Wywiady

CLJ-ka od środka: “Bezkompromisowość nie do końca nam pomogła”

Stal Mielec to klub z wielkimi tradycjami. W latach 70-tych była to uznana marka w całym kraju: dwukrotny mistrz Polski, wicemistrz i ćwierćfinalista Pucharu UEFA z 1976 roku. Minęło już sporo czasu od świetnych lat Stali. Próbują wrócić na salony ekstraklasy, obecnie zajmują drugie miejsce w I lidze. A jak wygląda szkolenie w Mielcu? Jaka jest filozofia akademii? Z jakimi problemami borykają się drużyny młodzieżowe? Jak radzi sobie mielecka drużyna w CLJ U-17? Na te pytania odpowiedział nam trener tego zespołu, Janusz Hynowski. 

Jak wyglądają wasze przygotowania do rundy wiosennej?

– Przygotowania rozpoczęliśmy 2 stycznia na swoich obiektach od testów motorycznych i siłowych. Chcieliśmy optymalnie przygotować zespół, dlatego przeprowadziliśmy testy. Na ich podstawie przepracowaliśmy cały okres przygotowawczy.

Jak trener oceni wasze przygotowania? Wszystko idzie zgodnie z planem?

– Przygotowania przebiegają bez większych zakłóceń. Największą bolączką było to, że zawodnicy nam wypadali z powodu choroby. W pierwszej fazie przygotowań było wszytko dobrze, a w końcowej fazie wiele osób zachorowało. To może mieć negatywny wpływ na nasze pierwsze mecze. W tym upatrujemy minus tych naszych przygotowań. Poza tym nie mieliśmy większych problemów. Urazy stricte piłkarskie nas omijały. Mieliśmy cały czas do dyspozycji pełnowymiarowe sztuczne boisko. Pogoda nam nie przeszkadzała. Warunki były tak stworzone, że mogliśmy popracować piłkarsko, jak i siłowo. Bo mieliśmy dostęp do siłowni.

Sporo graliście spotkań w tym okresie przygotowawczym?

– Zagraliśmy sześć sparingów, w których sprawdzaliśmy różne ustawienia i warianty. Dlatego tylko sześć, bo wcześniej zrobiliśmy takie gry selekcyjne. Chcieliśmy sprawdzić potencjalną przydatność do naszego zespołu. Nie szukaliśmy uzupełnień do składu, a chcieliśmy wzmocnić nasz skład. Nie udało nam się z tych testów pozyskać zawodników z różnych względów. Kilku nam się spodobało, ale na przeszkodzie stanęła odległość albo po prostu szkoła. Ciężko było tym zawodnikom zostawić swoje szkoły i przenieść się do nas. Został nam jeszcze sobotni sparing z Tarnovią Tarnów U-17 i myślę, że uda nam się wyjść na ten mecz prawie w komplecie. Aczkolwiek mamy jeszcze kilku chorych zawodników, więc może być trudno.

A propos spotkań sparingowych, były to stricte starcia z rówieśnikami czy szukaliście gier z seniorami?

– Zagraliśmy jeden sparing z seniorami występującymi w klasie okręgowej. Głównie staraliśmy się grać z juniorami starszymi. Chcieliśmy zobaczyć jak będziemy wyglądać na tle starszych chłopców. Dało nam to pewien obraz, jak nasi zawodnicy wyglądają na tle starszych rówieśników.

Trener uważa, że fizyczność jest ważna już na poziomie CLJ U-17?

– Tak, powiem szczerze, że wiele meczów w rundzie jesiennej przegrywaliśmy przez brak fizyczności. Jeśli jeszcze radziliśmy sobie w założeniach taktycznych czy technicznych, tak odstawiliśmy od zespołów takich jak Cracovia, Korona swoją fizycznością. Tutaj opatrywaliśmy problem w tym, że przegrywaliśmy te spotkania. Niejednokrotnie piłkarsko nie odstawialiśmy, ale już fizyczność w pewnych momentach była nie do przeskoczenia. W okresie przygotowawczym dużą uwagę skupialiśmy na sile, aby przygotować zespół pod kątem wytrzymałości siłowej, żeby on lepiej wyglądał. Udało nam się to uzyskać, dlatego że na tle juniorów starszych czy nawet seniorów nie odstawaliśmy pod względem braku siły, walki wręcz na boisku. To była nasza bolączka w rundzie jesiennej.

Jakie cele stawiacie sobie na rundę wiosenną?

– Na pewno naszym celem będzie walka o utrzymanie. Ta liga będzie teraz jeszcze mocniejsza niż była w rundzie jesiennej, bo spadły zespołu BKS-u Lublin i Podgórza Kraków, które też nie były słabe. My zapewniliśmy sobie utrzymanie dopiero na dwie albo trzy kolejki przed końcem. W naszym wykonaniu to nie była najlepsza runda, ale wiedzieliśmy, że możemy mieć problem z utrzymaniem. Teraz naszym głównym celem będzie utrzymanie. Awansowały dwa mocne zespoły Hutnika Kraków i Motoru Lublin. Ta liga będzie wyrównana. Każdy może wygrać z każdym, ale my będziemy skupiać się na utrzymaniu. Naszym głównym celem, takie są też założenia akademii, żeby wyszkolić zawodnika pod kątem pierwszego zespołu. Nie skupiamy się na wyniku sportowym, aczkolwiek on jest ważny. Bo ciężko powiedzieć, że gra się tylko po to, żeby szkolić, a nie wygrywać. Przez zwycięstwo buduje się zespół, jak i każdy zawodnik.

Czy Centralna Liga Juniorów jest dobrym przetarciem przed wejściem do seniorskiej piłki?

– W tej sprawie mogą być zdania podzielone. Ciężko mi powiedzieć czy taki zawodnik po CLJ U-17 trafi do pierwszego zespołu. Tam są wymagania na dużo wyższym poziomie, przede wszystkim wytrzymałość, fizyczność. Tym młodym chłopcom w tym okresie jest bardzo ciężko przeskoczyć z etapu juniorskiego do seniorskiego. Nawet u nas było kilku chłopaków próbowanych i nie do końca sobie z tym poradzili. Ciężko jest przeskoczyć. Musiałyby to być wybitne jednostki. Tak, jak teraz Aleksander Buksa pokazuje się z dobrej strony w ekstraklasie, ale tacy jak on to są wybitne jednostki, którym geny pozwoliły, żeby szybciej dojrzeć i mieć większą siłą w sobie, żeby trafić do pierwszego zespołu. W Stali takim przykładem może być Kacper Sadłocha, który jest już w pierwszym zespole od kilku lat, a jest nadal młodym chłopakiem (rocznik 2002 – przyp. red.), a dostawał już szanse. Reasumując, jest to możliwe, ale musi to być wybitna jednostka. To nie jest tak łatwo przeskoczyć z piłki juniorskiej do seniorskiej. Dlatego też ważne są sparingi z seniorami, aby młody chłopak zderzał się już z fizycznością. Bo umiejętności zawodników z klas okręgowych czy IV lig są mniejsze, a młody chłopak może zobaczyć, ile jeszcze go pracy czeka.

Trener wspominał, że próbowaliście pozyskać kogoś w zimie, ale się nie udało, a czy ktoś odszedł od was lub odejdzie w najbliższym okresie?

– Na danym moment nie mamy takich informacji, żeby ktoś odszedł. Jeden zawodnik był przymierzany do odejścia, był na testach. Jednak wgląda na to, że wrócił do nas i nie odejdzie. Udało nam się pozyskać bramkarza. Na tej pozycji mieliśmy mały problem w rundzie jesiennej, bo drugi bramkarz odszedł z klubu i zostaliśmy z jednym golkiperem. Teraz udało nam się pozyskać zawodnika na tę pozycję, co na pewno dobrze wpłynie na mentalność chłopaków. Bo są na równym poziomie, więc przez rywalizację będą mogli podnosić swoje umiejętności.

Jak trener podsumuje rundę jesienną w waszym wykonaniu? Jest pan zadowolony z ostatecznego rezultatu?

– Jesteśmy zadowoleni jako zespół, że udało nam się utrzymać. To był nasz cel, który udało nam się zrealizować. Wiedzieliśmy, że ta runda będzie dla nas bardzo ciężka. Zespół był praktycznie nowy. Z tych chłopców, którzy grali w rundzie jesiennej, to żaden z nich nie grał w CLJ z rocznikiem starszym. Tym chłopakom nie udało się tam zaistnieć, bo rocznik 2002 był u nas dość mocny. Musieliśmy od lipca budować zespół na nowo i potrzebował on czasu, aby nabrać doświadczenia w tej lidze. Oni uczyli się innego grania. Niestety, w CLJ ten poziom sportowy jest wyższy niż w lidze wojewódzkiej. Drużyna wykonała cel, który sobie założyliśmy, mimo że powstała w takich okolicznościach. Aczkolwiek wyniki nie do końca nas zadowalały, bo ciężko mówić o radości, kiedy wygrało się parę spotkań z zespołami, które spadły. Bo tak, to nie udało nam się nawiązać walki z czołówką. Jednak w każdym z tych meczów może nie byliśmy zespołem gorszym, ale mieliśmy swoje sytuacje, które mogliśmy wykorzystać. Nasza największa bolączka to brak rasowego napastnika. Sytuacji tworzyliśmy bardzo dużo, a nie udawało nam się zamieniać na bramkę. Być może przy większej skuteczności te wyniki byłyby troszkę inne  i wcześniej zapewnilibyśmy sobie utrzymanie, co umożliwiłoby testowanie zawodników na innych pozycjach. Niestety, musieliśmy rywalizować do końca o utrzymanie.

Czy słaby start w lidze wynikał z tego, o czym trener wspominał, że to był nowy zespół? Porażka 0:5 z Karpatami Krosno, potem 2:4 z Koroną Kielce…

– W meczu z Karpatami mieliśmy kilka stuprocentowych sytuacji, a dostaliśmy bramkę. Potem nie mogliśmy się podnieść. Z kolei spotkanie z Koroną to było kuriozum, prowadziliśmy 2:0 i sami sobie strzeliliśmy cztery bramki. Bo dwie samobójcze, błąd bramkarza i rzut karny. Patrząc przez same wyniki, można uznać, że to był falstart w naszym wykonaniu. Jednak prowadząc w Kielcach 2:0, gdzie rywal nie stworzył sobie większej szansy bramkowej, nagle strzela gola kontaktowego, a po minucie jest już remis. Można się podłamać. Na pewno to jest pokłosie też tego, że ci zawodnicy weszli do tego zespołu, gdzie wydawało im się, że będzie łatwiej. Niestety, każdy błąd, który popełniliśmy, przeciwnik wykorzystywał. Zrobiła to Korona Kielce, Karpaty Krosno, ci mocniejsi, gdzie Cracovia. Równorzędną walkę podjęliśmy z BKS-em Lublin i Podgórzem Kraków, bo to są zespoły na podobnym poziomie, co my. Suche wyniki mówią, że nasza drużyna przegrywała i to sromotnie, aczkolwiek z przebiegu spotkania nie wyglądało to tak źle. Gdybyśmy mieli napastnika, który wykorzystywał sytuacje, to te wyniki nie były takie najgorsze. Tutaj też dochodzi sfera mentalna. Porażki też nie pomagają im, żeby polepszać wyniki. To jest problem piłki juniorskiej, gdzie mental jest na słabym poziomie.

Wasi zawodnicy pracują nad mentalnością z psychologami sportowymi?

– Na dany moment nie pracujemy z żadnym psychologiem. Z drugim trenerem (Maciej Serafiński – przyp. red.) staramy się dużo rozmawiać z zawodnikami. Przeprowadzamy rozmowy motywacyjne. Wiadomo, my psychologami nie jesteśmy i musimy ten zespół wzmacniać od strony mentalnej, żeby zrozumieli, że sport to nie tylko zwycięstwa, ale i porażki, z których trzeba nauczyć się wyciągać wnioski. Nad tym też pracowaliśmy.

Patrząc na same wyniki, można uznać, że byliście bezkompromisowi – “wszystko albo nic”. Zdobyliście 18 punktów w czternastu meczach, sześć zwycięstw i osiem porażek.

– Tak, graliśmy zawsze o pełną pulę, ale nie zawsze to wychodziło. Tego też nam trochę brakowało, bo tak jak się mówi: “każdy punkt jest na wagę złota”. Jeśli z tych porażek udałoby się wyciągnąć ze dwa, trzy remisy, to sytuacja w tabeli też uległaby poprawie. Wtedy do końca nie trzeba byłoby walczyć o ten wynik. Przeanalizowaliśmy każde nasze spotkanie z zespołem. Siadamy wspólnie, oglądamy nagrania i analizujemy błędy, jak również też te dobre sytuacje, żeby zespół szedł do góry. Gdy spojrzymy na tabelę, to mało bramek strzelonych (19 – przyp. red.), dużo straconych (33 – przyp. red.) i albo zwycięstwo, albo porażka. Dużo pracy jest w drużynach juniorskich. Poza świetnymi zagraniami zdarzają się też takie błędy, które trudno sobie wyobrazić, a czasem się to zdarza. To też jest minus, że gramy bezkompromisowo. Chcieliśmy poprawić też naszą grę defensywną, zagrać na zero z tyłu. Pozyskaliśmy też z tego powodu bramkarza, aby była rywalizacja i umiejętności ich szły do góry. Bezkompromisowość nie do końca nam pomogła.

Jak trener scharakteryzowałby swoją grupę zawodników?

– Są to chłopcy bardzo ambitni, mają swoje marzenia. Ta grupa słabsza jest fizycznie, co im nie pozwala osiągnąć większego wyniku sportowego. Umiejętności techniczne chłopcy nabywają generalnie tylko na zajęciach treningowych. Kiedyś oprócz treningów, każdy zawodnik szlifował swoją technikę w grach podwórkowych. Tego nam też dzisiaj brakuje – charyzmy, zadziorności. Na treningach nie jesteśmy w stanie wszystkiego przeskoczyć, żeby wypracować charakter, technikę, taktykę, bo tych zajęć jest stosunkowo mało. Cały czas szukamy lidera tego zespołu, który pociągnąłby ten zespół, pod względem mentalnym, potrafiłbym krzyknąć, zmotywować. Szukamy napastnika, który byłby skuteczny, a przez swoją skuteczność zespół też wierzyłby, że jest w stanie mecze wygrywać. Dużo jest pracy w takim zespole. To jest grupa ambitnych i zdolnych chłopców, aczkolwiek są braki, które ciężko nadrobić tylko na treningu.

Jaki jest pomysł na grę pana drużyny?

– Chcemy być zespołem, który gra ładną piłkę, ofensywną. Do tego dążymy, chcemy, żeby drużyna zdobywała więcej bramek, może też mniej tracić, przez pryzmat defensywy. Bo ciężko wszystko postawić na ofensywę. Pracujemy nad jednym i drugim elementem, ale zdobywanie goli nakręca zespół pozytywnie. Drużyna wierzy w swoje umiejętności. Chcemy tak grać, żeby dobry atak, był poparty skuteczną obroną. Chcemy to zbilansować. Chłopcy też łapią doświadczenie, zaraz ci zawodnicy pójdą do juniora starszego. Zostało im poważnego, ligowego grania – trzy miesiące. Zaraz oni pójdą wyżej i zderzą się z problemem przejścia grupy. Bo mogą trafić do rezerw albo juniora starszego, dojdzie kolejna rywalizacja.

Jaki jest poziom grupy D CLJ U-17?

– Myślę, że jest dość wysoki. Takie zespoły jak Cracovia, Wisła, Korona Kielce to uznane marki, gdzie ta selekcja jest większa. Zespół ekstraklasowy przyciąga też większą liczbę zawodników. Nie mówię, że Stal Mielec to nie jest firma, marka, bo ma bogate doświadczenie, ale przez pryzmat tych zespołów ten poziom będzie szedł do góry. U nas był problem ze zbudowaniem zespołu przed sezonem, ale wiele ekip było w przebudowie. Teraz runda wiosenna będzie na wyższym poziomie, bo okres przygotowawczy był zdecydowanie dłuższy, gdzie można było już w listopadzie i grudniu pracować pod kątem nowego okresu. Myślę, że trenerzy mieli więcej czasu, aby swoje drużyny podnieść na wyższy poziom, taktycznie i technicznie. Czasu było więcej, więc więcej można było rozegrać gier kontrolnych, testować różne ustawienia, systemy. Uważam, że teraz ta walka będzie stała na jeszcze wyższym poziomie. Pierwsze mecze pokażą czy jesteśmy w stanie nawiązać walkę z najlepszymi i jak każdy z zespołów przepracował ten czas.

Jaki pomysł na rozwój zawodników ma Stal Mielec?

– Mniejszą uwagę stawiamy na wynik. Staramy się wybierać jednostki z poszczególnych zespołów, aby stworzyć grupę Talent, aby monitorować tych najlepszych. Nie zamykać się w grupie dwóch, trzech zawodników tylko cały czas monitorować zespoły i wymieniać tych zawodników, żeby czuli, że ich umiejętności idą do góry. Przez grupę Talent chcemy podnieść tych chłopców pod względem piłkarskim. Ciężko, żeby cały zespół szedł równo. Mamy siedmiu, ośmiu zawodników, którzy mogą trafić do grupy Talent. Chcemy też rotować tą grupą, żeby chłopcy czuli, że każdy może tam trafić. To jest nasz pomysł na rozwój jednostki.

Co może trener powiedzieć i jak bardzo jest wtajemniczony w program Akademia Zdrowia Stali Mielec?

– Nie jestem mocno wtajemniczony. Trzeba by było porozmawiać z koordynatorem, który jest w tej kwestii bardziej zorientowany. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że duży nacisk kładziemy na ten program. Bo zawodnicy mają przeprowadzane badania, jest test FMS. Każdy może poprawiać swoją jakość ruchu. Zawodnicy są uświadamiani przez specjalistów. Przeprowadzane są rozmowy w kwestii żywienia, zdrowia, aby pokazać im, jak wejść na ten wyższy poziom sportowy. U nas jest to rozbudowane, gdzie zawodnicy mają to zapewnione.

Jaka jest filozofia Akademii Stali Mielec?

– Przede wszystkim chcemy wychować zawodników do pierwszego zespołu, żeby było ich jak najwięcej. Chcemy, żeby przy ulicy Solskiego grali wychowankowie, a nie tylko zawodnicy z zewnątrz. Gdy jednostka trafi do pierwszego zespołu, uznamy, że cel akademii został zrealizowany. Jeśli byłby jeszcze dodatkowo z Mielca czy okolic, byłoby to wielkie wydarzenie. Duży nacisk w wielu akademiach się na to kładzie, ale niekoniecznie trafiają do pierwszego zespołu. Nasz główny cel to wychować zawodnika do pierwszego zespołu.

Nadal pan gra w piłkę na poziomie A-klasy, gdzie jest grającym trenerem w Wisanie Skopanie, do tego pan prowadzi drużynę Stali Mielec U-17. Jak trener to wszystko ze sobą godzi?

– Kiedyś zawodowo grałem w piłkę. W mojej rodzinnej miejscowości jest lokalna drużyna, której chcę pomóc. To jest A-klasa, więc nie ma dużego obłożenia treningowego. Oczywiście tak trzeba wszystko dopasować, żeby mogli wszyscy trenować. Treningi odbywają się w godzinach późno-popołudniowych. Kiedyś grałem w piłkę, więc też staram się swoją fizyczność podtrzymywać, zdarzają mi się pojedyncze spotkania, żeby pomóc. Największy nacisk kładę na pracę w akademii, która jest priorytetem. A to jest tylko dodatkiem.

Czyli można to wszystko ze sobą pogodzić?

– Z tym pogodzeniem jest ciężko. Trzeba mieć samodyscyplinę. To jest kosztem czasu prywatnego i rodziny. Bo nie da się tego zrobić tak, żeby nie było minusu. Plusem jest to, że CLJ rozgrywa swoje mecze w sobotę, a niższe klasy grają w niedzielę.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Janusz Hynowski