Wywiady

CLJ-ka od środka: “Wyniki do końca nie odzwierciedlają naszej postawy na boisku”

Hutnik Kraków jest beniaminkiem Centralnej Ligi Juniorów i już na samym starcie ligi płaci frycowe. Po pięciu meczach ma na swoim koncie trzy punkty i aż 20 straconych goli. Z trenerem tej drużyny, Piotr Gaździckim, porozmawialiśmy o problemach kadrowych przed startem sezonu, organizowanym test meczu tuż przed starciem z Legią i poziomie rozgrywek.

W miniony weekend przegraliście z Wisłą Kraków 0:5, jednak większość bramek straciliście w końcówce. Jak wyglądał ten mecz pańskiej perspektywy ?

– Do tego meczu w ogóle podchodziliśmy z pozytywnymi myślami i wiarą, że możemy mieć już na swoim koncie sześć punktów. Rzeczywiście to miało przełożenie na początek spotkania. Mecz był bardzo wyrównany do 39. minuty, kiedy nasz bramkarz otrzymał czerwoną kartkę. Niestety zdarzają się  takie sytuacje. Golkiper wyszedł do piłki prostopadłej przed polem karnym i interweniował rękoma. Trochę niepotrzebnie, bo obrońcy byli blisko. To miało duży wpływ na dalszą grę. W przerwie musieliśmy zmienić taktykę. Nie było źle po przerwie, bo ten plan, który sobie założyliśmy, był realizowany. Nie złożyliśmy broni, nawet fajnie to funkcjonowało, bo doszliśmy do jednej stuprocentowej sytuacji w 70. minucie. Uważam, że jeśli wtedy byśmy wyrównali, uzyskalibyśmy przewagę psychologiczną nad Wisłą, która grała o jednego więcej i tego meczu byśmy nie przegrali.

Jednak przyszła 75. minuta i Wisła podwyższyła na 2:0.

– To dla nas była trochę przykra sytuacja, bo wtedy na boisku mieliśmy ośmiu zawodników. Jeden piłkarz stał za linią boczną, a drugi leżał na boisku, bo łapały go skurcze. Sędzia nie przerwał gry, a Wisła to wykorzystała. Z kolei końcówka to było już lekkie podłamanie, bo w ostatnich sześciu minutach straciliśmy trzy bramki. Zmęczenie, zniechęcenie i do tego dochodzi jeszcze głowa, która już przestaje odpowiednio pracować. Bardzo żałujemy tego meczu, bo byliśmy bardzo pozytywnie nastawieni do niego. Bardzo chcieliśmy wygrać.

Ze względu na fakt, że było to starcie derbowe?

– Powiem szczerze, że do końca tego spotkania nie dało się odczuć jako derbowego. Dużo zawodników u nas jest spoza Krakowa. To jest nowa drużyna. Może oni właśnie przez to nie czuli atmosfery derbów? Chcę powiedzieć, że to nie było typowe derbowe nastawienie. Na pewno nie mogę odmówić zawodnikom ambicji, walki, bo te były widoczne, ale brakowało zacięcia.

Hutnik ma na tę chwilę najwięcej straconych goli w lidze. Defensywa jest największą bolączką tej drużyny? Czy może brak koncentracji w kluczowych momentach spotkania?

– Rzeczywiście niezbyt dobrze to wygląda, bo w meczach przegranych tracimy po pięć bramek. Nie możemy zwalać tego na brak szczęścia, bo 20 goli się nie traci, gdy nie ma się farta. Płacimy frycowe w tej lidze. Brakuje nam pewności. Dojrzewamy w tych rozgrywkach. Pracujemy też cały czas nad defensywą. Z drugiej strony są czerwone kartki, które nam się przydarzają: z Jagiellonią, gdzie graliśmy dobry mecz, teraz z Wisłą. To też ma jakiś wpływ. Mamy nad tym popracować. Kluczowa jest defensywa, ale nie tylko, jeśli chodzi o formację, a o cały zespół. To jest do poprawy. Bo, gdy przeanalizujemy naszą linię obrony, chociażby w tym ostatnim meczu z Wisłą, to dwaj środkowi obrońcy i jeden boczny naprawdę się dobrze zaprezentowali. Dużo serca włożyli w to starcie i dobrze wyglądali. Z kolei straty bramek wzięły się ze złej organizacji całego zespołu. Mamy takie momenty kryzysowe, gdzie tracimy bramkę na 0:2, która podcina nam skrzydła. Później następuje prawo serii i wpadają kolejne gole. Tak było też w poprzednich meczach. Nie umiemy sobie z tym poradzić.

Dużo bramek straconych, ale też nie za wiele strzelonych, gdyż tylko sześć, gdzie połowa z nich przypada na starcie z Gwarkiem Zabrze. Tam też Hutnik zachował pierwsze czyste konto. To był dobry mecz w waszym wykonaniu?

– Z Gwarkiem był bardzo przyzwoity mecz. Wcale tak łatwo nie było, jak wynik mógłby na to wskazywać. To jest naprawdę ciekawa drużyna. W pierwszej połowie Gwarek był lepszy. Byliśmy zmuszeni do głębszej defensywy. Dobrze popracowaliśmy z tyłu w tym spotkaniu. Po przerwie zaprezentowaliśmy się lepiej pod względem piłkarskim. Dokonaliśmy roszad taktycznych i to przyniosło nam rezultat. Strzeliliśmy trzy bramki. To było bardzo ważne zwycięstwo w kontekście starcia z Wisłą. Dodało nam trochę wiary. Stąd było u nas mocne przekonanie, że możemy mecz z Białą Gwiazdą wygrać. Nadal bardzo cieszymy się z tych trzech punktów. Bo fajnie jest zacząć ligę, gdy ma się już coś na koncie.

Tak, tym bardziej że większość beniaminków słabo zaczęła sezon. Dopiero teraz Lechia zaczęła punktować. A pana drużyna jedzie do Gdańska.

– Rzeczywiście, patrząc na tabelę, beniaminkowie mają ciężko. Aczkolwiek są to beniaminkowie, którzy nie mają de facto zaplecza seniorów na poziomie centralnym. Hutnik gra w III lidze. Gwarek i UKS SMS Łódź mają drużyny w rozgrywkach jeszcze niższych (A-klasa i klasa okręgowa – przyp. red.). Do tego Escola po porażce w zaległym meczu też jest gdzieś blisko strefy spadkowej. Widzę, że kluby, które nie mają zaplecza seniorów z najwyższego poziomu w Polsce, mają problemy w CLJ. Jednak nie chcę pod tym kątem patrzeć. Tak się złożyło. Z kolei Lechia radzi sobie nieźle. Teraz wygrali z Lechem. Wcześniej poradzili sobie z Wisłą Kraków na wyjeździe. Jedziemy do nich i liczymy, że zrobimy dobre wrażenie oraz powalczymy o korzystny wynik.

Hutnik na samym początku ligi mierzył się z Legią, Jagiellonią i Śląskiem. Wszystkie te mecz wysoko przegrał. Jak trener ocenia poziom ligi po pierwszych kolejkach?

– Z Legią nie mieliśmy nic do powiedzenia. Do tego dochodziła presja pierwszego meczu w lidze. Legia nas zdystansowała. W kolejnych meczach, jeśli spojrzymy na wyniki, również można odnieść podobne wrażenie. Jednak uważam, że wyniki do końca nie odzwierciedlają naszej postawy na boisku. W kolejnych meczach potrafiliśmy pograć w piłkę. To jest dla nas budujące. Czujemy, że niewiele nam brakuje, żeby w tej lidze punktować. Może troszeczkę nam brakuje indywidualności, które mają inne kluby. My bardziej musimy pracować na dobrą organizacją drużyny. Co do poziomu CLJ, to nas nie zaskoczył. Powiem szczerze, że miałem większe obawy jako trener, że ten poziom będzie wyższy. Może teraz też przeczę sam sobie, bo wyniki na to nie wskazują, aczkolwiek wiem, że nam niewiele brakuje. Pracujemy i wierzymy, że wyniki się poprawią.

Na kilka dni przed startem sezonu organizowaliście jeszcze w klubie test mecz. Niech trener powie coś więcej o okolicznościach tego abstrakcyjnego wydarzenia.

– Jeżeli chodzi o nasze przygotowania do sezonu, to w ich trakcie zrobiliśmy plakat, że ogłaszamy nabór do drużyny. To też świadczyło o naszych problemach kadrowych. Nie było u nas płynności w klubie. Awansowaliśmy do Centralnej Ligi Juniorów, ale nie byliśmy do końca do tego przygotowani. Zostaliśmy praktycznie bez drużyny. Mówię praktycznie, bo mamy z rocznika 2003 kilku utalentowanych zawodników, a z 2002 gra obecnie czterech. Także, de facto, kilku graczy mieliśmy, ale nie drużynę.

W lidze makroregionalnej (zaplecze CLJ) mogli grać nie tylko zawodnicy z rocznika 2001, ale i 2000?

– Tak. Teraz liczyliśmy, że rocznik 2001 jeszcze będzie mógł grać w CLJ, ale tak się nie stało. Praktycznie zostaliśmy bez drużyny. Tylko ośmiu zawodników w klubie. Pozostali zawodnicy, których teraz mam w kadrze, to chłopaki, którzy wyrażają chęć gry w Centralnej Lidze Juniorów. Też docieraliśmy do piłkarzy, którzy mogliby nas potencjalnie wzmocnić. Drużynę pod względem kadrowym budowaliśmy praktycznie do dnia poprzedzającego mecz 1. kolejki CLJ z Legią. Był właśnie ten test mecz, w którym obserwowaliśmy kandydatów do gry.

Ktoś ostatecznie z tego test meczu trafił do Hutnika?

– To było już sześć tygodni temu i trudno mi sobie przypomnieć czy ktoś akurat wtedy do nas trafił. Na pewno z testowych meczów dołączyło do nas kilku zawodników. W ostatniej chwili też pozyskaliśmy Filipa Barabasza, który okres przygotowawczy spędził w Cracovii. Reasumując, zawodnicy przed sezonem przychodzili do nas późno. Mamy jeszcze czterech graczy z Cracovii, którzy od razu z nami nie trenowali.

Centralna Liga Juniorów to okazja dla wielu zawodników, żeby się wypromować do lepszych drużyn. Trener wspominał, że brakuje indywidualności w tym zespole. Czy w tej grupie, którą pan prowadzi, są piłkarze, którzy mogą w niedalekiej przyszłości grać gdzieś w wyższej lidze?

– Myślę, że tak. Mamy naprawdę solidnych chłopaków. Jest kilku fajnych zawodników, którzy poprzez grę w CLJ mogą liczyć na rozwój i promocję. Bo postawa dwóch naszych piłkarzy już została zauważona przez sztab szkoleniowy seniorskiego zespołu i dostali zaproszenie na trening. Będziemy nad tym pracować, żeby ci zawodnicy mogli się rozwijać, bo mają ku temu możliwości. Wiadomo, że bardziej dostrzega się zawodników ofensywnych, którzy robią przewagę, strzelają wiele bramek. Jednak my mamy solidnych zawodników na innych pozycjach i oni mają dużą szansę, żeby zaistnieć w przyszłości.

Jak wyglądały wasze przygotowania do sezonu, skoro nie mieliście drużyny?

– Spotkaliśmy się na początku lipca, bo zdawaliśmy sobie sprawę, że okres przygotowawczy będzie dla nas bardzo krótki, a zarazem bardzo trudny. Zawodnicy z klubów krakowskich i podkrakowskich od razu się do nas zgłaszali. Robiliśmy selekcje od samego początku, nawet na obóz. Tam chcieliśmy zabrać 24 zawodników. To był pierwszy etap selekcji. Po obozie z tej grupy zostało ich około piętnastu. Później przychodzili kolejni zawodnicy. Graliśmy sporo meczów sparingowych, które były obiecujące. Ciężko było w okresie przygotowawczym wypracować swój styl gry, bo w każdym sparingu graliśmy innym składem. Raczej byliśmy nastawieni, że w pierwszej części sezonu wypracujemy sposób gry i dojdziemy do zgrania zespołu.

Jaki jest wasz cel na ten sezon? 

– Głównym celem jest utrzymanie się w lidze. Z kolei na tę rundę – jak najlepsze zaprezentowanie się, mam nadzieję, że przynajmniej zdobędziemy 15 punktów, które pozwolą nam na lepsze przygotowanie się do wiosny. Bardzo byśmy chcieli utrzymać się w CLJ, z której bardzo się cieszymy. Mamy możliwość gry i rozwoju. Miejmy nadzieję, że nam się uda.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Hutnik Kraków