Wywiady

CLJ-ka od środka: “Trenerzy muszą się przystosować do tempa tej ligi”

Arka Gdynia dobrze rozpoczęła nowy sezon Centralnej Ligi Juniorów. O towarzyskim spotkaniu z Chelsea, pierwszym dalekim wyjeździe na mecz oraz celach na tę kampanię porozmawialiśmy ze szkoleniowcem drużyny U-18 Jakub Frydrychem. 

Jak wyglądały wasze przygotowania do tego sezonu?

– Przygotowania rozpoczęliśmy w połowie lipca. Na początku były badania wydolnościowe, szybkościowe, testy nowych zawodników. Od razu dołączyło do nas trzech nowych chłopaków, których już wcześniej wypatrzyliśmy. Później udaliśmy się na tygodniowy obóz do Cetniewa, gdzie w bardzo dobrych warunkach trenowaliśmy dwa razy dziennie oraz rozegraliśmy wartościowy sparing.

Z kim?

– Był to zespół z okręgówki – MKS Władysławowo. W ich drużynie było kilku zawodników z przeszłością na wyższym szczeblu, więc był to wymagający przeciwnik. Wcześniej graliśmy z Chelsea U-18.

Jak wypadliście w starciu z Anglikami?

– Wiadomo, jak to Anglicy, dominowali przez większość gry, ale mieliśmy też kilka niezłych fragmentów. Mecz skończył się remisem 1:1.

Wynik całkiem satysfakcjonujący.

– Tak, w drugiej połowie wpuścili kilku młodszych zawodników, a my graliśmy mieszanym składem złożonym z 18- i 19-latków. Z pierwszej drużyny zszedł do nas bramkarz Kacper Krzepisz. Gdy wprowadzili młodszych graczy, to my mieliśmy przewagę.

Co mówił o was trener Chelsea po spotkaniu?

– Był bardzo zadowolony ze sparingu. Bazujemy na chłopakach z regionu i kilku województw, a u nich grają chłopcy z całego świata. Z wyniku oraz gry w drugiej połowie możemy być zadowoleni.

Udało wam się utrzymać sporą część składu z poprzedniego sezonu.

– Tak, jeżeli chodzi o rocznik 2002, zostali prawie wszyscy. Doszło do nas wspomnianych wcześniej trzech chłopaków – z zespołu Naki Olsztyn, Błękitnych Wronki i Kotwicy Kołobrzeg. Cieszy to, że na ten moment wszyscy zawodnicy są do naszej dyspozycji.

Sezon rozpoczęliście od spotkania z Pogonią Szczecin. Jak wyglądał ten mecz z pana perspektywy?

– Akurat bardzo dobrze znam ten rocznik Pogoni, bo mierzę się już z nimi od trzech lat. W ostatnim okresie mamy korzystne wyniki, a i nasza gra jest na plus, czego nie mogę powiedzieć o wcześniejszych latach. Zawsze to oni nas dominowali. Oczywiście, w ich składzie jest kilku młodzieżowych reprezentantów Polski i chłopaków z dużym potencjałem, ale to my z pierwszego meczu wyszliśmy zwycięsko. W drugiej połowie musieli radzić sobie ze stratą jednego zawodnika, ale samo spotkanie było bardzo wyrównane. Już w 8. minucie mogli wyjść na prowadzenie, ale nie wykorzystali swojej szansy, dobrze zachował się nasz bramkarz. Mieliśmy też swoje okazje, zdobyliśmy pierwszą bramkę, później oni wyrównali, ale szybko zareagowaliśmy i znów wyszliśmy na prowadzenie. Trzeba im oddać, że ich poświęcenie było widoczne, tym bardziej że walczyli w dziesięciu. Wiele osób było zaskoczonych naszym wynikiem.

Po ostatnim spotkaniu Zagłębia z Pogonią ten wynik staje się coraz mniejszą niespodzianką.

– Widzę, że to nie jest “ta” Pogoń.

Poszli w stronę rozwoju indywidualnego nad wyniki.

– Tak można się tłumaczyć, ale każdy stawia na rozwój indywidualny. Co cieszy w Pogoni, to, że w minionej kolejce w Ekstraklasie zadebiutował Kacper Kozłowski. Coś tam jest jednak nie tak. Widać, że ta Pogoń nie może odpalić, wygrali z SMS-em Łódź, ale beniaminkowie muszą zapłacić swoje frycowe. Trenerzy i zawodnicy muszą się przystosować do tempa i charakterystyki ligi.

Następny był bolesny wyjazd do Warszawy.

– Myślę, że Legia będzie jednym z pretendentów do zdobycia Mistrzostwa Polski.

W pierwszej połowie nie straciliście gola. Po przerwie zaczęliście grać słabiej?

– Legia miała w pierwszych 45. minutach dwie sytuacje, po których mogli zdobyć gola, ale my też mieliśmy swoje szanse. Od razu po przerwie strzelili bramkę i złapali więcej pewności siebie. Wiadomo, jak to w piłce młodzieżowej, gdy zespół złapie trochę więcej luzu, to później łatwiej się gra. Nie ukrywam, że moi zawodnicy mieli troszeczkę “związane nogi” przed tym spotkaniem. Było to widać, że to pierwszy tak daleki wyjazd, bo do tej pory grali tylko w obrębie swojego makroregionu.

A czekają ich jeszcze trzy wyjazdy do Krakowa. 

– Być może zbytnio psychicznie podeszli do tego starcia. Gra nam się nie do końca kleiła, mieliśmy problem z organizacją, założeniem pressingu. Jednak przegrywając nawet 0:3, stworzyliśmy sobie cztery stuprocentowe sytuacje. Uważam, że w tym meczu byli troszeczkę lepsi od nas.

W Warszawie zagraliście słabszą drugą połowę, za to z Jagiellonią już koncertową.

– Pierwsza połowa również była nie najgorsza. W drugiej połowie wykorzystaliśmy ogromne błędy defensywy drużyny przeciwnej. Druga bramka padła po trafieniu samobójczym, przy trzecim golu nie dogadał się defensor z bramkarzem, a czwartą zdobyliśmy na pustą bramkę. Wygraliśmy zasłużenie.

Obawiacie się meczu ze Śląskiem?

– Mieliśmy dzisiaj analizę z zawodnikami i uczulałem ich na Kacpra Głowieńkowskiego (10 bramek w trzech meczach), że to nie jest chłopak, który potrafi tylko dostawić nogę, ale wykorzystuje swój potencjał motoryczny i wysokie umiejętności. Prawonożny zawodnik strzela trzy bramki lewą nogą, to też o czymś świadczy.

Jak wygląda wasza współpraca z pierwszym zespołem?

– Łukasz Radzimiński jest trenerem z pierwszego zespołu, który jest odpowiedzialny za bezpośredni kontakt z nami. Zdarza się także, że na naszych meczach pojawia się Grzegorz Witt. Mamy raz w tygodniu spotkania, na których jest Michał Globisz oraz dyrektor sportowy Antoni Łukasiewicz.

Chłopcy mogą liczyć na treningi z pierwszym zespołem?

– Na stałe z pierwszym zespołem trenuje Mateusz Stępień, który gra w mojej drużynie. Niedawno dołączył również Jakub Wilczyński z rezerw. Nie ukrywam, że przez zespół rezerw staramy się wprowadzać zawodników do pierwszego zespołu.

Mateusz Młyński jest dla nich przykładem, że można być młodym zawodnikiem i grać w Ekstraklasie?

– Młyński często pojawia się na naszych treningach, chłopcy widzą, że jest to normalny chłopak. Jako trenerzy dajemy im przykład, że on niedawno trafił do pierwszego zespołu i to samo może stać się z nimi. Mają świadomość, że ta szansa jest w ich zasięgu.

Jakie są cele Arki na ten sezon?

– Uważam, że jeśli nie gra się o mistrzostwo, to gra się tylko o to, żeby się utrzymać. Chcielibyśmy znaleźć się w pierwszej piątce. Zdajemy sobie sprawę, że więcej zespołów ma taki sam cel. W poprzednim sezonie byliśmy 7., w tym uważam, że stać nas na wyższą lokatę.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ LODKO

Fot. Newspix