Wywiady

CLJ-ka od środka: “Musimy być cierpliwi, bo nic innego nam nie pozostaje” 

Od poniedziałku, 4 maja, wróciła możliwość gry w piłkę na boiskach. W okrojonych, sześcioosobowych składach. Czy drużyny Centralnej Ligi Juniorów wróciły do treningów grupowych? M.in. o to zapytaliśmy Jakuba Dziółkę, szkoleniowca Cracovii U-18. Ponadto, porozmawialiśmy o możliwościach zakończenia sezonu CLJ, celach sportowych tej drużyny, o różnicach w prowadzeniu seniorów, a juniorów.

Ustaliliście plan powrotu na boisko zgodnie z zalecaniami Ministerstwa Sportu i wróciliście do treningów?

– Nie, na razie czekamy na decyzję klubu, która będzie wydana 11 maja. I dowiemy się, co dalej. Jak będziemy funkcjonować? W mojej drużynie U-18 większość zawodników jest spoza Krakowa. Czekamy na decyzję i otwarcie internatów. To są te dwie rzeczy, które nie pozwalają nam trenować całym zespołem, ale kilku zawodników trenuje z kadrą pierwszej drużyny. Trener Probierz dokooptował ich w momencie, kiedy można było prowadzić zajęcia. Byli cały czas, kiedy były treningi online i teraz, gdy są w grupie, także znajdują się w kadrze pierwszego zespołu.

Jeśli internaty nie zostaną otworzone, to nie wrócicie do treningów?

– Powiem szczerze, że nie wiem. Rozmawialiśmy z trenerem koordynatorem, Robertem Kasperczykiem, i czekamy na decyzję klubu 11 maja. Wiemy, że zrobił się boom na powrót do treningów, ale chcemy podejść do tego na spokojnie, odpowiedzialnie. Dzwoniłem do koordynatorów z innych zespołów i wiem, że nie wszyscy od razu wracają do treningów, w szczególności w kategorii juniora starszego. Bo większość zawodników jest z różnych rejonów Polski i internaty są zamknięte. W młodszych grupach może być tak, że rodzice dowożą zawodników.

Jak do tej pory sobie radzicie i radziliście z brakiem treningów grupowych?

– W niedzielę, co tydzień, dostają nowy mikrocykl. Trenują od poniedziałku do soboty. Prowadzimy treningi online, a także analizy online. Zawodnicy na tę chwilę są kontrolowani. Kontrolujemy każdy trening, przede wszystkim ten biegowy. Spotykamy się dwa razy w tygodniu na analizie techniczno-taktycznej przez wideokonferencję. Dostają wtedy materiał do indywidualnej analizy. Za każdym razem u siebie szukam rezerw, a u zawodników motywacji, żeby będąc w domu, trenowali. Tak sobie radzimy. Na ten moment nikt nie narzeka

W jaki sposób to kontrolujecie? Przez zegarki, pulsometry?

– Tak, część zawodników ma takie urządzenia, a część posługuje się aplikacjami. To są świadomi ludzie. Wiemy, że za chwilę mogą grać w seniorach. Każdy ma przyszłą karierę w swoich rękach. Oni muszą być tego świadomi. Te rozmowy, które ze mną przeprowadzają, tylko to potwierdzają. Przypominam im, że muszą znaleźć w sobie wewnętrzną motywację. Trener może przygotować trening, ale zawodnik musi mieć motywację. Bo każdy ma teraz trudny czas, muszą się z tym oswoić, zaakceptować. Nic z tym nie zrobimy. Tylko od nich indywidualnie będzie zależało, w jakim momencie będą, kiedy wrócimy do treningów. Wiadomo, że to nie zastąpi nam żadnego wspólnego treningu – piłkarskiego, taktycznego. Na ten moment nie możemy nic z tym zrobić i musimy być cierpliwi, bo nic nam innego nie pozostaje. To są młodzi ludzie i ich nie trzeba zmuszać. Teraz jest codzienna kontrola, ale wcześniej, gdy robiłem ją dwa, trzy razy w tygodniu – świetnie wykonywali zadania. Teraz mając te wszystkie dane od innych, wiem, że poprawnie je wykonują.

Forma fizyczna to jedna sprawa, ale czy trener uważa, że w tym czasie zawodnicy mogą podtrzymać formę piłkarską?

– Ciężko powiedzieć, bo nikt z nas nie był w takiej sytuacji. Musimy być też świadomi, że w tych młodszych kategoriach wiekowych, zawodnicy niepełnoletni, przez pewien czas w ogóle nie mogli z domu wychodzić, czyli odchodził jakikolwiek trening na zewnątrz. Na pewno brakuje kontaktu z piłką na większej przestrzeni. Te wszystkie zabawy z piłką w domu, na ogródku, nie zastąpią treningu zespołowego. Zawodnicy muszą w sobie szukać mobilizacji i inwencji twórczej, jak ten trening z piłką zastąpić. Teraz jest możliwość wyjścia na orlik, czy na inne boisko. Wiem, że zawodnicy to robią.

Wyrażacie zgodę, jako klub, na takie aktywności? Mogą wyjść na orlik?

– Nie, my akurat nie prowadzimy takich treningów, że zawodnicy sami wychodzą na boisko. Zawodnicy wykonują przesłany mikrocykl z zachowaniem bezpieczeństwa.Mam taką nadzieję, że nie ryzykują swojego zdrowia. Jesteśmy w kontakcie, ale nie mamy kontroli 24 godziny na dobę. Jeśli są u nas w bursie, to ich kontrolujemy, w taki sposób, jak możemy. Teraz są pod opieką rodziców. Żaden zawodnik nie spowiada mi się, z tego, co robił przez ostatnią dobę.

Ze strony klubu czy trenera były jakieś nakazy, sugestie, żeby zawodnicy jeszcze na tego orlika nie wychodzili?

– Nie wiem czy ma ktoś pod domem orlik. Widzę po screenach z aplikacji, kto i gdzie biega: jeden biega w lesie, drugi w parku. To są aktywności, które zawodnicy wykonują. Z kolei to, jak sobie zawodnicy radzą z elementami czucia piłki, a takie treningi też mamy – czy ktoś go zrobi? To jest już ich inwencja. Ktoś zrobi w domu, parku, wychodząc na świeże powietrze, a inny może zrobi na orliku. Ciężko mi o tym powiedzieć. Nie wydaje mi się, że zawodnicy wychodzą na orlik z kolegami i grają trzech na trzech. To już chyba nie te czasy. Teraz to już chyba nie jest tak, że młodzież sama wychodzi, aby pograć. Nie ma już gier podwórkowych.

Czy trener wierzy w to, że uda się wznowić sezon i go dokończyć?

– Powiem tak, jestem na to przygotowany, że będziemy mogli grać, ale wiemy, jak wyglądają przygotowania zawodników do gry w Ekstraklasie, pierwszej i drugiej lidze. Jestem przygotowany na to, że będziemy grali, a jaka będzie decyzja? Każdy scenariusz jest możliwy. Różne są głosy, do kogo byśmy nie zadzwonili. Słyszałem, że centralna liga będzie grała. Drugie źródło mówiło za to, że juniorzy nie będą już grali. Co głos, to różne opinie. Dopóki PZPN nie zajmie stanowiska w sprawie rozgrywek, trenerzy i zawodnicy muszą być gotowi na to, że zostanie wznowiona liga.

Wszystko wskazuje na to, że nie uda się wznowić rozgrywek, a tym bardziej ich dokończyć. Załóżmy taki scenariusz, że nie uda się tego zrobić. Co robimy z tabelą? Jak powinna wyglądać runda jesienna przyszłego sezonu CLJ? Kto ma grać w Młodzieżowej Lidze Mistrzów? Co robimy ze spadkami i awansami? Jaki trener ma na to pomysł, w jaki sposób można to rozwiązać?

– Myślę, że mistrza należy wyłonić w każdej lidze. To są sytuacje, gdzie tego mistrza trzeba nagrodzić. Pytanie: co z zespołami, które nie zdołały się utrzymać? Musielibyśmy teraz znaleźć zespoły w makroregionach, które awansowałyby do CLJ…

A w lidze makroregionalnej rozegrano tylko jedną serię gier.

– Właśnie, jak tak zaczniemy szukać, to nie znajdziemy złotego środka, jest to raczej niewykonalne. Zdrowy rozsądek podpowiada, że ta liga może zostać w takim składzie. Ciężko jest mi zdecydować, co zrobić. Możemy też pytać, co z rocznikiem 2002?

To moje kolejne pytanie. Bo ten rocznik będzie mógł się czuć poszkodowany, z uwagi na to, że rozgrywki CLJ nie będą wznowione i dokończone, a ze startem nowego sezonu… ci zawodnicy będą już seniorami.

– Czekało ich jeszcze kilka miesięcy grania. Może to być dla niektórych zawodników dobra droga, że od razu trafią do seniorów. Oczywiście, nie możemy tego założyć z góry. Wiemy, że sporo z tych zawodników od razu takiego wielkiego kroku nie zrobi i nie zaadaptuje się w seniorach. Pytanie, czy dać im jeszcze czas i szansę w CLJ? Czy zostajemy przy tej reformie, którą PZPN wprowadził, zostajemy przy roczniku 2003? Myślę, że w takiej sytuacji nigdy nie będzie dobrego rozwiązania, bo my też mieliśmy dobry okres, w listopadzie nie przegraliśmy żadnego spotkania. Pierwszy mecz na wiosnę wygraliśmy z Koroną Kielce (3:1 – przyp. red.). Ostatnich pięciu meczów nie przegraliśmy, co sprawiło, że wyszliśmy ze strefy spadkowej. Jako trener żałuję, że ta drużyna nie mogła dalej ze sobą grać i rozwijać się, nic z tym nie zrobimy. Ktoś, kto zakładał tę reformę w PZPN-ie, miał plan, jak ma to dalej wyglądać. I ten plan będzie kontynuował. Pytanie tylko, czy będzie to w jakiś sposób zmienione, spowolnione? To będzie trudna decyzja. Jako trener tak daleko w przód nie wybiegam, bo to nie moja rola. Muszę zająć się trenowaniem, a teraz przygotowaniem indywidualnym.

Patrząc przez pryzmat swojego zespołu, rocznika 2002: ci zawodnicy potrzebują jeszcze kilkumiesięcznego ogrania na tym poziomie? Czy już są gotowi, żeby ich przesunąć do rezerw, pierwszej drużyny czy oddać ich na wypożyczenie do seniorskiego zespołu?

– Moim zdaniem, niektórzy są gotowi. Oczywiście to nie jest tak, że dzisiaj przejdą do piłki seniorskiej i będą najlepsi. Na pewno tak nie będzie. Każdy potrzebuje czasu, żeby zaadaptować się, bo to są całkowicie inne realia, ale monitoring, który prowadzimy podczas gier kontrolnych i treningów pokazuje, że spora liczba zawodników posiada parametry motoryczne, żeby funkcjonować w seniorach. Przechodząc do Cracovii U-18, wcześniej pracowałem z seniorami. Oczywiście, miałem też tam zawodników z juniorów i znałem ich słabe strony, wiedziałem jak to wygląda. Wiedziałem, że trudno się adaptują do poziomu seniorskiego. Jestem przekonany, że kilku zawodników na pewno mogłoby się sprawdzić. Jestem w Cracovii dopiero od października, nie znałem tych zawodników od samego początku, więc trudno jest o taką ocenę. Mieliśmy trudny okres, bo byliśmy na przedostatnim miejscu w tabeli. Musieliśmy mocno pracować i ten zespół powstawał na nowo. To była całkiem nowa drużyna – szesnaście nowych nazwisk. Ostatnie mecze rundy jesiennej, okres przygotowawczy i mecz z Koroną, to było coś, co już sobie pomału zakładaliśmy. Rozmawiając z zawodnikami, słyszę, że żałują, że nie mogą teraz grać, bo czuli się dobrze i w jakiś sposób mocni. Trzeba twardo stąpać po ziemi, bo mamy tylko 19 punktów (dwa punkty przewagi nad strefą spadkową – przyp. red.), tylko i wyłącznie, ale chcieli dalej to kontynuować. Poczuli wiarę, to, co robili, pozwalało im się rozwijać. Z perspektywy trenera i zawodników żałujemy, że nie możemy grać.

Gdyby to od trenera zależało, to dałby chociaż pół roku rocznikowi 2002 w CLJ? Albo w ogóle wróciłby pan do CLJ U-19?

– Nie wiem, czy to jest dobra droga, żeby przedłużać. Pół roku? Co zrobimy z zawodnikami po tym półroczu? To musi być cały sezon. Myślę, że każdy w klubach miał tak uszykowany plan szkolenia, że w przyszłym sezonie CLJ będzie grał rocznik 2003. Z perspektywy zawodnika, to oni by jeszcze dużo zyskali przez pół roku. To na pewno, bo ta rywalizacja była dobra dla nich. Teraz wygląda to tak, że rywalizacja skończyła się na początku marca, a w lipcu czy w sierpniu ci zawodnicy będą musieli znaleźć się w szatni seniorskiej. Będzie to trudne wejście bez kilku miesięcy gry. Takie są fakty. Myślę, że nie będzie żadnych zmian i grał będzie w przyszłym sezonie rocznik 2003. Chyba że będzie przepis, żeby kilku zawodników z rocznika 2002 mogło występować w CLJ. Czekamy na rozwój sytuacji.

Sam pan wywołał wątek tego, że jest trenerem Cracovii U-18 od października zeszłego roku. Dlaczego zdecydował się pan na pracę z juniorami, wcześniej będąc w piłce seniorskiej?

– Po rozstaniu się z GKS-em Katowice byłem w domu, bez pracy. Zadzwonił trener Michał Probierz i zapytał czy chciałbym pracować w Cracovii w CLJ. Nie jestem trenerem, który jest bardzo doświadczony. Kilka lat pracowałem na poziomie czwartej i piątej ligi. W trzeciej lidze najdłużej, ostatnio w Katowicach na poziomie centralnym. Jako trener chciałbym się rozwijać i podjąłem to wyzwanie. Rozmawiałem chwilę z trenerem, umówiliśmy się na spotkanie kolejnego dnia. Szybka rozmowa i doszliśmy do porozumienia. Wiemy, że trener Probierz szuka dobrych zawodników wśród młodzieży. Chciałby, żeby funkcjonowali w piłce seniorskiej. Znamy się z trenerem Probierzem, prowadził mnie, gdy jeszcze grałem w piłkę w Polonii Bytom.

Jakie cele wyznaczono trenerowi przy przyjmowaniu drużyny?

– Rozmawialiśmy tylko i wyłącznie o utrzymaniu, żeby zespół pozostał na poziomie centralnym i każdy zawodnik indywidualnie się rozwijał, aby trafiał później do piłki seniorskiej. To jest cel klubu, a cel zespołowy: to utrzymanie Cracovii w CLJ.

Dlatego też Michał Rakoczy został przesunięty do CLJ z pierwszego zespołu? Aby utrzymać CLJ?

– Z tego, co ja wiem, to Michał Rakoczy rozpoczynał sezon w drużynie U-18. Z biegiem czasu, pod koniec sierpnia, został powołany do pierwszego składu. Na tyle dobrze się prezentował, że funkcjonował jako pełnoprawny zawodnik pierwszej drużyny. My korzystaliśmy z Michała tylko wtedy, kiedy pierwszy zespół grał w weekend, w takim dniu, żeby to nie kolidowało z CLJ. Gdy mógł nam pomóc, to decyzja trenera była taka, że grał z nami w CLJ i temat był zamknięty. Tak jak to było w ostatnim mecz rundy jesiennej, z Zagłębiem Lubin, gdzie zdobył trzy bramki (wynik meczu 3:2 dla Cracovii – przyp. red.). Młody piłkarz musi grać.

Czy trener jest zdania, że bez Michała Rakoczego utrzymanie w CLJ w ogóle nie byłoby możliwe? Przypomnę, że zagrał w dziewięciu meczach, a strzelił 6 goli, choć nie jest napastnikiem.

– Nie, ostatni mecz graliśmy z Koroną bez Rakoczego. Okres przygotowawczy był bez niego. Michał Rakoczy jest bardziej zawodnikiem pierwszego zespołu, a nie CLJ. Od stycznia przygotowywał się z pierwszym zespołem, ma swoje indywidualne cele, aby grać w ekstraklasie. Jestem o tym przekonany. Rozmawiałem z nim o tym, chce grać w pierwszej drużynie i być jednym z pierwszych wyborów trenera Probierza. My przygotowywaliśmy się jako zespół, że będziemy grać bez Michała Rakoczego. Nie podejmowaliśmy z zespołem takiego tematu, czy Michał będzie w CLJ, czy nie. Sprawdzając kalendarz gier pierwszego zespołu, to Rakoczy mógł być z nami tylko w Kielcach, ale tak się ułożyło, że poradziliśmy sobie bez niego.

Prowadził pan wcześniej drużyny seniorskie (m.in. GKS Katowice, Skra Częstochowa, MKS Myszków), jakie widzi pan różnice w zarządzaniu, prowadzeniu zespołu juniorów?

– To są młodzi ludzie. Mam córkę w wieku 21 lat. Nie każdy młody zawodnik ma w klubie kontrakt. Od wszystkich musimy wymagać podobnie. Zawodowcy, którzy grają na poziomie centralnym, to ich jedyną pracą jest piłka nożna. Takim zespołem zupełnie inaczej się zarządza. Próbuję w młodych zawodnikach zaszczepić systematyczność. Przede wszystkim to, żeby pracowali nad sobą pod każdym względem: mentalnym, sportowym, taktycznym czy technicznym. Żeby dbali też o szkołę, bo nie ma takiej możliwości, żeby wszyscy grali w piłkę nożną. Wiemy, że tak nie jest. Każdemu staramy się pomóc. Na pewno łatwiej jest z juniorami, że ci młodzi ludzie są bardziej plastyczni, dużo słuchają. Są chłonni wiedzy. Dużych różnic nie ma między seniorami a juniorami.

Jak trener określiłby poziom sportowy CLJ U-18?

– Ta liga się rozwija. Nie poznałem jeszcze wszystkich drużyn. Nie miałem okazji grać ze wszystkimi zespołami, które są w tej lidze, ale widziałem wiele spotkań. Widzę to po moim zespole. Słyszę głosy, że to poziom IV ligi i daleko do wysokiego poziomu. Uważam, że ta młodzież zaraz będzie mocno naciskała na seniorów. Górnik Zabrze w zeszłym sezonie walczył o utrzymanie, a w tym jest na pierwszym miejscu. Proces szkoleniowy w tych młodzieżowych drużynach jest coraz lepszy. Wiele klubów Ekstraklasy większy nacisk kładzie na to, żeby rozwijać swoich wychowanków. Myślę, że poziom ligi jest dobry i będzie coraz lepszy.

Jak wygląda trenera kontrakt z Cracovią U-18? Ważny jest do końca czerwca?

– Tak, do końca czerwca. Jednak nie rozmawialiśmy jeszcze o tym co dalej.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Cracovia