Wywiady

Z domu dziecka na MŚ: “Niektórzy zmarnowali szansę na granie”

Dla tych chłopców ten turniej znaczy wiele. Mogą oderwać się od szarej rzeczywistości, która otacza ich na co dzień, żeby przywdziać biało-czerwone barwy i powalczyć na Mistrzostwach Świata. Apetyty są ogromne, we wszystkich poprzednich sześciu edycjach nie schodziliśmy z podium. Krzysztof Kot, trener naszej reprezentacji, opowiedział nam co nieco o startujących dzisiaj MŚ dzieci z domów dziecka.

Jak powstała idea rozgrywania tych mistrzostw?

– Rozpoczęło się ok. 10 lat temu od lokalnego turnieju dla dzieciaków. Dzieciaki nie pozwalały, żeby ten turniej się nie rozwijał. Później były Międzynarodowe Mistrzostwa Polski.

Międzynarodowe?

– Tak, w mistrzostwach wzięło udział kilka zespołów z zagranicy. Następnie były Mistrzostwa Polski, kolejno Mistrzostwa Europy aż do Mistrzostw Świata. Organizatorzy stwierdzili, że trzeba ten turniej rozszerzyć na cały świat. Przyjechało 29 zespołów z całego świata, więc jest to nieprawdopodobnie wielka impreza. Największa tego typu na świecie.

Są podobne turnieje tego typu na świecie?

– Tak, nie wiem, jak się dokładnie nazywają, ale jest też np. duży turniej w Moskwie. Takie imprezy są bardzo potrzebne.

Jak wygląda selekcja zawodników do takiego turnieju?

– Gdy ja grałem w pierwszej edycji w 2013 roku, zawodników wybierano wśród najlepszych na Mistrzostwach Polski. Teraz się to trochę zmieniło i selekcja trwa przez cały rok. Jeżdżę jako trener po Polsce i obserwuję chłopców. Mamy dwa zgrupowania główne oraz kilka mniejszych turniejów, w których bierzemy udział. W tym roku byliśmy w Niemczech, gdzie mogliśmy się zmierzyć z gospodarzami i Słowenią, a mecze stały na wysokim poziomie.

W pierwszej edycji sam mogłeś występować w roli zawodnika. Jak wspominasz ten turniej?

– Było to moje spełnienie marzeń. Zagrałem na dużym stadionie, mogłem reprezentować swój kraj, odsłuchać hymn i zdobyć złoty medal. Nie każdy może zostać mistrzem świata, więc czułem się wyjątkowo. Moja ciężka praca została okraszona medalem.

Od której edycji jesteś trenerem?

– Teraz będę trzeci raz, ale przy mistrzostwach jestem od zawsze, czy to w roli wolontariusza, obserwatora.

Wróćmy jeszcze do kwestii zgrupowań. Jak one przebiegają?

– Pierwsze zgrupowanie ma na celu głównie integrację, możemy się lepiej poznać. Gramy w turniejach, uczymy się występować razem na boisku. Ostatnie zgrupowanie to już są stałe fragmenty, taktyka, konkretne rzeczy pod turniej.

Ośrodki wychowawcze nie mają problemów z tym, żeby puszczać chłopaków na takie zgrupowania?

– Nie, ośrodki bardzo chętnie puszczają chłopaków, bo wiedzą, że to dla nich duża szansa. Mogą się wiele nauczyć nie tylko piłki nożnej. Cieszymy się, że tak jest. Zainteresowanie jest duże, na Mistrzostwach Polski w przyszłym roku wystąpi 50 drużyn, a jeszcze jest długa lista rezerwowa.

Skąd są drużyny w tej edycji?

– Z takich egzotycznych to na pewno Nepal, Tajlandia, Jordania, Palestyna, Wietnam czy Uzbekistan.

Przedstawiciele na przykład takiego Nepalu sami się do was zgłaszają?

– Różnie. Czasem my ich zapraszamy, czasem sami się zgłaszają.

Dużo dziewczynek bierze udział w turnieju?

– Dosyć sporo. Kiedyś w mistrzostwach brała udział dziewczyna z Jordanii, której udało się zadebiutować w dorosłej reprezentacji swojego kraju.

Choć w naszej drużynie w ostatnich latach ich nie ma.

– Nie ma, ale chłopcy grają w juniorach trzecioligowych drużyn, Dominik Dziąbek, kapitan naszej drużyny z zeszłego roku, zagrał w tym sezonie siedem meczów w III lidze. W tym roku mamy chłopców z lig wojewódzkich czy drużyn okręgowych.

Co ten turniej znaczy dla chłopców?

– Ten turniej pomaga im wejść w dorosłość. Piłka nożna uczy pokory, sumienności, tego, że trzeba sobie na coś zapracować. Często w domach dziecka chłopcy dostają wszystko od sponsorów, wychodzą z placówki i nie potrafią sobie poradzić, bo oczekują, że wszystko dostaną pod nos. Mistrzostwa uczą tego, że trzeba ciężko pracować na swój sukces.

Turniej z edycji na edycję systematycznie się rozwija?

– W tym roku ma być najwyższy poziom w historii. Po tym, co widzę, naprawdę będzie grubo (śmiech).

Za każdym razem staliśmy na podium, w tym roku będziemy kontynuować tę tradycję?

– Chcielibyśmy stanąć na najwyższym stopniu podium. Udało mi się to osiągnąć jako zawodnik, a teraz przyszedł czas wygrać w roli trenera. Jesteśmy dobrze przygotowani, nie lekceważymy żadnego przeciwnika, w każdym spotkaniu będziemy walczyć o zwycięstwo. Mamy nadzieję, że wygra najlepszy.

Widziałem, że wspominałeś w różnych zapowiedziach turnieju, że mamy trudną grupę.

– Na papierze mamy bardzo ciężkich rywali. Zaczynamy meczem z Japonią, później Niemcy, Serbia, Irlandia Belgia i Litwa. Gra się pięciu plus bramkarz, a pełnowymiarowe boisko jest podzielone na cztery mniejsze części.

W regulaminie jest zapis, że nie trzeba być konkretnie trenerem piłkarskim, ale być pasjonatem.

– Nie wiem, jak to wygląda dokładnie w innych krajach, ale ja jestem normalnie trenerem z licencją UEFA. Licencja licencją, ale trzeba mieć do tego zajawkę, bo to jest inna, specyficzna praca. Trzeba to kochać, być wychowawcą nie tylko trenerem, ale czasami też ojcem, autorytetem.

Chłopcy z poprzednich edycji zostali przy piłce nożnej?

– Tak, słyszałem, że dwóch zadebiutowało w Dolcanie Ząbki, gdy byli w I lidze, a jeden w GKS Katowice. Niektórzy mieli szansę na granie i ją zmarnowali, a inni wybrali po prostu coś innego. Kilku chłopakom te mistrzostwa pomogły w dorosłym życiu.

Powiedziałeś, że kilku chłopaków zmarnowało swój talent. Gdy sam kiedyś trenowałem w klubie, mieliśmy chłopaka, który spędził kilka lat w domach dziecka, a później w rodzinach zastępczych. Pod względem techniki potrafił zrobić więcej od nas w zwykłych trampkach niż my w korkach na boisku, a niektórzy grają teraz w juniorach najlepszych klubów w Polsce. Gdyby doszła do tego głowa, mógłby osiągnąć naprawdę wiele.

– Niestety tak jest. Nie chcę mówić konkretnie nazwiskami, ale gdy grałem na pierwszych Mistrzostwach Świata, to w naszym zespole też był chłopak, o którego non stop pytały się kluby. Przyjechał do Warszawy i stolica go wciągnęła, przemieliła i wypluła.

Na trybunach pojawia się wielu skautów różnych klubów?

– Co roku przyjeżdżają i obserwują zawody. W zeszłym roku jeden z zawodników dostał propozycję dołączenia bodajże do ŁKS Łódź. Coraz więcej osób pojawia się na trybunach, też ze świata sportu. Na poprzednich mistrzostwach gościliśmy Jerzego Brzęczka i Radosława Gilewicza.

Która edycja jest twoją ulubioną?

– Pierwsza (śmiech). Cieszę się, że udało mi się zdobyć złoty medal, bo później kontuzja przerwała moją przygodę z piłką nożną. Mogę sobie to zapisać w moim piłkarskim CV i wspominać to na stare lata. Podobała mi się też edycja sprzed kilku lat, gdy zdobyliśmy srebro, a byłem wtedy zwykłym obserwatorem. Polska w całej siedmioletniej historii turnieju ani razu nie zeszła poniżej podium.

I w tym roku też nie zejdzie?

– Mam nadzieję, bo presja jest niesamowita. Jakakolwiek piłkarska reprezentacja Polski, gdy wyjdzie z grupy na turnieju, to już jest sukces i świętowanie przez cztery tygodnie, a my wyjdziemy z grupy i każdy się będzie pytać co dalej? Wyjście z grupy jest dla nas obowiązkiem. Każdy mówi o złocie i medalu, a dla chłopaków jest to trudne, bo odczuwają stres. Muszą pokazać charakter.

Większe emocje odczuwasz w roli zawodnika czy trenera?

– Trenera, bo jako zawodnik miałem mniej do ogarnięcia. Cały czas muszę być skoncentrowany, gotowy, żeby zauważyć błąd, pochwalić, przeprowadzać szybkie zmiany. Kolokwialnie mówiąc, trzeba być w sztosie. Nie można mieć gorszego momentu, bo momentalnie rywal to wykorzysta.

Rola gospodarza nam sprzyja czy przeszkadza?

– Bardziej sprzyja. Gdy w zeszłym roku i dwa lata temu wyszliśmy z grupy i na stadionie było 10 tys. osób, które krzyknęło “Polska” to mieliśmy ciary. To dawało nam kopa do grania. Rola faworyta jest tutaj bardzo ważna.

Faworyta?

– Chodziło mi o gospodarza. Mówię to, o czym myślę (śmiech).

Pójdzie w świat faworyta. Na koniec – jaki jest wasz cel na tych mistrzostwach?

– Cel jest taki, żeby się dobrze bawić. Chciałbym, aby chłopcy zapamiętali ten turniej do końca życia. Piłkarsko też postaramy się, zaprezentować jak najlepiej potrafimy.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ LODKO

Fot. Newspix