Wywiady

CLJ-ka od środka: “Impuls był potrzebny tej drużynie”

W zeszłym sezonie Escola była jedynym klubem w lidze, który nie mając seniorskiej drużyny w Ekstraklasie, pozostał w CLJ. Zapowiada się na to, że i w tegorocznych rozgrywkach przyjdzie im walczyć o utrzymanie. Trzy tygodnie temu doszło do zmiany szkoleniowca w warszawskiej drużynie, a został nim Konrad Dousa. Dlaczego doszło do tej zmiany? Porozmawialiśmy o tym z byłym trenerem Escoli – Markiem Gołębiewskim.

Dlaczego trener zrezygnował z funkcji trenera drużyny U-18?

– Połączyliśmy dwa roczniki – 2002 i 2003. Trener Konrad Dousa dał nowe spojrzenie na ten zespół. Z tego, co widziałem, korzysta głównie z zawodników rocznika 2003. Tylko trzech piłkarzy gra z 2002. Chciałem, żeby Escola miała CLJ U-18. Impuls był tej drużynie potrzebny, jak pokazał to mecz z Wisłą, który wygrali. Uważam, że jakościowo drużyna z rocznika 2002 nie dawała nam takiej gwarancji, żeby móc się spokojnie bić o utrzymanie. Latem odeszło od nas dziewięciu najlepszych zawodników. Musieliśmy budować zespół na nowo. Zostali u nas ci, którzy do tej pory mniej grali. Musiałem przez trzy tygodnie szukać godnych następców, co nie jest łatwe w tym wieku. Najlepsi zawodnicy mają już podpisane kontrakty.

Organizowaliście test-mecze?

– Nie, polegałem na swoich obserwacjach i zawodnikach, którzy się do nas zgłosili, którzy nam pasowali. Teraz sytuacja w tabeli zmusiła nas do pewnych zmian. Mamy dobry rocznik 2003 i zobaczymy, jak będą sobie radzić ze starszymi. Oni też grają podwójnie dla siebie, bo jak przyjdzie spadek, nie będą mogli w przyszłym sezonie występować w CLJ. Myślę, że roczniki 2002 z 2003 spokojnie dadzą radę.

Zawodnicy z rocznika 2002 nadal są w tym zespole?

– Tak, trenują. Niektórzy łapią się na ławkę w okręgówce, inni na ławkę w CLJ. Zostały jeszcze trzy kolejki w tym roku. Liczymy na dziewięć punktów. Oby się udało, wtedy sytuacja w tabeli nie byłaby taka zła.

Zrozumiale jest to, że z wyników nie mógł być trener zadowolony, ale czy z meczu na mecz nie widział pan postępów w swojej drużynie? Niektóre mecze przegrywaliście nieznacznie, 1:2 z Zagłębiem Lubin, 2:3 z Cracovią, 2:3 z Górnikiem Zabrze.

– Na początku miałem jeszcze Kamila Swikszcza, który dołączył do nas z Ruchu Chorzów. Do tego jeszcze było kilku innych zdrowych zawodników. Wtedy zdobyliśmy sześć punktów w trzech meczach. Potem przyszły drobne kontuzje i urazy. Nie było już godnych zastępców, żeby podjąć walkę z tymi najlepszymi. Nie ukrywajmy, że są akademie, które budują drużyny latami, a my mieliśmy trzy tygodnie. Wrócę do tego, że latem drużyna przestała istnieć, bo ubyło nam dziewięciu podstawowych zawodników. Jakość nie była taka, jak wcześniej.

W zeszłych rozgrywkach CLJ U-17 walczyli do końca z Legią (przyszły mistrz Polski – przyp. red.) o wygranie grupy A. Pierwsze mecze dobrze wyglądały w naszym wykonaniu, potem przyszedł kryzys kadrowy i może też mentalny. Bo nie podnieśli się po kilku porażkach z rzędu. Potem remisy z Jagiellonią 1:1 i Legią 0:0 były prognostykiem na przyszłość. Jednak zaraz po tym przyszły dwie proste porażki. Ze Śląskiem przegrana bez walki (1:5 – przyp. red.), mecz z Gwarkiem u siebie (0:4 – przyp. red.)? Zmusił mnie do zastanowienia: “może ci chłopcy powinni wziąć się za siebie i dostać nowy impuls?”. Zaproponowałem prezesowi, żebym zrezygnował. Zespół przejął Konrad Dousa. W dwóch meczach zdobyli trzy punkty.

Jest trener spokojny o utrzymanie w CLJ?

– Wierzę w tych chłopaków, jeśli dobrze przepracują zimę, bo latem, nie oszukujmy się, nie było dużo czasu na zbudowanie drużyny. Trener Dousa będzie miał grudzień i styczeń na budowę drużyny. Myślę, że spokojnie zapewnią sobie utrzymanie. Kluczowe będą najbliższe trzy mecze: Hutnik, Arka i UKS SMS Łódź. Byłoby super, gdyby zdobyli dziewięć punktów, ale siedem czy sześć to też będzie dobry wynik. Mam nadzieję, że tak się stanie. Wierzę w utrzymanie, bo jakość piłkarska jest wyższa po połączeniu dwóch roczników. Nie mogłem zawsze korzystać z rocznika 2003, bo oni też grali swoją ligę i ciężko było to zgrać.

Czym teraz pan zajmuje się w klubie?

– Jestem trenerem koordynatorem w rocznikach 2006 – 2009. Sporządzam miesięczny plan treningów. Jeżdżę na mecze, obserwuję. To moje zadania do końca tego roku. Później zobaczymy, co to będzie. Chciałbym zacząć pracę w seniorskiej piłce, jestem na kursie UEFA Pro. W tym kierunku chciałbym iść.

Czy nowy szkoleniowiec Escoli preferuje taki sam styl gry jak pan?

– W akademii mamy jedną filozofią, która nam przyświeca. Utrzymywanie się przy piłce, granie krótszymi podaniami, wychodzeni spod pressingu. Każdy rocznik tak gra, niezależnie od trenera. Mamy z góry narzucony styl grania. Może pewne drobiazgi się różnią u trenerów, ale nie odbiega to od głównego założenia.

Jaki macie plan rozwoju na zawodników? Skończy się sezon i co z nimi?

– To, co było teraz. Jeden poszedł do Evertonu, drugi do Wisły Płock, trzeci do Podbeskidzia, czwarty do Stomilu Olsztyn. Ci lepsi zawodnicy będą sobie szukać miejsca w wyższych klasach rozgrywkowych. Mamy kilku chłopaków, którzy grają w klasie okręgowej i walczą o awans do IV ligi. Jeśli wyrażają chęć pozostania u nas, to grają w seniorach. Najważniejsza jest wola zawodnika. Nikogo na siłę nie trzymamy i nikogo też nie wypychamy. Jeśli, ktoś chce odejść, bo dostał propozycję od fajnego klubu – idzie tam. Taka jest ścieżka rozwoju. Staramy się, żeby jak najwyższa liga była u nas w seniorach. Teraz mamy realną szansę na awans do IV ligi. Dla zawodników, którzy kończą wiek juniora, taki poziom w grupie warszawskiej to ciekawy kierunek rozwoju.

Co trener sądzi o reformie CLJ?

– Powiem szczerze, na początku byłem na tak. Teraz widzę, że zabiera się tym zawodnikom rok. Wiele piłkarzy nie jest jeszcze gotowych na grę w seniorach. Z zeszłego roku mam dwa przypadki, że chłopcy już w ogóle nie grają w piłkę. Naprawdę mieli papiery, żeby być znaczącymi w Polsce. Ich siła fizyczna i wzrost nie pozwalały im, żeby rywalizować w seniorach. Musieliby grać w A-klasie, żeby nadrobić fizyczność, bo piłkarsko by się obronili. Uważam, że ta reforma była zrobiona za wcześnie i “na kolanie”. Bo w maju, na półtora miesiąca przed końcem rozgrywek, dostaliśmy informację, że reforma będzie wprowadzona i od przyszłego sezonu będzie mogło grać tylko czterech zawodników z rocznika 2000. Rocznik 2000 dostał po głowie. Wiele zespołów na tym ucierpiało, nie tylko nasz. Każdy budował sobie zespół na CLJ, oparty o rocznik 2000. Młoda Ekstraklasa mi się bardziej podoba od CLJ-ki. Bo jeżeli zawodnik ma rywalizować później w seniorach, musi mieć styczność ze starszymi. Tam mogli grać seniorzy.

Odbiję piłeczkę. Młoda Ekstraklasa to był projekt w głównej mierze przeznaczony dla rezerw klubów z Ekstraklasy.

– Nie do końca, bo grali też tam juniorzy. Niektórzy oczywiście zrezygnowali z drużyn rezerw na koszt Młodej Ekstraklasy, ale nie wszyscy. To polegało na tym, że grali tam najzdolniejsi juniorzy i czterech czy pięciu seniorów. Do czego zmierzam? Tym piłkarzom brakuje ogrania piłkarskiego w senioriach. Tego się nie wyrobi, grając z rówieśnikami. Trzeba mieć na placu zawodnika starszego, wtedy można zobaczyć, jak się porusza. Pewnych rzeczy w juniorach się nie nauczą. Ci najlepsi juniorzy grają w Ekstraklasie, bo są ogrywani w II czy III lidze. Reforma przeprowadzona była za szybko i za wcześnie. Najlepszym rozwiązaniem byłaby liga U-23. Tak, jak to funkcjonuje w Anglii. Śmieszne jest też to, że w ligach makroregionalnych grają w kategorii U-19. Tam występują zawodnicy z rocznika 2001, a na szczeblu centralnym z 2002. Nie rozumiem tego. Może by mi ktoś to wytłumaczył, dlaczego tak jest? Bo ja nie mam pojęcia.

Dla mnie też jest to niezrozumiałe. Jeśli teraz drużyna spadnie z CLJ, to w lidze makroregionalnej będzie mógł grać rocznik 2002 i 2003. Jeśli wywalczą awans do ligi centralnej, to już tam będzie musiał rywalizować rocznik 2004.

– Mieliśmy zawodnika z rocznika 2001, który odszedł od nas po sezonie. Teraz jest w Polonii Warszawa i gra w juniorach. Wszyscy są już seniorami, a on gra w juniorach. Trzeba to unormować. Bo to jest jakiś paradoks.

Czy CLJ spełnia swoje pierwotne założenie, czyli przygotowuje do gry w seniorach?

– Nie do końca, dodałbym pewne możliwości. Dla akademii ekstraklasowych stworzyłbym ligę i zrezygnował z CLJ. Wtedy nasza drużyna miałaby problem, bo nie mamy ekstraklasy, ale chodzi mi o to, żeby ci najlepsi grali w seniorach, w II czy III lidze. Produkt CLJ jest fajny, bo są transmisje meczów, zainteresowanie medialne. Poszło to wszystko do przodu.

Czy Titas Milasius (Wisła Płock, a wcześniej Escola – przyp. red.) był dobrze przygotowany i gotowy na grę w Ekstraklasie?

– To jest idealny przykład tego, o czym rozmawialiśmy. Uważam, że jeśli Milasius grałby w czwartej czy trzeciej lidze, a nie w CLJ, to inaczej wyglądałby jego debiut w Ekstraklasie. On ma wielki talent i dużą chęć do pracy, ale zderzył się ze ścianą. Bo zagrał jeden mecz w naszej lidze, przeciwko Lechowi Poznań. Zagrał 25 minut i trener go zmienił. Do tej pory już go nie widzieliśmy. Gdyby miał lepsze przygotowanie seniorskie, to miałby łatwiej w tym meczu. Nie zostałby schowany do szafy. To jest problem. Ci zawodnicy w wieku 17 czy 18 lat powinni już rywalizować ze starszymi, więcej im to daje. Przedstawię to na swoim przykładzie: gdy miałem 15 lat, grałem w Piasecznie, wtedy III liga. Dużo mi to dało. Nie zamieniłby tego na grę w juniorach. Każdy  potwierdzi i to powie. Jeden mecz w seniorach to pięć albo sześć w juniorach.

Wracając do Milasiusa, czy to nie jest też wina ówczesnego trenera Wisły Płock Leszka Ojrzyńskiego? Nagle w drugiej kolejce dał mu szansę debiutu przeciwko Lechowi Poznań. Wypuścił go od pierwszej minuty i zmienił po dwudziestu pięciu. Od tamtej pory nie zobaczyliśmy młodego Litwina na boiskach Ekstraklasy.

–  Trener w Ekstraklasie nie kieruje się tym, czym my w juniorach. Nie patrzy na to, żeby go nie spalić. Liczy się wynik. Zrobiłbym podobnie, jak trener Ojrzyński. Mój zawodnik dostał żółtą kartkę na początku meczu, później miał same straty i nie szło mu dobrze. Można się zastanawiać czy powinien wyjść od pierwszej minuty. Możemy gdybać, ale po meczu każdy jest mądry i zrobiłby inaczej. Ten zawodnik jest pracowity i ma talent. W pewnym momencie wystrzeli. Treningi z seniorami dużo mu dadzą.

Celem Escoli U-18 jest utrzymanie drużyny w CLJ za wszelką cenę?

– Nie wiem. Gdy ja byłem trenerem, dla mnie najważniejsze było to, żeby ci zawodnicy grali w seniorach. Bardzo się cieszę, że niektórzy zawodnicy łapią minuty w seniorskiej piłce. Dla mnie, jako trenera, jest to nagroda. Wiadomo, że dla zarządu klubu dobrze by było, jakby ta CLJ została. Myślę, że tak będzie. W sporcie nikt nie lubi przegrywać. Z perspektywy klubu zrobimy wszystko, to jeden z naszych priorytetów. Ale ważniejszy jest awans do IV ligi w seniorach.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. 400mm.pl