Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Temat zarobków trenerów wraca jak bumerang. Ci, którzy pracują w zawodzie, nie akceptują systemu, od opozycjonistów za głośno wyrażane opinie dostają jednak po uszach. A gdyby tak problem rozwiązać systemowo?

Za późno. Już nie staniemy do wyścigu zbrojeń. Ceny na rynku transferowym są poza naszym zasięgiem i prawdopodobnie nigdy się to nie zmieni. Europa uciekła nam, a dysproporcje będą się tylko pogłębiać.

Skoro ściągnięcie posiłków zza granicy, takich na niezłym piłkarskim poziomie, nie wchodzi w grę, to co możemy zrobić?

Ja jedyną szansę widzę w tym, by wyszkolić sobie młodych. To jedyna ścieżka.

Bo czy  w Polsce można znaleźć piłkarski talent? Czy są szanse na to, że wychowamy zawodnika na europejskim poziomie? Czy później będziemy mogli go sprzedać do odpowiedniej ligi za kilka milionów euro?

Jasne, jak dobrze pójdzie to i za kilkanaście.

A czy któryś poważny gracz przeniesie się do Ekstraklasy? Podniesie jej poziom, zagwarantuje grę w Lidze Mistrzów?

No właśnie.

Profesjonalne akademie to jedyna ścieżka, ale my ciągle liczymy, że znajdziemy drogę na skróty. W akademiach potrzebni są zaś najlepsi ludzie. Jestem przekonany, że bez nich, nic nie powstanie.

– To, co ma największy wpływ, to trenerzy i ich wiedza – twierdzi znany w Polsce z pracy w akademiach Zagłębia Lubin i Legii Warszawa Holender Richard Grootscholten.

Czytałem ostatnio wywiad Leszka Milewskeigo z Michałem Jaroniem. Kapitalna wiedza rozmówcy na temat analizy i sztucznej inteligencji w nią zaangażowanej. Facet otwarcie mówi, że chce być dla Legii gościem z Moneyballa. Nagle pada jednak pytanie:

Legia chciała cię zatrzymać. Dlaczego odrzuciłeś ofertę Legia Lab?

– Życie. Zarobki programisty po UW są niewspółmiernie lepsze niż na stanowisku, jakie miałbym pełnić w Legii.

Pasjonaci są na wagę złota. Ale tacy, którzy rozumieją dzisiejsze realia. Tacy, którzy wrzuceni do biznesu, nie tylko utrzymają się w nim, ale ich firmy za chwilę zarobią pierwszy milion. Tacy, którzy są cenieni w swoim otoczeniu, którzy cechują się rozwiniętymi umiejętnościami miękkimi. Znają podstawy psychologii, doświadczyli czegoś w życiu. Tacy, którzy nie marnują czasu na użalanie się nad losem, nie szukają usprawiedliwień, nie narzekają na system. Na polityków i Polskę. Tacy, którzy chcą działać, chcą coś zmienić. I działają, zmieniają.

Oby w piłce.

Wielu świetnych ludzi po drodze odpada. Kiedy rodzi się im pierwsze dziecko, poddają się. Czy trzeba się dziwić? Poświęcają się, ale widzą, że w ekstraklasowej akademii nie mają nawet trójki na rękę. A przecież doszli do szczytu, sufitu w treningu młodzieży.

Nie każdy musi marzyć o piłce seniorskiej, chwała tym, którzy chcą być specjalistami w danej kategorii wiekowej.

Ale jeśli oni wiedzą, że znajomy, z mniejszym potencjałem, jako przedstawiciel handlowy dostał 3800 na rękę, na wejście. Plus auto, laptopa i umowę o pracę. Multisporta i opiekę medyczną. Po pół roku przeskoczył piątkę, a inny kumpel, w korporacji, po trzech latach został team leaderem. Od tego czasu dziesiątego każdego miesiąca zgarnia przelew o wartości 7000 zł.

Miłosz Brzeziński, autor kilku książek dotyczących wdrażania zmian w środowisku pracy i w domu, mówi, że pieniądze za pracę mają znaczenie, ale najbardziej, jeżeli chodzi o higienę pracy i poczucie uczciwości.

Jakkolwiek nie spojrzymy, otaczający nas świat zamyka nas też w pudełku stabilizacji. Standardowych ramach, stabilnych warunkach, które podświadomie szukamy. Które dają nam właśnie higienę pracy.

Przed tygodniem ciekawy wywiad z Corne Groenendijkiem z Ajaxu Amsterdam przeprowadził Paweł Wilkowicz. – To coś typowo holenderskiego, co bardzo trudno przenieść w dowolne miejsce na świecie w takiej skali: tradycja sportowego wolontariatu, chęć oddania społeczeństwu czegoś, co się wcześniej dostało – stwierdził ten pierwszy.

– Wyobraźmy sobie, że ja, przyzwyczajony do holenderskich warunków, spisuję moje rady o szkoleniu dzieci i przekazuję je krajom z byłego bloku wschodniego. Te rady zadziałają tam szybko i bez zmiany otoczenia? Nie sądzę. Czy zadziałają w Afryce, gdzie w ogóle nie ma tradycji robienia czegoś społecznie? Przyjechałem do Ajaksu Kapsztad i myślałem, że poukładam tam sobie wszystko tak jak w Holandii. Że na pewno jest tam tak, jak w okolicach Amsterdamu: wielu skautów, którzy społecznie, na ochotnika wyszukują talenty. No nie, nie ma. „Jak to na ochotnika? A kiedy dostaniemy pieniądze?” – dodał.

Holandii nie skopiujemy, żyjemy w kompletnie innej kulturze. Warunki naszego codziennego życia, uśredniając je, są również znacznie niższe niż na Zachodzie.

Ale może jest szansa odgórnie zapewnić trenerom lepsze warunki pracy?

Szukanie sponsorów dla akademii, wsparcie władz miejskich czy właściciel-wizjoner? Jednym wyjdzie lepiej, innym gorzej. Większości nie wyjdzie jednak kompletnie. Rozmach musi być większy. Wynikać z jakiejś nienaruszalnej zasady.

Przed kilkoma laty cała Ekstraklasa obraziła się na władze. Za to, że w podręczniku licencyjnym wymagania infrastrukturalne podniesiono do takich, których nikt nie był w stanie spełnić.

Ile było negatywnych emocji wokół tych zmian? Ile głosów, ile ostrzeżeń? Ile klubów miało upaść?

Dziś nasza liga wygląda pięknie. Stadiony to nasza chluba. Jeżeli czymś wyróżniamy się w Europie, to właśnie nowoczesnymi i zadbanymi obiektami.

I jakoś się dało!

A gdyby tak znów skorzystać z tego schematu? Gdyby tak w podręczniku licencyjnym wyśrubować standardy dotyczące szkolenia? Gdyby tak wśród licznych zmian pojawiły się także warunki zatrudnienia w akademiach?

Gdyby każdy ekstraklasowy zespół zobligowany był do prowadzenia minimum siedmiu grup młodzieżowych, a w każdej z nich pracowałoby minimum po dwóch trenerów? Do tego trenerzy specjaliści, przykładowo – po dwóch trenerów bramkarzy i  przygotowania fizycznego na całą akademię. A wszyscy posiadać by musieli z klubem umowę o pracę i minimum 3500 zł na rękę. Na początek. Z kolejnymi latami poprzeczkę można by podnosić jeszcze wyżej.

Zamknijmy oczy. Siedem grup, czyli czternastu trenerów. Z dodatkowymi specjalistami, to osiemnaście osób. Z minimalnymi zarobkami określonymi w podręczniku licencyjnym to około 60 tys. zł miesięcznie. Czy profesjonalny klub piłkarski mógłby sobie na to pozwolić?

Jasne, pewnie musiałby odpalić jednego Portugalczyka czy drugiego Hiszpana. W zależności od miejsca, radykalna zmiana faktycznie mogłaby jednak odbić się na dwóch czy trzech kontraktach. I już budżet by się spiął.

Nagle akademia zaczęłaby działać na zupełnie innych zasadach. Nagle miejsca tych, którzy byli za słabi na trzecie ligi w swoich krajach, zajęliby młodzi Polacy. Nagle drużyny mogłyby mówić o tożsamości. Kibice mogliby zacząć kibicować chłopakom z osiedla.

Bo kto mnie przekona do tego, że kluby rozwijają się, ściągając co pół roku przysłowiowy „szrot”? Kto pokaże mi, dokąd zmierza ta droga? Gdzie tutaj szersza wizja i długofalowa koncepcja? Gdzie większa idea?

O ile można się kłócić o to, czy trener powinien zarobić X czy Y, o tyle wątpię, by ktoś miał jeszcze wątpliwości. I zamiast na akademię wolał, by kluby pieniądze wciąż wykładały na wypłaty „przebierańców”.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].