Wywiady

CLJ-ka środka: “Liga powinna funkcjonować w kategorii U-19”

UKS SMS Łódź rozpoczął CLJ od czterech porażek z rzędu. Beniaminek wszedł teraz na lepsze tory i w kolejnych trzech meczach odniósł zwycięstwa, m.in. ze Śląskiem Wrocław i Wisłą Kraków. Z trenerem tej drużyny, jak i dyrektorem sportowym całej akademii, Mirosławem Dawidowskim porozmawialiśmy o poziomie ligi i porównaliśmy go z ubiegłymi sezonami.

UKS SMS Łódź jest w grupie jedenastu klubów, które mają zespoły we wszystkich centralnych ligach juniorów: U-18, U-17 i U-15.  Mirosław Dawidowski w przeszłości pracował jako selekcjoner grup młodzieżowych U-16. Był asystentem Michała Globisza w 2001 roku, kiedy to Polacy sięgnęli po Mistrzostwo Europy U-18. Obecnie jest dyrektorem sportowym w łódzkiej akademii i wraz z Marcinem Perlińskim prowadzi drużynę, która występuję w CLJ U-18.

W miniony weekend UKS SMS łódź pokonał Wisłę Kraków 3:2. Jak ten mecz wyglądał z trenera perspektywy?

– Bardzo szybko zdobyliśmy bramki. Już w 15. minucie było 2:0. Także miało to ogromny wpływ na dalsze losy spotkania. Mecz ułożył się pod nas. Liczyliśmy się z tym, że Wisła była zespołem, który jeszcze nie przegrał na wyjeździe w tym sezonie. Wiedzieliśmy, że nam się mocno postawią. Te dwie bramki pozwoliły nam kontrolować ten mecz. Mieliśmy przewagę, stworzyliśmy więcej sytuacji bramkowych w pierwszej części gry. W drugiej połowie zdobyliśmy gola z rzutu karnego. Wydawało się, że będzie to pewne zwycięstwo. Bo jeszcze w 85. minucie było 3:0. Niestety, błędy w obronie, które są typowe dla tej kategorii wiekowej. Trudno, żeby grali bez błędów cały mecz. Przydarzyły się środkowym obrońcom, co spowodowało, że Wisła doszła na wynik 2:3. Na szczęście w końcowy etapie spotkania goście nie mieli sytuacji do strzelenia bramki.

Wyszliście ze strefy spadkowej. To było dla was trzecie zwycięstwo z rzędu. Teraz jedziecie do Gdańska na starcie z Lechią, która gra z meczu na mecz coraz lepiej. Obecnie zajmują trzecie miejsce w tabeli. Jakie macie nastawienie przed tym starciem?

– Jedziemy wygrać mecz. Jeśli chcemy pozostać w tej lidze, musimy wygrywać. Także nastawiamy się na grę o zwycięstwo. Tak, jak w pozostałych spotkaniach. Trudno, żebyśmy wychodząc na boisko, nie chcieli uzyskać kompletu punktów. Chcąc się utrzymać, musimy łapać punkty w takich meczach.

Pana drużyna straciła w siedmiu kolejkach aż 20 bramek. Nie zagraliście jeszcze żadnego meczu na zero z tyłu. Czy defensywa jest waszą największą bolączką?

– Zdecydowanie tak. Może sama gra obronna jako formacji nie wygląda źle. Bramkarza też mamy bardzo dobrego. Jednak nasi środkowi, jak i skrajni defensorzy popełniają dużo błędów indywidualnych. To one powodują, że tracimy tyle bramek. Za dużo, nigdy nam się taka sytuacja nie wydarzyła. Nie pamiętam, żebym kiedyś jako trener przegrał cztery mecze z rzędu. No cóż możemy zrobić. My awansowaliśmy do CLJ rocznikiem 2000 i 2001…

W takiej samej sytuacji też byli inni beniaminkowie Hutnik Kraków, Gwarek Zabrze czy Lechia Gdańsk…

– Problem jest taki, że w tej lidze makroregionalnej grało się innym rocznikiem niż tutaj. Decyzja o zmianie rocznika w CLJ U-18 powoduje, że nie jesteśmy w pełni gotowi na tę ligę. Nas to zaskoczyło bowiem liczyliśmy się z tym, że jak awansujemy. Będziemy grać w takim samym układzie, jak w poprzednim sezonie CLJ, czyli czterech zawodników z rocznika 2001, a pozostali z 2002. Tak to planowaliśmy, zostaliśmy zaskoczeni tą zmianą. No, ale cóż, musimy grać.

W jednym z wywiadów powiedział trener, że problemem w szkoleniu obrońców w Polsce, jest to, że będąc w dobrym, ofensywnym zespole często grają z mało wymagającymi rywalami. Przez to się nie rozwijają, gdyż to rywalizacja z najlepszymi powoduje, że zawodnik więcej się uczy. Czy CLJ to jest idealna liga dla młodych obrońców, żeby podnosić swoje umiejętności w defensywie?

– Można to zobrazować na tym zespole. W lidze wojewódzkiej wygrywali po 10, 12, czy 14 do zera. Tak to wyglądało w roczniku 2002. Takie uzyskiwali wyniki. W takim wypadku gra obronna jest rzadkością, bo cały czas idzie się do przodu. Do nas też trafiają różni zawodnicy z całej Polski, ale nie ci najlepsi, bo oni wybierają zespoły ekstraklasowe. Ci, co do nas przychodzą, mają bardzo duże braki w grze 1 na 1 w fazie defensywnej. Ogromne braki. Patrząc na te drużyny, z którymi graliśmy czy na Śląsk, Wisłę, czy Escolę. Oni mają ten sam problem, nie posiadają w kadrach obrońców na poziom Centralnej Ligi Juniorów. Jednak ta obniżona kategoria wiekowa powoduje, że ta liga jest bardziej młodzieżowa. Nie są te rozgrywki tak samo mocne, jak dwa lata temu, kiedy grał pełen rocznik. W związku z tym też wymiary działań w zakresie defensywnym są na niższym poziomie. Potrzeba czasu, żeby ci zawodnicy nabyli odpowiedniej wiedzy i umiejętności. Jednak patrząc na to, że spotykamy się z rówieśnikami. Bezwzględnie widzimy, że już my tę grę defensywną poprawiliśmy. Jest nacisk i presja, są trudności w wyprowadzaniu piłki. Ze względu na to, że gramy agresywniej. Na pewno ten aspekt defensywny cały czas będziemy poprawiać. Już w jakimś małym procencie wygląda to lepiej.

Trener już wspominał, że zaczęliście od czterech porażek. Jednak nie tylko UKS SMS Łódź jako beniaminek zaliczył słaby start sezonu. Czy główną przyczyną takiej sytuacji jest to, że są to inne drużyny od tych, które wywalczyły awans do CLJ? Czy jednak to poziom rozgrywek jest na tyle duży, że te zespoły zderzyły się ze “ścianą”?

– Rozmawiałem z każdym trenerem drużyny przeciwnej, z którą graliśmy i każdy mówi to samo. Zmiana spowodowała, że są to inne drużyny. My mamy zupełnie nowych zawodników, którzy nie grali z nami w tamtym sezonie. Oni nie byli w pełni przygotowani na taki poziom rozgrywek. Zespół mamy w lidze o poziom wyżej, a u zawodników widać duże braki w umiejętnościach. W szczególności w defensywie. Wielu trenerów, każdy rodzic, kibic lubi, kiedy pada wiele bramek. Jest to dobre podejście, bo całą kwintesencją tego sportu jest strzelanie bramek i wygrywanie meczów. Jestem też trenerem edukatorem i czas poświęcam na to, żeby zmusić trenerów do tego, aby zwrócili większą uwagę na grę obronną w pojedynkach 1 na 1. Ten aspekt jest bardzo istotny, bo wpływa na to, że więcej jest odbiorów i częściej mamy piłkę. Widzę, że inne zespoły, z którymi graliśmy w CLJ mają ten sam problem – odbiór piłki i gra obronna. W tej materii widać braki.

Trener mówi, że jest to inna drużyna. Ilu zawodników z rocznika 2002 grało w lidze makroregionalnej?

– Nikt. Dlatego, że graliśmy rocznikami 2000 i 2001. Tam w tej grupie był Maciej Mas, który teraz jest zawodnikiem GKS-u Bełchatów. Odszedł od nas, bo w związku z tym, że nie może grać w CLJ, musi rozwijać się dalej, a umiejętności pozwalają mu na to, żeby spróbować swoich sił w I lidze. Tera tam wychodzi w pierwszym składzie. Michał Goliński poszedł do Górnika Łęczna i jest podstawowym zawodnikiem w II lidze. Trzech piłkarzy gra w III lidze. Z kolei ci zawodnicy, których mamy teraz grali w lidze wojewódzkiej i wygrywali wysoko. To teraz się na nas odbija pod względem wyników. Obyśmy zdążyli wypracować taki model gry obronny, który pozwoli nam pozostać w tej lidze. Przypuszczam, że tamtym zespołem bylibyśmy spokojnie w środkowej części tabeli.

Trener już miał styczność z CLJ, chociażby dwa sezony temu, wtedy był jeszcze podział na grupę wschodnią i zachodnią. Czy ta reforma zwiększyła poziom tych rozgrywek?

– Liga Wschodnia i Zachodnia to nie były złe ligi, były tam naprawdę trudne i wyrównane mecze. Jestem przekonany, że poziom rozgrywek poszedł znacznie niżej w dół ze względu na obniżenie kategorii wiekowej. Uważam, że ta liga powinna bezwzględnie funkcjonować w kategorii U-19. Dlatego, że my jako Polska nie mamy tyle utalentowanej młodzieży, żebyśmy sobie pozwolili na utratę całego rocznika. Dojrzewanie biologiczne u nas też jest opóźnione w porównaniu z Hiszpanią czy Francją. Dlatego nam potrzeba każdego miesiąca, tygodnia czy roku, żeby ich przygotować do gry w seniorach. Na istotniejszym problemem u nas jest przejście z juniora do seniora. Każdy trener to powie. Są głosy: “im szybciej do seniorów, tym lepiej”. Zgodzę się, ale takich zawodników mamy na sztuki. Teraz, gdy mamy CLJ U-18 to ten problem jeszcze się zwiększył. Bo oni są o cały rok młodsi i przejście z juniora do seniora będzie jeszcze trudniejsze dla tych najzdolniejszych w Polsce, a tacy mają tam grać. Są plusy i minusy jak w każdych reformach. Czas nam jest bardzo potrzebny. Bo dzięki niemu możemy dużo i systematycznie pracować, co daje później efekty szkoleniowe.

– Pracowałem w młodzieżowych reprezentacjach Polski i wiem jak trudno o młodzież utalentowaną. Przez selekcyjne sito przeszło ponad 110 piłkarzy z rocznika 1997. Z ręką na sercu mamy teraz z tej grupy: Dawida Kownackiego, Bartłomieja Drągowskiego, Filipa Jagiełłę i Mateusza Wieteskę. To jest koniec. Nic więcej nie mamy. Z całej tej populacji to tylko tyle, z czego jeden gra w reprezentacji Polski. Trochę ciężko o utalentowanych. Wiadomo, że przez kadry młodzieżowe jeszcze przewinęli się inni, utalentowani, których nie miałem u siebie. Bo to była, wtedy niska kategoria wiekowa. Jednak i tak z dużej grupy zawodników i mocnego przeglądu kadr młodzieżowych wybili się tylko nieliczni. O każdą jednostkę trzeba dbać. Dać czas chłopakom i pracować z nimi systematycznie, aby była płynność w przejściu z juniora do seniora. Inne możliwości są w Lechu czy Legii, gdzie jest drużyna rezerw. Taki model to jest bajka, bo można już ich tam wprowadzać do piłki seniorskiej.

Z rocznika 1997 trener nie wymienił jeszcze Szymona Żurkowskiego czy Karola Świderskiego.

– Tak, o Świderskim zapomniałem. Notabene wychowanek UKS-u SMS-u Łódź. U mnie w kadrze zagrał jeden mecz ze Szkocją. Z kolei Żurkowski nie był u nas na konsultacjach. Miałem asystenta ze Śląska, Pawła Grycmanna, i on odpowiadał za ten teren. W takim razie Paweł do odstrzału (śmiech), bo nie zauważył Żurkowskiego. Tak się zdarza, bo też Robert Lewandowski na młodzieżowych kadrach nie błyszczał i co z tego? Gdzie jest teraz “Lewy”, a gdzie ci, co jeździli na reprezentacje?

Mówimy o tym przejściu z juniora do seniora. Czy trener jest zwolennikiem przepisu o młodzieżowcu w Ekstraklasie?

– Jestem zdecydowanie za. Nieraz jak patrzę na składy przedmeczowe i widzę 1,5 zawodnika z Polski, wtedy jestem załamany. Nikt mi nie wytłumaczy, że ten przepis o młodzieżowcu jest niepotrzebny. Obiema rękami się pod tym podpisuję. Dla naszej akademii też jest to dobry ruch. Mamy takiego chłopaka jak Patryk Makuch, rocznik 1999 i gra w pierwszym składzie Miedzi Legnica. Też do tej drużyny trafił inny Polak, Aboubacar Conde (rocznik 2000). Trener Dominik Nowak wziął go po to, żeby miał młodzieżowca do rotacji, aby w odpowiednim momencie wprowadzać, mieć na ławce. Reasumując, jest to bardzo dobry przepis.

Przeciwnicy tego przepisu o młodzieżowcu podają taki argument, że dwóch, trzech zawodników musi siedzieć na ławce, bo mają ten młody wiek i przez to nie mogą się rozwijać, bo nie grają.

– Wspomniany przed momentem Conde, dzwoni do mnie i mówi: “trenerze jestem bardzo zadowolony, gram w III lidze i czekam na swoją szansę w pierwszym zespole. Ciężko pracuję. Trener Nowak mówił mi, że mam popracować nad podaniami i robię to”. Grając już w III lidze wprawia się w nawyki seniorskie. Jego szansa jako młodzieżowca jest ogromna. W każdej chwili może zaistnieć, jak dostanie minuty, a podejrzewam, że tak będzie. Gdyby nie ten przepis o młodzieżowcu to taki Makuch, Mas, czy nawet Jakub Bursztyn, nie graliby. Bursztyn był szykowany na pierwszego bramkarza Pogoni, ale udało im się pozyskać świetnego Chorwata na tę pozycję (Dante Stipica – przyp. red.). No mówi się trudno, ale i tak gra w III lidze. To jest młody chłopak, ma czas. Zawsze powtarzam rodzicom i trenerom. Bo są to  niecierpliwe dusze i chcą już teraz, zaraz Ekstraklasę. Oni od nas odchodzą bo pójdą tam, gdzie jest Ekstraklasa. Nie biorą pod uwagę tego, że tam zagra jeden może dwóch z akademii. Trzeba być cierpliwym, pracować i potwierdzać, że chce się osiągnąć sukces. Jeśli tego mu zabraknie to sport, nie jest dla niego.

W sezonie 2016/17 UKS SMS Łódź awansował do półfinału CLJ U-19. Ten zespół, który trener miał, był to kolektyw czy zlepek indywidualności? Patrząc z perspektywy czasu, tylko Jakub Bursztyn zadebiutował w Ekstraklasie.

– Też były indywidualności. Wspaniali zawodnicy. Można było z nimi konie kraść. Bursztyn poszedł do Pogoni i szybko zagrał w Ekstraklasie. Byłem zaskoczony. Mateusz Lis jest w III lidze, choć mało gra (Sokół Aleksandrów Łódzki – przyp. red.). Bartłomiej Rakowski grał w Widzewie, ale teraz zmienił klub, żeby być bliżej swojej dziewczyny, ale też III liga (LZS Starowice Dolne – przyp. red.). Paweł Mróz jest w Siarce Tarnobrzeg, Przemysław Jurków gra w Niemczech (Torgelower FC Greif – 5. poziom rozgrywkowy – przyp. red.). Z kolei Bartłomiej Maćczak grał w Odrze Opole, a teraz trafił do Sokoła Aleksandrów Łódzki. Adrian Marcioch gra też w III lidze – Lechia Tomaszów Mazowiecki. Nikt z nich może nie wszedł na wyższą półkę. Jednak na pewno gro z nich gdzieś zakotwiczyła i znalazła swoje miejsce. Dużą pracę wykonaliśmy jako sztab, żeby to był kolektyw. Tym dużo zdziałaliśmy w tej lidze i Bursztynem w bramce. Teraz też mamy zawodnika o podobnych parametrach, pozytywnie zwariowanego – Jakuba Wąsowskiego. Jednemu jak i drugiemu w przyszłości może zabraknąć centymetrów, ale umiejętności czysto bramkarskie mają na fajnym poziomie. Z golkiperami dobra robotę zrobił Mariusz Jabłoński, który teraz pracuje we Widzewie.

W tej grupie zawodników ma trener takich z papierami na wyższe granie?

– Znajdą się na pewno. Nie chcę zapeszać, ale Robert Prochwonik to fajny zawodnik. Gramy na stoperze zawodnikiem z 2004 rocznika, Igorem Drapińskim. Tak, musieliśmy postąpić, bo traciliśmy wiele bramek. Postawiliśmy na piłkarza o dwa lata młodszego. Ta dwójka może zaistnieć, jeśli wszystko będzie szło po ich myśli.

Jaki styl gry preferuje UKS SMS Łódź?

– Mimo że teraz tracimy dużo goli to zawsze preferujemy taki system gry, którym zabezpieczamy swoją bramkę. Nie mamy takiej młodzieży i selekcji, jak akademie ekstraklasowe, dlatego też nie narzucamy gry ofensywnej. Staramy się utrzymywać przy piłce i bronić dostępu do naszej bramki. Szukamy swoich szans przy stałych fragmentach gry.

Cel na ten sezon to utrzymanie się za wszelką cenę?

– Życie nas zweryfikowało. Nie wiedziałem, z kim się zmierzymy, jaki poziom preferują te zespoły. Nie zakładałem takiego startu w naszym wykonaniu. Życie nas zmusza, żeby patrzeć w dół, a nie do góry. Bezwzględnie walczymy o to, żeby w tej lidze pozostać na przyszły rok. Zespół cały czas jest w budowie. Pracujemy nad tym, żeby się utrzymać.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix