Reportaże

Brazylijski klimat w polskiej wsi – Canarinhos Skórzewo

Pele, Ronaldinho czy Kaka to zawodnicy, którzy charakteryzowali się tym, że lubili dryblować. Czy brazylijskie wzorce można przełożyć na polskie podwórko? Canarinhos Skórzewo to przykład szkółki, która bardzo mocno skupia się na grze 1v1 u najmłodszych adeptów futbolu.

Zawitaliśmy tym razem do Skórzewa, niewielkiej miejscowości w powiecie poznańskim, która liczy sobie ponad 7 tysięcy mieszkańców. Głównym celem naszej podróży było oczywiście miejsce, gdzie trenują młodzi zawodnicy klubu Canarinhos. Na pierwszy rzut oka zobaczyliśmy kompleks trzech boisk do piłki nożnej: dwóch trawiastych i jednego sztucznego. O godz. 17:00 na każdej z tych muraw rozpoczął się trening.

Mieliśmy podgląd na trzy różne roczniki. Najmłodszym był 2013, a najstarszym 2009. Co zauważyliśmy? Po pierwsze intensywność. Każdy z młodych zawodników był cały czas w ruchu. Co jakiś czas trener wyznaczał krótką przerwę na uzupełnienie płynów. Jednak zaraz wszyscy wracali na boisko i wykonywali kolejne ćwiczenia.

U tych najmłodszych zastosowano mnóstwo zabaw. Tych z piłką, jak i bez niej. Co ważne, treningu nie prowadziła tylko jedna osoba. Obecny był również asystent, który czynnie brał udział w zajęciach. Co jakiś czas zabierał szóstkę zawodników spod opieki głównego trenera i organizował gierkę 3v3 na małe bramki, bez bramkarzy.

W dwóch pozostałych grupach treningowych ćwiczono już określone aspekty. Jedni, poprzez rozmaite ćwiczenia, doskonalili podania, drudzy – strzały. U najmłodszych było widać na twarzach radość. Z tego, że grają w piłkę. Choć w jednej sytuacji pojawiły się i łzy, gdy piłka po strzale kolegi trafiła jednego z zawodników w głowę.

Brawa dla Seby, że ustał to uderzenie! – krzyknął trener, odwracając uwagę poszkodowanego, który zapomniał z miejsca o bólu. Chłopak otrzymał dodatkowo od rówieśników oklaski, szybko się pozbierał i grał dalej.

***

Pod nazwą Canarinhos w Skórzewie szkółka funkcjonuje od 2010 roku. W logo klubu widnieje jednak rok 1996, gdyż wtedy powstał Uczniowski Klub Sportowy Skórzewo. Postanowiono, że w takiej małej miejscowości nie powinno być dwóch oddzielnych szkółek piłkarskich i władze obu podmiotów postanowiły się połączyć. Skąd pomysł na “brazylijską” nazwę?

Zawsze podziwiałem grę Brazylii i ich umiejętność gry jeden na jeden, luz piłkarski. Grać nigdy nie potrafiłem, ale mam nadzieję, że któryś z naszych wychowanków będzie grał na podobnym poziomie do reprezentantów Canarinhos  – wyjaśnia nam prezes klubu, Mariusz Matouszek. Który nie tylko zarządza całą szkółką, ale również jest trenerem z licencją UEFA B.

– Moja przygoda z trenerką zaczęła się, gdy skończyłem grać w piłkę w czwartoligowym Sokole Pniewy. W 2010 roku zrobiliśmy pierwszy nabór do roczników 2005 i 2006. Siłą rzeczy zostałem pierwszym trenerem. Prowadziłem trzy lata tę grupę, następnie pracowałem z rocznikiem 2008. Teraz prowadzę treningi z dzieciakami urodzonymi w 2013 roku. Generalnie, staramy się, żeby zbyt często nie dochodziło do zmian trenerów, gdyż zawodnicy przywiązują się do nich. W klubie się śmiejemy, że dla tych dzieci często ważniejszy jest trener od rodziców. Reasumując: najpierw próbowałem grać w piłkę, później zostałem trenerem, a dopiero na końcu zostałem prezesem – opisuje swój przebieg kariery Matouszek.

Miesięczna składka członkowska wynosi 120 złotych. W klubie trenuje około 180 zawodników. Na każdy rocznik przypada jedna grupa treningowa, wyjątkiem jest drużyna 2009, która została podzielona na dwie części.

Najmłodsi adepci futbolu mają po pięć lat, a najstarsi grają w seniorach. Choć warto zaznaczyć, że obecnie najstarszym rocznikiem młodzieżowym jest 2006, gdyż wcześniejsze już się rozpadły. Z różnych powodów: albo zawodnicy pozmieniali szkoły, albo przeszli do innej akademii. Bądź po prostu postanowili zakończyć swoją przygodę z piłką.

Mieliśmy grupy juniora starszego i juniora młodszego, ale z różnych przyczyn się rozpadły. Najgorszy jest ten moment, gdy zmienia się szkoły. Przychodzą różne przeszkody. Nad tym trzeba by było usiąść i przeanalizować. Bo u wielu zawodników zmieniają się po prostu priorytety – dodaje.

Na każdą grupę treningową, która liczy od 15 do 22 zawodników, przypada jeden szkoleniowiec i jeden asystent. W szkółce pracuje 8 trenerów z licencjami UEFA.

Canarinhos zwraca dużą uwagę u najmłodszych na koordynację ruchową i odpowiednią rozgrzewkę do treningu. Jednak na treningach również skupiają na grze indywidualnej. Grze jeden na jednego, czego byliśmy świadkami.  podczas jednej jednostki.

W teorii były to małe gry 3v3, ale w praktyce – każdy zawodnik próbował zrobić coś samemu. Stricte techniki podań i przyjęcia piłki zawodnicy uczą się na późniejszym etapie szkolenia.

Klub ze Skórzewa korzysta z programu szkolenia Akademii Młodych Orłów. Starają się również o srebrną gwiazdkę PZPN-u w programie certyfikacji szkółek.

Członkiem zarządu Canarinhos Skórzewo jest doktor Jacek Jaroszewski, który jest jednocześnie lekarzem reprezentacji Polski. – Bardzo nam pomaga, nie tylko dzieciom, ale i ekipie seniorskiej. Mamy możliwość konsultacji. Nie ma u nas masażystów, nie ma też u nas na to środków. Jednak doktor Jaroszewski wielokrotnie, gdy wraca z wojaży warszawskich, potrafi znaleźć czas w nocy i nam pomóc – uważa prezes.

Co wyróżnia Canarinhos jako szkółkę? – Przede wszystkim dobra zabawa. Wychowanie poprzez piłkę nożną. Nauka przegrywania, dyscypliny, życiowej zaradności. Nastawiamy się na profesjonalne szkolenie dzieci i młodzieży. Jeśli jakiś ekstraklasowy klub chce naszego zawodnika, nie robimy problemów. Kilku naszych wychowanków trenuje w złotych grupach młodzieżowych Lecha. Nie oszukujmy się, jeśli zawodnik ma 16 lat i nadal jest w Canarinhos, to najprawdopodobniej nie zgłosi się po niego nikt z ekstraklasowych ekip. Przedział wiekowy 10-13 lat jest kluczowym do zmian barw klubowych – zaznacza.

Najbardziej znanym wychowankiem Canarinhos Skórzewo jest Filip Marchwiński. Młodzieżowy reprezentant Polski i obecny zawodnik Lecha Poznań. – To właśnie w zespole UKS-u mogłem pod opieką dobrych trenerów bawić się piłką do woli. To marzenie o pozostaniu piłkarzem pojawiło się u mnie jednak wraz z wiekiem, już po przyjściu do Kolejorza – mówił Marchwiński w rozmowie z klubowym portalem Lecha.

Żeby zrobić trening, nie trzeba być alfą i omegą. Tak naprawdę wystarczy wpisać w Google “jak zrobić trening” i już można na tym bazować. Kluczowe u nas nie jest wykształcenie trenerów, ale czucie piłki i podejście do dzieci. Ci trenerzy są ważnymi osobami w ich życiu. Wielokrotnie dochodzą mnie słuchy, że największą karą dla chłopaka nie jest zakaz gry na playstation, ale nie pójście na trening. To powoduje, że dzieci aż palą się do tego, żeby trenować. Osoba robi różnicę – uważa prezes.

Treningi nie są jednolite, a urozmaicane. Zawodnik przychodząc na trening, z góry nie zna całego planu treningowego. Bo każda jednostka różni się od poprzedniej. – Wiadomo, że w treningach musi być powtarzalność, ale można wyrobić pewne nawyki poprzez różne ćwiczenia. Nie chcemy wytwarzać robotów, które bez ducha wykonują jakieś podania. Dlatego też ich pobudzamy wzrokowo lub słuchowo. Tym najmłodszym już zaznaczałem, że teraz podnosimy głowę do góry przy prowadzeniu piłki. Oni muszą wyrobić pewien nawyk – dodaje.

Jeśli chodzi o infrastrukturę to klub ze Skórzewa ma do dyspozycji dwa kompleksy boisk, które należą do budynków oświatowych. Murawy są oświetlone oraz mają zainstalowane systemy nawadniania. Canarinhos również korzysta z szatni w szkołach podstawowych. Zimą najstarsi zawodnicy trenują na orliku, a najmłodsi na halach w Skórzewie, Dąbrówce i Dopiewie w zależności od potrzeb sztabu szkoleniowego.

Jak w Canarinhos wyglądają kwestia podpowiedzi trenerów na meczach? – Staramy się nie podpowiadać zawodnikom na meczach. Wyjątkiem jest defensywa i skorygowanie ustawienia. Nie ma tak, że trener nic nie podpowiada, ale, jeśli chodzi o kreowanie gry zawodnik, nie słyszy od nas żadnych wskazówek. Jednak najważniejsze jest to, że rodzice nie udzielają się na meczach. To udało nam się wypracować z nimi i jak już odzywają się, to tylko, żeby zmotywować dziecko, a nie mu podpowiadać – wyjaśnia.

W klubie funkcjonuje również drużyna seniorska, która występuje w klasie okręgowej (siódmy poziom rozgrywkowy – przyp. red.), gdzie grają głównie wychowankowie. – Nie ma u nas ciśnienia na awans. Bo chłopaki grają za darmo. Chcą się poruszać. W przypadku awansu i tak byśmy musieli grać gdzieś indziej, bo nasz obiekt nie spełnia warunków wyższych lig – stwierdza Matouszek.

Jakie wady ma Canarinhos? – Chcemy, żeby jeden trener miał jeden rocznik. Na ten moment jest szkoleniowiec, który prowadzi dwie grupy. Wiadomo, też to wiążę się z innymi wynagrodzeniami. Marzy mi się jeszcze większa profesjonalizacja trenerów i to, żeby przy jednej grupie pracowało ich trzech. Tak, żeby wychodziło ośmiu zawodników na jednego szkoleniowca. Teraz, przy dużej grupie, na jednego trenera wypada po 12-14 zawodników. Gdy są mniejsze grupy treningowe, jesteśmy w stanie jeszcze więcej wychwycić błędów, podpowiedzieć czy pochwalić. W przyszłości chcemy, żeby każdy trener miał tylko jeden rocznik, a w treningach pomagali mu dwaj asystenci – ocenia.

Szkółka skupia wokół siebie zawodników z gminy Dopiewo, Plewisk i Komorniki. W Dopiewie Canarinhos ma dwa roczniki w klasach sportowych. Łącznie dwudziestu ośmiu chłopaków, którzy trenują trzy razy w tygodniu w klubie oraz mają dodatkowe zajęcia w szkole. Jednym z nich są zajęcia biegowe z trenerem Marcinem Urbasiem (lekkoatleta, specjalista od biegów krótkodystansowych). Zwraca on uwagę na dynamikę i technikę biegu. – Dzięki tym klasom sportowym, wielu nowych zawodników do nas przyszło z klubów ościennych, takich jak Orkan Konarzewo – zaznacza prezes.

W okolicy jest wiele klubów, a mimo to wielu zawodników trafia do Canarinhos. Dlaczego? – Mamy trenerów, którzy oddają swoje serducho na treningach i mają dobre podejście do dzieci. Wyróżnia nas też to, że gramy w najwyższych ligach wojewódzkich Wielkopolskiego ZPN-u. Mimo że nie gramy na wynik, mamy wszystkie zespoły na tym szczeblu. To też świadczy dobrze o naszym szkoleniu. A także działa na rodzica, który sugeruje się tym, że u nas jest wysoki poziom. Do tego też mamy gdzie trenować. Jeden rocznik nie odbija się od drugiego. To sprzyja rozwojowi chłopaków. Można zostać i coś poćwiczyć, nie ma presji czasu. W innych ościennych klubach tego nie ma – uważa Matouszek.

Czy trenerzy przekazują tym młodym zawodnikom brazylijskie wzorce, co sugeruje sama nazwa klubu? – Tym najmłodszym wyjaśniamy, kim są Canarinhos i dlaczego tak się nazywają. Później wypytujemy, czy znają jakiegoś zawodnika z Brazylii. Wszyscy mówią, że Neymara, bo tak ta rzeczywistość wygląda. My czerpiemy z tego kraju to, żeby nasi zawodnicy grali jeden na jeden. Tak jak Brazylijczycy. Czasy się zmieniły, gdybyśmy teraz zakładali szkółkę, to niewykluczone, że nazwalibyśmy się Les Bleus czy La Furia Roja. Jednak piłka latynoamerykańska kojarzy się z tym, że futbolówka im nie przeszkadza – wyjaśnia.

***

Jakub Grabowski, szerzej znany pod pseudonimem Quebonafide, w utworze “Luis Nazario de Lima” porównał swoją piłkarską pasję z dzieciństwa do młodych Brazylijczyków: – Wracałem ze szkoły i rzucałem ten plecak na wyro. Nic się nie liczyło, tylko biegać za piłą. Nic mi nie robiło, że jest melanż i piją. Miałem własny świat, tak jak dzieciak z Rio. Te wersy idealnie pasują do szkółki Canarinhos Skórzewo. Dziecko myśli cały dzień o piłce, przychodzi na trening się bawić, a po skończonych zajęciach rozważa o kolejnych.

To zobaczyliśmy w tej małej miejscowości. Dzieci, które cieszą się z gry w piłkę. Nie ma co porównywać Skórzewa do brazylijskich faweli, ale widać pewne zależności. Futbol jest najważniejszy w życiu tych młodych zawodników. Tak, jak wspominał Filip Marchwiński, w Canarinhos bawił się, a marzenie o zostaniu piłkarzem urodziło mu się dopiero w Lechu.

Reasumując, droga młodego zawodnika w tej szkółce zaczyna się od gier i zabaw, prowadząc do zostania profesjonalistą. Canarinhos skupia się głównie na tym pierwszym fundamencie, a następnie przekazuje wychowanków do innych klubów, m.in. do Lecha Poznań. Widać pomysł na szkolenie, treningi są intensywne, a dzieci czerpią z tego radość. Na tym etapie jest to najważniejsze.

Klub ze Skórzewa może nie będzie miał nigdy struktur profesjonalnej akademii, nie będzie występował w Ekstraklasie. Jednak z pewnością będą dumni z zawodników, którzy kariery zrobią w profesjonalnym futbolu. A swoje pierwsze kroki stawiali w Canarinhos.

ZE SKÓRZEWA  ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Canarinhos Skórzewo / Facebook