Wywiady

CLJ-ka od środka: “Już nie musimy szukać wypożyczeń”

Lech Poznań sezon 2018/19 w Centralnej Lidze Juniorów zakończył dopiero na 10. miejscu, choć w planach była walka o obronę tytułu mistrzowskiego. O nieudanym sezonie “Kolejorza” w CLJ, zawodnikach wyróżniających się w akademii, talencie Filipa Marchwińskiego i nowych możliwościach szkoleniowych, dzięki drużynie rezerw w II lidze, porozmawialiśmy z trenerem drużyny U-17 Bartoszem Bochińskim.

Lech Poznań w poprzednim sezonie Centralnej Ligi Juniorów U-18 stracił do Mistrza Polski, Korony Kielce, aż 33 punkty. Młodzi Lechici zdobyli zaledwie 41 punktów na 90 możliwych. “Kolejorz” szczególnie słabo wyglądał w na swoim boisku we Wronkach, gdzie przegrał aż 9 na 15 możliwych spotkań. Co się składa na tak mizerny wynik zespołowy?

– Przed sezonem zakładaliśmy, żeby mieć średnią dwóch zdobytych punktów na mecz. Niestety nie udało nam się nawet zdobyć połowy możliwych punktów. Większe znaczenie dla mnie ma jednak to, jak wyglądaliśmy w większości tych meczów. Bo o ile mikrocykl wyglądał dobrze, w kontekście realizacji zadań, tego, co zespołowi przygotowaliśmy, nigdy nie było absolutnie braku zaangażowania. Jedyne zastrzeżenia mieliśmy co do jakości wykonania założeń. Mikrocykle w większości przypadków wyglądały naprawdę obiecująco i mówiąc o mentalu, mieliśmy problem, żeby przenieść to, co trenujemy, na to, co gramy.

Oczywiście, to jak gramy zawsze będzie weryfikował rywal. Jednak z drugiej strony jesteśmy Lechem Poznań i to nasza akademia przynajmniej w większości tych meczów powinna narzucać warunki do gry. To jest piłka i tutaj może się wydarzyć absolutnie wszystko, ale nie może tak być w 15 meczach, a tyle się nam nazbierało porażek. To też jest jedna z przyczyn, taki moment przeskoku z całotygodniowego treningu na warunki meczowe. Głowa jest tutaj ważnym czynnikiem.

Zespół nie był czasami przemotywowany?

– Pewnie się to zdarzyło, są to chłopcy, którzy gen zwycięstwa mieli wpajany i frustracja w nich też rosła. My też staraliśmy się podsycać pozytywne myślenie. Co nie było łatwe, bo oni też byli przyzwyczajeni do zdobywania trofeów i wygrywania meczów. To wydarzenie było dla nich na tyle nowe, że nie mogli sobie z tym poradzić. Wyniki oczywiście są, jakie są, bo to widać po tabeli. Bardziej przykrym dla mnie wnioskiem jest fakt, że mało było meczów, w których Lech mógł się podobać przez całe spotkanie. W każdym meczu mieliśmy jakiś dobry moment, czy to początek, czy środek, albo końcówki. Albo dobrze wchodziliśmy w mecz, dzięki dobrej motywacji, a później nam gra się nie układała. Albo źle wchodziliśmy w mecz, a dobra była reakcja w szatni i po przerwie mieliśmy dobre fragmenty gry.  Nie było żadnego meczu, w którym ktoś by nas zdominował przez całe spotkanie. Jednak to jest trochę za mało, patrząc poprzez wyniki oraz oczekiwania, jakie mamy wobec zawodników, na realizacje zadań meczowych, w jaki sposób je realizują i pracują. Dla mnie smutny wniosek, mało było meczów, gdzie Lech grałby tak, jak grać powinien, czyli agresywnie, w pressingu, kontrolował spotkanie, gdy posiadał piłkę i też, gdy jej, nie posiadał. Siła ligi się zwiększyła, ale to nie zmienia faktu, że powinniśmy dominować w większości spotkań.

Poprzedni sezon nie był dobry w kontekście wyniku całego zespołu. Jednak z pańskiej drużyny wielu zawodników było przesuwanych do drużyny rezerw czy pierwszego zespołu, czyli musieli pokazywać się z dobrej strony w CLJ. Kogo indywidualnie wyróżni trener za sezon 18/19?

– To jest całkiem spora grupa. Bo Filip Szymczak już w trakcie rundy jesiennej został przesunięty do drugiego zespołu. Kuba Kamiński pojechał bezpośrednio z zespołu A1 (junior starszy – przyp. red.) na obóz do Turcji z trenerem Adamem Nawałką i się spodobał, czyli praca z tymi chłopakami była wykonywana właściwe, a oni się rozwijali, bo poradzili sobie na poziomie pierwszego zespołu. Kuba Kamiński strzelał ważne gole w III lidze, które były, nie bez znaczenia w kontekście walki o awans. Cała grupa zawodników jak kapitan w rundzie jesiennej Karol Smajdor, Kacper Andrzejewski, Kuba Karbownik. Schodzący Mateusz Skrzypczak, choć on zaczynał sezon w rezerwach, był zawodnikiem, który nas wspierał. Często też “Skrzypie” powtarzałem, że jak przyjdzie ten moment, on ma być gotowy. On zdobył tytuł mistrzowski w CLJ i chciał już grać wyżej, nie zawsze było to możliwe i tylko stu procentowe zaangażowanie oraz profesjonalne podejście do swoich obowiązków sprawiło, że gdy pojawiła się szansa gry w Ekstraklasie, był na to gotowy. Bo grał, był w rytmie meczowym i mógł dobrze się zaprezentować trenerowi pierwszego zespołu. Idąc dalej, Kuba Białczyk, który zagrał w rundzie wiosennej wszystkie mecze, prawie po 90 minut. Dla niego runda pod względem sportowym bardzo udana i poprzez regularną grę mógł się dalej rozwijać. Kacper Janiak, momentami nam go brakowało, bo to jasna postać w ofensywie, a złamał nos na początku sezonu i złamał nos na początku roku. Przez to nie mieliśmy go przez osiem kolejek w naszym zespole. Patrząc na potencjał, jaki ma Kacper, nam go brakowało w tych meczach. Kuba Niewiadomski też trafił do drugiego zespołu. Nie chcąc nikogo pominąć, dodam też zawodników, z którymi współpracowaliśmy, Kacper Wachowiak fajnie wyglądał, Filip Wilak z rocznika 2003 ma premierowe trafienie w CLJ. Będzie na pewno znaczącą postacią dla tego zespołu w tym sezonie. W końcówce sezonu był z nami Kuba Gil na pozycji numer 10, który świetnie sobie radził. Nie chcę nikogo pominąć, bo to jednak duża grupa. Bartek Burman, weteran naszej akademii też rozegrał kilka świetnych meczów. Łukasz Szramowski długo się leczył jesienią, a wiosną miał udaną. Rzutem na taśmę pojechał na drugą rundę eliminacji do Mistrzostw Europy U-17. Był ważną postacią w naszym zespole, zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Są pozytywy, będę się upierał, że każdy z tych zawodników zrobił krok do przodu, jeśli chodzi o wiedzę, proces w podejmowaniu decyzji, czy mentalność.

Zimą doszło do dwóch transferów do pańskiego zespołu, przyszli Maksymilian Tkocz z Legii Warszawa i Eryk Rajnisz niemieckiego Borgfeld. Ci piłkarze są tylko uzupełnieniem kadry czy Lech wiążę z nimi przyszłość?

– W obu tych przypadkach patrzyliśmy na nich szerzej niż tylko runda wiosenna. Rocznik 2002, który zaraz rozpocznie CLJ U-18. Ich adaptacje uważam za udaną i zakończoną. Mieli swoje momenty, pojawiali się na boisku. Z Rajniszem trochę czasu trwało załatwienie papierów z FIFA, bo był to transfer międzynarodowy. Więc na początku nie mógł grać, ale sumiennie trenował i pochodził do swoich obowiązków, tak, jak powinien każdy zawodnik. Tkocz z kolei to piłkarz z przeszłością reprezentacyjną był powoływany do U-16 i U-17, jest zawodnikiem lewonożnym. Też wartość dodana do naszej akademii. Ten sezon będzie dla nich ważny, bo znają CLJ i powinni być liderami tego zespołu oraz drogowskazami dla nowych zawodników, z rocznika 2003. Z drugiej strony mają też swoje sportowe cele i będą walczyć o skład w drużynie rezerw.

Tkocz przyszedł do Lecha z Legii. Jak był przyjęty w szatni przez rówieśników?

– Owszem jest to transfer w drugą stronę. Jednak to jest chłopak, któremu bliżej do Górnika Zabrze, niż pewnie do Legii, czego nie kryje. Nie było problemów, był bardzo dobrze przyjęty. Nowi koledzy wysoko ocenili jego umiejętności, kiedy był u nas na testach. Głos zawodników absolutnie nie jest decydujący, aczkolwiek ważne jest dla mnie to, jak postrzegają takiego “testowicza” gracze, którzy u nas już funkcjonują. Oczywiście z jednej strony jest to kandydat do rywalizacji, ale chcemy mieć mocnych mentalnie zawodników, którzy rywalizacji się nie boją, więc pytając ich, jak im się podoba dany zawodnik do akademii, potrafimy odczytać intencje, jakie ma zawodnik w swojej wypowiedzi. Ocenili Tkocza wysoko, jego umiejętności, sposób bycia, sposób komunikowania. Sam Tkocz po tym pół roku jest bardzo zadowolony z miejsca, do którego trafił i jest gotowy do podjęcia ciężkiej pracy w przyszłości. Nie było niesnasek na linii Legia – Lech. Zresztą powiem po prawdzie, że graliśmy te mecze z Legią w lidze, z mocnym przeciwnikiem. Później ci piłkarze spotykają się na kadrach młodzieżowych i mają ze sobą mniejszy lub większy kontakt i nie ma tutaj niesnasek. Myślę, że byłoby to nienormalne, gdyby coś takiego decydowało o obecności zawodnika w zespole, więc tutaj nie ma tematu.

Wraz z zakończeniem sezonu 18/19 zawodnikom z rocznika 2001 skończyła się możliwość gry w Centralnej Lidze Juniorów. W większości przypadków zawodnicy są przesuwani do rezerw bądź pierwszego zespołu lub są wypożyczani. Mateusz Bieniek u trenera rozegrał 19 spotkań i był ważną postacią na prawej obronie, a teraz jest zawodnikiem Zagłębia Sosnowiec. Z klubem pierwszoligowym podpisał trzyletni kontrakt. Nie było pomysłu, żeby go tam wypożyczyć, a nie oddać za darmo?

– Dzisiaj juniorzy mają możliwość korzystania z menadżerów. Nie będę tego oceniał, czy to dobrze, czy źle. To jest po prostu fakt i z tym należy się pogodzić, nie można się tego wyprzeć, ani przyklasnąć, że to jest super robota. Tak po prostu jest. Pojawiają się inne pomysły na siebie u tych chłopaków i ludzi, z którymi współpracują. Efektem takiego pomysłu jest transfer Bieńka do Zagłębia Sosnowiec. Plan i kontrakt, jaki mu został przedstawiony u nas, w pewien sposób wiązał jego przyszłość z rezerwami Lecha Poznań. W rozmowach z samym zawodnikiem nie było widać na tyle zadowolenia u niego i dlatego odszedł. Bieniek był z nami 3 lata. Został  m.in. mistrzem Polski juniorów młodszych. Dla nas jest ważne to, że był w akademii, bo jest to wartościowa osobowość. Życzę mu powodzenia. Rozmawialiśmy z nim na ten temat. On dobrze będzie wspominać swój czas w Lechu, mówił, że wiele tutaj się nauczył. Praca z nim na poziomie juniorskim dała mu na tyle umiejętności, wiedzy i mentalności, że dzisiaj może walczyć o skład w pierwszej lidze. W Lechu nie było planu, żeby w najbliższym czasie trafił do pierwszego zespołu, stąd taki ruch.

Lech jest pierwszym klubem w Polsce, którego druga drużyna awansowała na poziom centralny. Jeszcze w sezonie 2018/19 były takie sytuacje, że w ważnych meczach III ligi rezerwy wspomagane były przez zawodników z pierwszego składu. Stąd też rodzi się pytanie, jak bardzo ważne będzie utrzymanie II ligi dla Lecha? Czy nie będzie czasem tak, że w tych trudnych momentach młodzi zawodnicy zostaną odstawieni na bok?

– Jak najbardziej słuszne i zasadne pytanie. Będzie to dla nas nowa sytuacja, choć na II ligę szykowaliśmy się od kilku sezonów. Raz awans do niej był bliżej, a raz dalej. Jakie dostrzegam pozytywy? Będzie wiele niewiadomych, które będą odkrywać się na przestrzeni tego sezonu. Jeżeli chodzi o proces zarządzania ścieżką rozwoju zawodnika, dostrzegam niewątpliwe duży plus. Dłużej będziemy mogli “przytrzymać” chłopców, których chcemy sprawdzić na poziomie seniorskim w kontekście gry w pierwszym zespole. Co to znaczy? Nie musimy teraz szukać wypożyczeń tylko po to, żeby zweryfikować zawodnika na poziomie pierwszoligowym czy drugoligowym. Oczywiście, czasem zmiana otoczenia dla zawodnika jest ważna. Chcemy zobaczyć jak zawodnik radzi sobie w innych warunkach, niż te, które gwarantuje akademia i drugi zespół, które są bardzo komfortowe. To też jest okazja, żeby trzymać pod gotowością zawodników z pierwszego zespołu, także tych, którzy dołączają tam z akademii. Wierzę, że jakością, jaką mamy, sportowo poradzimy sobie w II lidze. Wymagania dla zawodników z akademii też wzrosły. Pewnie nie będzie już tak często i wielu roszad między zespołami A1, B1 i rezerwami. Ten sezon to dużo niewiadomych, ale daje nam wiele możliwości szkoleniowych.

Filip Marchwiński w końcówce poprzedniego sezonu pojawił się na ustach wielu kibiców i ekspertów, kiedy to strzelił zwycięskiego gola przy Bułgarskiej w meczu z Legią Warszawa. Zrobiło się wtedy o nim głośno, a jeszcze w marcu grał u pana w drużynie w CLJ. 

– Tak, to prawda. To była sytuacja podyktowana faktem takim, że Marchwiński chwilę wcześniej leczył kontuzję w pierwszym zespole, a w drużynie rezerw nie zdążyłby już rozegrać meczu przed wyjazdem na reprezentacje młodzieżową i pojawiła się okazja, żeby zagrał w CLJ. Tylko i wyłącznie dobro zawodnika i przygotowanie go do wyjazdu na reprezentację miało tutaj znaczenie. Marchwiński jest piłkarzem niesamowicie utalentowanym, było to wiadome od samego początku. Był prowadzony przez wszystkie szczeble akademii, w tej poznańskiej części i we Wronkach. Miał trudne momenty, gdyż ulegał kontuzjom, które go wykluczały na dłuższy czas. On to przetrwał i nadal pokazywał wysoką jakość oraz utrzymywał dobrą formę sportową. Uważam, że pojawienie się Marchwińskiego w Ekstraklasie i fakt, że tam sobie poradził, jest nieprzypadkowy. Na dzisiaj byłoby ogromną porażką niewprowadzenie tego zawodnika na ten poziom, mając do czynienia z tego rodzaju potencjałem. Tu było trochę przewrotnie w drugą stronę. Chcieliśmy go tak poprowadzić, żeby go nie zepsuć. A to też czasami jest trudne. Nam się to udało. Dziś jest pełnoprawnym członkiem pierwszej drużyny i czekamy na to, jak będzie prezentował się jesienią w Ekstraklasie. Akurat omawiając drogę tego zawodnika, ona jest tak specyficzna, jak jego bardzo wysoki potencjał i umiejętności.

Czy mentalnie jest gotowy na regularną grę w Ekstraklasie i prezentowanie wysokiego poziomu w każdym meczu? Pytam o to, gdyż mam przed oczami mecz eliminacyjny do Mistrzostw Europy U-17 z marca tego roku, kiedy to Polska grała z Rosją. Polacy prowadzili 2:1 i tuż przed przerwą Marchwiński zachował się niesportowo i odepchnął z impetem rywala. Otrzymał za to czerwoną kartkę. Polacy grali całą drugą połowę w osłabieniu, przegrali ten mecz 2:3, a patrząc dalej, nie awansowali na Mistrzostwa Europy U-17.

– Prowadzenie w tym meczu w dużej mierze było zasługą Marchwińskiego, gdyż strzelił bramkę i zaliczył asystę. Cieszę się, że udało się nam go przygotować na taki poziom. Cóż, takie historie zdarzały się już u zawodników na najwyższym poziomie. Tutaj ważne będzie to, jak Marchwiński będzie radził sobie z tego rodzaju emocjami w przyszłości. Bo jakieś wnioski zostały wyciągnięte. Wszyscy widzieliśmy jakie były konsekwencje tego zachowania, na to nie mamy już wpływu, ale możemy mieć w przyszłości. Bo prowokacji będzie dużo. Wtedy ocenimy czy ta sytuacja czegoś go indywidualnie nauczyła, czy nie. Na pewno bardzo to przeżył. Ma świadomość tego, co zrobił. Jednak czy to trafiło do niego na sto procent? To pokaże przyszłość. Z drugiej strony także naszą rolą w klubie jest przejęcie opieki nad mentalnością tych chłopców. Dużo zaczyna się dziać w ich życiu. To są kontrakty, kibicie, wymagania Bułgarskiej i ludzi, którzy przychodzą na stadion.  Z tym też trzeba sobie poradzić. Naszą rolą w akademii jest przygotować ich na ten poziom, a następnie umacniać i wspierać. Liczę, że nic złego się nie wydarzy w kontekście mentalności Marchwińskiego, ten chłopak  może naprawdę dużo osiągnąć w piłce nożnej. Dokąd dojdzie? Zobaczymy, na pewno jest we właściwym miejscu.

Trener Jacek Magiera mówił, że wybierając wąską kadrę na Mistrzostwa Świata U-20, brał pod uwagę nie tylko umiejętności piłkarskie, ale także mentalność młodych piłkarzy. Patrząc na to, jak zaprezentowali się polscy piłkarze na mundialu, można wysnuć wniosek, że Marchwiński nie jest od nich gorszy pod względem piłkarskim. Nie był gotowy pod względem mentalnym na ten turniej?

– Znalazł się w szerokiej kadrze na ten mundial, a na turnieju zagrał inny zawodnik z rocznika 2002, Nicola Zalewski. Taka była decyzja trenera Jacka Magiery. Miał pomysł na ten zespół i czas, żeby przyjrzeć się zawodnikom, odpowiednio ocenić i przygotować. Taką przyjął strategię. Nie wiem, czy Marchwiński był gotowy, czy nie, bo tego teraz nie sprawdzimy. Wiemy, że umiejętności ma ponadprzeciętne i zapewne inne czynniki zadecydowały o tym, że na tym mundialu się nie pojawił. Być może nie dał się na tyle poznać trenerowi Jackowi Magierze, aby na niego postawić? Posiada umiejętności, żeby grać w reprezentacjach i pewnie nieraz go z orzełkiem na piersi zobaczymy. W kontekście mentalu ważne jest to, żeby dzisiaj to skupienie na pracy, jaką ma do wykonania w pierwszym zespole, było pełne, całkowite, żeby nie przeszkadzały mu inne rzeczy i pokusy codzienne, które u tak młodego zawodnika mogą się pojawiać. Dalej, żeby był zdyscyplinowany i wtedy, za jakiś czas, zobaczymy go na innej dużej imprezie i będziemy cieszyć się jego grą.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix