Wywiady

Jak wygląda piłka nożna na Islandii? Młody polski piłkarz obala mity

Typowemu laikowi Islandia kojarzy się z mrozem i ze śniegiem. Czy gra się tam w piłkę na boiskach pokrytych białą taflą? Jak wygląda infrastruktura? Czym charakteryzuje się islandzka piłka nożna? Czy sukcesy seniorskiej reprezentacji przeniosły się na zainteresowanie tym sportem? O tym wszystkim porozmawialiśmy z 19-letnim zawodnikiem, Patrykiem Hryniewickim.

Hryniewicki mieszka na Islandii już 12 lat i tam zaczynał grać w piłkę nożną. Jest wychowankiem klubu Leiknir Reykjavík, który obecnie występuje na drugim poziomie rozgrywkowym w kraju. Młody zawodnik dopiero wchodzi do piłki seniorskiej, w której chciałby zostać i utrzymać się na dłużej. Poznajcie realia piłki islandzkiej oczami zawodnika.

***

Jak wygląda sytuacja z kornawirusem na Islandii? 

– Myślę, że można użyć stwierdzenia, że jest bardzo dobrze, ponieważ chorych obecnie jest ok. 20 (na Islandii potwierdzono tę chorobę u 1800 osób, z czego już 1780 wyzdrowiało – przyp. red.). Życie w kraju praktycznie wróciło do normalności. Od poniedziałku wróciły treningi całej drużyny, bo wcześniej trenowaliśmy w małych grupach.

Islandia jest na końcowym etapie walki z pandemią i wszystkie obostrzenia powoli schodzą, tak?

– Tak, wszystkie ograniczenia powoli schodzą, np. zwiększyli liczbę osób w sklepach czy chociażby wróciliśmy do treningów w kompletnym składzie.

W Polskich mediach mówiło się wiele o zaradności Islandii w walce z pandemią. Czy to prawda, że testy na koronawirusa są u was powszechnie dostępne i darmowe?

– Tak, są darmowe. Każdy może się zapisać i przejść testy na obecność koronawirusa.

A ty lub ktoś z twojej rodziny korzystał z tych testów?

– Z mojej rodziny nikt nie korzystał z tych testów, aczkolwiek mój kolega na nich był. Mówił, że patyczkiem pobierany jest wymaz z gardła, co jest dość nieprzyjemne. Aczkolwiek to jest tylko tyle i czeka się na wyniki.

Wspomniałeś, że wróciliście do treningów w tym tygodniu. Jak długo byliście bez wspólnego trenowania i jak radziliście sobie w tym czasie? 

– Ogółem trener dał nam różne programy treningowe. Przez ostatnie dwa miesiące mieliśmy biegać cztery razy w tygodniu. Jednym razem 10 kilometrów, a innego dnia stricte sprinty biegowe. W domu mieliśmy się wzmacniać – ćwiczenia siłowe. Tak to wyglądało przez ostatnie dwa miesiące. W miniony tygodniu trenowaliśmy po siedem osób w trzech grupach. A teraz przeprowadzany jest normalny trening.

Czy to wygląda tak samo, jak w Polsce? Przychodzicie na trening w maseczkach, dbacie o dezynfekcję itd.?

– Ogólnie w kraju już nie chodzą w maseczkach. Jedynym takim ograniczeniem jest jeszcze liczba ludzi w sklepach. Stoi taki jeden pan przed sklepem i liczy, ile może wejść. Każdy też musi zdezynfekować ręce. Jeżeli chodzi o treningi, to nie możemy korzystać z szatni, ani w ogóle wejść do klubu. Każdy na trening przychodzi ubrany. Treningi wyglądały tak, że był ograniczony kontakt między zawodnikami. Trenowaliśmy podania, strzały itd.

A jak to teraz wygląda?

– Trenujemy normalnie całą grupą od poniedziałku. Zabawna sytuacja, bo jeszcze przed informacjami, że będziemy trenować wszyscy razem, trener powiedział nam, że wrócimy do normalnych jednostek treningowych, bo i tak żaden klub nie przestrzega tych obostrzeń (śmiech).

W normalnym cyklu tygodniowym ile razy trenujecie w tygodniu?

– Od czterech do pięciu razy, w zależności od tego, czy w tygodniu gramy jeszcze jakiś mecz. Oczywiście dochodzą do tego jeszcze treningi wzmacniające na siłowni. Dwa razy w tygodniu też mamy tak, że trenujemy dwa razy w ciągu dnia – rano i po południu.

Jak wygląda u was sytuacja z rozgrywkami ligowymi? Bo w tym okresie to normalnie powinien wystartować nowy sezon?

– Tak, powinniśmy mieć już za sobą dwie kolejki ligowe. Oficjalnie liga ruszy 15 czerwca.

Gdy zaczęła się pandemia koronawirusa, to byliście w trakcie okresu przygotowawczego do sezonu?

– Tak, okres przygotowawczy na Islandii trwa bardzo długo. Są rozgrywane turnieje towarzyskie. Wzięliśmy udział w dwóch takich rozgrywkach i tego drugiego, i nie udało nam się dokończyć. W listopadzie i grudniu intensywność treningów jest niska, ale jesteśmy w treningu. Później stopniowo zwiększamy objętość treningów. W kwietniu trenujemy na największych obrotach, bo w maju rusza liga.

Jak długo jesteś już na Islandii? I jak to się w ogóle stało, że trafiłeś tam?

– Trafiłem tu, gdy miałem 7 lat. Rodzice przylecieli tutaj z uwagi na pracę i wzięli ze sobą mnie i moją siostrę. Tak wyszło, że mieszkam już tu 12 lat. Normalnie chodzę tutaj do szkoły itd.

Kiedy zacząłeś grać w piłkę? Miałeś jeszcze okazję w Polsce chwilę potrenować w wieku 5-6 lat?

– Nie, można powiedzieć, że późno zacząłem grać, bo mając 9 lat. Cały czas w tym samym klubie.

A Polskę odwiedzasz w ogóle?

– Tak, wychodzi ok. 4-5 wizyt w roku.

Słychać, że mówisz bardzo dobrze po polsku. Mimo że tyle lat mieszkasz na Islandii nie słychać u ciebie innego akcentu. Rozumiem, że w domu rozmawiacie cały czas po polsku? 

– Tak, cały czas mówimy po polsku. Tylko czasem, gdy zabraknie mi lub siostrze jakiegoś słowa, to używamy odpowiedników z języka islandzkiego. Rodzice nie mają z tym problemu. Piszę i rozmawiam płynnie po polsku. Gdy mówię po islandzku, to wtedy słychać u mnie inny akcent.

A propos właśnie tych języków i pobytu wiele lat na emigracji. Myślisz i śnisz po polsku czy islandzku?

– Chyba po polsku (śmiech).

Typowemu laikowi Islandia kojarzy się ze śniegiem i mrozem. Obalisz mit, że nie gra się u was w piłkę nożną na śniegu? Czy zdarzało się tobie grać?

– Były takie mecze, gdzie danego dnia była śnieżyca. Jednak większość boisk na Islandii jest podgrzewana. Gdy pada delikatnie śnieg, to po chwili go nie ma. Gdy pojawi się śnieżyca… to wtedy jest tragedia (śmiech). Zdarzyło mi się grać, gdzie była cienka warstwa śniegu na boisku. Jednak tak, jak mówię, większość boisk jest podgrzewana, a gramy na sztucznych boiskach. Trzeba zaznaczyć, że sezon ligowy jest rozgrywany w takim czasie, gdzie nie ma opadów śniegów, a temperatura powietrza wynosi ok. 10°C. U nas, gdy nie ma wiatru, a termometry wskazują 10°C, to można rzec, że jest gorąco. Jednak zdarza się, że w okresie letnim dochodzi nawet do 20°C.

Jak wygląda zainteresowanie piłką nożną na Islandii? Wiele osób gra amatorsko? 

– Każda szkoła ma niepełnowymiarowe boisko ze sztuczną murawą. W Polsce często jest tak, że zamykane są boiska, nie wiadomo, dlaczego i po co? Kilka razy z tym się spotkałem, że chciałem zagrać, a było zamknięte. Na Islandii dzieci mają cały czas dostęp do boisk. Bardzo dużo osób gra w piłkę.

Kibice tłumami przychodzą na stadiony? Wyniki pierwszej reprezentacji, gdzie zagrali na dwóch wielkich imprezach, Euro 2016, mundial 2018, spowodowały boom na piłkę nożną? Mecz reprezentacji to święto narodowe?

– Tak, bo po 30 minutach są już wyprzedane bilety na mecz reprezentacji (śmiech). Gdy Francuzi przylecieli na Islandię na mecz, to dosłownie po pół godziny od uruchomienia kasy biletowej, nie było już wolnych miejsc. Ciężko dostać się na taki mecz, ale mi się udało. Na meczach ligowych wygląda to różnie. Pewnie od 300 do 1000 osób. Coś takiego, ale trzeba pamiętać, że to mały kraj (360 tysięcy mieszkańców – przyp. red.). Kluby też nie mają dużych stadionów.

Jakie duże są stadiony na Islandii?

– Stadiony nie są duże. Ciężko wskazać klub, który by się pod tym względem wyróżniał. Zazwyczaj stadiony mają jedną trybunę.

A jak wygląda sprawa nawierzchni na stadionach? Tylko i wyłącznie na sztucznym? Czy są też boiska naturalne, na których trenują i grają islandzkie kluby.

– Teraz to wszystko się zmienia. Kluby bardziej stawiają na sztuczną murawę, nawet jeśli chodzi o główne boiska. Jednak każda drużyna ma do dyspozycji teren z naturalną nawierzchnią. Pierwszy trening po pandemii był u nas na trawie, aczkolwiek pierwsze ligowe starcie mojej drużyny zostanie rozegrane na wyjeździe, na sztucznej nawierzchni. Zatem tuż przed tym starciem, będziemy na pewno trenować na sztucznym boisku. Wszystko jest zależne od przeciwnika, to pod niego jest układany mikrocykl treningowy.

Powiedz nam coś więcej o zespole, w którym występujesz – Leiknir Reykjavik?

– Myślę, że jest to bardzo dobry klub dla młodych zawodników, bo grają na zapleczu islandzkiej ekstraklasy i walczą o awans w tym sezonie do ligi wyżej. Wszystko mamy na miejscu. Klub jest powiązany z siłownią, a ta jest darmowa dla piłkarzy na kontrakcie. Leiknir ma dwa pełnowymiarowe boiska – sztuczne i naturalne. Do tego jest jeszcze trawiaste boczne boisko. To fajne miejsce, gdzie młodzi piłkarze mogą się rozwijać.

Jest to profesjonalny klub?

– Starają się, żeby było wszystko jak najlepiej. Na pewno nie jest profesjonalny, ale trenerzy i zawodnicy są mocno zaangażowani w ten klub i dają z siebie 100%.

Czy na tym poziomie piłkarze mają podpisane profesjonalne kontrakty i mają z tego pensję, która pozwoli im przywozicie żyć na Islandii?

– Zależy od piłkarzy. Dwóch albo trzech ma przyzwoite kontrakty. W ekstraklasie islandzkiej wygląda to inaczej, bo tam większość żyje z piłki. Na zapleczu zdarza się tak, że chodzą zawodnicy do pracy. To jest taki półprofesjonalny klub.

Zarząd klubu jako cel na ten sezon stawia awans do ekstraklasy?

– Tak, w ubiegłym sezonie zajęliśmy trzecie miejsce w lidze. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy nawet awansować.

Przejrzałem skład Leiknir Reykjavik na Transfermarkcie i widzę, że w tym klubie grają praktycznie sami Islandczycy. Jesteś jedynym zagranicznym zawodnikiem w składzie?

– Nie, Transfermarkt też nie uwzględnia wszystkich zawodników. U nas w klubie są piłkarze z: Tanzanii, Hiszpanii, Maroka. Tłumaczę, z czego to wynika. To są zawodnicy, którzy trafili do pierwszego zespołu z młodzieżowej drużyny. Tak samo, jak ja, bo dla mnie też to będzie pełnoprawny pierwszy sezon w seniorskiej piłce. Mieszkam w takim miejscu Reykjaviku, gdzie jest sporo obcokrajowców. Dlatego też rodzice przyprowadzają swoje dzieci do Leikniru, bo mają najbliżej. Stąd wynika ta różnorodność. Jeżeli chodzi o drużynę młodzieżową, to była taka sytuacja w tamtym sezonie, gdzie w pierwszym składzie wystąpiło ośmiu zawodników spoza Islandii.

Jesteś już po rozmowach z pierwszym trenerem? Wiesz, czy będziesz często występował w tym sezonie? 

– On mi mówił, że pokazuje się z bardzo dobrej strony. Dwa miesiące temu zaznaczył mi, że lepiej dla mnie byłoby, gdybym poszedł na wypożyczenie, bo wtedy zagrałbym więcej w tym sezonie. Bo walka o pierwszy skład jest naprawdę zacięta. Na mojej pozycji jest wielu bardziej doświadczonych graczy ode mnie. Dlatego chciał, abym łapał to doświadczenie w innej drużynie, bo celem Leikniru w tym sezonie jest awans do ekstraklasy. Tym bardziej że gram teraz na obronie.

 Już nie w pomocy?

– Już nie. Ogółem to u mnie jest tak, że jeszcze dwa lata temu grałem w ataku. Była taka sytuacja, że przegrywaliśmy wszystkie mecze i trener postanowił coś zmienić. Wrzucił mnie do pomocy i wygraliśmy z liderem tabeli 4:0, potem z wiceliderem 4:1, więc wyszło tak, że grałem na pomocy. Później trener, który jako piłkarz grał w szwedzkiej ekstraklasie, uważał, że dobrze gram w defensywie i przestawił mnie na obrońcę, gdzie grało mi się jeszcze lepiej. Tak wyszło, że teraz gram na środku obrony.

A na jakiej pozycji najlepiej czujesz się na boisku?

– Zależy też od sytuacji. Wolę widzieć całe boisko, bo najbardziej ode mnie zależy, co się stanie, gdy popełnię błąd – nikogo za mną nie ma oprócz bramkarza. Zatem preferuję obronę, ale też defensywny pomocnik jest w porządku.

Jak wyglądają twoje plany na przyszłość? Wiążesz je z piłką?

– Tak, ale jeśli się nie uda z piłką, to chcę iść na studia na rehabilitanta. Wiem, że jest to ciężki kierunek, ale mnie to interesuję. Nawet dla samego siebie warto byłoby zdobyć tę wiedzę, gdyby mi się coś stało, to wiedziałbym co zrobić w danym momencie. Aktualnie mam zamiar skończyć szkołę średnią. Mam nadzieję, że mi się uda (śmiech). Jestem już w ostatniej klasie.

Co robisz w wolnym czasie w tym trudnym okresie?

– Gdy jest ładna pogoda, to staram się wychodzić na spacery. Jednak siłą rzeczy też więcej zacząłem grać w gry komputerowe (śmiech). Trochę też nauki jest w ostatnim czasie, więc na tym też się skupiam. Bo teraz jest końcowy etap roku szkolnego i przede mną egzaminy.

Coś na wzór polskiej matury?

– Nie, na Islandii jest tak, że każdy przedmiot kończy się końcowym egzaminem. Tak, jak teraz uczę się do testu z języka islandzkiego, jeśli go zdam, to po prostu zaliczyłem przedmiot.

Gdzie siebie widzisz za pięć lat?

– Trudne pytanie. Chciałbym zajść jak najdalej, jeżeli chodzi o piłkę nożną. Żyć z gry w piłkę. Wiem, że nie będzie łatwo. To jest najpopularniejszy sport na świecie i każdy chce być najlepszy.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI
Fot. archiwum prywatne Patryka Hryniewickiego