Weszło Junior

Znikające gwiazdki. Środowisko trenerskie irytuje się na program certyfikacji

Program certyfikacji szkółek PZPN na dobre ruszył w grudniu. Trzy miesiące później, wiele wyróżnionych pod koniec listopada podmiotów szkoleniowych… postanowiło z niego zrezygnować. Dlaczego? Z czym walczą szkółki w całej Polsce? Z czym nie zgadzają się wobec ustaleń „góry”?

Tekst przygotowywaliśmy przez ostatnie dwa tygodnie. W piątkowe popołudnie jednak, na kilka godzin przed jego publikacją, Minister Sportu ogłosił nabór wniosków na realizację programu certyfikacji, tym samym potwierdzając, że 35 milionów złotych na rok 2020 oficjalnie podzielone zostanie między piłkarskie szkółki. Ale wróćmy do tego, co dzieje się za kulisami…

Jakub Śpiegowski, koordynator UKS Akademii Piłkarskiej Szczecinek, opublikował w internecie list otwarty, który przesłał do Związku.

– Ponieważ otrzymaliśmy maila z minimalną ilością jednostek treningowych w programie certyfikacji (skrzat 2, żak 3, orlik 3, młodzik 4), postanowiłem napisać ten list. Nie wieszam na nikim psów, kibicuję programowi certyfikacji i robimy wszystko, by nadążyć, ale to już jest jednak przegięcie – czytamy.

Nie zobowiązaliśmy się dobrowolnie do realizowania programu szkolenia AMO na bazie PZPN. Zostaliśmy do tego zobowiązani odgórnie, startując na brązową gwiazdkę. Mieliśmy swój autorski program, jednak można go było zgłosić dopiero od srebra. Na srebro nie mogliśmy przystąpić natomiast, ponieważ mamy kilku trenerów z licencjami UEFA C, więc to nas wykluczyło. Przekłamaniem jest więc “dobrowolne” zobowiązanie się do korzystania z tego programu – dodaje.

Śpiegowski odnosi się do komunikatu, który na stronie „Łączy Nas Piłka” pojawił się 21 lutego. To on ożywił i oburzył środowisko.

„Przypomnienie dot. realizacji programu szkolenia na bazie AMO”: – Polski Związek Piłki Nożnej przypomina, że każdy certyfikowany podmiot, który w ramach Programu Certyfikacji PZPN dla szkółek piłkarskich dobrowolnie zobowiązał się do realizacji Programu Szkolenia PZPN na bazie AMO, powinien realizować odpowiednią liczbę jednostek treningowych w mikrocyklu. Ze względu na kategorię wiekową w jednym tygodniu powinny być realizowane: w kategorii Skrzat (U-6, U-7) – 2 jednostki treningowe; w kat. Żak (U-8, U-9) – 3 jednostki treningowe; w kat. Orlik (U-10, U-11) – 3 jednostki treningowe; w kat. Młodzik (U-12, U-13) – 4 jednostki treningowe.

W programie szkolenia PZPN na podstawie programu szkolenia AMO nie ma jednak ilości wymaganych treningów w tygodniu. Są PRZYKŁADOWE mikrocykle tygodniowe i tam faktycznie jednostek jest więcej niż w większości piłkarskich szkółek. Ale przykład to przykład i mało kto podszedł do niego tak, że obligatoryjnie trzeba go będzie realizować.

Trener ze Szczecinka, na co dzień prowadzący również stronę „Piłka Nożna Dla Dzieci”, wspomina też początki programu. Wtedy regionalny koordynator na temat minimalnej liczby jednostek treningowych udzielił mu bowiem sprzecznych z powyższymi informacji.

– Proszę o informację, jakim cudem dostaliśmy gwiazdkę i dołączyliśmy do programu, skoro w harmonogramie treningowym weryfikowanym we wrześniu i listopadzie 2019 roku mieliśmy jasno rozpisany harmonogram treningowy zawierający ilość jednostek treningowych równy temu, o którym informował koordynator regionalny. Wtedy przeszliśmy weryfikację i zostaliśmy przyjęci, otrzymaliśmy gwiazdkę, a teraz, nagle, w lutym 2020 roku, nie spełniamy wymogów? – pyta Śpiegowski.

Kłopot dostrzegają również inni trenerzy.

– W związku ze swoją uchwałą z dnia 28.02.2020, zarząd klubu rezygnuje z dniem dzisiejszym, tj. 29.02.2020, z udziału w Programie Certyfikacji Szkółek Piłkarskich PZPN. Powodem decyzji są ostatnie zmiany związane z ilością wymaganych treningów przesłane mailem 21.02.2020, sprzeczne z informacjami przekazywanymi przez lokalnych koordynatorów oraz brak deklarowanego wiosną 2019 wsparcia finansowego. Nasz Klub ze względu na ograniczenia infrastrukturalne, finansowe oraz kadrowe nie jest w stanie realizować Programu zgodnie z obecnie obowiązującym regulaminem i uwagami trenera monitorującego (wizyta dnia 26.02.2020) – oficjalnie napisał Adam Durzyński z KS Avia Kamionki.

– Jak można akceptować programy półroczne, a następnie zmieniać ilość jednostek? – irytuje się Piotr Żurawel.

Mogę przesłać pismo przewodnie odnośnie do certyfikatu mojego klubu. W trybie składania wniosku zaznaczałem tam wątek ilości treningów w tygodniu (2 piłkarskie i 1 motoryki we wszystkich grupach). Certyfikat przyznali. Więc jestem ciekawy, czemu ich obecne wytyczne podważają decyzje o przyznaniu certyfikatu. Napisałem maila na [email protected] z zapytaniem o to, ale brak odpowiedzi – dodaje Łukasz Wrzosek z Akademii Młodego Piłkarza Szczecin.

Szerzej rozpisuje się Dominik Zuba z Juventy Starachowice: – Zmieniać kryteriów w trakcie nie wypada. Skoro kluby w mezocyklach uwzględniały dwa zajęcia w grupach żaków i trzy w młodzikach, a PZPN to zaakceptował i przyznał certyfikat, ponadto wysłał po przyznaniu oficjalną informację (wysyłali je koordynatorzy wojewódzcy), że minimalnie szkolimy dwa razy w żaku i skrzacie, a trzy w orliku i młodziku, to jakim cudem wymaga czego innego po trzech miesiącach funkcjonowania programu?!

Związek zdecydowanie musi przeanalizować wymagania, które narzuca. Jeśli program chce kierować do poziomu grassroots, minima na poziomie czterech treningów dla drużyn U-12 nie będą spełnione. Nie tylko ze względu na złą wolę prowadzących szkółki, ale… większość zawodników na tym poziomie po prostu nie będzie zainteresowana futbolem w aż tak szerokim wymiarze. Jeśli do aktywności dołożymy mecze, to przestrzeni niestety zabraknie na języki i inne obowiązki.

Kamil Bochman (LUKS Skrzyszów, Małopolska): – Zespół D2 występuje u nas w dwóch ligach: III Tarnowskiej oraz w Małopolskiej Lidze Szkoleniowej rocznika 2008. Łącznie wychodzi więc sześć dni w grze, (cztery jednostki zgodne z certyfikacją oraz dwa mecze). Ciężko to pogodzić i wymagać od rodziców czy zawodników stu procent frekwencji, skoro mają inne zajęcia, a kilku zawodników gra także w inne sporty.

Na jeszcze inny problem uwagę zwraca założyciel i koordynator Szkółki Piłkarskiej Futbol Brzączowice – Marcin Przęczek: – Są zawodnicy, którzy chcą trenować więcej, tylko że według informacji jakie mamy, znajdujący się w systemie trening indywidualny (np. u nas dla 3-4 zawodników z danej grupy), nie może być wliczany do ilości treningów. Podobnie trening bramkarski. Dlaczego? Skoro ideą działania mniejszych szkółek jest wyławianie nie tyle talentów, ale tych, którzy chcą trenować więcej niż inni, na tych jednostkach powinniśmy się skupić. A później przekazywać perełki większym klubom, co u nas robimy, współpracując z Akademią Wisły Kraków.

Inaczej widzi to PZPN. Magdalena Urbańska, Dyrektor Departamentu Grassroots Piłka Dla Wszystkich twierdzi, że: – Podmioty, które zdecydowały się na realizację Programu AMO zaakceptowały jego formę, czyli mikrocykl w formacie 2-3-3-4 w także jasno wskazanych przedziałach czasowych dla poszczególnych grup wiekowych. W tym zakresie nic się nie zmieniło w ramach Programu Certyfikacji PZPN. Nie nastąpiła żadna zmiana. Chciałabym także przypomnieć, że w regulaminie programu cały proces wprowadzania zmian jest klarownie opisany i to Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej podejmuje takie decyzje. Jeśli takową mamy, to jest ona komunikowana z oficjalnego maila [email protected] bezpośrednio do każdego podmiotu uczestniczącego w programie. Tak na przykład było w przypadku 10% zawodników, którzy nie muszą być przypisani do konkretnej drużyny. Ta zmiana została uchwalona, na prośbę szkółek, które w szerszym zakresie prowadzą obserwacje w ramach roczników naborowych i niekoniecznie muszą mieć od razu przypisanych do drużyn wszystkich zawodników. 

– Każdy program szkoleniowy daje ramy, które kreatywnie wypełnia treścią i realizuje trener. Jeśli mamy do czynienia z przykładowym mikrocyklem, to tyczy się to tylko i wyłącznie rozłożenia treningów, czyli dni tygodnia, godzin, miejsca. Czyli że SKRZATY nie muszą robić treningów zawsze we wtorki i czwartki, w sztywno przyjętych godzinach od 17:00 do 18:20 – ale na PRZYKŁAD w poniedziałki i środy od 15:00 do 16:20. Dalej, miejsce: boisko a może hala, kiedy jest zima itd. Natomiast, jest jasno napisane, że są to dwie jednostki, które mają także określony czas trwania. Właśnie w tym przypadku te dwie jednostki dla skrzata są ramą, którą planuje i wypełnia merytoryką trener. To samo tyczy się trzech jednostek dla żaka i orlika oraz czterech dla młodzika, oczywiście w przypadku realizacji programu AMO.

To nie znaczy jednak, że wymagane ilości treningów się nie zmienią. – Dotarły do nas głosy, że szkółki mają problem z realizacją mikrocyklu AMO. Rozpoczęła się szeroka wewnętrzna dyskusja. Dlatego też zebraliśmy te uwagi i przekazaliśmy do Departamentu Szkolenia. Są zaproponowane zmiany, które właśnie przyszły do nas z terenu i już 10 marca będą prezentowane na Komisji Technicznej PZPN. Jeśli zostaną zaakceptowane, staną na Zarządzie PZPN. Ale co ważne, to będą zmiany od nowego cyklu, bo właśnie nie chcemy zmieniać zasad w trakcie sezonu. Wysyłamy także, od czasu do czasu informacje do szkółek z przypomnieniami jak definiujemy drużynę w Programie Certyfikacji PZPN, jak powinien wyglądać mikrocykl w ramach programu AMO, bo lepiej przypomnieć o zasadach obowiązujących, niż być zaskoczonym w trakcie wizyty monitorującej.

***

Środowisko duże pretensje ma też o formę komunikacji ze Związkiem. PZPN, jak zapowiadał, jest bardzo wymagający. Wiele przypadków to jednak ludzie oddający serce swoim klubom, a także próbom spełnienia warunków programu certyfikacji. I dla nich warto byłoby być bardziej przychylnym.

Śpiegowski: – Jesteśmy oburzeni tym, jak jesteśmy traktowani. Braliśmy udział jako klub już w pilotażowych miesiącach programu (luty-marzec 2019) i pomagaliśmy, konsultowaliśmy, podsyłaliśmy pomysły jak podejść do tego praktycznie. Tymczasem wszystko ze strony PZPN-u jest robione znienacka, zasady są zmieniane w trakcie gry i co chwila pojawiają się nowe wymagania, o których nie było mowy, gdy dołączaliśmy do programu i OTRZYMYWALIŚMY brązowy certyfikat.

Niedociągnięć jest mnóstwo, tak przynajmniej wynika z wypowiedzi ludzi z terenu.

Żurawel: – PZPN nie jest gotów na ten program. Wprowadzają coś, o czym nie mają pojęcia, bo nikt nie raczył zrobić konsultacji z klubami i chyba nikt z tych osób nie pracował w terenie, bo absurd goni absurd… Jak ocenę może dokonywać inny trener czy koordynator innego klubu, który bierze udział w tym programie? Jak można karać kluby za brak konspektów, jeśli system nie działa prawidłowo i konspekty znikają po ich dodaniu? Jak można zatwierdzić obiekty, a po wizytacji napisać, że sala jest za mała?! Jak można opisać brak sprawdzanej obecności, skoro nigdzie nie jest narzucone, jak ma to wyglądać? (trenerzy u nas zapisują ją po treningu, bo znają dzieci, a nie chcą tracić czasu).

Na pewno usprawnienia wymaga, chociażby oprogramowanie, które fanów nie ma chyba wcale. Jest ono „dziurawe” i „wysypuje się” raz za razem. Dodatkowo wciąż nie ma dostępu do obiecanego programu do tworzenia środków treningowych.

– Program do programowania treningów miał być zapewniony przez PZPN – nie ma. Pracuję w dwóch akademiach, w jednej nie było problemu, żeby wykupić Pro Train Up’a, w drugiej wiązało się to z szukaniem sponsorów, kombinowaniem, składkami trenerów na taki program. Rezygnacji z części swoich pensji. Potraktowaliśmy to jako inwestycja – każdy z nas liczył na to, że po transzy PZPN albo pieniążki do nas wrócą, albo przestaniemy się składać na abonament. Cóż… nic z tego.

Podobnie widzi to Dawid Chylaszek z Górnika Libiąż: – System online nie działa należycie (wiesza się i spowalnia), gdzie wprowadzać trzeba treningi i obecności. Ponadto nie ma możliwości utworzenia w systemie online profilu dostępu dla trenerów. Można dodać tylko administratorów, ale oni mają pełny dostęp do wszystkiego! A że my zatrudniamy kilkunastu trenerów, to nie możemy sobie pozwolić, żeby dać pełne uprawnienia każdemu z nich! I wychodzi na to, że trenerzy nie mogą wprowadzać w system swoich treningów czy obecności, tylko musieliśmy zatrudnić do tego odrębną osobę. Marnotrawstwo pieniędzy i pracy.

Z tymi dostępami jest też inna kwestia. Zuba: – RODO i ochrona danych… Jak ogromna instytucja, posiadająca bardzo rozwinięte struktury informatyczne może „wypuścić” system bez podziału na konto administrator/użytkownik?! Nie mieści się to w mojej głowie. Obecnie, żeby trener mógł wprowadzić, chociażby konspekt, wpisać obecności, dodać mecz do systemu, musi mieć… uprawnienia administratora, a co za tym idzie dostęp do wszystkich danych (umowy, KRK, PESELE, adresy). W obecnych czasach, gdzie tak duży nacisk kładzie się na ochronę danych osobowych i RODO, jest to nie do pomyślenia! Problem zgłaszałem wielokrotnie, ostatnio na wręczeniu certyfikatów w ŚZPN w Kielcach. Na razie dla PZPN-u to żaden problem.

Byli też trenerzy i koordynatorzy, którzy prosili nas o anonimowość. Tak „na wszelki wypadek”.

Rejestracja rodziców to koszmar. Ci, którzy chcieli i umieli się sami zarejestrować, zrobili to, ale za tych, co chcieli i nie umieli, zrobiłem to ja, rejestrując około setkę rodziców i dzieci w systemie PZPN – mówi jeden z nich. – Zostali ci, co albo nie umieją, albo nie chcą, albo nie chcą i nie umieją. I nic z tym już nie zrobimy. System IT jest podłej jakości. Jest mało przemyślany, do tego sporo funkcjonalności nadal nie działa. Sam zgłosiłem około 30 błędów.

– Obiecywano konspekty dla trenerów (z tego powodu sam postanowiłem wreszcie pójść na kurs, bo będzie łatwiej), darmową wersję Pro Train Up, pomoc w rozwijaniu akademii, pieniądze. Z tego wszystkiego dostaliśmy tylko panel certyfikacji, który jest takim Pro Train Upem jak ja Mourinho… – dodaje inny.

I trzeci anonim: – Rodzice widzą w panelu na ilu treningach, w jakiej grupie było ich dziecko, u nas widać to dopiero, gdy zmienimy grupę. Zgłaszałem to na „wsparcie”, panowie informatycy odpisali „no, nie można” i zakończyli zadanie. To pokazuje ogólny kierunek, jaki obrała ekipa z PZPN. Poza zbieraniem adresów wymogiem tworzenia kont nawet dla testowanych zawodników (!), niewiele nam PZPN daje. W tej chwili chcemy się z tego jakoś wymiksować, bo narobiliśmy sobie kosztów, zatrudniliśmy dodatkowych trenerów, podzieliliśmy grupy – więc trzeba wynajmować więcej obiektów.

Urbańska: – Wszystkie uwagi, które do nas trafią, są analizowane z działem IT i krok po kroku wdrażane. Natomiast, jeśli ktoś ma problem z działaniem systemu, to zawsze prosimy, aby wysłał zgłoszenie na maila [email protected] – takie zgłoszenie ma duże znaczenie w trakcie wizyty monitorujących, bo gdy czegoś brakuje w systemie, a był zgłoszony problem, to oczywiście trener monitorujący to zaznaczy, ale nie ma to wpływu na finalną ocenę. Nad programem do rysowania ćwiczeń prowadzone są prace. Obecnie jesteśmy przed testami i od nich będzie zależało, kiedy program zostanie udostępniony.

Wiele osób nie zgadza się z negatywami, które rozdają trenerzy monitorujący. Ale to było do przewidzenia. Tutaj stworzyć zgraną ekipę, która będzie wystandaryzowana – będzie najtrudniej.

Żurawel: – Sama forma oceny, czyli ten formularz, jest jakąś korporacyjną porażką. Mieliśmy może trzy niedociągnięcia, bo tak to trzeba nazwać, i wizyta jest niezaliczona. Napisaliśmy odwołanie i cisza… Sami nie wiedzą, co mają robić.

Zuba: – Mam przygotowany konspekt, ale coś nie wychodzi, ćwiczenie jest zbyt łatwe, zbyt trudne. Co robię jako trener? Modyfikuję. Na jednej kontroli trener monitor zwrócił uwagę, że było robione inne ćwiczenie niż w konspekcie. Wniosek, że lepiej odtwórczo realizować konspekt, bo wtedy otrzymam więcej punktów od monitora? No przepraszam bardzo, chyba nie o to w tym chodzi?

Anonim 1: – Czy trenerzy monitorujący wiedzą, jak mają kontrolować? Czy działają według swoich „widzimisię”? U nas w szkółce były dwie kontrole, akurat jeden trener był obserwowany dwa razy. Otrzymał na przestrzeni miesiąca dwie skrajne oceny pod kątem doboru środków, pytań, feedbacku, pokazu, organizacji treningu. Podczas zajęć było odpowiednio siedmiu i sześciu chłopców. Dla jednego trenera nie był to żaden problem, drugi zarzucił, że słabo pracujemy z rodzicami nad frekwencją, nie zachęcamy do treningów. W arkuszu pojawił się wpis o niskiej frekwencji.

Anonim 2: – Z tego, co można poczytać o programie na facebookowej grupie, jak również w odpowiedziach z konta [email protected], widać ogromną niespójność w samym podejściu wojewódzkich koordynatorów, jak i samych trenerów monitorujących. Co województwo to inna odpowiedź na to samo pytanie.

 Anonim 3: – Zamiast pomocy jest ciągłe straszenie odebraniem gwiazdki, kontrola to była jakaś żenada, gdzie pan trener chwalił trening, a potem dostaliśmy rozpiskę z negatywnym wynikiem kontroli.

Anonim 4: – Część merytoryczna ogólnie w porządku, a uwagi, które zadecydowały o braku zaliczenia kontroli to np. fakt, że niektóre dzieci miały inne stroje (jest przerwa między sezonami, mamy nowe dzieci z innych klubów i jeszcze nie mają klubowych strojów, litości), albo że trener nie miał ze sobą legitymacji, bo ta była w samochodzie. Jedyna merytoryczna uwaga była wpisana w komentarzu, czyli nawet nie miała wpływu na ocenę. Zresztą oceniony trener wprowadził ją w życie od następnego treningu – chodziło o to, żeby w zadaniach treningowych robionych rzędami, wprowadzić zadania do wykonania w drodze powrotnej, aby dzieci były dłużej zaangażowane.

Kamyczek do tego ogródka dorzuca także Bochman: – Wg regulaminu trener monitorujący miał być spoza województwa, w którym pracuje, a jednak już zostały zmienione reguły. W trakcie gry. To wpływa negatywnie na postrzeganie programu. Trener monitorujący nie powinien współpracować z klubami, w których występuje certyfikacja, a znamy przypadki, że tak jest.

Monitoring rozpoczął się od 9 grudnia zeszłego roku i jest prowadzony bardzo intensywnie w całej Polsce. Do końca lutego przeprowadzono 191 wizyt, ale już na sam marzec zostało ich zaplanowane 265. Co istotne, do dzisiaj żadna szkółka nie straciła certyfikatu ze względu na negatywne dwie wizyty monitorujące, a część już była monitorowana właśnie dwa razy – odpowiada Urbańska. – Chciałabym bardzo podkreślić, że w każdym raporcie są informacje co warto byłoby poprawić, ale czy zostanie to wdrożone, to zawsze na koniec dnia – jest decyzją szkółki. I tu chciałabym się podzielić wnioskiem z monitoringu, ale też prośbą do administratorów szkółek. Jeśli podejmują decyzję o zakupie konspektów na rynku i sami je umieszczają w systemie w ramach konkretnej jednostki treningowej, to warto także o tym poinformować trenerów prowadzących zajęcia. Jest wiele sytuacji, że trener z tym konspektem się nie zapoznał, bo sam go nie stworzył i w trakcie rozmowy z trenerem monitorującym jest zaskoczony, że nie realizuje tego, co było zaplanowane. I proszę mi wierzyć, takich oraz innych przykładów można by mnożyć. Trener monitorujący musi weryfikować czy szkółka realizuje to, do czego się zobowiązała, bo od tego jest, ale on także pokazuje i daje rozwiązania w rekomendacjach na koniec wizyty. Monitoring ma także ogromną siłę i funkcje edukacyjną przede wszystkim dla trenerów. Oczywiście, obserwujemy cały proces monitoringu i tu także reagujemy na bieżąco, ulepszając i doprecyzowując przebieg wizyt.

Wrzosek z kolei zwraca uwagę na przerwy między blokami treningowymi. Z założenia mają one służyć temu, by trenerzy mogli rozłożyć spokojnie sprzęt przed zajęciami. Realia i dostępność do boisk powodują natomiast, że aktywnego czasu pracy jest znacznie mniej, niż mogłoby być.

Po co te przerwy? Niech trener sam dopasowuje sobie, kiedy chce rozmawiać z rodzicami. Szkoda kasy na opłacanie przerwy między treningami (opłaty za obiekty) – uważa. – Niektórzy zarządcy obiektów poza tym nie wynajmują boisk na 105 minut, tylko na 90.

Żeby zarabiać więcej, część z nas prowadzi po dwie grupy. Wiadomo, że przez ograniczenia infrastrukturalne często jest tak, że jedna grupa musi trenować po drugiej. W związku z certyfikacją trener musi mieć bufor. W blokach na obiektach jest też komercja… Nic nie da się przesunąć, musieliśmy uciąć po 15 minut każdej z grup, żeby się wyrobić. Kto na tym traci? Dzieci – twierdzi kolejny anonimowy rozmówca.

Chylaszek: – Niektóre sztywne reguły nie mają nic wspólnego z życiem, jak na przykład przykaz, że między treningami musi być 15 minut przerwy i system nie puszcza wprowadzenia takiego treningu? Przecież np. w okresie zimowym, kiedy chce się do maksimum wykorzystać salę gimnastyczną czy halę pneumatyczną, tak jak u nas, to treningi zaczynają się jeden po drugim, bo inaczej na całym dniu stracilibyśmy 1-2 godziny użyteczności obiektu!

Sporo osób irytuje też dofinansowanie. Szczegóły i zasady podziału pieniędzy znane będą naprawdę wkrótce (wypowiedzi zbierane były przed informacją Ministerstwa Sportu), ale na razie nikt nie otrzymał ani złotówki. Koordynatorzy szkółek bali się, że mogą zostać na lodzie. To też jest źródłem kiepskich nastrojów, niskich morali.

Mamy już marzec i jeszcze nie wiadomo czy w ogóle kluby cokolwiek dostaną. Jesteśmy małym klubem, rodzice u nas nie płacą za treningi, a o zarobkach trenerów lepiej nie wspominać. Ponosimy nie małe koszty, aby spełnić wymogi certyfikacji, a trenerzy mają dwa razy więcej pracy niż wcześniej. PZPN mógłby przynajmniej podać dokładnie, kiedy dofinansuje certyfikowane szkółki, abyśmy wiedzieli, czy nasz budżet oraz trenerzy wytrzymają do tej daty. PZPN przerzuca odpowiedzialność na Ministerstwo Sportu, ale to federacja piłkarska ogłosiła Program i powinna przyśpieszyć wsparcie dla certyfikowanych podmiotów – uważa Mirosław Podgórski.

Chylaszek: – Do dziś nie wiadomo kiedy i czy w ogóle kluby otrzymają jakieś pieniądze z programu, bo słyszymy w kuluarach, że PZPN tych pieniędzy nie ma. Kluby, a mówimy to na własnym przykładzie, poniosły wielkie koszty, żeby dostosować się do wymogów i poprawić swoją pracę – była metoda „kija i marchewki”, ale ciągle tej marchewki nie widać. Jeżeli na końcu drogi nie będzie gratyfikacji, to byłby to wielki skandal. Sam prestiż nie jest wystarczającym magnesem. Nie ma co ukrywać, że kluby liczą na finansowe wsparcie, bo to jest główny problem małych szkółek, które może by i chciały się rozwijać, inwestować czy zatrudniać, ale nie mają za co.

Zuba: – Wymagań jest mnóstwo, a na razie nic z tego nie mamy jako kluby (miało być, chociażby wsparcie w zakresie materiałów szkoleniowych itp.). O finansach nie wspomnę. Mam tylko wrażenie, jeśli dziś pojawiła by się informacja o braku finansowania programu oznaczałaby ona jego koniec.

Masa obowiązków dodatkowych, masa wymagań, a zero współpracy. Wiele akademii zainwestowało mnóstwo pieniędzy, kosztem np. trenerów, żeby spełnić wymagania, a pomocy od PZPN-u nie ma żadnej. Są tylko kontrole, za które dostaje się minusy z powodów takich jak brak wody w jednym miejscu – podsumowuje jeszcze jeden koordynator proszący o anonimowość.

I kilka opinii o specyficznych problemach. Niektóre z nich naprawdę trudno będzie złapać w jakieś ramy…

Mamy w akademii jeden, naprawdę bardzo mocny rocznik. Rocznik, który rywalizuje ze starszymi od siebie – kategorię wyżej. Co za tym idzie? Zamiast grać 6+1, graliśmy często 8+1. Wymogi certyfikacji na to nie pozwalają. Program AMO na to nie pozwala. Nie mówię już o kolejnym mocnym roczniku, który musiał wrócić do 4+1 z 6+1, co jest totalnym bezsensem.

Brak możliwości dopisywania zawodników dwa lata młodszych do grup treningowych. Tego nawet nie skomentuję… Nie wiek, a jakość powinna decydować o tym, kto, gdzie i ile trenuje. To raz, dwa – mając grupę 2012 jako nabór, nie możemy do akademii przyjąć nikogo z rocznika 2014. Dlaczego? Dwa lata różnicy dla systemu to za dużo. Nieistotne jest to, że jest dwóch trenerów i w 2012 są chłopcy z 2013 i można to dzielić. Że 2012 trenuje z lepszymi 2013, a ci teoretycznie słabsi 2013 mogliby trenować z 2014.

Absurdalny przepis, że nie można na trening przyjąć zawodnika, który przyszedł się przetestować/spróbować. Trzeba mu powiedzieć, że nie może wziąć udziału w treningu, bo nie jest zarejestrowany lub jest zarejestrowany w innym klubie. Totalnie nieżyciowe! Kolejny bubel: jeśli mamy grupę np. 18 zawodników i przypisanych do tego dwóch trenerów (zgodnie z wymogami złotej gwiazdki na każde 12 zawodników musi przypadać jeden trener) i wiemy, że na zajęciach treningowych w danym dniu będzie obecnych tylko 10 czy 12 zawodników (bo np. reszta zgłosiła nieobecność z powodu wycieczki, chorób itp.), to nie możemy przeprowadzić treningu z jednym trenerem, tylko dalej powinno być ich dwóch! Przecież to kolejny absurd!

Przęczek: – Przynależność do grup – regulaminowe 10% zupełnie nie wystarczy – jeśli mamy grupy u nas średnio 12-14 osobowe, to w każdej mamy po dwa i więcej przypadków, że rówieśnicy nie trenują ze sobą – bo np. w roczniku 2011 mamy mocną grupę, która trenuje od czterech lat i gdy przychodzi nowy chłopak z tego rocznika, a nawet z rocznika starszego, dla niego ten poziom w tym momencie jest nieosiągalny. Ale on chce trenować – więc zostaje grupa 2012 albo nawet 2013, co wg systemu jest niedopuszczalne. Mamy mnóstwo takich przypadków, że z rocznikiem 2007 trenują chłopcy z 2009, z 2010 nawet 2012 itp. Zróżnicowanie poziomu dzieci jest ogromne i zamknięcie się w sztywnych ramach jest zupełnie nie adekwatne do potrzeb.

Omawianą przez nas w „Jak Uczyć Futbolu” sytuację z oddziałami i możliwościami prostego obejścia przepisów opisuje z kolei Marcin Baj z AP Młody MKS Kluczbork: – Taka hipotetyczna sytuacja: klub X nie szkoli grup w kategoriach od D w dół, nie interesuje się kompletnie tematem Certyfikacji, jednak tylko do czasu. Gdy dowiaduje się o “pieniądzach”, rzekomo mających popłynąć szerokim strumieniem dla klubów “certyfikowanych” sytuacja zmienia się diametralnie. Wnikliwie czyta regulamin i … bingo; znajduje furtkę. Spisuje z prywatną komercyjną szkółką Y (niebędącą członkiem PZPN, nastawioną ogólnie rzecz biorąc na jeden wynik – niestety ten “finansowy”) jakąś umowę i startuje w “papierowym” wyścigu o gwiazdkę srebrną (brązowa za mało przewidywanych “środków” do podziału na X i na Y) pod nazwą XY. Wystawia tylko 4 grupy, czyli minimum na gwiazdkę srebrną (nieistotne, że podmiot Y ma ich kilka/kilkanaście) po max. 14 zawodników (wymóg “srebra”), wpisuje odpowiednio “pasujących” trenerów i pyk: srebrna jest. W tych grupach pod szyldem XY wstawia “najlepszych” – reszta poprzesuwana do pozostałych grup podmiotu tylko Y (nawet już po rejestracji w systemie – nie idzie za dobrze albo przyszedł ktoś “lepszy” – pyk, odpięcie z grupy i całego systemu, przesunięcie do grupy B pozostającej już tylko jako podmiot Y – czyli wygląda w “systemie” że zawodnik zrezygnował i poszedł np. trenować karate; co oczywiście prawdą nie jest) Jak to się ma do regulaminu? Np. zapis o istnieniu od trzech lat? Zapis o wpisaniu WSZYSTKICH zawodników szkolonych w podmiocie do systemu?, itd. Tu można postawić wiele innych pytań.

Chylaszek: – Wielu klubom certyfikacja pozwoliła zastosować fortel w postaci podziału swojego klubu na oddziały i wrzucenie do jednego oddziału (np. FC Mediolan Wschód) grup certyfikowanych, a do drugiego (FC Mediolan Zachód) reszty zawodników, których szkoli się byle jak. To jest nie fair w stosunku do klubów, które WSZYSTKICH zawodników szkolą zgodnie z wytycznymi. My też mogliśmy do certyfikacji wrzucić np. jedną drużynę 12-osobową orlików, a mamy cztery takie drużyny.

– To jest jeden z punktów, nad którymi obecnie dyskutujemy i zapewne będą zmiany od nowego cyklu – puentuje Dyrektor Departamentu Grassroots Piłka Dla Wszystkich.

***

Uff… Po wymianie dziesiątek maili i wiadomości, współczujemy PZPN-owi. Problemy, które wyszły w praniu, nie są łatwe do rozstrzygnięcia.

Bo z jednej strony można przymknąć oko na różne koszulki czy małe odstępstwa. Tam są przecież naprawdę ludzie, którym zależy. Z pasją i sercem do wychowywania nowych Lewandowskich. W dalszej perspektywie takie przymykanie oka stanie się jednak przyczyną kolejnych niesnasek. To nieuchronne, reguły MUSZĄ być twarde.

Interpretacja i subiektywna ocena może wpłynąć wyłącznie na to, że programowi towarzyszyć będzie jeszcze większe zamieszanie. A to z dzisiejszej perspektywy wypadałoby ograniczyć do minimum. Dobry PR certyfikacji w środowisku trenerskim już dawno przepadł, oby z czasem program pozytywnie wpłynął na poziom naszego szkolenia. Mamy nadzieję, że mobilizacja przyjdzie też wraz z pozytywnymi nowinkami, które płyną z ministerstwa. Teraz trzeba to wszystko jeszcze przeliczyć, by każdy podmiot realnie poczuł, ile zyska za pracę, którą wykonuje.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. Bytovia Bytów/Facebook