Wywiady

Mentalna londyńska moc. Jak wygląda praca w akademii Chelsea?

Potężne centrum treningowe niedaleko Heathrow miało londyńskiej Chelsea zapewnić stały przypływ utalentowanych juniorów. Od niemal dekady „The Blues” w rozgrywkach młodzieżowych zaczęli wieść prym, wygrywając w latach 2015 i 2016 UEFA Youth League oraz w znacznej części tworząc młodzieżowe reprezentacje Anglii.

Pierwsza drużyna wciąż czeka na wychowanków. Wszystko zaczęło się o Gaela Kakuty, Patricka van Aanholta, Jeffrey’a Brumy i Josha McEachrana. Następnie byli Dominic Solanke, Charly Musonda, Lewis Baker, Andreas Christensen czy Nathan Ake. Na wielką gwiazdę europejskiej piłki kreowany jest od dawna Ruben Loftus-Cheek. Bez wątpienia na Stamford Bridge czekają jednak wciąż na jakąś bombę. Taką, która pokaże, że akademia Chelsea szkoli naprawdę dobrze.

O tym, jak wygląda jej praca od środka, porozmawialiśmy ze Scottem Hastingsem, trenerem drużyny U12, która w grudniu poprzedniego roku w Poznaniu wzięła udział w turnieju Lech Cup.

***

Ostatnią edycję Lech Cup zaczęliście bardzo słabo. Po sobotnich meczach zamykaliście ośmiozespołową stawkę, ale w niedzielę zrehabilitowaliście się i zakończyliście rywalizację na 5. miejscu. W Poznaniu nie wystąpiliście pierwszym składem?

 – Każdego weekendu rozgrywamy wiele turniejów w całej Europie, dlatego nie mogę powiedzieć, że pierwszy skład jedzie na dany turniej. Zawodnicy są podzieleni między rozgrywki, oczywiście te bardziej atrakcyjne staramy się „obstawić” najlepszymi. Lech Cup to fantastyczny turniej. Mogliśmy sprawdzić się na tle Herthy Berlin, Anderlechtu Bruksela czy Lecha Poznań, a każdy z rywali zawiesił nam poprzeczkę bardzo wysoko.

Ile zawodników trenuje na co dzień w drużynie Chelsea U12?

– Mamy 18 dwunastoletnich zawodników. Chcemy mieć możliwość gry dwoma dziewiątkami w weekend, czyli bramkarz plus dwie czwórki na zmianę. Każdego tygodnia rozgrywamy dwa mecze sparingowe. Do Poznania zabraliśmy przykładowo dziesięciu graczy, dwóch bramkarzy i ośmiu zawodników z pola. Pozostała ósemka w rozgrywkach PowerPlay rywalizowała zarówno w sobotę, jak i w niedzielę w Londynie.

Ile treningów macie w tygodniu?

– Jeżeli chodzi o zespoły U11 i U12, w każdy wtorek, środę i czwartek aplikujemy im dwugodzinne jednostki treningowe. Drużyny od U14  w górę cały czwartek spędzają z kolei w klubie. W sobotę rano trening trwa półtorej do dwóch godzin, by w niedzielę wszystko zwieńczyć meczem sparingowym.

W jakim wieku zaczynacie szkolenie w Chelsea?

– Najmłodsi są 6-, 7-latkowie. Oni trenują wciąż w swoich klubach, a od U9 przechodzą już do nas na stałe.

 Macie określony model gry dla tych najmłodszych?

– Model gry Chelsea opiera się na chęci ekspresji na całym boisku. Staramy się bronić kompaktowo i atakować rywala agresywnie. Na każdym etapie wiekowym mamy też określone szczegóły dotyczące rywalizacji w danej kategorii.

Jakimi słowami scharakteryzowałbyś szkolenie w Chelsea?

– Wiele w Chelsea zależy od strony mentalnej. Gdybym miał scharakteryzować to szkolenie jednym słowem, byłaby to „ciężka praca”. Jeśli nie pracujesz ciężko, nie dojdziesz za daleko. Nawet jeśli jesteś utalentowany, bez determinacji i odpowiedniego podejścia nie masz szans się przebić.

Jak grać powinny wasze zespoły?

– Wszystkie nasze zespoły w miarę możliwości powinny kontrolować grę. Przez kontrolę gry rozumiemy jednak, że czasem możemy inteligentnie bronić i kontrować rywala.

Czyli nie opieracie się wyłącznie na ataku pozycyjnym?

– Po pierwsze chcemy kontrolować piłkę. Jeśli możemy jednak to zrobić dzięki atakowi szybkiemu, wybieramy go.

Brzmi jak styl, który Chelsea zaszczepił Jose Mourinho.

– (śmiech) Oczywiście staramy się atakować pozycyjnie, ale czasami trzeba zmienić plan. W zależności od przeciwnika. Od tego jak toczą się losy meczu, od szybkości, umiejętności rywali. Wtedy szybkie operowanie piłką jest przecież mile widziane chyba u każdego.

Jak wyglądać będzie zatem zawodnik szkolony przez 10 lat w akademii Chelsea?

– Po tylu latach musi być perfekcyjny technicznie, rozumieć grę na różnych pozycjach. Największym jednak wyróżnikiem takiego zawodnika będzie przygotowanie mentalne. W Chelsea wymagania i presja są takie, że każdy kolejny mecz musi być tym najważniejszym.

Powiedziałeś o grze na różnych pozycjach. Do kiedy rotujecie nimi wśród zawodników?

– Do etapu U13, U14 pozycjonujemy swoich zawodników. Od U15, U16 możemy natomiast mówić już o przypisanej pozycji do danego gracza. Na najmłodszych etapach szukamy różnych możliwości, rotujemy też systemami, bo gramy z czterema obrońcami, ale i w 3-5-2. Z wiekiem ilość graczy w zespole przebywającym na boisku też się zmienia, o czym nie można zapominać.

Na czym opieracie się budując swój mikrocykl treningowy?

– We wtorek skupiamy się na technice. Wszyscy chłopcy od drużyny U9 przychodzą na zajęcia i realizują poszczególne stacje. Wyizolowane z gry. Przez 8 minut realizują 6-7 różnych stacji, a następnie przechodzimy do małych gier. W czwartek rywalizujemy na większych boiskach, w sobotę rywalizacja odbywa się już w warunkach meczowych.

Jak wyglądają te wtorkowe stacje?

– Na jednej toczy się np. rywalizacja 1v1, na drugiej odbywamy sesje zwodów – a’la Messi czy Ronaldo, na jeszcze innej kontrolę piłki wśród manekinów, dalej ćwiczenia z ciężarem własnego ciała.

Czy struktura waszych treningów jest jakoś z góry narzucona?

– Staramy się dzielić treningi na 20-minutowe bloki. Zaczynamy od rozgrzewki – z piłkami bądź bez. Następnie chwila szybkości, później blok związany z techniką. Dalsze części to już gry pozycyjne i zajęcia opierające się właśnie na czystej rywalizacji w grach.

Dlaczego szkolenie w Chelsea jest lepsze od tego w innych klubach?

– Nie mogę powiedzieć, że jest lepsze, bo nie znam tak dobrze jak szkolenie wygląda w innych klubach. To, co jednak robimy dobrze, to szkolenie znakomitych piłkarzy o niesamowitej mentalności. Takie przykłady jak Ruben Loftus-Cheek pokazują, jak piłkarsko jesteśmy w stanie wykształcić zawodnika. Pod względem technicznym, ale też taktycznym i psychologicznym. Nasi wychowankowie są gotowi do gry na najwyższym poziomie, ale też dobrze wychowani, mają odpowiednie maniery.

W Anglii przygotowanie mentalne jest bardzo ważne?

– Szalenie ważne. Przecież dobrze zapowiadający się piłkarz może złapać kontuzję i co wtedy? Jego kariera staje pod znakiem zapytania, wtedy poradzi sobie jednak z wyzwaniami dnia codziennego.

Jak wygląda praca trenera w Anglii?

– W Chelsea to praca na pełen etat. Trenerzy obejmują kilka ról jednocześnie, działają np. w skautingu, przy drużynach tworzonych w projekcie komercyjnym, pomagają młodym piłkarzom. Cały swój czas poświęcają jednak piłce nożnej. Ja przykładowo poza pracą przy zespole U12, pracuję również w szkole. Mam też indywidualne sesje z niektórymi zawodnikami.

Trudno jest funkcjonować w Anglii jako trener?

– Czasem bywa trudno, szczególnie w klubach niższych lig. Tam pojawiają się problemy z pieniędzmi, odpowiednim sprzętem treningowym, boiskami. Dlatego wielkim szczęściem jest móc funkcjonować w takiej akademii jak Chelsea.

A jaka jest droga do pracy w barwach The Blues?

– Dla mnie ta droga zaczęła się od wielu lat spędzonych przy drużynach szkolnych i w grupach komercyjnych. Codzienne działania budowały moją pozycję, trenerzy nadzorujący moją pracę byli bardzo z niej zadowoleni. Trenerów w Chelsea charakteryzuje pokora, zdajemy sobie sprawę ze szczęścia, jakim jest praca w tak wielkim klubie. Wielu jest tu młodych, ambitnych szkoleniowców, którzy ciężką pracą doszli do punktu, w którym są.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. FotoPyK, własne