Wywiady

Młodzi trenerzy nadchodzą. Czym jest projekt Junior Coach?

Jak zachęcić najmłodszych do tego, by w przyszłości zostali trenerami piłki nożnej? Jak aktywizować juniorów, którzy raczej nie zrobią już profesjonalnej kariery, a którzy w Niemczech, Anglii czy Portugalii szybko „przechwytywani” są do szkoleniowej pracy? Dominik Gawor z Warszawy ma na to pomysł – w rozmowie z Weszło Junior opowiedział o projekcie Junior Coach.

Gawor aktualnie pracuje jako trener-koordynator w warszawskim UKS Derby 356. Prowadzi roczniki 2007 i 2012, a w zawodzie jest od prawie dekady. Pierwszy kurs trenerski – KickStar – ukończył w Irlandii, w 2009 roku. Po powrocie do Polski przeszedł kursy UEFA B i UEFA A. Angażuje się również w działania edukacyjne, sam rozwija się na polu szkoleniowym. Współpracuje z Rafałem Noconiem, z którym piszą i realizują projekty unijne. Jednym z nich jest właśnie Junior Coach.

Co to jest Junior Coach?

– To projekt skierowany do uczniów szkół średnich, dzieci i młodzieży w wieku 14-18 lat. To dla nich pierwszy szczebel kariery trenerskiej, szansa na sprawdzenie się w roli trenera piłki nożnej. To szkolenie młodemu człowiekowi ma dać odpowiedź na pytanie – „czy chcę zostać w przyszłości trenerem piłki nożnej?”. Junior Coach to kurs trwający 42 godziny, podzielone na teorię, praktykę, jak i kurs pierwszej pomocy oraz warsztaty planowania kariery zawodowej aftermatch.

Do kogo program jest skierowany?

– Do Junior Coacha zgłaszają się zazwyczaj osoby, które są czynnymi zawodnikami. Grają w piłkę. Ich rodzice przychodzą do nas i często widzą w swoich dzieciach dobrego kandydata na trenera, a Junior Coach to dobre miejsce, by przekonać się czy mają rację.

Jaki jest koszt udziału w tym kursie?

– Kurs jest dla dzieci i młodzieży bezpłatny. Dotychczas udawało się nam go realizować we współpracy z samorządami, Wojewódzkimi i Okręgowymi Związkami Piłki Nożnej lub z klubami. Lub poprzez rozpisanie unijnego projektu. Aktualnie otrzymaliśmy unijne dofinansowanie na pięć kursów Junior Coach: jeden odbywa się w Radomiu, kolejne w Gogolinie (woj. opolskie), Szczecinie, a jeszcze jeden przygotowujemy w Warszawie.

Skąd pomysł na taki program?

– Pomysł podpatrzyliśmy w Niemieckim Związku Piłki Nożnej (DFB). Zorganizowaliśmy szkolenie kilkunastu zaangażowanych trenerów w Barsinghausen, prowadzone przez Marka Wanika, który przez tydzień wykładał nam zasady niemieckiego programu Junior Coach. W całych Niemczech w programie Junior Coach udział bierze rocznie około 2000 uczestników, a z monitoringu prowadzonego przez DFB wynika, że około 85 procent z nich, po spełnieniu formalnych wymagań, kończy potem kurs trenerski Grassroots C (C-Trainer). I tak od 2013 roku – to naprawdę duże liczby. DFB traktuje ten projekt bardzo poważnie, wszystko jest przeprowadzone w bardzo formalny i przemyślany sposób. Kursy są realizowane przez związki regionalne, we współpracy ze szkołami i klubami. Kursy są organizowane w centralach związkowych, w szkołach, w weekendy, wakacje, w porozumieniu ze szkołami. Wszystko po to, żeby każdy chętny znalazł kurs dla siebie jak najbliżej swojej miejscowości.

Piszecie na stronie, że wasz schemat zaczerpnięty jest z DFB, ale jest też wymyślony przez waszą dwójkę (Gawor i Rafał Nocoń – przyp. red.). Czym one się różnią?

– Kurs prowadzony przez DFB jest wycinkiem ich kursu C-Trainer. Nasz kurs też jest zgodny z Grassroots C, lecz przygotowaliśmy go nieco bardziej elastycznie. W podstawowej wersji skróciliśmy treści stricte piłkarskie, dołożyliśmy za to kurs pierwszej pomocy i warsztaty planowania kariery. Możemy go też modyfikować, bo jeśli program unijny wymaga zwiększenia nacisku np. na kompetencje przywódcze, rozwój osobisty lub co innego – możemy to zrobić. Obecnie np. realizujemy projekt, w którym uczestnicy muszą udokumentować siedmiomiesięczny wolontariat w jakimś klubie.

„Materiały teoretyczne były opracowane przez polskich ekspertów, zgodne z programem szkolenia Grassroots C na kursach PZPN”. Przez jakich ekspertów?

– Przez trenerów edukatorów z wojewódzkich związków.

A kim wy jesteście w piłce? Kto stoi za projektem?

– Przede wszystkim ja i Rafał Nocoń. Od około 10 lat realizujemy różne piłkarskie projekty, najczęściej finansowane ze środków UE: staże, wyjazdy studyjne, różne projekty edukacyjne. Junior Coach zaintrygował nas od razu, kiedy zobaczyliśmy jaką wagę przykłada do niego DFB. Oni wcale nie mają tak wielu trenerów, szczególnie ukierunkowanych na pracę z najmłodszymi dziećmi. Próbują aktywować do zawodu ludzi na emeryturach, takich, którzy mają sporo czasu, ale szukają bardzo aktywnie trenerskiego narybku. W nich można inwestować, jeśli zainteresują się, będą chcieć się edukować i pójść w tym kierunku, mogą stać się dobrymi trenerami.

Kto stanowi zatem kadrę szkoleniową na waszych kursach?

– Nasi edukatorzy są wybrani we współpracy z kilkoma Wojewódzkimi Związkami Piłki Nożnej, z którymi współpracujemy. Dzięki współpracy z Niemieckim Związkiem Piłki Nożnej wszyscy ukończyli intensywny kurs w ośrodku szkoleniowym DFB w Barsinghausen. Wykładowcą był m.in. znany w Polsce edukator DFB Marek Wanik, który wizytował również pierwsze kursy i wspierał naszych edukatorów. Wszystkie zajęcia są prowadzone zgodnie z metodologią pracy z dziećmi PZPN oraz DFB.

Jak wyglądały te zajęcia w Barsinghausen?

– Spędziliśmy tam siedem dni. Było bardzo intensywnie. W części teoretycznej omawialiśmy bardzo szczegółowo dwie grupy – Skrzata, w Niemczech nazywanego Bambini, i Żaka. Wyjątkowa była przede wszystkim postać trenera Wanika. Człowieka, który umie pokazać różnice w tym, na co w Niemczech zwraca się uwagę w pracy z dziećmi. Żadnej presji na wynik, do kategorii Żak wyłącznie formy zabawowe. Oczywiście, w treningach przemycane są aspekty piłkarskie, ale Skrzat i Żak to czysta forma zabawowa. Dzieci mamy zachęcić, nie zrazić, nie pokazać, że tutaj tylko i wyłącznie liczy się rezultat. Dzieci mają przede wszystkim dobrze bawić się na zajęciach, korzystać z nich w bardzo luźnej i przyjacielskiej atmosferze.

Na czym polegają wspomniane przez was warsztaty z planowania kariery zawodowej aftermatch?

– Przygotowaliśmy je w międzynarodowym zespole realizującym unijny projekt Erasmus+ kilka lat temu. Mamy w kraju kilka osób, które z nami współpracują i stale ten moduł rozwijają. To bardzo aktywne zajęcia, zmuszające uczestników do refleksji nad swoją karierą w sporcie. Realnej oceny własnych możliwości i predyspozycji, dające narzędzia do samodzielnego zaplanowania kolejnych etapów kariery – jako sportowiec, a później trener. Lub w innym zawodzie związanym ze sportem.

W programie przewidujecie aż osiem godzin praktyki zawodowej. W jaki sposób się ona odbywa?

– Praktyka to obowiązkowy staż w Akademii Młodych Orłów, MAMO lub w jednym ze współpracujących z nami klubów. Stażyści przy boku trenera będą mogli w praktyce zweryfikować swoje umiejętności, pomóc w organizacji i prowadzeniu treningu, czyli poznać w praktyce pracę trenera piłki nożnej. Kursanci mogą też sami odbyć staż u znajomego trenera w klubie, który pracuje z dziećmi i wiadomo, że prezentuje wysoki poziom.

Egzamin zaliczeniowy Junior Coach trwa dwie godziny. Jak wygląda?

– Egzamin dzieli się na część praktyczną i teoretyczną. Szczególną uwagę zwracamy na to, by uczestnik kursu otworzył się. By nie bał się mówić, opowiadać, bo wszystkie zajęcia z dziećmi przeprowadzone muszą być w formie pokazowej. Najmłodsze kategorie wiekowe muszą mieć wzorzec trenera, który będzie dobrze współgrał z dziećmi. Będzie też w stanie zaprezentować to, czego od nich oczekuje. Asystent trenera po kursie Junior Coach ma być pomocnikiem trenera, który będzie mógł wesprzeć go w pracy z dziećmi.

Współpracowaliście już z Opolskim, Mazowieckim i Radomskim (okręgowym) ZPN-em. Na czym ta współpraca polegała?

– Zależy nam, żeby projekt był częścią polskiego systemu szkolenia trenerów. To ważne dla absolwentów, jeśli otrzymują certyfikat wystawiony przez związek – wojewódzki lub okręgowy. Nawet jeśli formalnie nie daje on jeszcze żadnych wymiernych korzyści. Korzystamy też z edukatorów związkowych – to ważne, żeby treści kursu były zgodne z Narodowym Modelem Gry PZPN. Jeśli nie udaje się nawiązać formalnej współpracy z konkretnym związkiem to trudno, robimy też kursy zamknięte dla zawodników konkretnego klubu. Prezesi klubów, z którymi do tej pory rozmawialiśmy, bardzo szybko się do projektu dają przekonać. Bo przecież oparcie sztabu trenerskiego swojej akademii na wychowankach, to dla klubu bezdyskusyjna korzyść.

Dlaczego warto rozwijać wasz projekt?

– Dlatego, że możemy pozyskiwać dla piłki nowych ludzi. Mamy z tym w Polsce ciągle problem. PZPN kształci wprawdzie coraz więcej trenerów, ale ich jakość nie jest doskonała. Jeśli uda się zainteresować tym zawodem już 16-latków, to wcześniej zaczną zbierać doświadczenia, będą świadomymi i wymagającymi uczestnikami związkowych kursów. Młodzi ludzie na wczesnym etapie zostaną zainteresowani szkoleniową drogą, będą idealnym materiałem na trenera, trenera bardzo dobrej jakości. Prostym przykładem jest moja osoba – zaczynałem dość późno, bo miałem 29 lat. Czy mogłem zacząć wcześniej? Gdy patrzę na syna, który ma 19 lat i dysponuje licencją UEFA C, a jako asystent zaczynał pracę w Varsovii w wieku 16 lat – wydaje mi się, że to było bardzo dobre posunięcie. Zaczynał ponad dziesięć lat wcześniej niż ja i mam nadzieję, że za dziesięć lat będzie dużo dalej niż ja dziś.

Na czym wam zależy i co chcielibyście zrobić w najbliższej przyszłości?

– Przede wszystkim chcemy namówić do współpracy PZPN. By podobnie jak w Niemczech Junior Coach był pierwszym stopniem ścieżki kształcenia trenerów. Jakie konkretnie wsparcie mogliby otrzymać absolwenci to sprawa drugorzędna. Najważniejsze, żeby była to motywacja do związania się z zawodem trenera. DFB np. wspiera ich bardzo konkretnie: poprzez system doradztwa, ułatwień w rekrutacji na kursy trenerskie, zwalniając częściowo z opłat i skracając dla nich kursy, więc jest skąd czerpać pomysły. Chcemy też do współpracy włączyć kolejne związki wojewódzkie, przygotować jeszcze więcej edukatorów, a także podjąć współprace ze związkami w innych krajach. Planujemy również przygotowanie procedury monitoringu i wsparcia absolwentów, żeby ci nie byli pozostawieni samym sobie.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK