Reportaże

Pokopali z Piszczkiem, pierwszy trening w Goczałkowicach. Akademia BVB otwarta

Łukasz Piszczek, były reprezentant Polski, długo czekał na ten dzień. W poniedziałek w Goczałkowicach-Zdroju doszło do oficjalnego otwarcia akademii jego imienia. To pierwsza szkółka BVB poza granicami Niemiec.

O tym, że w Goczałkowicach-Zdroju, rodzinnym mieście Łukasza Piszczka, powstanie akademia piłkarska, wiadomo było już od pewnego czasu. Zanim nastąpiło oficjalne otwarcie, spełniono wiele koniecznych warunków. Podczas Dni Pasji wyselekcjonowano chłopców do czterech grup treningowych, od U-8 do U-11, oraz skompletowano sztab szkoleniowy. Wybudowano także boisko ze sztuczną nawierzchnią, na którym chłopcy odbyli wczoraj pierwszą jednostkę treningową.

Część oficjalna odbyła się na boiskach GOSiR-u. Nie zabrakło również samego “Piszceza”, który w sobotę w obecności 80 tysięcy kibiców zdobył Superpuchar Niemiec, a wczoraj przy ok. 200 zgromadzonych osobach otwierał swoją akademię. Z Dortmundu przyjechało także czterech trenerów, którzy na co dzień pracują z młodzieżą w Niemczech.

Inaugurację prowadził Michał Zioło, dyrektor akademii. Podziękował wszystkim za przybycie oraz za to, że ten projekt doszedł do skutku. Przedstawiono sztab szkoleniowy, wyczytano listę zawodników, a następnie chłopcy wybrali się do szatni, gdzie każdy z nich otrzymał komplet strojów treningowych. Przebrali się i wyruszyli na nowo wybudowane boisko.

O wrażeniach i samej akademii opowiedział nam sam Piszczek.

Jest pan podekscytowany otwarciem pierwszej akademii?

– Od dłuższego czasu jestem. Dzieci są naszym oczkiem w głowie i to dla nich tworzymy ten projekt. Poza aspektem sportowym chcemy, żeby wyrośli na jak najlepszych ludzi. Wiadomo, że nie każdy z nich zostanie w przyszłości zawodowym piłkarzem, ale może zostaną przy tym, co kochają. Trzeba mieć w sobie pasję i my tę pasję będziemy w nich rozwijać.

Od kiedy ten pomysł kiełkował w pana głowie?

– Z Michałem (Zioło – przyp. red.) rozmawialiśmy na ten temat wcześniej, ale myślę, że takie pierwsze kroki zostały poczynione pod koniec 2016 roku. Najpierw spotkaliśmy się z władzami gminy, a później drążyliśmy, drążyliśmy i się udało.

Jaki jest główny cel akademii?

– Przede wszystkim wychować te dzieciaki na dobrych ludzi.

Czyli dużą uwagę przywiązujecie także do aspektów pozasportowych?

– Zdecydowanie. Ale oczywiście tworzymy tę akademię, żeby miała swoją jakość, nie idziemy w masówkę.

Na ten moment jest to jedyna, nie będzie drugiej, trzeciej, w innych lokalizacjach?

– Skupiamy się na tej w Goczałkowicach i tutaj koncentrujemy się na tym, żeby jakość była, jak najwyższa. Na razie nie ma w naszych głowach pomysłu, żeby otworzyć kolejne akademie w całej Polsce. Wiemy, ile wysiłku będzie nas kosztować, żeby ten projekt dalej rozwijać. Nie jest tak, że już teraz wszystko jest gotowe, każdy będzie się uczył, ale myślę, że mamy podstawy do tego, żeby stać się bardzo dobrą akademią. Powiedziałem kiedyś, że nie jesteśmy konkurencją dla innych akademii na Śląsku czy w innych rejonach kraju, my po prostu dajemy możliwość dzieciom do jak najlepszego rozwoju. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy najpierw zwołać dzieci, a później zbudować infrastrukturę. Zaczęliśmy od infrastruktury, następnie znaleźliśmy odpowiednich ludzi do sztabu szkoleniowego, a na końcu, podczas Dni Pasji, wybrano dzieciaki, które dzisiaj mają swój pierwszy trening.

Ile dzieci zgłosiło się na Dni Pasji?

– Łącznie ponad 250, a do akademii przyjętych zostało 60. W dwóch rocznikach jest po szesnastu młodych piłkarzy, a w pozostałych dwóch – po czternastu.

Na kiedy planowane jest otwarcie kolejnych boisk?

– Niedawno odebraliśmy boisko ze sztuczną nawierzchnią, za niedługo do użytku oddane zostanie także boisko główne. W planach jest jeszcze trzecie oraz budynek z szatniami, który jest nam bardzo potrzebny do tego, żeby jak najlepiej funkcjonować. Niestety, przeciągnęło nam się trochę to wszystko, ale, jak to w budownictwie bywa, czasami terminy są założone dosyć optymistycznie (śmiech).

Jakie są pana obowiązki tutaj?

– Wraz z Michałem mamy dużo spraw do załatwienia. Jest to akademia non-profit, nie jest to robione, żeby nam przynosiło zyski.

Tylko żeby dać dzieciakom szansę.

– Dokładnie. Chcę coś oddać temu regionowi. Od dłuższego czasu działam w Goczałkowicach, czy to przy LKS-ie, czy teraz przy akademii. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jest tu problem z tym, żeby dzieciaki miały dobre warunki do treningów. Chciałem stworzyć im taką możliwość.

Zakończenie treningu wyznaczono na godzinę 19:09, symbolizującą rok założenia Borussii Dortmund. Boisko podzielono na cztery części – dla każdej z grup treningowych. Wszyscy się dopiero ze sobą poznawali.

Najważniejsze zadanie mieli trenerzy, żeby złapać dobry kontakt z dzieciakami. Rozpoczęto standardowo, od rozgrzewki. W zależności od grupy miała ona inną formę. Jedni grali w berka, inni wykonywali ćwiczenia na drabince treningowej. Podczas treningu wykorzystano piłki nie tylko przeznaczone do piłki nożnej, ale też futbolu amerykańskiego i piłki ręcznej. Futbol amerykański nie pojawił się przypadkowo, ponieważ trenerka od przygotowania motorycznego pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Młodzi zawodnicy będą mogli przez to szlifować swój angielski.

Chłopcy byli głodni gry, jeszcze w drodze na boisko pytali trenerów czy na końcu będzie gierka. Każdy się przykładał, nie było odpuszczania. Piszczek przebrał się w strój treningowy i również pokopał z dzieciakami. O zaplanowanej godzinie trening się zakończył, a dzieci wróciły na obiekty GOSiR-u, skąd odebrali ich rodzice.

Możemy się założyć, że po pytaniu “i jak było?”, chłopcy długo opowiadali o wrażeniach wczorajszego dnia. A kolejny trening… już dziś.

Więcej o całym projekcie przeczytacie tutaj.

Z GOCZAŁKOWIC-ZDROJU – BARTOSZ LODKO

Fot. Akademia BVB im. Łukasza Piszczka, własne