Weszło Junior

“Liczę na debiut Bidy w reprezentacji Polski”

Stal Rzeszów ma zamiar w ciągu najbliższych kilku lat awansować do Ekstraklasy. Zanim to nastąpi, już teraz może pochwalić się kilkoma wychowankami, którzy grają na tym szczeblu. Jednym z nich jest Bartosz Bida, napastnik Jagiellonii Białystok. 19-latek brał udział kiedyś w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” i… zaszedł naprawdę daleko. 

Bida urodził się w Rzeszowie i tam też rozpoczął swoją przygodę z piłką. Jego mama znalazła ogłoszenie o naborze do Stali w gazecie. Miał wtedy 4 lata. Do klubu poszedł z bratem, ale starszemu z rodzeństwa nie udało się przebić.

– Bartek od początku wyróżniał się na tle przeciwników. Już wtedy był bardzo mocny pod względem wydolności, kondycji. Na pewno też motoryka była jego dużym atutem. Szybkość, siła, na zasadzie takiej umiejętności gry ciałem, no i oczywiście – technika. Trzeba podkreślić, że w tej drużynie było kilku zawodników, którzy byli bliscy Bartka umiejętnościom, ale on “rzucał się w oczy” – mówi nam Adam Domaradzki, jeden z trenerów Bartosza Bidy w Stali Rzeszów.

Od początku wyróżniał się też charakterem. Miał cechy przywódcze, potrafił motywować swoich kolegów z drużyny. – Nigdy nie było z nim żadnych problemów wychowawczych. Był grzeczny, kulturalny, potrafił słuchać i był też bardzo lubiany w grupie. Inni chłopcy troszkę go podpatrywali ze względu na jego cechy charakterologiczne. Zawsze grał do końca, już wtedy nie było dla niego straconych piłek, był nieustępliwy. Wprowadzał do drużyny element motywacji – kontynuuje Domaradzki.

Być może wychowanek rzeszowskiego klubu nie trafiłby tak szybko na ekstraklasowy poziom, gdyby nie udany występ w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Nazwisko “Bida” pojawiło się wtedy w notesach kilku skautów, którzy z zaciekawieniem obserwowali jego dalsze postępy.

– Bartek trenował w Stali z moim synem i zaproponowałem, aby zagrał w tej drużynie, bo jeśli dobrze pamiętam, to w rozgrywkach nie mogły brać udziału kluby sportowe. Jako klub uczniowski sprawiliśmy sporą niespodziankę i zajęliśmy drugie miejsce w województwie. Pamiętam, że finał przegraliśmy w karnych z Polonią Przemyśl. Bartek, razem z moim synem, pojechali później na finały w drużynie Podkarpacia, która pod wodzą Karola Wołoszyna zajęła w Chorzowie trzecie miejsce – wspomina w rozmowie z “nowiny24” Robert Kwiatkowski, kierownik Uczniowskiego Klubu Sportowego “19”.

– Pamiętam, że to była fajna grupa. Bartek był jednym z liderów zespołu, ale byli też inni zdolni zawodnicy. Bartek Ciepiela (obecnie Stal Stalowa Wola), Bartek Prętnik (Korona Kielce), Kacper Cichoń (Pogoń Szczecin) czy Karol Knap (Karpaty Krosno) – sam miałem przyjemność grać z rocznikiem 2006 na Stadionie Narodowym, ale przegraliśmy w finale z podopiecznymi trenera Sławomira Kłosa. Finały edycji, w której grał Bartek Bida, odbywały się na stadionie Ruchu Chorzów. Zajęliśmy trzecie miejsce, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, z kim wtedy przegraliśmy w półfinałach lub kogo pokonaliśmy w meczu o brąz. Była to dla nas fajna zabawa. Ja byłem trenerem, który dopiero zaczynał, więc czułem się tak samo jak oni. Bartek był spokojny, wyważony, grzeczny. Dominował warunkami fizycznymi, potrafił w pojedynkę wygrać mecz – opowiada Karol Wołoszyn, który prowadził Bartosza Bidę w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”.

Napastnik Jagiellonii mierzy 175 centymetrów wzrostu i ciężko uwierzyć w to, że na początku przygody z piłką był… środkowym obrońcą. Był na testach w Legii Warszawa i zdał je, będąc defensorem. Mógł trafić do klubu ze stolicy, ale transfer zablokowała jego mama, która bała się o to, że samodzielne życie w wielkim mieście przytłoczy syna.

Bida miał w dzieciństwie i wczesnej młodości jeden “problem” – nie podawał. Strzelał dziesiątki bramek w sezonie, bramkarze rywali wyciągali piłkę z siatki po kilka razy w meczu i do pewnego momentu było to fajne. Gdy wszedł na wyższy poziom, nie było już jednak tak przyjemnie.

Miał problem z aklimatyzacją w juniorach Jagiellonii właśnie przez to, że był samolubny. Dochodziło do takich sytuacji, że w meczu potrafił zdobyć więcej bramek niż notował podań do kolegów. A ci nie byli z tego do końca zadowoleni, bo niby wygrywali, ale przyjemność z gry była dużo mniejsza…

Do Białegostoku trafił jako 14-latek. Sezon wcześniej, jeszcze w barwach Stali Rzeszów, zdobył ponad 80 bramek. W internecie można znaleźć grafikę przedstawiającą kadrę rocznika 2001 i ich występy w lidze. Statystyki Bidy wyglądały tak: 14 meczów, 45 goli i 13 asyst.

Wtedy występował już jako napastnik, teraz jest skrzydłowym. Sam zawodnik uważa, że zmiana pozycji przez duet trenerski Adam Domaradzki-Katarzyna Wis, była dla niego przełomowa. Jako obrońca też strzelał bardzo dużo bramek, ale musiał być również odpowiedzialny za grę w defensywie.

Gdzie można wypożyczyć zawodnika, żeby występował na wysokim poziomie, był stosunkowo blisko klubu, a przy okazji dostawał sporo szans na grę? Z Białegostoku? Oczywiście do Wigier Suwałki.

– Wiedziałem, że jest to zawodnik z dużymi predyspozycjami, więc było tylko taka kwestia: czy będzie miał to szczęście, że nie będą trapiły go kontuzje, nie zmieni się jego charakter i podejście do tego, co robi. U młodych ludzi jest z tym różnie. Okazało się, że on dalej bardzo sumiennie podchodzi do swojego zawodu. Słuchałem wypowiedzi kilku trenerów Jagiellonii, wszyscy go bardzo chwalą za obowiązkowość i przede wszystkim postępy, które robi – dopowiada były szkoleniowiec Bartosza Bidy.

W zeszłym sezonie zawodnikowi przytrafiła się pierwsza poważna kontuzja, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. W I lidze zagrał 10 razy, a i tak zdążył zdobyć pięć goli.

To wszystko sprawiło, że dostał szansę na debiut w Jagiellonii już w pierwszym meczu tego sezonu. I… został autorem najszybszego trafienia w obecnej kampanii. Potrzebował na to tylko sześciu minut. Wtedy śmiano się, że w tak krótkim czasie udało mu się wyrównać wynik strzelecki Patryka Klimali z sezonu 2018/2019. Różnica była taka, że pierwszy spędził na boisku kilkaset sekund, a drugi kilkaset minut.

Ireneusz Mamrot chętnie stawiał na 19-latka – Bida zagrał w tym sezonie w 17 spotkaniach, z czego 13 rozpoczął w wyjściowym składzie. Ten odwdzięczył się trzema bramki i dwiema asystami. Dla chłopaka z Rzeszowa to dopiero pierwszy sezon na najwyższym poziomie rozgrywkowym w kraju. Jeśli dalej będzie poukładanym piłkarzem oraz będą omijały go kontuzje, za niedługo i on może podzielić los Klimali, trafiając do europejskiego klubu.

Bida to kolejny zawodnik, który zaczynał swoją poważną przygodę z piłką w rozgrywkach “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” i zgodnie z nazwą Turnieju – zamienił podkarpackie podwórka na ekstraklasowe stadiony.

– Oczywiście, że mam z nim kontakt. Piszemy do siebie, jak się widzimy, to bardzo fajnie nam się rozmawia. Bartek jest zawodnikiem, który wie, skąd się wywodzi, nie trzyma głowy wysoko i nie zapomina o kolegach czy trenerach, którzy byli z nim kiedyś. Mam też kontakt z jego rodzicami, szczególnie z mamą, która czasem przesyła mi świeże wiadomości na temat Bartka. Bardzo mu kibicuję, gratuluję każdej bramki chociaż przez portale społecznościowe, bo czasami ciężko się dodzwonić. Ale zawsze odpowie, podziękuje. Myślę, że przy odrobinie szczęścia stać go na bardzo wiele. Liczę na to, że kiedyś zobaczę go debiutującego w pierwszej reprezentacji Polski – kończy Adam Domaradzki.

BARTOSZ LODKO

Fot. FotoPyk