Wywiady

CLJ-ka od środka: “Najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie zawodników oraz ich rodzin”

W ostatnich dniach najgłośniejszym tematem w Polsce jest koronawirus. Imprezy masowe są odwoływane. Szkoły, kina, teatry – zamykane. Rozgrywki ligowe na niższym szczeblu zostały zawieszone. Jak wygląda sytuacja w CLJ? Czy drużyny przygotowują się do najbliższej kolejki? Czy zawodnicy panikują? Te pytania zadaliśmy Robertowi Kochańskiemu, trenerowi Znicza Pruszków U-17. Zahaczyliśmy również o sprawy bieżące, czyli wysoką wygraną z Escolą w lidze i aktualnym potencjale zawodników.

Czy koronawirus wpłynął na wasze treningi? Zdecydowaliście się je odwołać?

– Tak, u nas zajęcia w całej akademii zostały odwołane, do czasu aż sytuacja się zmieni, więc chłopcy występujący w CLJ także zajęć nie mają. Oficjalnych treningów klubowych u nas nie ma. Tak to wygląda, jeśli chodzi o nasz klub. Jest to też związane z tym, że w szkole, do której uczęszczają (Szkoła Mistrzostwa Sportowego), także nie ma zajęć. Najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie zawodników oraz ich rodzin, dlatego zdecydowaliśmy się na odwołanie treningów.

Z tego, co się orientuję, to jeszcze nie zostały odwołane rozgrywki CLJ?

– Żadne rozgrywki centralne nie zostały odwołane. Natomiast dzisiaj jest nadzwyczajne posiedzenie PZPN-u i najprawdopodobniej takie decyzje zostaną podjęte. (Oficjalnie: rozgrywki CLJ wstrzymane) 

A jeśli nie zostaną podjęte i w najbliższy weekend zostanie rozegrana 2. kolejka CLJ U-17? Macie jakiś plan na to, że będziecie podchodzić bez przygotowania do meczu?

– To jest kwestia tylko dwóch dni treningowych. Wczoraj mieliśmy zajęcia, więc odpadają nam czwartek i piątek. Jeśli dojdzie do niedzielnego meczu, to prawdopodobnie podejdziemy do niego z marszu. Jednak wydaje mi się, że nie będzie rozgrywek w najbliższy weekend.

Czy i jak wpływają informacje o koronawirusie na zawodników? Przejmują się tym?

– Nie było do tej pory informacji ze strony zawodników czy rodziców, że jest to problem. Jednak myślę, że do tej pory w Polsce nie był to aż tak poważny problem. Istniał na zewnątrz, a nie do końca nas dotyczył. Teraz zaczyna nas coraz bardziej dotykać i chłopaki też mają tę świadomość. Decyzja władz państwowych o odwołaniu zajęć szkolnych skłoniła nas do tego, że skoro prowadzimy zajęcia po części dydaktyczne, też odwołujemy treningi.

Czy uważa trener, że rozgrywki CLJ z powodu epidemii wirusa powinny zostać wstrzymane? 

– Myślę, że w obliczu takiej sytuacji, rozgrywki są sprawą drugorzędną. Najważniejsze jest, żeby powstrzymać epidemię czy pandemię. Myślę, że trzeba zrobić wszystko, co można, a przede wszystkim zapobiegać. A każde skupisko ludzkie jest takim zagrożeniem. Nie wiem, czy to pomoże, ale nie może zaszkodzić. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Piłka nożna oczywiście jest najważniejsza, ale w obliczu takiej sytuacji, schodzi na drugi plan. Na pewno to nam mocno komplikuje sytuację, jeśli chodzi o trening, przygotowanie do sezonu itd. Czy to będzie tydzień, dwa, czy miesiąc – nic nie zastąpi treningu drużynowego. Nawet jeżeli będziemy mieli rozpisane treningi indywidualne i chłopaki będą solidnie pracować, to nie zastąpi to treningu zespołowego.

Rundę wiosenną zaczęliście od niespodzianki. Pokonaliście na wyjeździe Escolę Varsovię Warszawa aż 6:2. W pewnym momencie prowadząc nawet 5:0. Jak ten mecz wyglądał z pana perspektywy? To był wasz dzień czy gorszy dzień rywali?

– Myślę, że zagraliśmy bardzo dobry mecz, strzeliliśmy sześć bramek, to jest fajne. Mogliśmy jeszcze zdobyć co najmniej trzy, z bardzo dogodnych sytuacji. Mnie to cieszy. Natomiast problemy Escoli to już nie jest mój problem. Wiadomo, że zajmuję się swoim zespołem i cieszy mnie dobra gra i wynik mojego zespołu.

Trener chce przez to powiedzieć, że gole, które zdobywaliście, były po błędach indywidualnych zawodników Escoli?

– W piłce nożnej pada dużo bramek po błędach, ale strzeliliśmy też fajne bramki z gry. Do końca tego nie analizowałem, ale ktoś pewnie z Esocli popełnił błąd, stracił piłkę, a my przeprowadziliśmy akcję. Strzeliliśmy też bramkę po fajnym rozegraniu stałego fragmentu gry, zdobyliśmy gola po świetnym dośrodkowaniu i przewrotce, a tak właściwie to dobitce, bo bramkarz obronił ten strzał. Strzeliliśmy ładne gole, które nie do końca wiązały się z popełnionymi błędami przez graczy Escoli. My je kreowaliśmy i potrafiliśmy je wykorzystać.

A końcówka meczu to brak koncentracji, że tracicie dwa gole w ostatniej jego fazie?

– Jeżeli zmienia się siedmiu z jedenastu zawodników na boisku, to niezależnie jaka jest ich jakość, to trochę dezorganizuje grę. Dekoncentracja wkradła się w pewnym momencie, bo dokonaliśmy siedmiu zmian. Myślę, że to była główna przyczyna. Rozkojarzenie przy wyniku 5:0 też miało wpływ.

Czy to jest najlepsza forma pana zespołu, odkąd go prowadzi? Jeśli doszłoby do meczu z Polonią Warszawa w ten weekend, czyli mistrzem jesieni, to pana zespół byłby w stanie ich ograć?

– Nie wiem czy to jest najlepsza forma. To był dobry mecz, który zagraliśmy, strzeliliśmy najwięcej bramek ze wszystkich meczów CLJ. Zagraliśmy kilka naprawdę fajnych akcji. Czy to był najlepszy mecz w naszym wykonaniu? Może i najlepszy, natomiast często powtarzam chłopakom, że piłkarz jest tak dobry, jak jego ostatni mecz. Po tym meczu jesteśmy w bardzo dobrej formie, a jakby było po meczu z Polonią? Tego nie wiem. Poprzedni mecz z nimi przegraliśmy 1:4, gdzie straciliśmy gola w 1. minucie spotkania, potem wyrównaliśmy w 82. minucie, będąc przez cały mecz drużyną lepszą, tworząc mnóstwo sytuacji. W doliczonym czasie gry straciliśmy trzy bramki. Polonia jest w naszym zasięgu, pomimo tego, że była najlepszą drużyną w tamtej rundzie, a my zakończyliśmy ligę na czwartym miejscu.

Jak wyglądały wasze przygotowania do rundy wiosennej?

– Całe przygotowania przeprowadziliśmy na własnych obiektach w Pruszkowie. Nie wyjeżdżaliśmy na żaden obóz. Od jakiegoś czasu nie preferuję wyjazdów zimowych, ponieważ u siebie mamy dobre warunki do przygotowania drużyny: sztuczne boisko, trawa, siłownia, odnowy biologiczne, sporo sparingpartnerów wokoło. To, co sobie założyliśmy, w dużej części zrealizowaliśmy. Niestety, mieliśmy sporo kontuzji, urazów i chorób. Dlatego spora część zawodników nie do końca zrealizowała to, co sobie założyliśmy. Odeszło od nas dwóch bramkarzy. Sparingi różnie nam szły. Początek był słabszy, mecze przegrywaliśmy, ale wiązało się to z tym, że dosyć mocno pracowaliśmy, jeśli chodzi o stronę fizyczną. Końcówka okresu przygotowawczego wyglądała dobrze, jeśli chodzi o sparingi. Im bliżej ligi, to obciążenia spadały i gra była lepsza. I tak miało być.

Z kim się mierzyliście? Byli to tylko rówieśnicy czy starsze zespoły?

– Graliśmy z zespołami seniorskimi, starszymi juniorskimi, rówieśnikami. Mieliśmy różnych przeciwników.

Jak mocno zmienił się wasz skład personalny w porównaniu do rundy jesiennej?

– Nie zmienił się diametralnie, zestawiając miniony mecz z Escolą z większością z jesieni, to zabrakło Tymona Proczka, który pojechał z seniorami na mecz II ligi do Wejherowa i bramkarza, który odszedł z klubu. Pozostali zawodnicy byli już wcześniej.

A przyszedł ktoś nowy?

– Przyszedł do nas bramkarz, ale w ostatniej fazie przygotowań, na tydzień przed ligą. Na meczu z Escolą jeszcze go nie było. Jak będzie dalej, to zobaczymy, ale chłopak jest obiecujący. Mam nadzieję, że nas wzmocni. Na pewno to zrobi, jeśli chodzi o rywalizację w bramce. Poza tym jeżeli chodzi o zawodników z pola, to dołączyliśmy do kadry dwóch zawodników naszej drugiej drużyny w tym roczniku. Mam nadzieję, że wrócą też zawodnicy, którzy przez kontuzje długi czas nie grają, a jest szansa, bo zaczęli w miarę systematycznie trenować.

Jak trener uważa, czy zawodnicy grający w CLJ są w stanie płynnie przejść na poziom centralny, seniorski? Czy to jednak za wcześnie?

– Wszystko zależy od zawodnika. Indywidualnie myślę, że zawodnicy potrafią się odnaleźć na poziomie seniorskim, jeżeli się na nich postawi i są na to fizycznie przygotowani, wtedy myślę, że sobie poradzą. Natomiast, jeżeli miałoby to być trzech, czterech, pięciu zawodników w jednej drużynie, to na pewno będzie z tym dużym problem. Bo przeskok w seniorach na poziomie centralnym a juniorami, jest ogromny. Na pewno w większej liczbie taka drużyna miałaby większe problemy, jeżeli chodzi o funkcjonowanie. Z kolei, jeśli chodzi o indywidualne przypadki, to będą sobie radzili. W Zniczu Pruszków jest kilku zawodników w kadrze pierwszego zespołu, których prowadziłem w najstarszej CLJ, dwa sezony temu. Sporo ich zostało, może nie świadczą o sile zespołu drugoligowego, ale są tam postaciami, które funkcjonują na szczeblu centralnym i grają – jedni więcej, a drudzy mniej.

Czy w tej grupie są zawodnicy z potencjałem na grę na seniorskim poziomie?

– Tak, jak mówiłem, Tymon Proczek zadebiutował w pierwszej kolejce po przerwie zimowej w II lidze. W rundzie jesiennej zagrał Kacper Falkowski z tej drużyny. To są dwie postacie, które mają już za sobą debiuty, więc potencjał mają. Myślę, że jeszcze jest kilka nazwisk, które przy odrobinie szczęścia, pracy i uznania w oczach trenerów, mają szansę, żeby zaistnieć na poziomie co najmniej drugoligowym.

Jak trener podsumowuje rundę jesienną w waszym wykonaniu jako beniaminka tej ligi? Przypomnę, że zajęliście czwarte miejsce z dorobkiem 23 punktów w 14. meczach.

– Myślę, że pozytywnie. Awansowaliśmy do CLJ rocznikiem 2002. Dla 2003 to był debiut na poziomie tych rozgrywek. Zakończyliśmy rundę na czwartym miejscu – utrzymaliśmy się w lidze. Plan minimum został wykonany. Oczywiście było kilka spotkań, które mogliśmy rozstrzygnąć na swoją korzyść, ale tego nie zrobiliśmy, ale były spotkania takie jak z UKS-em SMS-em Łódź, gdzie nie byliśmy lepsi, a wygraliśmy. Myślę, że to czwarte miejsce było adekwatne do tego, jaką formę na tle innych drużyn prezentowaliśmy. Końcówka rundy wyglądała lepiej niż sam początek.

Jaki jest poziom grupy A CLJ U-17?

– Myślę, że jest wyrównany. Może nie ma drużyn, które są poza zasięgiem innych, Legia posiada największy potencjał, natomiast wielu chłopaków z tego rocznika gra w ligach wyższych. Każdy z każdym mógł wygrać w tej lidze. Najlepszy przeciwnik, z którym się zmierzyliśmy, to była Escola w meczu rewanżowym, gdzie przegraliśmy 2:5. To był zespół, który wyraźnie nas przewyższał w tym meczu, mimo że źle nie graliśmy.

Czym dla was jest gra w CLJ?

– Skoro CLJ to najwyższa liga dla juniorów w Polsce dla tego rocznika, to jest jakaś nobilitacja. Po to mamy taką dużą akademię i tylu chłopaków w młodszych rocznikach, żeby dążyli do tego, żeby w najlepszych zespołach grać. Chcemy szkolić jak najlepszych piłkarzy i efekty w postaci grania w najwyższych ligach. To jest dla nas ważne, żebyśmy grali w tych najwyższych ligach, bo to jest nobilitacja i sposób na rozwój. Myślę, że to fajne przetarcie przed piłką seniorską i okno wystawowe na świat. Więcej osób patrzy a CLJ niż na ligi regionalne i wojewódzkie.

Jeśli chodzi o hierarchię w klubie, to jak ważna jest drużyna U-17?

– Jeśli chodzi o hierarchię, jest u nas drużyna seniorów grająca w II lidze, czyli poziom centralnym. To jest drużyna najważniejsza. Mamy ekipę rezerw w IV lidze i drużynę CLJ U-17. To jest taka hierarchia, w zależności od tego, gdzie jest największa potrzeba, wtedy tam kieruje się najlepszych zawodników. Rozgrywki IV-ligowe też są rozwijające, bo grają z seniorami, ale też nam zależy, żeby dobrze wypaść w rozgrywkach CLJ U-17. Chcielibyśmy też awansować do rozgrywek U-18. Natomiast teraz nam jest to ciężko pogodzić z grą w IV lidze. Bo ci chłopcy, którzy tam grają, mają 18-19 lat, czyli mogliby ew. walczyć o awans do najstarszej CLJ. Myślę, że jeśli uda nam się utrzymać CLJ U-15 i U-17, to będziemy szukali awansu do najstarszej CLJ.

W czym tkwi sekret Akademii Znicza Pruszków, że z niej wychodzą zawodnicy, którzy później grają na wyższym poziomie jak chociażby Radosław Majewski?

– Myślę, że przede wszystkim z dobrej pracy z młodzieżą. Duża liczba tych zawodników powoduje, że selekcja jest ułatwiona. Do tego dobra ścieżka rozwoju. Tak, jak mówiliśmy mamy drużyny w rozgrywkach CLJ U-15, U-17, IV liga, II liga. Chłopcy, którzy trenują u nas, mają fajnie tę ścieżkę ułożoną. Mam nadzieję, że to jest też dobre oko do wyszukiwania tych talentów, choć nie ukrywam, że mamy z tym też duży problem, bo jesteśmy blisko Warszawy i konkurencja tych zespołów jest bardzo duża, to też nam nie ułatwia, ale mamy w SMS-ie mamy licea sportowe, bursę, to jest też dobra rzecz, która pozwala pozyskiwać chłopaków z dalszych rejonów.

Jakie cele wyznaczacie sobie na rundę wiosenną? Myślicie o najwyższych miejscach?

– Zawsze myślimy o najwyższych miejscach. Gdy zaczynamy rozgrywki, zawsze chcemy być pierwsi. Gdy wychodzimy na mecz, zawsze chcemy go wygrać, więc cele są zawsze takie same. Nie będziemy grać po to, żeby zremisować czy broń Boże przegrać. Jeżeli będziemy realizować małe cele – wygrywać każdy kolejny mecz, to będziemy, wtedy wysoko. Natomiast to jest tylko piłka nożna. Można sobie coś założyć, przepracować okres przygotowawczy wzorowo, mieć najlepszych zawodników, a nie mieć wyniku. Chcemy grać fajną piłkę, która będzie sprawiała chłopakom przyjemność.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Znicz Pruszków