Wywiady

CLJ-ka od środka: “Czasami zabija ich ten profesjonalizm, nie wszyscy są na to gotowi”

Warta Poznań bryluje na zapleczu ekstraklasy, jest liderem I ligi. Jak prezentują się ich zespoły młodzieżowe? Mają dwie drużyny na poziomie centralnym i obie gwarantują solidny poziom. O poczynaniach “Zielonych” w CLJ U-17, potencjale kadrowym Warty czy starciach “na noże” z AP Reissa – porozmawialiśmy z trenerem Bartoszem Majchrzakiem.

W meczu kończącym rundę jesienną pokonaliście wicelidera tabeli Arkę Gdynia aż 5:2. Wynik sugeruje, że był to popis jednej drużyny. Czy z perspektywy boiska rzeczywiście tak to wyglądało?

– To był podobny mecz do tego pierwszego w Gdyni. Tam przegrywaliśmy już w 63. minucie 0:3. Minutę później straciliśmy zawodnika i musieliśmy kończyć to spotkania w dziesiątkę. Mimo to wyciągnęliśmy wynik na 3:3. Myślę, że gdyby tamten mecz trwał trochę dłużej, mógłby skończyć się naszym zwycięstwem. Rewanżowe starcie w Poznaniu było podobne, bo od 15. minuty przegrywaliśmy 0:2, po dwóch prostych błędach, ale mimo to zawodnicy dobrze zareagowali po stracie bramek. Dodatkowy plus jest taki, że działo się to bez ingerencji ławki trenerskiej. Nie odzywaliśmy się, a sami zawodnicy zareagowali bardzo pozytywnie, zdobyli dwa gole jeszcze przed przerwą. Okazuje się, że mają charakter w trudnych momentach. Zespół przeciwny powinien nas dobić na 3:0. Nie zrobił tego, odbijamy się i poszło to w drugą stronę. Druga połowa była bardzo dobra w naszym wykonaniu, bez błędów indywidualnych, czego efektem były strzelone trzy bramki.

Jak trener podsumuje jesień w waszym wykonaniu? Czy to jest maksimum waszych możliwości, a może jeszcze wszystkiego nie pokazaliście? Zajęliście piąte miejsce w tabeli, zdobywając 19 punktów w 14 meczach. Strata do podium wynosi pięć oczek.

– Nie kalkulujemy czy to jest pierwsze, piąte czy szóste miejsce w tabeli. Ważne jest to, żeby zespół utrzymać w CLJ. Celem nadrzędnym są jednostki i ich przesuwanie wyżej, do drużyny juniorów starszych czy seniorów. W tych kategoriach wiekowych myślimy o tym, żeby być w CLJ. Chcemy, żeby najzdolniejsi chłopcy zostali w klubie i docelowo docierali do pierwszego zespołu. Jeśli chodzi o całą rundę, to ten zespół ma bardzo duży potencjał. Naszym największym mankamentem jest to, że gdy jesteśmy faworytami do wygrania spotkania i ciąży na nas presja zwyciężania, nie potrafimy sobie z tym poradzić. To jest problem i pokazały to mecze z Chemikiem Bydgoszcz.

Chemik Bydgoszcz zajął ostatnie miejsce w tabeli i zdobył zaledwie cztery oczka.

– Z czego dwa z nami. Oni zdobywali też mało goli (13 – przyp. red.), a nam strzelili pięć. My nie nakładamy presji na zespół, zawodnicy sami to robią i nie są w stanie jej sprostać, gdy są faworytami. Mają z tym problem. To jest deficyt, nad którym trzeba popracować. Z kolei z czubem tabeli graliśmy jak równy z równym. To pokazuje, że mamy potencjał. Z Lechem zremisowaliśmy 1:1 i przegraliśmy 1:2. Były to spotkania na styku, byliśmy też w stanie zdominować rywala.

Wracając do straty punktów z Chemikiem Bydgoszcz – z czego one wynikły, z lekceważenia rywala?

– Nie, gdy jesteśmy faworytem, pojawia się odpowiedzialność, żeby ten mecz wygrać. Pojawia się nacisk na to, że mamy dominować na boisku.

Może inaczej, pojawiają się myśli, że taki mecz sam się wygra?

– Myślę, że trochę tak, ale pod kątem takim, że ta odpowiedzialność ich blokuje. Proste rzeczy stają się dla nich trudne. Pojawiają się błędy, po których padają gole. W pierwszym meczu z Chemikiem, po 15 minutach prowadziliśmy 2:0. Wydawało się, że końcowy wynik będzie oscylował koło pięciu, sześciu. Straciliśmy jednak głupią bramkę, po błędzie bramkarza. Potem padł drugi gol i to podcięło nam skrzydła (mecz zakończył się wynikiem 3:3 – przyp. red.). W Bydgoszczy przegrywaliśmy 0:2 (końcowy wynik to 2:2 – przyp. red.), po dwóch prostych błędach. Zespół ograniczał się do wybijania piłki z linii obrony. Mamy problem, gdy zespół nisko broni i gra długim podaniem.

Trener mówi o roli faworyta i odpowiedzialności za wynik, ale gdy graliście z drugim spadkowiczem, SI Arką Gdynia, potrafiliście oba mecze wysoko wygrać (3:0 i 5:1).

– To był zespół, który chciał grać w piłkę, budował grę, nie ograniczał się tylko do wybijania futbolówki. To powodowało też, że mogli popełniać błędy własne, z których mogliśmy skorzystać. To też drużyna młodsza o rok, więc przewaga fizyczna była po naszej stronie. Analizowaliśmy tego rywala na wideo i mogliśmy przygotować się na pewne działania. W przypadku ekip, które tylko wybijają, ciężko stworzyć analizę i nastawić się jakoś na rywala.

Pewną część spotkań rozgrywaliście w popularnym “Ogródku”, czyli głównej płycie stadionu Warty Poznań. Czy jest to pewna nobilitacja, wyróżnienie? Czy to wiążę się również z presją boiska? Tylko przypomnę, że na tym obiekcie padł remis 3:3 z Chemikiem. 

– Odkąd pamiętam, to drużyny młodzieżowe grały na tym boisku. To jest wyróżnienie i pewna nobilitacja. Jednak czy ich to sparaliżowało? Myślę, że nie, bo mecz z Pogonią Szczecin wygraliśmy 3:0, po dobrym spotkaniu. Z Lechem przyszła porażka 1:2, ale po dobrej grze. Z Chemikiem było sporo przypadkowości. Do tego to był pierwszy mecz, na  otwarcie rozgrywek. Nie udało nam się starcie z AP Reissa u siebie (0:2), ale byliśmy w lekkim dołku po dwóch porażkach (z Lechem 1:2 i Lechią 1:4 – przyp. red.). Myślę, że boisko nie ma większego wpływu. Jeżeli oni mieliby z tym problem, to jak wyjdą na stadion przy 50-tysięcznej publice? Jak nie mogą sobie poradzić przy pustych trybunach, to co dopiero na dużym obiekcie wypełnionym kibicami?

Często słyszę, że grupa B w Centralnej Lidze Juniorów U-17 jest najmocniejsza. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?

– To zależy od danego rocznika w grupie. Mamy tutaj ekstraklasowe akademie, tj. Lech, Lechia, Arka, Pogoń. My jesteśmy pierwszoligową ekipą. Tylko AP Reissa i Chemik Bydgoszcz mają seniorów w niższych klasach rozgrywkowych. Jednak grupa C też jest mocna, mamy tam Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław czy Górnik Zabrze. Nie chcę w ten sposób określać tego czy jesteśmy najmocniejsi. Myślę, że jest to wyrównana grupa na dość przyzwoitym poziomie.

Czy jest to odpowiednie miejsce do rozwoju dla tych zawodników?

– Zdecydowanie tak. Większość zawodników z mojej grupy grała tylko i wyłącznie na poziomie wojewódzkim. To była pierwsza runda dla nich, gdzie mogli rywalizować na wysokim poziomie. Jakość jest zupełnie inna. W zeszłym roku graliśmy młodszym rocznikiem w lidze wojewódzkiej, na czternaście meczów wygraliśmy czternaście. Strzeliliśmy ponad 90 bramek, tracąc jedną. Teraz, gdy przychodzi liga makroregionalna, gdzie zespoły są na wyższym poziomie, wymagania są inne. U tych chłopaków wtedy rodzi się pewna presja, pojawiają się pewne ograniczenia, bojaźń. Pierwsza runda zawsze jest przejściowa, jakość piłkarska będzie na wiosnę. Nasz zespół lepiej będzie wyglądał po przerwie zimowej.

Przed rundą jesienną doszło u was do zmian w kadrze? Ten zespół się zmienił?

– Mieliśmy latem nabory i dołączyło do nas dziesięciu zawodników z różnych klubów. Może nie topowych, ale z obrębu naszego województwa czy dolnośląskiego, pomorskiego i kujawsko-pomorskiego – z mniejszych ośrodków. Pierwsze, co usłyszeliśmy od nich: “trenerze, ale tutaj szybko się gra. Nigdy tak nie trenowaliśmy, wszystko dzieje się bardzo dynamicznie”. Dla nich był to duży przeskok. Inne oczekiwania, nowe środowisko, bursa. Zderzyli się trochę ze ścianą. Nowe doświadczenie, z którym musieli się zderzyć i zaadaptować. Wiosna pokaże, czy praca poszła w dobrym kierunku. Myślę, że tak będzie, ale życie nas zweryfikuje.

Słyszałem w środowisku, że rocznik 2003 Warty jest naprawdę mocny. Na tyle, że musieliście wypożyczać paru zawodników przed sezonem.

– Dwóch poszło na wypożyczenie do AP Reissa, która też gra na poziomie centralnym. To była inicjatywa samych chłopaków, bo wiedzieli, że będzie duża rywalizacja na danej pozycji. Fajny ruch, jeśli wiedzą, że nie będą grać, albo tych minut za wiele nie dostaną. Może lepiej, żeby grali w drugim klubie. Tam dostaną więcej czasu od trenera i będą mogli ograć się na tym poziomie. Wrócili do nas po rundzie i będziemy sprawdzać ich przydatność do zespołu. Czy ten rozwój był taki, jaki zakładaliśmy? Oczywiście, jeśli się obronią, to wracają do Warty.

Jak zaprezentowali się w bezpośrednim meczu z wami? Czy, jednak mieliście klauzulę, że nie mogli grać przeciwko Warcie?

– Nie (śmiech), grali normalnie. Bardzo pozytywny występ w tym pierwszym spotkaniu. Nasz zespół wyglądał słabo, zagrał bez wiary i charakteru. Oni dobrze się zaprezentowali, ale w rewanżu to my dominowaliśmy i graliśmy z większą wolą zwycięstwa. AP Reissa miała też już zapewnione utrzymanie. Nie był to mecz pod taką presją jak ten pierwszy.

Czy mecze z drużynami z Poznania mają większą otoczkę, widać większą wolę walki? Jak to wygląda w starciach z “Reissem” i Lechem?

– Z “Reissem” to mecze zawsze były, brzydko mówiąc, na noże (śmiech). Duża chęć zwycięstwa, bo oba zespoły wiedziały, że są na porównywalnym poziomie. Oprócz aspektów piłkarskich była wola zwyciężania, determinacja i zaangażowanie. To zawsze było to, co powodowało, że mecze były stykowe, gdzie nikt nie bał się włożyć nogi. Z kolei w starciach z Lechem zawsze byliśmy na drugim planie, w cieniu: “to jest Lech, a my tylko Warta”. Powiem szczerze, że zawsze byliśmy w tych meczach tym drugim. Jednak ten drugi, meczem we Wronkach, pokazał wszystkim, że nie musi tak być. Moi zawodnicy od pierwszej do ostatniej minuty zagrali na bardzo wysokim poziomie. W tym meczu zdominowaliśmy Lecha (1:1 – przyp. red.), jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Zawodnicy pokazali swój potencjał. Jednak pamiętamy, że “Kolejorz” wyszedł na to spotkanie składem mieszanym, tj. rocznikami 2003 i 2004, więc nie był ich to najmocniejszy zespół. Oni mają lepszą selekcję. Do nich przychodzą zawodnicy z pierwszego wyboru, a my mamy drugi albo trzeci.

Pewnie wasi najlepsi zawodnicy są już w kręgu zainteresowań Lecha?

– Dwóch zostało zaproszonych na testy, co też pokazuje, że mamy dobrych zawodników. U nas trzech chłopaków było w strukturach Lecha we Wronkach. Odeszli z różnych względów – albo sami nie chcieli, albo z ich zrezygnowano. Spora też grupa grała w poznańskiej szkółce Lecha. Jakby tak usiąść i policzyć, to wyjdzie w sumie około ośmiu zawodników. Prowadziłem przez pięć lat rocznik 2003 w kadrze województwa wielkopolskiego. Miałem przegląd zawodników z Warty, AP Reissa, Lecha i całego regionu. Dlatego mogę powiedzieć, jaki jest potencjał i poziom w tym rejonie.

Czy trener widzi duży postęp u swoich zawodników w ostatnim półroczu?

– Cały czas robią progres, dlatego że stawiamy im wysoko poprzeczkę. Dążymy do maksimum ich możliwości. Myślę, że czasami zabija ich ten profesjonalizm, nie wszyscy są na to gotowi. Są zawodnicy, którym nie trzeba nic mówić i pracują, wyprzedzając nasze myśli. Jednak są też tacy, których trzeba wyprostować, trochę nagiąć, postawić do pionu, dać reprymendę. Wydaje im się, że pewnych rzeczy nie muszą robić, im to wystarcza. Trzeba cały czas pracować. To nie jest łatwe. Życie pokazuje, że nie będzie łatwiej. Chłopcy mają wszystko dzisiaj, nie muszą o nic się martwić. Pamiętam czas, gdy była jedna piłka, jedna para podartych butów. Dzisiaj wybierają sobie kolory, dobierają pseudonimy i nazwiska do obuwia, obcinanie getr itd. To nie pomaga w kształtowaniu charakterów u tych chłopaków.

Występuje problem z charakterem? Brakuje go u niektórych zawodników?

– Myślę, że tak. Momentem decydującym jest liceum, wtedy kształtują się charaktery. Oni wiedzą, co chcą w życiu robić, czy chcą być piłkarzami. Albo jest podejście: “a może się uda, jak nie, to trudno”. Niektórzy odpuszczają, rezygnują, bo piłka nie jest dla nich najważniejsza.

Jakie są cele Warty na rundę wiosenną?

– Przede wszystkim, żeby jak największa liczba zawodników była przesunięta wyżej. Trenowała, a może zadebiutowała w pierwszym zespole. Drugi cel to wprowadzanie jak największej liczby zawodników z rocznika 2004, którzy będą grać w sezonie 2020/21 na poziomie centralnym, żeby się już ogrywali. Na ten moment mamy czterech takich piłkarzy. Planujemy mieć na wiosnę siedmiu, ośmiu.

Stawiacie sobie cel sportowy?

– Nadrzędnym celem jest rozwój i żeby wybijały się jednostki. Nie ma dla nas znaczenia miejsce w tabeli, ale chcemy się utrzymać w lidze. Byłoby super, gdyby ten wynik sportowy był lepszy, w postaci nawet pierwszego miejsca, ale nie myślimy w tych kategoriach. Bo nie mamy gwarancji, że przy zwycięstwie w CLJ U-17 wyjdzie z tego zespołu pięciu zawodników. O tym wyniku wszyscy zapomną po pół roku, a po piłkarzach pamięć zostaje. Za trzy, cztery lata, jeśli kilku zawodników z tego zespołu będzie grać na wyższym poziomie, można wtedy sprawdzić, że dany zawodnik grał u tego trenera. Dla mnie, jak i dla klubu, jest to duża nobilitacja.

Czy w tej grupie są zawodnicy, którzy mogą zaistnieć w seniorskiej piłce?

– Mam dwóch takich zawodników, którzy mogą za chwilę zaistnieć w piłce. Jeśli nic poważnego się im nie stanie, to mogą zagrać na wyższym poziomie. Na to ma wpływ wiele czynników, ale jest potencjał i są umiejętności.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Bartosz Majchrzak/Facebook