Weszło Junior

Ojciec pierwszej piłkarskiej szkółki w Polsce – Józef Murgot

Nie było w Polsce trenera, a może już nawet nie będzie, który wyszkolił tylu wybitnych zawodników. Działo się to wiele lat temu, dzisiaj ci piłkarze są na zasłużonych emeryturach, niektórzy już opuścili ziemski piedestał. Kim był Józef Murgot, założyciel pierwszej szkółki piłkarskiej w Polsce?

Określenie “ojciec” dobrze do niego pasuje. Dla swoich podopiecznych był nie tylko trenerem czy nauczycielem, a właśnie kimś na wzór taty. Jan Banaś mówił nawet kiedyś, że gotował swoim piłkarzom obiady. Pracował w czasach, gdy nie było zielonych boisk, nikt nie grał w butach za kilkaset złotych, a “myśl szkoleniowa” była pojęciem obcym.

Ale były podwórka. I tysiące dzieciaków, które po nich biegały. A jak biegały, to najczęściej za piłką. Trochę inną niż znamy dzisiaj.

Swoją drogą, było dobrze, jeśli to faktycznie była piłka. Nie raz zdarzało się, że zastępowało ją coś, co było okrągłe i można było w to kopać, nie łamiąc przy okazji kilku palców u stóp.

Józef Murgot urodził się w Świętochłowicach. W młodości sam próbował swoich sił w futbolu. Grał w Czarnych Chropaczów. Po wojnie został nauczycielem wychowania fizycznego w Technikum Górniczym w Chorzowie. Do tej samej szkoły chodzili Jan Banaś, Józef Janduda czy Zygfryd Szołtysik.

W 1953 roku został opiekunem pierwszej szkółki piłkarskiej w Polsce. Oczywiście, w klubach działały drużyny młodzieżowe, ale poza kilkoma wyjątkami – nie przykładano do nich większej uwagi. Na początku lat 60. Zryw Chorzów stanie się najmocniejszym ośrodkiem szkolenia w kraju. Nikt nie mógł się z nimi równać.

– “Profesorze” – tak zwracali się do niego zawodnicy. Treningi odbywały się w dzielnicy Klimzowiec, wschodniej części Chorzowa, w dorzeczu rzeki Rawy.

– Był bardzo wymagającym trenerem, ale też wspaniałym człowiekiem. Traktowaliśmy go jak ojca. Ci, którzy chodzili do Technikum Górniczego, mieli z nim lekcje wychowania fizycznego i zajęcia w Szkolnym Klubie Sportowym. Reszta, wśród nich ja, spotykała się na treningach Zrywu – opowiada “Dziennikowi Zachodniemu” Antoni Piechniczek, późniejszy selekcjoner reprezentacji Polski.

Być może nie odkryłby tylu piłkarskich talentów, gdyby nie region, w którym działał. Na Górnym Śląsku potencjał był ogromny. Chłopców było pod dostatkiem, ale brakowało im kogoś, kto dałby im szansę, postawił na nich. Przecież setki utalentowanych zawodników nigdy nie wypłynęło na szerokie wody, a to dlatego, że możliwości kiedyś były zupełnie inne.

Gdy dzisiaj 10-latek powie, że chce zostać piłkarzem, przy odpowiednim podejściu, odrobinie szczęścia i wytrwałości – może ruszyć w tym kierunku. Gdyby ten sam 10-latek powiedział ponad pół wieku temu, że chce kiedyś zarabiać na życie z gry w piłkę, większość popatrzyłaby na niego z politowaniem.

Murgot działał w dosyć prosty, ale skuteczny sposób. Organizował turnieje międzyszkolne i mecze górnośląskich drużyn, na których wcielał się w rolę sędziego czy obserwatora. I obserwował. Najzdolniejszym dawał szansę w Zrywie.

– Profesor Murgot był wspaniałym trenerem i wychowawcą. Interesował się naszymi wynikami w nauce, co robimy po treningach. Każdy z zawodników, którzy do niego trafili, wiedział co z piłką zrobić, jak zachować się na boisku. Dzięki niemu odnieśliśmy sukces nie tylko w sporcie, ale także w życiu – mówił w rozmowie z “Dziennikiem Zachodnim” Józef Janduda.

Ludzie, żeby uwierzyć w to, że coś jest faktycznie dobre, potrzebują namacalnych sukcesów. W chorzowskim klubie było wielu zdolnych zawodników, ale wtedy w poważnej piłce jeszcze nic nie znaczyli.

O kim mowa? W Zrywie występowali wówczas Antoni Piechniczek (potem grał w Ruchu Chorzów oraz Legii Warszawa), Zygfryd Szołtysik (Górnik Zabrze), Jan Banaś (Polonia Bytom, Górnik Zabrze), Józef Janduda (Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin), Jerzy Michajłow (Ruch Chorzów, Piast Gliwice), Walter Gzel (Zagłębie Sosnowiec, Arkonia Szczecin) czy Eugeniusz Klois (Ruch Chorzów).

Efekty szkolenia pojawiły się dosyć szybko. W 1960 roku podopieczni Józefa Murgota zdobyli mistrzostwo Polski juniorów starszych. W pierwszym meczu, w Warszawie, zremisowali 1:1 z miejscową Gwardią. Ówczesne zasady nie przewidywały dogrywki lub rzutów karnych, więc potrzebne było starcie rewanżowe.

Drugie spotkanie rozegrano na Stadionie Śląskim. Na “swoim” boisku chorzowianie nie dali szans rywalom ze stolicy i wygrali gładko 5:0.

Zdobyć trofeum to jedno, ale obronić? To już twardszy orzech do zgryzienia. Zawodnicy Zrywu udowodnili wszystkim, że ich sukces sprzed roku nie był dziełem przypadku.

– Ze Zrywem Chorzów zdobyliśmy dwa razy mistrzostwo Polski juniorów. Grałem z Antonim Piechniczkiem, Zygfrydem Szołtysikiem, Erwinem Wilczkiem. Byliśmy bardzo mocną drużyną. Pamiętam, że wygraliśmy 10:1. Sama przyjemność taka gra. Na Stadionie Śląskim było wtedy 80 tysięcy kibiców, dla juniora było to wielkie wydarzenie – mówił nam ostatnio Jan Banaś.

Każdy z zawodników, o których wspomniał Banaś (z nim samym włącznie), kilka lat później zagra w reprezentacji Polski. Gdyby nie Szołtysik, Polska być może nie zdobyłaby złotego medalu Igrzysk Olimpijskich w Monachium z 1972 roku.

Nic dziwnego, że po latach najwięcej mówiło się o piłkarzach tamtej drużyny, ale o Murgocie również nie zapomniano. Określano go ojcem pierwszej szkółki piłkarskiej w kraju, która wyprzedzała swoją epokę oraz odkrywcą licznych piłkarskich talentów.

Józef Murgot zmarł w 1989 roku. Pod koniec swojego życia mówił dziennikarzom, że byłby spokojny o polski futbol, gdyby udało się wychować chociaż kilku takich Szołtysików.

Chyba przeczuwał, że w następnych latach może być ciężko o sukces reprezentacji Polski na wielkiej imprezie.

BARTOSZ LODKO

Fot. Archiwum Jana Banasia