Wywiady

Siedem boisk dla pięciu drużyn. Savidis o akademii greckiego Xanthi FC

Siedem pełnowymiarowych boisk naturalnych przeznaczonych wyłącznie do użytku akademii, które rozdzielić trzeba zaledwie na pięć grup. Duży ośrodek z hotelem, restauracją, basenem i całym zapleczem potrzebnym do produkcji klasowych piłkarzy. To, co zastaliśmy w Xanthi, zaskoczyło nas bardzo pozytywnie. O czołowej greckiej akademii porozmawialiśmy z jej dyrektorem – Theodorosem Savidisem.

Przyznam szczerze, że to, co zobaczyłem w Xanthi, mocno mnie zaskoczyło…

– (śmiech) Dysponujemy naprawdę niezłym ośrodkiem treningowym, to fakt.

Co się na niego składa?

– Przede wszystkim boiska. Jest ich siedem, wszystkie pełnowymiarowe, z naturalną nawierzchnią. Wszystkie też są nawadniane, a dwa z nich oświetlone.

Dwa główne boiska używane są wyłącznie na mecze?

– Tak. Dwa boiska to boiska meczowe, pozostałe pięć to place treningowe.

Ile z nich użytkuje pierwszy zespół?

– Pierwszy zespół ma swoje dwa dodatkowe boiska, za stadionem. Cała baza pierwszego zespołu jest po drugiej stronie ulicy, jakieś 500 metrów od Le Chalet, bo tak nazywa się nasz ośrodek.

Co jeszcze, poza boiskami, wchodzi w skład Le Chalet?

– Każdy zespół młodzieżowy Xanthi ma swoją szatnię, mamy tu też hotel, dużą restaurację, basen. Oczywiście gabinety dla trenerów i dla nas, osób zarządzających akademią. Jest gabinet odnowy biologicznej, miejsce pracy lekarza, pralnia, sala do odpraw, siłownia oraz kapliczka. Warto podkreślić, że szkoleniowcy U15, U17 i U19 mają własny, wydzielony do pracy, budynek.

Ilu zawodników mieszka w Le Chalet?

– W naszym hotelu żyje 20 zawodników. Mamy dla nich przeznaczone 10 pokoi dwuosobowych. Zajmują całe pierwsze piętro. Drugie piętro to już zwykły hotel. Z którego jednak korzystają też piłkarze pierwszego zespołu, np. podczas zgrupowań przedmeczowych.

Co z pozostałymi graczami akademii?

– Dziesięciu naszych najstarszych zawodników mieszka w mieście, wynajmujemy dla nich mieszkania. To jednak wszystko, jeśli chodzi o tych spoza Xanthi. Reszta pochodzi stąd i z okolic.

A ilu stanowi ta reszta?

– 120-130.

Około 150 zawodników w akademii tworzy zatem ile drużyn?

– Posiadamy w akademii Xanthi pięć drużyn. U11, U13, U15, U17 i U19. W każdej z nich wyselekcjonowanych mamy po około trzydziestu graczy.

Co dzieje się z młodszymi? Grają na podwórkach czy mają też jakieś alternatywy?

– My nie prowadzimy drużyn poniżej U11, jednak w Xanthi mamy aż osiem mniejszych klubów. Wszystkie pracują na nasz zespół i na akademię. Najlepsi i tak trafiają do nas, kiedy mają 9, 10 czy 11 lat. Wybieramy ich obserwując mniejsze kluby, które funkcjonują w różnych rejonach miasta.

Akademia Xanthi składa się głównie z zawodników miejscowych?

– Do 15. roku życia tak. Xanthi, Keramoti, Kawala, w tych obszarach się zamykamy. Później nasz skauting działa już szerzej i możemy zapewnić przyjezdnym warunki mieszkalne. Młodsi nie wchodzą raczej w grę, bo rodzice nie zgodziliby się na dalekie podróże swoich dzieci. One są jeszcze przecież za małe.

Czyli te osoby z innych miast żyją w hotelu?

– W hotelu i w mieście, mówimy o tych dziesięciu, o których wspomniałem. Wszyscy jednak są dowożeni na treningi autobusami, całe dnie spędzają w centrum treningowym, tutaj się stołują.

Jak często trenujecie?

– Grupy najstarsze, czyli od U15 w górę, trenują po sześć razy w tygodniu. Młodsi po trzy razy. Oczywiście dodatkowo w weekend rozgrywane są mecze.

Jak wygląda sztab szkoleniowy akademii Xanthi FC?

– Mamy 12 trenerów, do tego dwóch fizjoterapeutów i doktora. Wszyscy z nich są naprawdę dobrze wyszkoleni. Każdy ma wykształcenie w sportowym kierunku, dysponuje też licencją UEFA. Pierwsi trenerzy mają UEFA A, ich asystenci UEFA B. Bo każda drużyna ma do dyspozycji dwóch szkoleniowców.

Pan natomiast ma UEFA Pro.

– Dokładnie. Zdobyłem ją w Niemczech. Co trzy lata jeżdżę się tam przez to dokształcać.

Co robił pan w Niemczech?

– W latach 1988-2004 pracowałem jako trener i dyrektor akademii TSV 1860 Monachium.

Bogata historia. A od kiedy pracuje pan w akademii Xanthi?

– Pracowałem tu w latach 2006-2011. Później przeniosłem się do PAOK-u Saloniki. W 2018 roku wróciłem jednak i dziś jestem dyrektorem odpowiedzialnym za sportową stronę akademii, rozwój trenerów.

Czy wasi trenerzy pracują tylko w klubie?

– Tak, są na wyłączność, trzech tylko, tych od najmłodszych kategorii wiekowych, pracuje na jakiś siłowniach czy w szkołach. Ale nie działają w innych branżach, są cały czas zaabsorbowani treningiem.

Tak to wygląda w Grecji?

– Nie, Xanthi jest wyjątkiem. W Grecji niewiele jest takich miejsc, ale my należymy do naprawdę ścisłej krajowej czołówki, jeśli mówimy o szkoleniu młodzieży.

A jakim budżetem operujecie?

– Nie mogę powiedzieć o oficjalnych liczbach, bo nie zajmuję się tym, ale jest to około 450 tys. euro rocznie.

Jak wypadacie na tle innych greckich akademii?

– Akademia Xanthi FC to jedna z najlepszych w Grecji. Poza Olympiakosem nikt nie może równać się z nami pod względem wychowanków. Bo wychowaliśmy wielu profesjonalnych piłkarzy. Dziewięciu z nich obecnie znajduje się w kadrze pierwszego zespołu, kolejni są przymierzani. Najbardziej znany jest Vasilis Torosidis, który przeniósł się od nas do Pireusu, a później grał m.in. w AS Romie. Dajemy więcej szans na grę w pierwszym zespole, co jest w kraju doceniane. Do innych klubów greckich również trafiają nasi zawodnicy. Jeśli chodzi o warunki do treningów, to znów Olympiakos, i może Panathinaikos, mogą się z nami równać.

Inni nie mają tylu boisk?

– W ostatnich latach zaczyna się to zmieniać. Teraz rozbudowują się też inne akademie, jak choćby PAOK.

Na jakim poziomie ligowym gracie?

– Trzy najstarsze ekipy rywalizują na centralnym poziomie, czyli mierzą się ze wszystkimi najlepszymi w Grecji. U11 i U13 gra w regionie. Występujemy też często w międzynarodowych turniejach, w Niemczech czy Holandii.

Jak wam idzie w tych rozgrywkach centralnych?

– Ostatni sezon był zły. Zajęliśmy siódme miejsce w kategorii U19, piąte w U17 i trzecie w U15. W historii jednak zwyciężaliśmy cztery razy. Trzy razy wygrywałem mistrzostwo Grecji U19 jako trener Xanthi FC, raz triumfowaliśmy też w kategorii U17. A to dopiero 16 lat działania Le Chalet.

Le Chalet istnieje od 2003 roku?

– Tak, na otwarciu naszego kompleksu treningowego był nawet Brazylijczyk Pele (śmiech).

Czy grupy treningowe tworzą jakieś sportowe klasy?

– Nie, trenujemy popołudniami. Każdy chodzi do swojej szkoły. W szkołach oczywiście mamy lekcje wychowania fizycznego, ale my skupiamy się na naszych planach treningowych. Zaczynamy o 15-16 każdego dnia.

Jak wygląda praca dyrektora akademii? Angażuje się pan też w same zajęcia?

– Oczywiście, ciągnie mnie na boisko. Codziennie jestem na nich, oglądam treningi, zarządzam całym procesem. Oglądam też wszystkie nasze mecze, mecze innych klubów z Xanthi. Muszę wiedzieć czy gdzieś obok nie ma zawodników, których być może warto byłoby do akademii pozyskać.

Korzystacie z wiedzy sztabu pierwszego zespołu?

– Oglądam Kiko Ramireza w akcji. Rozmawiam z nim, coś wykorzystuję tez w akademii. Niebawem ruszamy jednak z większą współpracą, Kiko wraz z Goncalo Feio mają prowadzić wykłady dla naszych trenerów. Organizujemy wspólne spotkania, trener pierwszej drużyny też obserwuje co dzieje się u nas, najstarszych ogląda w akcji. Chcemy mu pomóc. Adaptujemy nasze treningi do tego, co dzieje się w pierwszym zespole. Nie możemy grać przecież inaczej. Jego wizja jest najważniejsza i do niej się dostosowujemy.

Co sprawia, że akademia Xanthi FC należy do ścisłej greckiej czołówki?

– Są trzy elementy, które na to wpływają. Po pierwsze: mamy najlepszych trenerów. Wykształconych, którzy wykonują świetną pracę. Bo tu nie tylko liczy się stopień wykształcenia czy licencja UEFA – chodzi o robotę, którą wykonują na co dzień. Po drugie: dysponujemy znakomitą infrastrukturą i wyposażeniem akademii. Po trzecie: nieźle działamy na polu skautingowym. Xanthi i okolice penetrujemy bardzo dokładnie, nikt nie umyka naszym transferowym planom. Te trzy „nogi”, na których stoimy, są najważniejsze. Bez choćby jednej z nich nie bylibyśmy tak dobrzy, nie moglibyśmy być.

Jak chcecie grać w akademii Xanthi FC?

– Chcemy grać nowoczesny futbol. Wymieniać dużo podań, dominować. Nasi bramkarze rozpoczynają grę krótkim otwarciem, a później: szybkie podania, wysokie tempo i rytm utrzymane przez cały mecz. Chcemy grać tak, jak profesjonalne zespoły, na małych przestrzeniach, będąc mocno skoncentrowanym. Dbamy też o defensywę, pressing w bocznych sektorach, współpracę między zawodnikami. Cały zespół przesuwa się za piłką. Ważne jest posiadanie piłki, ale i przygotowanie do jej straty. Musimy być gotowi na fazę przejścia z ataku do obrony.

A czego wymagacie od poszczególnych zawodników?

– W zawodniku szukamy jednej cechy, która go wyróżnia. Co czyni tego gracza specjalnym? Dzięki niej szukamy też mu pozycji. Ustalona jest ona do U19, wtedy zawodnik jest gotowy do wejścia do pierwszej drużyny.

Jaki jest cel akademii Xanthi na najbliższy czas?

– Chcemy zwiększyć intensywność greckiego futbolu. W Europie jest ona większa. To jedna z najważniejszych rzeczy, które zmieniamy w Xanthi. Mamy talent, ale musimy poprawić te kwestie. Zawodnicy mają też grać więcej na pełnym obciążeniu, koncentracji. Cały mecz, nie 15 minut. Pracować musimy też nad pewnością siebie i sferą psychologiczną zawodników. Oni muszą za Xanthi chcieć oddać serca, chcieć zrobić to dla nas. To jedna z rzeczy, którą wdrażać musimy już od najmłodszych drużyn.

Dobrym wzorem pod tym względem są treningi u Kiko Ramireza?

– Trenujemy tak samo mocno jak pierwszy zespół. To pozwala grać w piłkę tak jak chcemy przez cały mecz. A nie tylko w jego częściach.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK

***

“Takiego początku w greckiej Super League drużyna Xanthi FC nie zanotowała nigdy. Komplet punktów po trzech ligowych kolejkach to klubowy rekord. Jak długo potrwa dobra passa ekipy, w której aż roi się od nazwisk znanych z boisk polskiej Ekstraklasy? Jaka atmosfera panuje w klubie? Czy w mieście widać kryzys, a przelewy przychodzą, jak to w Grecji bywa, po terminie? Jak na trybunach podczas meczów zachowują się kibice? Gdzie zawodnicy spędzają każdy wolny dzień? Aleksandar Kovacević. Thibault Moulin. Jean Barrientos. Wreszcie Kiko Ramirez i Goncalo Feio, duet trenerski, który zaprosił mnie na północ Grecji. Na wakacje i trenerski staż”.

CZYTAJ DALEJ: Souvlaki, Tasos i historyczny start. Ekstraklasowa kolonia na północy Grecji >>

***