Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Ja także uważam, że program certyfikacji PZPN dla szkółek piłkarskich może być dla polskiego szkolenia rewolucyjny. Może pobudzić do takich zmian, na które czekamy. Takich, które wpłyną na znaczne podniesienie wartości pracy trenera. Dzięki którym fachowcy będą chcieli czynnie uczestniczyć i zaangażować się w rozwój polskiej piłki.

Dlatego tak mocno zainteresowałem się certyfikacją. Analizowałem regulaminy, prowadziłem wywiady z odpowiedzialnymi za projekt osobami ze związku, dyskutowałem ze szkoleniowym środowiskiem, z osobami odpowiedzialnymi za program w poszczególnych województwach.

Program certyfikacji pochłonął mnie, a że wciąż patrzę na piłkarską rzeczywistość oczami trenera, spośród wszystkich dziennikarzy (również tych mainstreamowych, nieszczególnie zainteresowanych tematem) zbliżyłem się do niego na tyle, na ile było można. Przez to kiedy dziś jeżdżę po Polsce, uczestnicząc w konferencjach trenerskich, sporo z Was podchodzi do mnie z pytaniami. O program certyfikacji.

Pamiętajcie, że jestem w tej układance tylko dziennikarzem. Niemniej na dziś wynotowałem kilka powtarzających się wątków, które uznałem, że warto zebrać do kupy.

1. CZY NA PEWNO BĘDZIE KASA?

Program finansowany ma być przez rząd. Oficjalna deklaracja mówiła o 130 milionach złotych na lata 2020-2022. Najbardziej zadziwiają mnie ci, którzy na kursach trenerskich mówią w swoich województwach, że “jeszcze nic nie wiadomo”. Czy oni naprawdę wierzą w to, że te pieniądze jednak nie zasilą programu? Że premier Morawiecki zapomni o tym, co powiedział w marcu?

Nie wiem po co kręcić nosem, po co siać ferment. Słyszałem już o trzech takich osobach, ciekawe o ilu nie słyszałem? Niektórzy mówią, że póki co, pieniądze to dzieli Weszło…

Szkoda, że sami nie zainteresowali się zagadnieniem na tyle, żeby dysponować rzetelnymi informacjami.

Kursanci zastanawiają się więc czy pieniądze będą, czy nie. Być może część z nich wstrzymuje się z tym, by przeorganizować pracę w swoich szkółkach i dostosować się do wymagań programu certyfikacji, wolą nie ryzykować.

Oczywiście, wszyscy czekamy na ruch ministerstwa. Oczywiście, jakieś szczegóły względem początkowych założeń mogą ewoluować. Ale jeżeli boicie się o to finansowanie, to spokojnie. Lada moment na Weszło zacytujemy oficjalne wypowiedzi polityków.

A, i 130 milionów przypadnie wyłącznie szkółkom. PZPN koszty realizacji programu, w tym pensje wszystkich trenerów monitorujących, weźmie na siebie.

2. CZY DOBRZE TO WSZYSTKO POLICZYŁEŚ?

Pytacie o ten artykuł. Tak, policzyłem wszystko dobrze.

Ale pamiętajcie o jednym: opierałem się na symulacjach i założeniach sprzed roku. Program uległ zmianom na wielu płaszczyznach, być może analizie poddany zostanie też sposób rozliczania pieniędzy. Przyjąłem wagi poszczególnych gwiazdek takie, jakie związek przyjmował przy wstępnych szacunkach.

Ponadto – liczyliśmy drużyny ręcznie, a w tamten weekend na stronie certyfikacji zawirowań było tyle, że względem oficjalnych danych, te na stronie różniły się o około 500 drużyn.

Ale to wciąż stawki przybliżone tym, które powinny zostać zaprezentowane jako ostateczne.

Trzeba przy tej okazji zaznaczyć, że kluby mogą dziś dodawać drużyny, ale to stan na wrzesień i październik, ujęty w regulaminach, będzie brany pod uwagę przy rozliczeniach. No i sporo podmiotów pewnie wypadnie, zostanie zweryfikowana negatywnie. To też spowoduje, że kwoty względem powyższych będą wyższe.

3. CZY PRZYZNAWANIE GWIAZDEK BEZ OBSERWACJI TEGO, CO DZIEJE SIĘ NA BOISKU, MA SENS?

Od czegoś trzeba było zacząć. Gwiazdki otrzymali ci, którzy ZADEKLAROWALI spełnienie kryteriów programu. Oczywiście, można się spierać, że mógł tak zrobić każdy, ale to wcale nie było takie proste.

Spełnienie warunków programu oznaczało podpisanie umów – z trenerami, na wynajęcie boisk. Oznaczało też szalone ilości papierologi i pracy biurowej. Dostosowania programu szkolenia do swoich treningów. Zaangażowania sztabów szkoleniowych i mobilizacji rodziców. Nawet przy czterech grupach to tyle pracy, że tylko idiota podjąłby się zadania tworząc fikcję.

Bo ostatecznie ci, którzy fikcję tworzą, mają zostać wypunktowani. Niezapowiedziane wizyty w takich szkółkach siać będą sporo zamętu. Bo jeśli na jednym boisku trenuje sześć grup, a w systemie widnieją dwie, to – nawet mając cynk, że przyjeżdża monitor – co zrobić z tymi czterema? Żaden dzieciak się nie pojawi? Skoro jest tu co wtorek o tej samej porze? Nie będzie pytał, co z jego treningiem? Żaden rodzic nie połączy faktów? Nie zgłosi tego w PZPN? Płacąc miesięczne składki zaakceptuje, że treningi czasem się nie odbywają?

Stąpanie po cienkim lodzie. Może raz się uda, ale przy kilku wizytach, takie oszukiwanie to jedna wielka katorga. Przecież anonimowo zgłosić to może nawet jakiś nieco bardziej ambitny trener, który nie będzie zamierzał za parę stówek uczestniczyć w patologii.

Po przyznaniu wyróżnień pojawiły się też liczne komentarze, że “dana szkółka wcale tak nie pracuje”. Poczekajmy. Nie pracowała tak, ale program wymusił zmiany. Teraz zmiany zadeklarowała, za chwilę zostanie zweryfikowana czy wprowadziła je faktycznie w życie. Na poziomie organizacyjnym już to zrobiła, teraz pora na boisko.

4. ODBIERANIE GWIAZDEK

“Nikt nie przyjeżdżał do nas, a mamy gwiazdkę”. Trudno jednoznacznie ocenić na ile prawdziwe są takie komentarze. Ostrovia Ostrów Wielkopolski mówi o opłakanym stanie swojej infrastruktury, ale zgłosiła takie boiska, które wymagania spełniają. Liczba natrysków i szatni się zgadza, pewnie jakość to ocena bardzo subiektywna.

Związek odbył ponad 1000 wizyt kontrolnych. Był u każdego. Przynajmniej tak w “Jak Uczyć Futbolu” mówi Magdalena Urbańska (posłuchaj całej audycji). Teraz będzie jeszcze częściej, a dwie żółte kartki to – jak w piłce – czerwona. Należy przy tym pamiętać, że wykluczenie z programu po takiej wpadce to dwa lata karencji, przez które szkółka do programu nie może wrócić.

Można bagatelizować to, jak wizyty monitorujące będą wyglądały, ale tylko czas pokaże, jak będzie naprawdę. Związek do programu podchodzi bardzo ambicjonalnie i nie chce mi się wierzyć, że będzie przymykał oko na oszustów. Kombinatorzy dostaną po łapach pierwsi, żeby innych nie kusiło. Jestem o tym przekonany.

5. CZY PROGRAM JEST ELITARNY?

Sporo z Was cytuje założenia programu i słowo elitarność. Oczywiście, interpretować można je dwojako. Barca Academy Warszawa z tego powodu wystąpiła nawet z programu.

Ale jak dla mnie najistotniejsze są kryteria. Kryteria na złotą gwiazdkę dla większości Polski są nieosiągalne. Dość powiedzieć, że z około trzech i pół tysiąca szkółek w kraju, tylko 117 podmiotów otrzymało złotą gwiazdkę.

To dużo i mało.

Kto spełnia kryteria, ma złoto. Jeśli złotych gwiazdek będzie za dużo, na pewno z biegiem czasu poprzeczka będzie podnoszona.

Pewnie, Ekstraklasa powinna utworzyć swoją certyfikację i ścieżka szkolenia zawodowego mogłaby oddzielić się od tej opartej o grassroots. Ale póki co taka certyfikacja nie istnieje.

Na tę chwilę dla najlepszych program więc elitarny nie jest. Ale gdy myślimy o Escoli, zauważmy, że dyskutujemy o jednym z kilku najbardziej ułożonych szkoleniowo miejsc w kraju. Takich policzyć może przedszkolak, bo ich liczba nie będzie nawet dwucyfrowa. Mimo wszystko program skierowany jest do OGÓŁU.

Szkoda, że prezes Wilczyński tak szybko wycofał się z programu. Nikt nie porównywał go przecież do innych wyróżnionych złotych szkółek. On w pilotażowej edycji programu dotknął sufitu. Kto wie, czy w miarę upływu czasu PZPN dla najlepszych nie utworzy gwiazdki “platynowej”?

***

Po czwartkowym spotkaniu w radiu mam znów kilka znaków zapytania. Czy PZPN faktycznie jest tak otwarty na wszelkie sugestie, jak udowadniał to na antenie Weszło FM? Czy osoby zaangażowane w projekt są na tyle kompetentne i rzetelne, że będą kierowały go we właściwą stronę?

Sam wystosowałem dwa wnioski i przyglądał się będę temu czy w jakiś sposób wpłynął one na programowe modyfikacje.

Ale wciąż myślę, że program certyfikacji PZPN dla szkółek piłkarskich może być dla polskiego szkolenia rewolucyjny. Maciej Sawicki mówi, że realnie będzie można go ocenić za pięć lat. Większość społeczeństwa wnioski wyciągnąć chce jednak przed jego startem.

Kilka dni temu przeczytałem “Żydowską mądrość w biznesie”. Książka Leviego Brackmana i Sama Jaffe opiera się na lekcjach fragmentów Tory. I jedna z nich traktuje o optymistycznym podejściu do życia. O tym, że optymizm przyciąga optymizm.

Czy powinniśmy zastanawiać się kiedy do naszych szkółek przyjedzie monitor? Powinniśmy się go bać? Znajomi dzwonią po innych, próbując zidentyfikować osoby zatrudnione przez związek do tej roboty, a czy to faktycznie powinno być dla nich istotne?

Czy wizyta kogokolwiek na naszych zajęciach wpływa na ich organizację? Jeżeli tak, spójrzmy w lustro.

Róbmy swoje, dostosujmy się do wysokiego poziomu organizacji pracy, uwierzmy w systemowe rozwiązania. A potem dyskutujmy i modyfikujmy. W miarę potrzeb wprowadzajmy kosmetyczne zmiany. Spójrzmy na to szkolenie choć raz z dobrą intencją i optymizmem.

***

Korzystając z okazji, chciałbym Wam wszystkim życzyć wszystkiego co najlepsze. Byście zbliżający się czas spędzili w rodzinnym gronie, a Waszej pasji towarzyszył nieustanny optymizm. By po tej krótkiej przerwie Wasze kreatywne boiskowe rozwiązania z treningów przeniosły się na mecze, a taktyczne analizy przynosiły ponadprzeciętne efekty i rezultaty. No i byśmy wszyscy jak najszybciej zaczęli funkcjonować w szkoleniowej rzeczywistości na złotą gwiazdkę. WESOŁYCH ŚWIĄT!

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].