Weszło Junior

Setki milionów na młodzieżowców. Opłaciło się?

Florentino Perez uwielbia sprowadzać do stolicy Hiszpanii młodych zawodników. W ciągu ostatniej dekady wydał na wszystkich młodzieżowców ok. 450 mln euro. Czy były to udane transfery?

18-letni Brazylijczyk dwa razy w meczu zagra piętą, założy “siatkę” przeciwnikowi, a media kreują go na następcę Neymara? Oczywistym jest, że zaraz pojawi się na liście życzeń Realu Madryt. “Królewscy” tylko w przeciągu ostatnich dziesięciu lat zakontraktowali Casemiro, Lucasa Silvę, Viniciusa, Militão, Reiniera i Rodrygo.

Do Madrytu przybyło łącznie 24 zawodników U-21. Czy zainwestowane pieniądze się zwróciły? Ile transferów było nietrafionych?

Sprawdzamy!

Raphael Varane – z RC Lens za 10 mln euro

Jeden sezon w Ligue 1 wystarczył, żeby Varane zwrócił uwagę działaczy Realu. Jego zespół spadł z ligi, a przed nim otworzyła się szansa na wielką karierę. Wydane 10 milionów euro było świetną inwestycją, bo dzisiaj nikt nie wyobraża sobie obrony “Los Blancos” bez Francuza. 309 występów na koncie i jeszcze dwa lata kontraktu przed sobą. Ale czy w jakimś innym klubie byłoby mu lepiej?

Casemiro – z Sao Paulo za 6 mln euro

Zanim otrzymał szansę w pierwszym zespole, testowano go w rezerwach oraz wypożyczono do Portugalii. Bardzo dobre występy w FC Porto utwierdziły wszystkich, że zasłużył na grę w La Liga. Od tego czasu jest jedną z kluczowych postaci Realu, a jego transfer dawno się zwrócił.

Mesut Özil – z Werderu Brema za 18 mln euro

Wiele osób uważa, że po odejściu z Hiszpanii Özil nie jest już tym samym piłkarzem. Licznik jego występów w klubie z Madrytu zatrzymał się na 159 spotkaniach, w których zdobył 27 goli i zanotował 80 asyst. Był kojarzony szczególnie z dograń do kolegów, którym setki razy otwierał drogę do bramki przeciwnika. Cristiano Ronaldo był zły na klub za to, że pozwolili Özilowi odejść do Arsenalu, ale paradoksalnie… to wtedy Real zaczął święcić swoje największe triumfy.

Sergio Canales – z Racingu Santander za 6 mln euro

Do Madrytu trafił po udanym sezonie w barwach Racingu Santander, który występował wówczas w La Liga. Zdolnego 19-latka udało się kupić za 6 mln euro, co wydawało się dosyć promocyjną ceną, Ale Canales nie sprostał oczekiwaniom. W barwach Realu zagrał tylko 15 razy, chociaż – nie przepadł całkowicie. Dzisiaj jest ważną postacią Realu Betis, był też w Realu Sociedad i w Valencii. No cóż, Real był mu pisany, ale może nie ten.

Dani Carvajal – z Bayeru Leverkusen za 5 mln euro

Wychowanek klubu, którego bez żalu oddano do Bayeru i po sezonie sprowadzono z powrotem. I bardzo dobrze, bo Carvajal od kilku lat jest uważany za jednego z najlepszych prawych obrońców na świecie. Kolejny zawodnik, bez którego ciężko wyobrazić sobie defensywę wiceliderów La Liga.

Isco – z Malagi za 30 mln euro

Ciężko powiedzieć o zawodniku, który rozegrał 300 meczów w klubie, że nie do końca się sprawdził, ale właśnie tak jest w przypadku 28-latka. Tyle lat występów, a nie było jeszcze sezonu, w którym grałby od deski do deski. Opłacało się wydać na niego te 30 milionów euro, ale mamy wrażenie, że mógł wycisnąć trochę więcej.

Martin Ödegaard – ze Strømsgodset za 2,8 mln euro

Chłopak, który miał być nową gwiazdą europejskiej piłki, a gdy miał 19 lat, mówiono, że już po jego wielkiej karierze. Tymczasem Ödegaard, na wypożyczeniu w Realu Sociedad, wyrósł na czołowego pomocnika ligi i fani “Królewskich” już nie mogą doczekać się przyszłego sezonu, gdy w końcu będzie występował w barwach ich ulubionego klubu. Przypominamy, że Norweg ma dopiero 21 lat…

Lucas Silva – z Cruzeiro za 13 mln euro

Może nie wydano na niego wielkich pieniędzy, ale w Hiszpanii zupełnie sobie nie poradził. Rozegrał tylko dziewięć meczów, próbował odbudować się w Olympique Marsylia i powrócił do Brazylii. Do tej pory – to największy niewypał transferowy “Królewskich” spośród młodzieżowców w ostatniej dekadzie.

Marco Asensio – z RCD Mallorca za 3,5 mln euro

Kontuzja, której nabawił się w lipcu zeszłego roku, sprawiła, że w tym sezonie jeszcze nie oglądaliśmy go na boiskach. 24-latek wrócił już do treningów i być może zobaczymy go na placu gry po wznowieniu rozgrywek. Jeżeli chodzi o stosunek jakości do ceny, to transfer jak najbardziej udany, ale podobnie, co w przypadku Isco – indywidualnie liczono na ciut więcej.

Mariano Diaz – z Badalony za 40 tys. euro

Real ściągnął go za “grosze” z młodzieżowej drużyny CF Badalona. Po kilku latach sprzedano go za 8 mln euro do Francji i po sezonie odkupiono za 21,5 mln euro. Ot, zwykły rezerwowy, nigdy nie oczekiwano od niego wiele więcej. Swoje z klubem wygrał, ale raczej musi pogodzić się z faktem, że gra w pierwszym składzie Realu to dla niego za wysokie progi.

Federico Valverde – z Peñarolu za 5 mln euro

Nowy ulubieniec kibiców. Sezon 2019/2020 jest pierwszym, w którym otrzymuje więcej szans od Zinedine Zidane’a i od razu miał realny wpływ na zdobycie jednego z trofeów. Gdyby nie jego wślizg na Alvaro Moracie w Superpucharze Hiszpanii, Real prawdopodobnie przegrałby w finale z Atletico Madryt, a tak – zwyciężył po serii rzutów karnych. Z Urugwajczyka może być jeszcze sporo pożytku, a wydane pieniądze zwrócą się kilkukrotnie.

Jesús Vallejo – z Realu Zaragoza za 5 mln euro

Nie ma się zbytnio co dziwić, że Vallejo nie poradził sobie w Realu, bo wygryzienie ze składu kogoś z dwójki Varane-Ramos graniczyłoby z cudem. Pierwszą połowę sezonu spędził na wypożyczeniu w Wolverhampton, drugą w Granadzie. Rozgrywkami, w których zagrał najwięcej minut w obecnej kampanii, są… kwalifikacje do Ligi Europy. Poprzednie zdanie wiele mówi o jego aktualnej formie.

Andrij Łunin – z Zorii Ługańsk za 8,5 mln euro

Najlepszy bramkarz MŚ U-20 do Realu trafił w lipcu 2018 roku. Od tego czasu nie zadebiutował w oficjalnym meczu pierwszego zespołu i nie wiadomo czy w ogóle mu się to uda. Obecnie jest wypożyczony do drugoligowego Realu Oviedo. Łunin zagrał w dziewięciu ligowych spotkaniach i tylko raz zachował czyste konto.

Theo Hernandez – z Atletico Madryt za 24 mln euro

22-latek gra dzisiaj w Milanie i już w ciągu tego sezonu zdążył zagrać w większej liczbie meczów niż podczas całego swojego pobytu w białej części Madrytu. To, że nie poradził sobie w Realu, nie oznacza, że nie poradzi sobie w solidnym europejskim klubie. Francuz jest jeszcze młodym zawodnikiem, przed którym cała kariera. “Królewscy” sprzedali go do Włoch za 20 baniek.

Dani Ceballos – z Realu Betis za 16,5 mln euro

Florentino Perez tak bardzo go cenił, że ustawił mu klauzulę odstępnego w wysokości 500 milionów euro. Żeby, broń Boże, nikt nie wpadł na pomysł, by sprowadzić go do siebie. Ceballos jest solidnym graczem, ale chyba nie na tyle solidnym, żeby utrzymać miejsce w pierwszym składzie Realu. Chociaż jest też za wcześnie, aby go definitywnie skreślać, bo miewał naprawdę dobre występy.

Mateo Kovacić – z Interu Mediolan za 38 mln euro

Gdybyśmy spojrzeli tylko na kwotę, za którą go sprowadzono, to były to średnio zainwestowanie pieniądze. Zmieńmy jednak perspektywę, bo Kovacić miał mniejszy lub większy (raczej mniejszy) wpływ na zdobyte trofea i ostatecznie udało się go jeszcze z zyskiem oddać do Chelsea. Nie można więc tego transferu zaliczyć jednoznacznie do bardzo nieudanych.

Takefusa Kubo – z FC Tokyo za darmo

Młody zawodnik jest uważany za nadzieję japońskiej piłki. Real musiał stoczyć “bitwę” o niego, bo chętna na sprowadzenie Japończyka do siebie była połowa Europy. Obecnie ogrywa się w Mallorce, gdzie nie radzi sobie najgorzej. W Madrycie będą musieli jeszcze poczekać, by dowiedzieć się czy udało im się wyrwać za darmo wielką gwiazdę, czy tylko przeciętnego grajka.

Albert Soro – z Realu Zaragoza za 2,5 mln euro

Część z was może słyszeć o tym piłkarzu po raz pierwszy, chyba że śledzicie rozgrywki La Liga 2. Jeszcze nie zadebiutował na Santiago Bernabeu, ale przy tak małej kwocie za transfer, nawet gdyby mu się to nie udało – nic wielkiego klubowi się nie stanie. Niemniej jednak będziemy śledzić, jak potoczą się losy młodziutkiego Hiszpana.

Vinicius Junior – z Flamengo za 45 mln euro

Może to my jesteśmy jakoś sceptycznie nastawieni do Viniciusa, ale nie widzimy w Brazylijczyku następcy Cristiano Ronaldo. Jego występy są zazwyczaj poprawne, ale rzadko coś ponadto. W listopadzie będzie świętował dopiero 20. urodziny, więc jeszcze wszystko przed nim. Presja tym większa, że na jego zakup trzeba było sięgnąć do kieszeni trochę głębiej.

Brahim Diaz – z Manchesteru City za 17 mln euro

Pep Guardiola nie dostrzegł w nim wielkiego talentu i bez większego żalu oddano go do Realu. Do tej pory pojawił się na boisku tylko kilka razy, więc ciężko coś więcej powiedzieć na temat Diaza. Może, a nie musi – tak byśmy go na razie scharakteryzowali.

Luka Jović – z Eintrachtu Frankfurt za 60 mln euro

Dwa gole, jedna asysta i dziesiątki milionów euro wydanych na transfer Serba. Więcej słychać o nim w mediach, niż ze względu jego boiskowych występów. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby już po sezonie opuścił stolicę Hiszpanii, przynajmniej na wypożyczenie. Zapowiada się, że Real straci na nim sporo pieniędzy.

Éder Militão – z FC Porto za 50 mln euro

Rozumiemy, że Brazylijczyk jest opcją na przyszłość, bo Sergio Ramos nie będzie grał wiecznie, ale nie sprowadza się zawodnika za taką kwotę po to, żeby siedział na ławce… Mogli go wypożyczyć gdziekolwiek, żeby cały czas był pod grą, a tak – w pierwszym sezonie w klubie jest zupełnie bezużyteczny.

Reinier – z Flamengo za 30 mln euro

Trzy spotkania w Castilli i już dwie bramki oraz asysta. Wystarczyło kilka dobrych meczów barwach Flamengo, żeby zasilił kadrę 33-krotnych mistrzów Hiszpanii. Ciężko prorokować, ale wydaje się chłopakiem z olbrzymim potencjałem, za którego nie zapłacono aż tak ogromnych pieniędzy.

Rodrygo – z Santosu za 45 mln euro

Tyle dobrego, że 19-latek przed transferem do Realu zdążył zagrać dwa sezony w seniorskiej piłce. Gra mniej, a więcej z niego pożytku niż z Viniciusa. Szczególnie dobrze wyglądają jego statystki w Lidze Mistrzów – 4 gole i 2 asysty w czterech meczach. W Brazylii radził sobie bardzo dobrze, ale czy w Hiszpanii będzie tak samo?

***

Real w ostatnich kilku latach zmienił swój stosunek do sprowadzania młodych zawodników. Wcześniej kupowali młodzieżowców za niewielkie pieniądze i większość z nich okazywała się strzałem w dziesiątkę. Varane, Carvajal oraz Casemiro kosztowali razem tylko 21 milionów euro, a każdy z nich jest dzisiaj ważną postacią klubu.

Idąc dalej, na początku zeszłej dekady nie było transferów, za które można byłoby się do “Królewskich” doczepić. Canales czy Silva nie sprawdzili się, ale wydano na nich tak nieduże pieniądze, że właściwie nie można tego nazywać transferowymi wpadkami. Trochę więcej zapłacono za Kovacicia i Hernandeza, ale obu sprzedano za całkiem dobre ceny.

W ostatnich latach wygląda to natomiast tak, że “Królewscy” chcieliby mieć u siebie każdego piłkarza, który zapowiada się na mega grajka. Więc… kupują wszystkich po kolei. Tylko ostatnich trzech Brazylijczyków kosztowało Real 125 mln euro! I żaden z nich nie ma aktualnie miejsca w podstawowym składzie.

O wiele bardziej wszyscy ucieszyliby się, gdyby karierę zrobił Kubo czy Ödegaard, których sprowadzano praktycznie za darmo. Norweg udowadnia w tym sezonie, że może być czołowym pomocnikiem ligi.

Czy nowa polityka transferowa wobec młodzieżowców w Madrycie się opłaci? Szczerze w to wątpimy. Już 60 mln euro wydane na Jovicia wygląda na pieniądze wyrzucone w błoto. A Serb i tak był zawodnikiem, który błyszczał na poziomie seniorskim – to co powiedzieć o tych wszystkich juniorach?

Fot. Newspix, za: Football Talent Scout/Twitter