfikacja wymusza na nas jakieś konkretne działania. My niestety aktualnie nie mamy takiej możliwości, aby wszystkie te zadania wykonać, tak jakbyśmy tego chcieli. Nowy zarząd klubu został wybrany w marcu i nie byliśmy w stanie myśleć o przyszłości, gdyż zaabsorbowały nas sprawy bieżące. Za nami są już pierwsze spotkania dotyczące planów przyszłościowych, jednak ich skonkretyzowanie, to kwestia najbliższych miesięcy. Oczywiście będziemy starać się o certyfikat, aczkolwiek jesteśmy świadomi, że nie jest to osiągalne na ten moment.

Kilka lat temu do Agrykoli przyszła propozycja współpracy od Legii Warszawa. Dziś wiemy, że z nic z tego nie wynikło. Prezes Zieliński był wtedy pracownikiem klubu. O całej sytuacji wyraża się dosyć krótko.

– Legia przyszła kiedyś do nas z propozycją współpracy. Porozmawialiśmy trochę na temat MKS-u, natomiast oni mówili o formule, którą proponowali wszystkim w Warszawie. My uważaliśmy, że to nie jest dla nas dobre rozwiązanie. Chcieliśmy czegoś więcej, ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo oraz fakt, że mamy świetnie wyszkoloną i ambitną kadrę trenerską.

Zastanówmy się nawet nad faktem. Jaki jest sens współpracy z Legią dla Warszawskich klubów. W wielu przypadkach nie spełnia to oczekiwań. Jedyną korzyścią, dla mniejszych ośrodków jest możliwość pochwalenia się herbem Legii. Jeśli Legia zauważy wyróżniającego się zawodnika w jakimkolwiek klubie w okolicy, to i tak sprowadzi go do siebie. Bez względu na to, czy jest to klub partnerski, czy nie.

Cyklicznie od kilku lat na boisku Agrykoli odbywają się finał turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”.  Cały ośrodek wraz z klubem z ogromną radością przyjmuje najlepszych juniorów z całej Polski. Idea turnieju wpisuje się charakter miejsca, warszawskiego centrum młodzieżowego.

– Cieszę się bardzo, że taki turniej odbywa się na naszym boisku. Jest to bardzo duża impreza, która sprawia wokół siebie wiele szumu, a przede wszystkim jest świetną inicjatywą, która zachęca młodzież do uprawiania sportu – z uśmiechem dodaje Zalewski.

Położenie, w jakim znajduje się Agrykola, jest wręcz bajkowe. Sprawia to, że chętnych do uprawiania sportu jest tu bardzo wielu, zarówno w formule rekreacyjnej, jak i poważnego ośrodka szkoleniowego  dla piłkarskiej młodzieży. Zastanówmy się zatem czy nie jest korzystna społecznie rozbudowa ośrodka? Dodatkowo nasuwa się pytanie. W jakim miejscu piłkarsko byłaby dzisiaj Agrykola, gdyby było dostępne przez te 10 lat jedno boisko pełnowymiarowe więcej. Ilu młodych ludzi nie zrezygnowałoby z treningów? Ilu chętnych, z powodów rekreacyjnych, nie odeszłoby z kwitkiem od bram Warszawskiego Centrum Sportu Młodzieżowego? I kolejne pytanie kierowane do władz Warszawy – czy robią wszystko, aby to miejsce położone w centrum stolicy zasługiwało na miano Centrum Sportu Młodzieżowego?

Imponujący budynek ośrodka ma w sobie wszystko, czego klub potrzebuje. Oddano go do użytku w 1998 roku. Wcześniej szatnie i życie klubowe rozwijało się w ciemnym budynku starej królikarni, w której wychowało się wielu sztandarowych piłkarzy Agrykoli, choćby Jacek Kazimierski wielokrotny reprezentant Polski. Wielu świetnych ligowych i reprezentacyjnych trenerów rozwijało swój warsztat (Stasiuk, Wójcik, Kleidinst, Jabłoński i wielu innych). Dzisiaj klub musi zastanowić się nad swoją przyszłością. Pomimo pięknej i barwnej przeszłości stoją przed nim problemy, których rozwiązanie może ukształtować klub na długi czas. Zarząd ustami prezesa Zielińskiego z troską wypowiada się na temat tego, co przed nimi:

–  Uważam, że najważniejsze pytania dotyczące funkcjonowania MKS-u są dopiero przed nami. Przy twardym utrzymaniu obowiązującej formuły funkcjonowania ośrodka może się okazać, że Agrykola stanie się miejscem aktywności rekreacyjnej dla wszystkich mieszkańców Warszawy, przy stopniowej marginalizacji piłkarskiego szkolenia sportowego. Może to skutkować malejącym zainteresowaniem ośrodkiem ambitniejszych młodych piłkarzy. Rodzice śledzący sportowy dorobek będą wybierali inne propozycje, których w Warszawie jest coraz więcej. Agrykola jest klubem z ogromnym potencjałem, ze względu na wyjątkowość tradycji, położenia, deklarowanych celów społecznych. Jedną z podstawowych i koniecznych dla rozwoju rzeczy, warunkujących otaczanie wychowawczą i szkoleniową opieką zgłaszające się dzieci jest dodatkowe pełnowymiarowe boisko piłkarskie, ze sztuczną nawierzchnią. Brzmi to banalnie, jak zwykle brzmi praktyczne życzenie.

Agrykola jest klubem z ogromnym potencjałem. Jedyne czego potrzebuje do rozwoju i powrotu do czasów świetności to dodatkowe boisko.

Warszawa potrzebuje klubów z taką historią!

Bez pomocy z zewnątrz i bez reakcji otoczenia, Agrykola będzie musiała ograniczyć swoje szkolenie, a w najgorszym przypadku zostanie klubem skazanym na trwanie wśród powstającej fali komercyjnych akademii. A przecież każdy, ktokolwiek rozumie współczesne realia sportowe i rolę w kulturze fizycznej piłki nożnej zgodzi się, że Agrykola położona w sąsiedztwie Parku Łazienkowskiego jest odpowiednim miejscem aktywnego spędzania czasu i realizacji sportowych marzeń młodych i starszych warszawiaków. Poniekąd Warszawskie Centrum Szkolenia Młodzieży skazane jest na rozwój i niedobrze by było, gdyby nie dostrzegały tego władze miasta.

MICHAŁ GĄSIEWSKI

Fot. własne, Facebook Agrykola Warszawa